Pisanie czegoś na bieżąco ma swoje zalety i wady.

Tą pierwszą jest to, że dzięki temu proces twórczy jest trochę sprawniejszy i jest mniejsza szansa na pominięcie czegoś NAPRAWDĘ ważnego. Ta druga? Jeżeli wydarzy się coś drastycznie zmieniającego nastrój, jak w minionym tygodniu, to nastrój wpisu może stać się „zaburzony”.
Dokładnie tak jest poniżej
Inne tematy
Wyjątkowo zacznę od tematów bardziej osobistych, bo to głównie złe nowiny i dość istotne z perspektywy reszty wpisu.
Na początek – mój Asus ROG Phone 6 potwierdził jednoznacznie, że wyłączanie się przy włączeniu aparatu to nie był jednorazowy kaprys. To oznacza, że rozpocząłem testy ubezpieczenia sprzętu w X-komie. Zobaczymy, czy rzeczywiście „ubezpieczenie sprzętu na wypadek awarii” działa.
Na całe szczęście mój OnePlus Nord z 2020 roku działa, więc nie miałem problemu w postaci braku telefonu. Wady? Nie pytajcie jak płynnie działają mi moje gry mobilne, ani jak długo trzyma mi bateria. Czuję regres technologiczny na każdym kroku. Do tego stopnia, że chyba wrócę do wybitnie starych/małych gier.
Co do kotów, to natura nie znosi próżni – zdrowie jednego kota jest ustabilizowane? To będzie dobry moment by odkryć, że drugi kot ma problemy z nerkami. Do tego jest to jego trzecia już choroba, więc lekko nie będzie.
Co do moich pozostałych problemów, to powiem tak – w minionym tygodniu moim standardem było to, że budziłem się przed 6:001, z pracy wychodziłem koło 17:00, a do domu wracałem około 21:00. Powiem delikatnie: jestem, kurwa mać, zmęczony.
Punktem kulminacyjnym dla tego wszystkiego jest fakt, że będę teraz współorganizował pogrzeb. Limituję dzielenie się swoim życiem osobistym, więc napiszę tylko to, że czeka mnie ciężki okres teraz. I że jak to pisałem, to płakałem.
Także tego – będę miał pewnie mało czasu na granie. Mało sił też. Chęci? Diabli wiedzą – może duch eskapizmu mnie opęta.
Z dobrych, zaspoilerowanych wcześniej wieści:

We wtorkową noc, na kilka godzin przed końcem deadline’u podjąłem decyzję. Może nierozsądną, może nieracjonalną, ale mimo to dla mnie odpowiednią.
Monster Hunter Now
Zaczął się Base Defense i po pierwszym dniu już chciałem sobie dać z nim spokój. Nie dlatego, że było źle. Dlatego że było wybitnie dobrze:

Szczęśliwie dla mnie, te wyniki były dla mnie zadowalające, bo na moim telefonie zastępczym Monster Hunter Now bardziej przypomina grę turową niż grę akcji. Dlatego większość tygodnia ograniczałem się do odbierania nagrody za codzienne logowanie i walki z 2-3 potworami.
Trochę szkoda, bo przez to ominął mnie „darmowy“”” weekendowy event, w którym było dużo więcej materiałów z potworów i większy zasięg bicia 🙁

Tak cudownie zmarnowane okazje nie zdarzają się na co dzień.
Pokemon GO
W związku z eventem w grze można było złapać każdego pokemona, pod warunkiem że był to Pikachu w przebraniu. Ja straciłem rachubę ile tego przeszło przez moje ręce przez ten tydzień:

Jakieś 90% tego złapałem w pierwsze dwa dni, bo mój aktualny telefon pożera swoją baterię szybciej niż wasz szef przewala pieniądze, jakie dla niego zarabiacie.
Pomimo takich problemów wziąłem udział, symboliczny, w Mega Raichu Super Mega Raid Day. Poza utwierdzeniem mnie w przekonaniu, że osoba wymyślająca nazwy eventów ich nie czyta, to event zaowocował takimi gagatkami:


Jest git. Miałem nadzieje, że będzie zajebiście, ale jest chociaż git.
Sword X Staff
Obiecałem sobie, że będę postował postępy w rozwoju postaci każdego tygodnia. Byłby przypał, jakbym zrezygnował z tego tak szybko, więc przedstawiam wam moją postać, stan na sobotę wieczór:



Oprócz tego nie mam czym się chwalić, bo eventy i inne tym podobne są ciągle takie same. Może w przyszłym tygodniu coś ulegnie zmianie.
Diablo 4
Pograłem chwilkę jednego czy drugiego wieczora, by w końcu wbić ten 70. poziom i zacząć wbijać poziomy Paragona.
Poszło w miarę okej – zacząłem przechodzić przez potwory jak przez masło:
Nie wiem, kiedy skończę zdobywać rzeczy z relikwiarza Overwatch, zwłaszcza że Diablo 4 ma teraz poważnego konkurenta. A nawet konkurentów!
Uwolniona z okowów sprzętowych biblioteka Steam
W związku z pojawieniem się w moim życiu Steam Machine, zwanej też potocznie GabeCube, „Linuks i gry? Wszyscy zdrowi?” bądź „typie, PC jest tańszy, czy ciebie pojebało?”, poinstalowałem i potestowałem chwilkę ogrywane wcześniej tytuły, takie jak:
- Stellar Blade
- Crimson Desert
- Fate/Samurai Remnant
- Soulframe
- Warframe
- Dynasty Warriors Origins
- Tainted Grail: The Fall of Avalon
- Persona 5: The Phantom X
Czemu te? Bo pamiętam jeszcze, jak działały na Asus ROG Ally X, a chciałem mieć porównanie o ile ładniej i płynniej będzie. Czemu niektóre są napisane kursywą? Bo musiałem się B A W I Ć by te gry zadziałały.
Pierwsze wrażenie? Jest dobrze – wszystko odpaliłem w zadowalającej jakości i mniej czy bardziej płynnych 60 klatkach na sekundę.
Tutaj bym dał jakieś zrzuty ekranu, ale jeszcze nie opracowałem sobie warsztatu pracy odnośnie przerzucania materiałów z Steam Machine na „maszynę do pisania”. No cóż.
Kolejne wrażenia będą pewnie w jakimś dedykowanym wpisie później 🙂
Kącik gastronomiczny
Znów było mało czasu na gotowanie. Większość czasu ratowałem się dietą pudełkowo-kanapkową od firmy <zredagowano>.
Gdy miałem chwilę czasu, sił i woli do gotowania, to starałem się mimo wszystko robić coś prostego. Jak, przykładowo, makaron z sosem bolońskim. Przez to, że nie miałem dość dużo makaronu jednego typu, to swoje porcje zrobiłem z świderkami z mąki z czerwonej soczewicy:

Przez własny brak spostrzegawczości, zmęczenie bądź zwyczajny pech przekonałem się też, jak smakował ten obiad w wersji z makaronem spaghetti:

Szczęśliwie dla mnie i dla mojego Kochania, makaron nie robił AŻ TAKIEJ różnicy.
Oprócz tego znów się polubiłem z owsiankami. Dopracowuję recepturę tak, by mieć bardzo gęstą, całonocną owsiankę, z dużą ilością błonnika i białeczka. Powoli zmierzam do celu, tak wygląda aktualny efekt:

W niedzielny poranek, nim wszystko szlag najjaśniejszy trafił, zrobiłem sobie smacznego bajgla: z awokado, szynką, serem i jajkiem, które MIAŁO być sadzone. Zamiast tego wyszło rozsadzone:

Dokładnie w tym momencie życzę wszystkim, by nie nastąpił dzień, kiedy WSZYSTKO szlag trafi.
Trzymajcie się, tak jak ja będę się trzymał.
- Po czym wpadałem w pułapkę rozmyślań o egzystencji, co oznaczało, że potrzebowałem parę-naście minut na to by rzeczywiście wstać ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
