Tryb kolorów:
Rozmiar tekstu:
Dodatkowe akcje
Kategorie
Gry Noł-Lajf Style

Co jest grane? 2026 – tydzień dwudziesty siódmy

Kolejny tydzień za mną, wiele znacznie bardziej pokręconych przede mną. Tak przynajmniej wygląda stan mojej rzeczywistości w niedzielę, o godzinie 16:19, kiedy piszę te słowa i staram się wymyślić lepszy wstęp. Ale czasem to się zwyczajnie nie udaje 😀 Diablo 4 Przyszedł nowy sezon. Nie dość, że fajne skórki są do zdobycia, to jeszcze jest […]

Kolejny tydzień za mną, wiele znacznie bardziej pokręconych przede mną.

Pomarańczowo-biały kot leży na biurku, opierając głowę o czarny przedmiot.

Tak przynajmniej wygląda stan mojej rzeczywistości w niedzielę, o godzinie 16:19, kiedy piszę te słowa i staram się wymyślić lepszy wstęp.

Ale czasem to się zwyczajnie nie udaje 😀

Diablo 4

Przyszedł nowy sezon. Nie dość, że fajne skórki są do zdobycia, to jeszcze jest crossover z Overwatch.

Czy Overwatch pasuje mi do Diablo? Kompletnie nie. Ale można zdobyć widmowego lisa, więc jakoś to przeżyję 😀

Oprócz tego nowy sezon dał mi pretekst, by zrobić kolejne podejście do postaci Druida, który wszystko obrzuca błyskawicami. Zabawa nim idzie mi w miarę sprawnie:

Stan druida na niedzielny wieczór? Taki 😀

Grind, zarówno expa dla niego, jak i waluty, by skończyć relikwiarz Overwatch, będę kontynuować w tym tygodniu.

Monster Hunter Now

Tak naprawdę to jedyna NAPRAWDĘ ważna rzecz z Monster Hunter Now z minionego tygodnia to Monster Outbreaki. Czemu liczba mnoga? Bo w ocierający się o magię sposób udało mi się znaleźć czas i być na wszystkich trzech:

Dzięki temu udało mi się:

  • zdobyć w końcu srebrny medal za ubite Bazelguese’y:
  • rozwinąć aż trzy bronie z myślą o nadchodzącym Base Defense:

Jest dobrze.

Tainted Grail: The Fall of Avalon

Porobiłem zadania poboczne. Wziąłem się za główny wątek. Odkryłem, że to bardziej główny wątek wziął się za mnie – złapał mnie za mordę, wyszorował mną podłogę i trzymał aż do momentu, kiedy wysłał mnie w dalszą drogę, czyli do nowej lokacji.

Której nie dałem rady poznać, bo od kiedy do niej wszedłem, to spotkałem już dwóch przeciwników, którzy nie tylko próbowali, ale i DAWALI RADĘ mnie zabić xD

Wiem, że ten zrzut ekranu jest niezbyt „twarzowy”, ale to jest widok jaki uświadczyłem chwilę po tym jak uciekłem Ponuremu Żniwiarzowi (w postaci dwóch wysoce agresywnych driad) spod kosy.

Poczułem się zainspirowany do zrobienia przerwy w tej grze. Pewnie maksymalnie dwudniowej, ale mimo wszystko przerwy.

Pokemon GO

Był sobie Community Day na Sobble. Powinienem na nim być. Ale nie mogłem, bo obowiązki rodzinne miały priorytet. A to co złapałem „przy okazji”, to jest straszliwy syf:

Z dobrych wieści to mam jedną – kolejny poziom jest coraz bliżej <3

Nie spieszę się z nim jednak, bo by zdobyć kolejny, 76, poziom, zabraknie mi punktów doświadczenia. Chociaż – za tydzień Go Fest, może uda mi się to zmienić.

Persona 5: The Phantom X

Wszystkie eventy pokończone, fabuły do dalszego ogrywania nie ma, więc sobie gram teraz bardziej rekreacyjnie.

Z jednym malutkim wyjątkiem. Okazało się, że tryb gry Trial of The Astrolabe, na który miałem raczej wylane, ma bardzo przyzwoite nagrody. Wziąłem się więc za niego bardziej „na poważnie”.

Jaka była tego zaleta? Udało mi się wejść na wyższy poziom mocy z Miku:

Kolejne postacie też dostaną w najbliższej przyszłości potężne wspomaganie xD

Sword X Staff

Pochwalę się tym, że dalej w to gram. I tak właściwie, to tyle mogę XD

Ciągle ten sam rejon, te same potwory i tyle. Z ciekawostek – gra miała event piłkarski, z minigierką udającą piłkę nożną i quizami wiedzy na temat piłki nożnej. Czy wpadłem na pomysł, by zrobić z nich zrzut ekranu? Nie. Musicie mi uwierzyć na słowo 🙁

Za to mam zrzut ekranu, jak wygląda jeden z większych bossów, jakich dotychczas napotkałem:

Fajny, co nie? Oprócz tego zobaczcie sobie, jakie zagadki czasem trzeba rozwiązać, by uzyskać dostęp do jakiegoś lochu czy innego skarbca:


Inne tematy

Na początek dobre wieści.

Wiecie, jak się zachowuje kot, który idzie na badania kontrolne, które wskazują na wyraźną poprawę? Tak:

Próbowałem zrobić zdjęcie, jak otwiera swoją paszczę na pełną szerokość i próbuje zjeść pół transportera naraz, ale za szybki był na to 🙁

Dobra, to teraz złe wieści – szybka seria, by mieć to z głowy:

  • Skończyło mi się zwolnienie chorobowe na opiekę nad członkiem rodziny. Oznacza to, że będę łączył pracę z opieką. Co prawda pomaga w niej opiekunka z pomocy społecznej, ale to jest jakieś ~33% tego co trzeba ogarnąć. Jak nie mniej.
  • Myślałem, że mam problem z barkiem. Po dwóch wizytach u fizjoterapeuty mam zamiast tego podejrzenie, że to jednak problem z kręgosłupem szyjnym. #FML
  • Natura nie znosi próżni – gdy jeden kot zdrowieje, to drugi zaczyna się zachowywać dziwnie. Jeszcze nie panikuję. Ale już budżetuję w głowie koszty diagnostyki.

Naprawdę bym się nie obraził jakby natura teraz pokazała, ze nie znosi braku równowagi i zafundowała mi w zamian za te problemy CO NAJMNIEJ podwyżkę.

Kącik gastronomiczny

Miałem trochę czasu wolnego, więc mogłem chociaż próbować gotować. Nie za często, ale starałem się nadrabiać jakościowo.

Na początek, moja ulubiona zupa, czyli Caldo Verde:

Miseczka z gęstym, pomarańczowym gulaszem z kawałkami zielonych warzyw, posypana startym białym serem.
Tutaj dodatkowo posypana startym serem Grana Padano

Przyjąłem już do wiadomości, że czeka mnie utrata Karty Prawdziwego Polaka za to, że moim ulubieńcem nie jest już pomidorowa. Ale wierzę w to, że najważniejsza jest szczerość wobec samego siebie.

Oprócz tego uszykowałem coś, co roboczo nazwałem „zapiekanką makaronową – zieloną”:

Kawałek zapiekanki lub tarty na talerzu, z widoc

Czemu tak? Bo zawiera w sobie szpinak i brokuł. Czyli jest dość zielona, by jej cechą szczególną był kolor 😀 Wyszła świetnie, będzie powtarzana. Ale wcześniej przemyślę, jak zrobić inne wersje „kolorystyczne”.

Po zupie zostało mi trochę jarmużu. Nie miałem pomysłu, co z nim zrobić. Poszedłem więc na łatwiznę i dodałem go do jedynej potrawy, która zniesie wszystko. Chodzi oczywiście o jajecznicę:

Jajecznica ze szpinakiem i parmezanem na brązowym talerzu

Przeżyłem to doświadczenie, ale nie będę wielkim fanem – co najwyżej umiarkowanym.

Poza tym to nie zrobiłem sobie do jedzenia niczego o czym warto wspomnieć. Miałem za to dwie okazje by zjeść na mieście.

Raz dopadł mnie morderczy głód w trakcie dnia intensywnej walki z różnoraką biurokracją. Pech chciał, że przechodziłem obok lokalnej legendy – Bar-Raba. Efekt? Łatwy do przewidzenia:

Bułka z frytkami polana ketchupem i sosem majonezowym, trzymana w ręce
Frytburger najwyższą formą fast fooda.

W niedzielę świętowaliśmy z moim Kochaniem dwie rzeczy:

  • moją wypłatę
  • absolutny brak czasu na uszykowanie obiadu na niedzielę

W ramach święta kupiłem i przywiozłem prostokątną pizzę z pizzerii:

Czemu przywiozłem? Bo miałem po drodze i z obliczeń mi wyszło, że:

  • pójście do lokalu
  • zamówienie na miejscu
  • poczekanie
  • odebranie pizzy i przywiezienie jej tramwajem

będzie szybsze niż jakbym miał tę pizzę zamówić i czekać na dostawę xD

Czy to było szalone? Trochę tak. Czy działało? Dużo lepiej niż stanie w kolejce zamówień na dowóz długiej na 70-80 minut 😀

Życzę wam, by wszystko, zarówno mniej, jak i bardziej głupie, po prostu działało 🙂 Wtedy życie jest trochę prostsze.

Do przeczytania następnym razem!


Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *