Jeżeli po tym wpisie zauważycie, że mam za sobą ciężki tydzień, to dobrze zauważycie. Jeżeli nie – to za dobrze się kryje i muszę jakoś inaczej podejść do tematu.

Tak czy owak, granie było głównie na komórce, bo na poważniejsze sprzęty brakło czasu i skupienia.
Tainted Grail: The Fall of Avalon
Po tym, jak kupiłem grę, to miałem możliwość kontynuowania od końca wersji demo. Zamiast tego zacząłem grać od nowa i pozwiedzałem teren samouczka dużo dokładniej.
Było warto, bo wpadłem na dwóch dodatkowych bossów, zdobyłem stertę magicznych przedmiotów i uratowałem kogoś poza sobą z tego przeklętego przez bogów zakładu opiekuńczo-morderczego.

Wszystko po to, by chwilę później trafić na burzę na morzu. Na całe szczęście gra nie zrobiła mi psikusa i rozbiła mnie przy moim celu podróży.
Ale wiem jedno – ta gra jest duża, przynajmniej jak na moje standardy. Spędziłem w niej kilkanaście godzin, kręcąc się po dość małym obszarze i wykonując z dwa-trzy zadania. Ciekawi mnie, ile czasu spędzę w niej całkowicie. Zwłaszcza że zadania poboczne i świat podobają mi się na tyle, że unikam wykonywania głównego zadania, jakim jest dotarcie do Ekskalibura.

Oprócz tego ma u mnie plusa – bieganie z dwoma mieczami jest sensowną opcją w Tainted Grail. Jako człowiek wychowany na postaci Drizzta musiałem się z tego ucieszyć. Nie mogło być inaczej 😀

Fate/Samurai Remnant
Chyba zbliżam się do końca – pojawiły się pierwsze ofiary wśród moich konkurentów w grze.
Ale były też elementy bardziej humorystyczne:

Na retrospekcje też się załapałem. Motywacje niektórych postaci stały się dzięki nim trochę bardziej jasne:

Intryga się tak zagęściła, że w grę zagrałem dokładnie raz. Spędziłem przy niej jakieś cztery godziny jednym ciągiem i powiedziałem sobie „dość”. Tylko dlatego, że życie jest za krótkie, by grać tylko w jedną grę XD
Obiecałem sobie, że w tym tygodniu wrzucę na luz z główną osią fabuły i zacznę przechodzić DLC. Po coś te pieniądze w końcu wydałem, co nie?
Monster Hunter Now
Nowy sezon, nowy ja. Albo jakoś tak. Na pewno są nowe potwory do bicia, takie jak Stygian Zinogre.
Pozwoliłem moim intruzywnym myślom wygrać i nagrałem cały Hunt-a-Thon na tego potwora 😀 Zobaczycie go poniżej:
Tak bardzo polubiłem polowanie na emo-Zinogre, że już po kilku dniach eventu miałem ich upolowane ponad 50 sztuk:

Dodali też drugiego nowego potwora – Shogun Ceanataura, którego nie lubię. Wygląda jak bardzo duży krab pustelnik, który dorwał się do skrzynki sterydów, a broń i zbroje z nich wyglądają jeszcze gorzej.

Tak bardzo go nie lubię, że po tym jak pokonałem te cztery czy pięć sztuk wymaganych do zadań, to nie zwracałem na niego uwagi. Jak wpadł mi w ręce? Martwy. Jak musiałem chociaż z ćwierć metra pójść w inną stronę, by go ubić? Meh.
Oprócz tego mogę się pochwalić tym, że dość sprawnie wykonałem zadania eventowe przygotowujące do obrony bazy. By mieć pierwszą połowę za sobą, to muszę tylko pokonać jeszcze trochę Bazelgeuse’ów:

Z innych zadań zostały mi tylko walki z Anjanathami 9* i 10*, które zostawiam sobie na ten tydzień. Trochę z nadzieją, że wymyślę lepszy wodny build, by łatwiej go ubić. Również z tego powodu, że ponoć potem trzeba ubić jedną sztukę takowego potwora, by posunąć do przodu główny wątek.
Oprócz tego Monster Hunter Now wymusza na mnie rozwinięcie chociaż jednej broni ze Stygian Zinogre. Wybrałem Charge Blade, bo, podobnie jak ten z normalnego Zinogre, wygląda przearcykozacko:

Mam nadzieję, że się sprawdzi potem w walce. Jak nie, to będzie przypał straszliwy. Nie pierwszy, nie ostatni, ale jednak XD
Persona 5: The Phantom X
W minionym tygodniu starałem się zrobić wszystko, co daje mi grową walutę. Czemu? Bo Miku:

Jako ostatnią postać w ramach świętowania pierwszej rocznicy gry1 dodali Hatsune Miku, w wersji z gry Persona 4: Dancing All Night.
Oznacza to również, że, z technicznego punktu widzenia, jest pierwszą postacią z gry Persona 4, jaka została dodana do gry xDDD
Jak mi wyszło zbieranie $$ na nową postać? Całkiem przyzwoicie:

Oprócz tego trochę próbowałem grać w Tartarus z crossoveru z Personą 3 Reload. Ale idzie to jak krew z nosa :/ Podobnie zresztą jak wątek fabularny, który dokończę w tym tygodniu.
Sword x Staff
W poprzednim wpisie wspomniałem o gierce, o której nie napiszę nic więcej na wypadek, jakby ekspresowo miała mi przejść na nią faza.
Okazało się jednak, że moje zainteresowanie utrzymuje się na stabilnym i wysokim poziomie. Nie mam jednak czasu opisywać całego „gameplay loop2”, więc tylko walnę szybki opis i ze dwa zrzuty ekranu.
Sword x Staff to połączenie kilku typowych dla mobilek gatunków. Mamy tam grę idle, bo większość expa i materiałów nam wpada powolutku, gdy nie gramy.

Mamy też autobattlera – walki są, i to dość sporo. Toczą się same – my tylko ustawiamy nasz ekwipunek, jakie umiejętności używamy i w jakiej kolejności, po czym patrzymy co z tego wynika.

Oprócz tego mamy też elementy klasycznego RPG-a – cholernie liniowego, ale jednak. Napotykamy masę postaci, bardzo różnorodnych i w sporej części dobrze napisanych. W większości oklepanych, ale nie czuję bym mógł wymagać ZBYT wiele od gry „wyraźnie mobilnej”.

Jest jednak na tyle dobrze, że dorobiłem się ulubionych NPC-ów i czytam dialogi zamiast je przeklikiwać 😀 Nie brzmi to może zbyt dobrze, ale z mojej strony to najwyższa forma pochwały.
Czy da się grać bez kasy? Tak, gra jest bardzo hojna w tym aspekcie – darmowych aktywności i waluty premium jest wystarczająco dużo.
Jej łaskawość kończy się jednak na przedmiotach kosmetycznych i nagrodach za eventy. W przeciwieństwie do takich gier jak… w sumie każdej, w jaką gram, nie da się zdobyć wszystkich nagród w eventach za darmo. Po prostu nie da rady i tyle XD
Nie przeszkadza mi to jednak w odbywaniu wielkiej podróży mającej na celu zostanie „Wybrańcem” 😀 Aktualnie próbuję się przedostać przez pełną wulkanów i dziwnych maszyn „Cinder Ridge”, która na mapie świata wygląda jak wyspa, a jej nazwa sugeruje masyw górski.
Eeeh.. XD Zobaczymy, ile w to będę grał.
Honkai Star Rail
Tutaj podobnie jak z Personą 5: The Phantom X – głównie grinduję, by mieć walutę premium na zdobycie Rin, gdy się pojawi w grze. Niestety, brakuje mi czasu i możliwości skupienia się na fabule na tyle, bym mógł kontynuować historię z gry. Dinozaury będą musiały poczekać 🙁
No cóż, idzie powolutku:

Wydaje mi się jednak, że Rin zawita u mnie w drużynie w tym samym tygodniu, gdy zostanie dodana. Nie pamiętam, kiedy ostatnio mi wyskoczyła postać 5*, a trochę tych biletów przepaliłem w tak zwanym „międzyczasie”.
I tak naprawdę to tyle mam do zameldowania teraz.
Pokemon GO
Po dłuższej przerwie wróciłem. Z jakiego powodu? Community Day na Frigibaxa. Jest to bardzo przydatny i przyszłościowy Pokemon – jego megaewolucja może być silniejsza od Mega Rayquazy.
No cóż, nie zmienia to faktu, że tuż przed weekendem życie mi się ponownie skomplikowało, więc moje łowy były dość… symboliczne XD
Najlepszy Frigibax, jakiego zdobyłem wygląda tak:

Mam go tylko dzięki naszemu tradycyjnemu wymienianiu się Pokemonami z moim kochaniem <3 Bo „naturalnie” złapane niestety nie dopisały.
Z wyjątkiem jednej, arcyrzadkiej sztuki. Ma najgorsze możliwe statystyki i do tego jest shiny <3

Oprócz tego coś tam, jakoś tam, przeklikuję się do kolejnego poziomu:

W tym tempie to przed emeryturą raczej zdążę xD
Pokemon Champions
Pamiętacie może tę grę, która miała być komórkowym następcą Pokemon Stadium? Tą, na którą czekałem z niewiarygodnym entuzjazmem? No to w minionym tygodniu wyszła:

Niestety, nie przewidywałem takiego szaleństwa w moim życiu, więc zdążyłem ominąć dialogi fabularne, które były nudne niczym flaki z olejem i rozegrać kilka walk.

Na tyle dużo, by wiedzieć, że czegoś mi w tej grze brakuje, ale na tyle mało, by nie mieć pojęcia, co konkretnie mnie uwiera.
Dobry powód by jeszcze trochę pograć xD
Inne tematy
Dobra wiadomość – mój problem z barkiem jest pod kontrolą.
Kolejna dobra wiadomość – niektóre moje inne problemy również są pod kontrolą.
Zła wiadomość – jeden z moich problemów został podniesiony na wyższy poziom. Tak wielki, że istnieje realna szansa, że kolejny wpis będzie opóźniony. No cóż, YAFUD3. Czy też bardziej YAFUM.
Żeby nie było zbyt negatywnie, to tak – w związku z tym, że byłem zmuszony rozbić świnkę skarbonkę, to postanowiłem, że pojadę po bandzie i zrobię większe zakupy. Jak tylko przyjadą rzeczy to się pochwalę – zarówno rzeczami niegiereczkowymi, jak i giereczkowymi. Rzadko kiedy się tak bardzo cieszę z wydanych pieniędzy jak w tych przypadkach.
Kącik gastronomiczny
W tym tygodniu? Turbo, ultra, omega lipa – większość tygodnia mi towarzyszyły gotowe obiady i kupne kanapki. Powody podałem wyżej.
Jedyny poważny przejaw artyzmu kulinarnego? Pulpety z soczewicą, podane z kuskusem i warzywami na patelnię:

Na specjalną wzmiankę zasługuje ten obiad z Żabki – spaghetti z pulpecikami wołowymi, sosem serowym, dodatkowo posypane prażoną cebulką:

Po zjedzeniu natychmiast się wziąłem za proces inżynierii wstecznej, by ogarnąć samemu, jak to przyrządzić. Wygląda może nie za szczególnie, ale to był najsmaczniejszy gotowy obiad jaki jadłem od dłuższego czasu. Gdyby nie kompletnie niedoprawione pulpeciki, to mogłoby być 12/10.
Życzę zarówno wam, jak i sobie, by życie również jak najszybciej sprawiało wrażenie bycia 12/10. Wszyscy na to zasługujemy 🙂
Do przeczytania, oby wkrótce!
- Z technicznego punktu widzenia jest to pierwsza rocznica tylko dla Europy i USA, bo wcześniej gra hulała ponad rok na rynkach azjatyckich ↩︎
- To jeden z tych przypadków gdzie ni cholery nie wiem jak to napisać po polsku ↩︎
- Jest to raczej wiekowy akronim, więc pozwalam sobie na jego rozwinięcie – Yet Another Fucked Up Day ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
