Tryb kolorów:
Rozmiar tekstu:
Dodatkowe akcje
Kategorie
Gry Noł-Lajf Style

Co jest grane? 2026 – tydzień trzydziesty

Mogę spokojnie powiedzieć, że miniony tydzień był najbardziej przyjebanym w historii przyjebanych tygodni. O tym jednak nie będę zbytnio pisał.

Będzie za to o biciu pajaców śniących o potędze, biciu potworów nieświadomych swojej przyszłej roli jako mojej zbroi i organizowaniu baru plażowego.

Oprócz tego znajdzie się jakaś owsianka. A kota dostaliście na starcie.

Persona 5: The Phantom X

Zaczął się event wakacyjny w grze. Rok temu dostaliśmy minigierkę polegającą na strzelaniu z pistoletu na wodę do celów, a w tym roku stajemy się tytanami biznesu, przejmując pod swoją opiekę bar plażowy wraz z przyległościami. Oczywiście, nie robimy tego wszystkiego sami – ekipa jest w komplecie:

Sama minigra jest prosta – podejmujemy szereg decyzji, starając się zadbać o zyski, liczbę klientów, zainteresowanie knajpą, bezpieczeństwo i jakość obsługi:

A każdy dzień dbania o bar kończył się wspólnym oglądaniem fajerwerków.

Więcej o tej grze nie napiszę, bo reszta to standardowe codzienne zadania itp.

Chociaż nie, zmieniłem zdanie, napiszę jeszcze jedno. Ta gra wygląda ślicznie na TV z maksymalnymi ustawieniami graficznymi:

Monster Hunter Now

Na starym telefonie nie byłem w stanie za bardzo szaleć. Dlatego tym razem to ja byłem noszony przez resztę ekipy:

A gdy już w ręce wpadł mi nowy telefon, na którym Monster Hunter Now działał dobrze, to nie miałem weny na granie. Ale coś tam dałem radę poklepać w wolnych chwilach:

Sword x Staff

Kolejny tydzień, kolejne postępy:

Z ciekawszych rzeczy – zacząłem bardzo szybko umierać w walkach, więc musiałem dostosować taktykę i zrobić dużo bardziej defensywny build dla postaci. Jak już się urządzę na nowym telefonie, to nagram jakiś gameplay.

A poza tym? Czekam. W chwili, gdy czytacie te słowa, to zaczyna się nowy sezon w grze, a wraz z nim kolejny crossover, o którym jeszcze nie miałem okazji porządnie poczytać. Zwłaszcza, że kompletnie nie kojarzę nazw, jakie odnośnie niego padają:

Zdążyłem tylko na szybko sprawdzić, że to chińskie Vocaloidy. Jak będę miał czas, to się dokształcę.

No i oprócz tego nie mogę pozbyć się wrażenia, że Vocaloidy mnie ostatnio prześladują.

Postknight 2

W tym momencie pragnę podziękować i „podziękować” serdecznie mojemu imiennikowi za to, że przypomniał mi o tej grze.

Przy czym przypomniał to kiepskie określenie – obie części Postknight są zawsze w mojej pamięci i serduszku. On po prostu mnie popchnął znów w objęcia tej gry. Efekt? Znów bawię się w krzyżówkę rycerza i listonosza. Biegam po lasach od punktu A do punktu B, nosząc przesyłki dla ludzi:

Oprócz tego są inne rzeczy do roboty, jedną z nich jest nawiązanie przyjaźni z wieloma innymi napotkanymi postaciami. Przykładowo z miłośniczką dowcipów i zwierzaków:

Tak czy owak – znów wsiąknąłem.

Dynasty Warriors: Origins

Postanowiłem zacząć znów porządnie grać w tę grę z jednego powodu – chciałem zobaczyć, na ile Steam Machine sobie poradzi z grafiką ustawioną na fulla i brakiem limitów na wyrenderowane jednocześnie postaci.

Jeżeli kogoś poza mną to interesuje, to odpowiedź brzmi „cudownie sobie radzi, gra chodzi niemalże na maksymalnych ustawieniach graficznych”.

Dzięki temu wróciłem do tej gry z zamiarem przejścia pozostałych dwóch kampanii z podstawowego wydania gry. Dynasty Warriors: Origins na Steam Machine jest tak ładna i płynna, że to się samo zrobi. Nie dziś, nie jutro, ale się zrobi.

Soulframe

Obejrzałem prezentację dotyczącą przyszłości tej gry, jaką twórcy pokazali na Tennocon – corocznej imprezie poświęconej ich grom. Przez większość czasu oznaczało to tylko gadanie o Warframe, ale w tym roku mieli BAAAAAAARDZO długi segment o Soulframe i to mnie zainspirowało.

Wróciłem po dwóch albo trzech większych aktualizacjach i czuję się PRZY-TŁO-CZO-NY ilością zmian.

Najbardziej hardkorowa z nich? Kompletna przebudowa tego skąd i jakie bronie się zdobywa – teraz większość z nich wypada już gotowa, w różnej jakości, z wrogów:

Wcześniej trzeba było zdobyć kilka fragmentów danej broni, dać je naszej kowalce i wtedy dostawaliśmy broń gotową do użycia.

Oprócz tego każdą broń da się rozwinąć o kilka stopni. Każdy z nich zwiększa obrażenia i dodaje losowe, dodatkowe właściwości. Przykładowo poniżej wylosowało mi szansę na dodatkowe obrażenia od prądu w halabardzie:

ZERO PARADES: For Dead Spies

Zacząłem grać w nową grę studia ZA/UM, odpowiedzialnego za Disco Elysium. Trochę przypadek „statku Tezeusza”, bo w wyniku wewnętrznych kłótni, pozwów i innych szaleństw to spora część twórców pierwszej gry studia się z nim pożegnała w dość widowiskowy sposób.

Na całe szczęście, to niewiele zmieniło, bo historia z ZERO PARADES mnie kupiła od pierwszych minut. Szpieg, która za karę za nieudaną trafiła do przerzucania papierów w czymś na kształt „biurokratycznego gułagu”, wraca do służby, by odkryć, że wszystko się na dzień dobry sypie.

Moim największym wyzwaniem przy pisaniu o tej grze będzie wspominanie o czymś ciekawym BEZ spoilerowania samej głównej fabuły.

Teraz przykładowo mogę powiedzieć, że gra ukryła niższy poziom trudności w raczej niecodziennym miejscu.

Oczywiście próbuję być miły, więc dla SZCZEGÓLNIE wyczulonych informację ukrywam pod strzałką z lewej strony.

Gdy wejdziecie na wieżę widoczną na screenie wyżej, to będziecie mogli przemyśleć swoje życie. Jak dojdziecie do wniosku, że życie was kopie po nerkach na każdym kroku, to odblokujecie możliwość zdobycia opcji „Too Young To Spy”, która nieznacznie ułatwia wszystkie rzuty kośćmi.

Pokemon GO

O tej grze piszę na koniec, bo prawie o niej zapomniałem xD Ale to dlatego, że wszystkie moje starania były nakierowane na mojego aktualnego Buddy w pokemonach – Zeraorę, nazwanego przeze mnie OraOraOraOra. Czemu tak? Bo tak szybko będzie lał. Jego trening przebiega spokojnie i bez większych przeszkód. Nie licząc mojego lenistwa.

To samo się tyczy drogi na kolejny poziom konta – tam też idzie powoli, ale stabilnie:

Miałem nadzieję, że w sierpniu, na Community Day, wbiję brakujące Great Throwy. Ale nie – dają pokemona, za którym nie przepadam, więc moja motywacja sobie poszoruje po dnie. Dlatego pewnie szybciej zrobię z Zeraory pokemona z maksymalnym poziomem IV niż z siebie trenera na poziomie 75.


Inne tematy

Jak pewnie zauważyliście, jest dużo gier. Jest dużo gier, bo jest dużo eskapizmu. Dalej biję się z myślami, czy nie napisać czegoś więcej, trochę tak, nie wiem, terapeutycznie.

Tak czy owak – panie, panowie – boli jak cholera. Problemy z zasypianiem, zebraniem myśli, wybuchy płaczu, jak się mija nie ten sklep co trzeba. Albo pójdźmy dalej – w moim przypadku jak się pomyśli o nie tej szafce w domu. Pójście na pogrzeb osoby z najbliższej rodziny, który się współorganizowało, to jest doznanie, którego nikomu nie życzę.

Jakby tego kopania nie było za mało, to nie brakuje też mniejszych problemów.
Podwyżki cen pamięci wywołane przez AI zabolały mnie w sposób osobisty i niewiarygodnie tępy. Otóż:

  • wysłałem telefon do serwisu w ramach ubezpieczenia
  • serwis stwierdził, że jest nienaprawialny i nie ma możliwości wymienienia go na nowy egzemplarz (bo takowego sklep nie ma)
  • ubezpieczyciel, zgodnie z warunkami ubezpieczenia, każe mi wybrać sobie nowy telefon z tego samego sklepu
  • wcześniej miałem Asus ROG Phone 6 z 16 GB ramu i 512 GB pamięci
  • teraz w tym budżecie mogę mieć co najwyżej jakiś telefon z 12GB ramu i 256 GB pamięci
  • jak chcę mieć podobne parametry, minus wszelkiego rodzaju ASUS-owe bajery gamingowe, to muszę dopłacić do mojego „odszkodowania” jakieś 500 złotych.

Meh. Po prostu kurwa meh. Niemal trzy lata po zakupie telefonu taki sam kosztuje o 20% drożej. Dom wariatów. Przy czym i tak go zamówiłem, bo co miałem zrobić? Udawać, że OnePlus Nord z 2015 roku spełnia moje wymagania? XD Przyjechał w piątek, ale w chwili, gdy piszę te słowa, to dalej go konfiguruję:

W pracy też nie jest lekko – coraz więcej, coraz dziwaczniejszych projektów, a czasu i woli jest coraz mniej.

No i zgadnijcie: kto tak bardzo sobie z tym wszystkim nie radził, że dostał wolne i leki? Nigdy nie zgadniecie. Podpowiedź tutaj.

Kącik gastronomiczny

Było mało gotowane. W większości było kupowane. Nie miałem czasu, siły ani woli. A im bliżej końca tygodnia, tym było gorzej.

Odkryłem tajny składnik, który znacznie poprawił konsystencję mojej owsianki całonocnej – białko z grochu. Konsystencja była I D E A L N A. Smakowo też zrobiła robotę.

Przy czym przyznaję, że czuć było pewien specyficzny posmak. Nie był zły. Nawet nie wiedziałbym, że to ma coś wspólnego z grochem jakbym sam nie dodawał odżywki białkowej z niego.

Na obiady zrobiłem, z wielką pomocą mojego Kochania, pulpety w sosie cebulowym, podane z ryżem. Wygląda to tak:

Potem już było tylko kupne żarcie i rzeczy wymagające tak niewielkiego wkładu pracy jak tylko się da.

W sobotę, zainspirowani przez naszych znajomych, poszliśmy do Ikei. Wiadomo było jak się to skończy:

Jakby co spokojnie – sos serowy widoczny w miseczce pośrodku był do podziału na naszą dwójkę.

W wyniku dziwacznego zrządzenia losu dorobiliśmy się chleba tostowego. To sprawiło, że kilka moich posiłków wyglądało tak:

Zgodnie z pierwszym prawem tostera – jedliśmy tosty, póki nie skończył się chleb tostowy i teraz zapomnimy o tym sprzęcie na pół roku.

Któregoś dnia zerwę ze zwyczajem życzenia Wam czegoś na końcu wpisu. Ale dziś tego nie zrobię, bo życzę wam, byście dali radę coś ulepić z tego, co życie wam da. Niezależnie od tego, czy to będzie chleb tostowy, choroba, wygrana w lotku czy ostatnie czypińdzisiąt w portfelu.

Do kolejnego, oby radośniejszego, przeczytania!


Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *