Postaram się by ten wpis był krótki, bo akurat pisząc o CROSSBOW: Bloodnight powinienem dać radę.

No bo ile mógłbym się produkować o grze, gdzie masz w rękach kuszę i mordujesz demony?
Rzadko kiedy się nie zgadzam się z kimś posiadającym jakieś merytoryczne argumenty tak bardzo, że wdaje się z nim w polemikę. Tak jest w przypadku krytycznego wpisu poświęconemu potencjalnej nowej wersji Switcha, którą nazwę New Nintendo Switch. Bo jakoś muszę nazwać temat wpisu, a oficjalnej nazwy, czy nawet zapowiedzi niestety brak.

Gdy już wdaje się w polemikę, to robię to w formie długiego wpisu na blogu, bo jakbym miał to pisać w komentarzach, to przekroczyłbym maksymalną długość takowego kilkukrotnie. Przy okazji wyszło z tego podsumowanie aktualnych plotek, przecieków i domysłów odnośnie ewentualnego następcy Nintendo Switch.
Nintendo ma talent do trollowania. Wszyscy czekają na informacje o sequelu Legend of Zelda: Breath of The Wild. Zamiast tego dostaliśmy grę, która jest prequelem i spinoffem tegoż. Czy to źle?

Stanowczo nie. Tak przynajmniej sugeruje mój licznik godzin i wrażenia, która postanowiłem spisać poniżej.
Patrząc na informację prasową jaką dostałem od twórców, trailer i informacje z zbiórki na grę Farathan?
Można. Gdyby to było złe to Bóg by inaczej świat stworzył.

A tak serio to ta gra, tworzona na ten moment przez dwie osoby, może się spodobać osobom, którym podobały się pierwsze dwie odsłony Gothica.
Mam sprzeczne uczucia odnośnie tekstu, który zobaczycie poniżej. Otrzymałem niedawno kopię recenzencką gry M.E.A.T.
Z jednej strony czuje się przez to zobligowany do napisania recenzji.

Z drugiej strony, jak kiedyś dawno temu pisałem:
„…sam fakt napisania o czymś jest nobilitacją”
Wpis z bloga o tytule „Czym jest obiektywna recenzja?”
A tej gry, niestety, wolałbym nie wywyższać w żaden sposób. Nie dziś i nie w aktualnej formie.
Ostatnio zrobiło się głośno o tym, że Resident Evil VIII (albo VIl.l.age, jak to fikuśnie zapisują) nie dostanie polskiej wersji językowej.

Pod wpływem stanowczo zbyt wielu rozmów z twórcami i pracownikami branży growej postanowiłem, że napiszę wprost czemu to nastąpiło. Zwyczajnie mam dość płaczu nad losem, który my, gracze mniejsi i więksi, na siebie nakręciliśmy.
No i czekam na BlizzConline, jak nie będę czegoś robił, to zasnę i szlag wszystko trafi.
Siedząc przed laptopem i szykując się do pisania drugiej recenzji gry z gatunku Musou olśniło mnie. Tak właściwie nie mamy w polskiej części Internetu jakiegoś opisu czym te gry właściwe są, o co w nich chodzi i skąd się wzięły.

I w tym momencie pojawiam się ja, z odpowiedziami na te wszystkie pytania.
Uwielbiam przeglądać internet i kompletnym zbiegiem okoliczności trafiać na gry takie jak Kingshunt – które wywołują u mnie uniesienie brwi, zwykle połączone chociaż z minimalnym zdziwieniem.

Trafienie na grę, która jest połączeniem MOBY, Tower Defense i gry akcji z widokiem zza pleców jest jednym z tych przypadków.