Nie będę za często mówił, że miałem wolne. Będzie jednak widać znaki.

Jednym z tych znaków może być rekordowo długi wpis, który z powodu swojej wielkości zostanie podzielony na dwie części. Pierwszą, giereczkową, część znajdziecie poniżej.
Nie będę za często mówił, że miałem wolne. Będzie jednak widać znaki.

Jednym z tych znaków może być rekordowo długi wpis, który z powodu swojej wielkości zostanie podzielony na dwie części. Pierwszą, giereczkową, część znajdziecie poniżej.
Mogę spokojnie powiedzieć, że miniony tydzień był najbardziej przyjebanym w historii przyjebanych tygodni. O tym jednak nie będę zbytnio pisał.

Będzie za to o biciu pajaców śniących o potędze, biciu potworów nieświadomych swojej przyszłej roli jako mojej zbroi i organizowaniu baru plażowego.
Oprócz tego znajdzie się jakaś owsianka. A kota dostaliście na starcie.
Pisanie czegoś na bieżąco ma swoje zalety i wady.

Tą pierwszą jest to, że dzięki temu proces twórczy jest trochę sprawniejszy i jest mniejsza szansa na pominięcie czegoś NAPRAWDĘ ważnego. Ta druga? Jeżeli wydarzy się coś drastycznie zmieniającego nastrój, jak w minionym tygodniu, to nastrój wpisu może stać się „zaburzony”.
Dokładnie tak jest poniżej
W momencie kiedy nie mam niczego ciekawego i związanego z grami do wrzucenia jako główne zdjęcie wpisu, to pojawia się On.

Cały na biało. I na rudo. I z niebieską poświatą wytworzoną przez zasłonki. Co mnie uratowało od robienia zdjęcia telefonowi innym telefonem, po to, by dać go do wpisu.
Kolejny tydzień za mną, wiele znacznie bardziej pokręconych przede mną.

Tak przynajmniej wygląda stan mojej rzeczywistości w niedzielę, o godzinie 16:19, kiedy piszę te słowa i staram się wymyślić lepszy wstęp.
Ale czasem to się zwyczajnie nie udaje 😀
Jakby sytuacja była bardziej sprzyjająca, to bym ogłosił miniony tydzień tygodniem Miku i ogłosiłbym fajrant. Ale tak to niestety – tydzień był głównie tygodniem przegrzewania się, zapierdolu i zużywania zapasów woli do egzystowania.

Ale Miku też była. Tak właściwie to od niej zacznę, by móc przejść do bardziej „normalnych” motywów growych.
Jeżeli po tym wpisie zauważycie, że mam za sobą ciężki tydzień, to dobrze zauważycie. Jeżeli nie – to za dobrze się kryje i muszę jakoś inaczej podejść do tematu.

Tak czy owak, granie było głównie na komórce, bo na poważniejsze sprzęty brakło czasu i skupienia.