Moment na który wiele czekało. Łzy drani sprzedających konta już zaczynają żłobić słoną rzekę przechodzącą przez cały kraj.

Jedna z niewielu pozostałych w Polsce ostój piractwa padła. Chyba. Raczej. Być może? Właśnie o tym będzie wpis.
Wszystko związane z grami, co powinno was zainteresować.
Chociaż troszkę.
Moment na który wiele czekało. Łzy drani sprzedających konta już zaczynają żłobić słoną rzekę przechodzącą przez cały kraj.

Jedna z niewielu pozostałych w Polsce ostój piractwa padła. Chyba. Raczej. Być może? Właśnie o tym będzie wpis.
Od dłuższego czasu się czaiłem by dodać jakiś wpis. Nie ma jednak sensu pisać o czymkolwiek, bo wszystko utonie w szumie informacyjnym związanym z premierą Cyberpunka 2077.

No dobrze, wszystko poza tym jednym tematem. Jeżeli doroczne rozdanie The Game Awards i masa dobra pokazanego w trakcie pokazu się nie przebije przez ten cyberpunkowy szum informacyjny, to nic nie da rady.
Jako osoba zarobiona (sezon w pracy), zestresowana (CoVID-19, mama w grupie ryzyka, sam fakt, że coś takiego jak pro-epidemik istnieje i niedojebanie umysłowe naszej kasty politycznej) i ogólnie niechętna wszystkiemu długo się zbierałam do napisania czegokolwiek. Ostatecznie postanowiłem podzielić się niepopularną opinią.

Bo jak już się odzywać rzadko, to warto chociaż powiedzieć coś na co ktokolwiek zwróci uwagę, co nie?
Skąd ta niechęć? Co gasi „hype”? Gdzie mój growy patriotyzm? Co z tym wszystkim ma wspólnego dziennikarstwo growe?
Z okazji tego, że udało mi się wyrwać z kompletnego opętania Hadesem i z powodu premiery Panzer Dragoon na PC, to postanowiłem napisać kilka słów o tym drugim tytule.

Przy czym pojawienie się gry na platformie większej niż tablet z szynami do podpięcia padów to tylko pretekst, bo wszystkie rzeczy opisane tutaj dostępne są niezależnie od platformy.
Nie potrafię pisać chwytliwych tytułów, ale za to bardzo lubię się cieszyć z rzeczy, zarówno malutkich, jak i wielkich.

W przypadku „oficjalnej” premiery Hades mamy do czynienia z obiema opcjami na raz. Jak to możliwe? To dość proste, jak się pomyśli.
Mieliście kiedyś tak, że chcieliście rzucić wszystko w cholerę i jechać w Bieszczady? Bo ja tak. Mój urlop w sumie na tym polegał. Piszę ten wpis jako krótką rozgrzewkę przed powrotem do normalnego pisańska.

Bo idealnie się złożyło, że w trakcie urlopu grałem w Mini Island Challenge Bundle, które na taki wpis nadaje się idealnie.
Otaczającej nas wokół proroctwa zagłady sprawiły, że wzięło mi się na opisanie tych, które siedzą w mojej głowie od dłuższego czasu. Jedno z nich tyczy się retrogamingu.

Czemu moim zdaniem szeroko rozumiany retrogaming prędzej czy później przestanie się rozwijać? Czemu dzisiejsze hity prędzej czy później staną się nie możliwe do poznania?
Ci, którzy obserwują mnie w social mediach już wiedzą, że zaliczyłem szok w chwili gdy ogłoszono oba koncerty z Game Music Festival 2020.

Ci, którzy czytają mnie tylko na blogu dopiero teraz się przekonają w jak głębokim szoku jestem. Oprócz tego dowiedzą się jak bardzo pragnę tam być i do tego usłyszą czemu pragnę tam być (ale nie będę)!
Nie wiem czy wiecie, ale wygląda na to, że Flash, w końcu, po wielu wcześniejszych deklaracjach, najwyraźniej w końcu umrze na dobre wraz z końcem tego roku. Dla wielu, to dobrze.

Dla twórców tysięcy flashowych gier, już mniej. Dla osób z tendencją do nostalgicznego powracania do nich? Jeszcze gorzej. Ale na całe szczęście pojawiła się grupa śmiałków, która rozwiązała problem. Mowa o projekt Flashpoint zapoczątkowany przez jegomościa o nicku „Bluemaxima” .
Powiem wprost – potocznie nazywam tę grę symulatorem świecenia latarką po twarzach ludzi którymi gardzę. Nie wiem, czy to sprawia, że Towaga: Among Shadows jest grą, którą przyjmuję często niczym promień nadziei po lichym dniu.

Ale wiem jedno: nawet bez tego osobistego nacechowania emocjonalnego COŚ (innego niż otrzymanie klucza recenzenckiego) musiało sprawić, że o tej grze pisze. A skoro już zachciało mi się pisać, to wiedz, że coś się dzieje.