Tryb kolorów:
Rozmiar tekstu:
Dodatkowe akcje
Kategorie
Gry Noł-Lajf Style

Co jest grane? 2026 – tydzień dwudziesty szósty

Jakby sytuacja była bardziej sprzyjająca, to bym ogłosił miniony tydzień tygodniem Miku i ogłosiłbym fajrant. Ale tak to niestety – tydzień był głównie tygodniem przegrzewania się, zapierdolu i zużywania zapasów woli do egzystowania.

Ale Miku też była. Tak właściwie to od niej zacznę, by móc przejść do bardziej „normalnych” motywów growych.

Persona 5: The Phantom X

MikuMiku Overdose XD

Serio, wszędzie Hatsune Miku. Jest z nią event, jest do zdobycia jako postać, do tego w trakcie trwania eventu można sobie ustawić, by jako muzyka w tle leciała jedna z jej piosenek:

To jednak nie jest problemem. Wiecie co nim jest? To, że liczba różnorakich równolegle odbywających się eventów wynosi „tak”:

W świetle tego, jak mało czasu mam, by to wszystko ogarnąć? Trochę boli.

A jako dowód, że mnie trudno jest dogodzić, napisze, że bardzo mi przeszkadza to, że cała fabuła crossoveru z Hatsune Miku to jeden animowany przerywnik 🙁

Ale może to lepiej? Może byłoby jej za dużo? Nie mam pojęcia, ja tylko wiem, że cieszę się z tego, że mam ją w drużynie, wraz z jej pięciogwiazdkową bronią 😀

Cieszę się tym bardziej z powodu tego, że Miku jest PRZE-PO-TĘŻ-NA. W odpowiednich warunkach pozwala drużynie mieć dwie tury z rzędu.

Tainted Grail: The Fall of Avalon

Kilka nowinek z mojego grania w „polskiego Skyrima”.

Pod względem zadań? To porównanie obraża tę grę. Tainted Grail ma dużo ciekawsze, lepiej napisane i zapadające w pamięć historie poboczne. Oprócz tego powalił mnie „zakresem” tychże. Mamy historie poruszające zarówno bardzo poważne tematy w rodzaju eutanazji, jak i motywy w pełni komediowe. Najbardziej rozbrajającym przykładem była dla mnie historia, którą dam w spoiler, na wypadek jakby ktoś był bardzo wyczulony na nie.

Kliknij strzałkę by dowiedzieć się, jakie poczucie humoru mają twórcy gry.

W pewnym momencie gra wysyła nas z ładunkiem wybuchowym, by otworzyć zapomniane przez wszystkich podziemia twierdzy. Nie wiemy po co, nie wiemy dlaczego. Gdy już to zrobimy, to w środku nie znajdujemy skarbów ani potężnego potwora do zabicia. Spotykamy nieumarłego popularnego swego czasu kucharza, autora książek kucharskich, które odnajdujemy w grze.

Okazuje się, że spędził on dobrą część swojego życia na poszukiwaniu nietuzinkowych smaków i wyjątkowych przekąsek. Gdy go napotykamy w lochu, to próbuje on nas przekonać do zrobienia „kwaśnego śledzia z serem”.

Gra w żaden sposób nie wyjaśniła, za co on został zamknięty na lata w de facto zamurowanym lochu. Mam jednak podejrzenia, jako osoba znająca legendy o kiszonym śledziu, że mogło chodzić o uratowanie świata przed tą katastrofą kulinarną.

DALEJ nie miałem ochoty pójść naprzód z głównym wątkiem. Za dużo zadań pobocznych i miejsc do zwiedzenia. Ostatnio, kręcąc się po mapie, napotkałem wioskę, na którą druidzi sprowadzili wielką falę:

Ci, którzy nie uciekli, stali się topielcami. Nie chcę sobie przypominać, ile mikstur i żarcia musiałem użyć, by przeżyć wycieczkę tam.

A, oprócz tego – pochwalę się stylówą, jaką mam teraz w grze, bo jest M E G A:

Pokemon GO

Przez cały tydzień Pokemony odpaliłem tak właściwie to raz.
W sobotę.
Bo „jestem ambasadorem i mam obowiązki ambasadorskie”. W tym odcinku mowa konkretnie o „Skarmory Super Mega Raid Day”. Nie ja wymyśliłem tę nazwę, nie ja wymyśliłem event rajdowy w okresie makabrycznej fali ciepła w całej Europie, ale za to ja musiałem zorganizować spotkanie.

Co z niego wynikło? Grupa, jak podaje mi Campfire, 64 osób, która razem robiła rajdy w temperaturze sięgającej 36 stopni. Co udało mi się na tych rajdach zdobyć? TO:

Nie ukrywam, jestem zadowolony z tego <3 Nie jest to hundo, ale przy moim szczęściu w tej grze to raczej nie mam co liczyć na więcej 😀

Monster Hunter Now

Kolejny tydzień bez prawdziwej myśli przewodniej. Rozkład jazdy był taki:

  • iść przed siebie
  • bić, co się uda pobić
  • robić zadania
  • rozwijać bronie i zbroje

Wyszło dobrze.

Chodzić? Chodziłem na tyle na ile czas, pogoda, stopy i inne obowiązki pozwoliły.

Bić, co się da? Też poszło w miarę w porządku – w sobotni wieczór licznik ubitych potworów pokazywał niemal 300 sztuk:

Nie wiem, ile ich ubiłem w niedzielę, ale miałem dzień umierania z gorąca, więc nie było tego zbyt wiele

Zadania? Porobione – skończyłem główny wątek fabularny i jestem bardzo blisko zrobienia wszystkich zadań przygotowujących do obrony bazy:

Bronie i zbroje? Też poszło, powoli, ale poszło. Brakuje mi PODSTAWOWYCH surowców, by pójść dalej z rozwojem sprzętu :X Oprócz tego zrobiłem sobie nową stylówę, ze zbroi z obu podgatunków Zinogre możliwych do spotkania w grze:

Sword x Staff

Ten samograj mi się przydał bardziej, niż się spodziewałem: pozwala mi odciągnąć myśli od normalnej rzeczywistości na krótką chwilę, gdy mam taką potrzebę.

Gra mnie wysłała do lokacji, która jest mocno przesiąknięta japońskimi klimatami – są kimona, są katany, są kapłanki Miko, Oni i szeroko rozumiane Yo-kai’e do bicia. Poniżej wrzucam nagranie, jak walczę z jakimiś karalucho-samurajami:

Teoretycznie powinienem przegrać. W praktyce też przegrywałem. Do momentu, aż nie powprowadzałem zmian w buildzie. Wtedy już wszystko ładnie padło 🙂

Oprócz tego dowiedziałem się trzech rzeczy:

  • niektóre skrzynie w Sword x Staff to tak naprawdę mimiki
  • jak się rzucimy do otwierania skrzynki, to zostaniemy zaatakowani z zaskoczenia, stracimy czas na leczenie i dopiero po dłuższej chwili będziemy mogli stanąć do walki
  • mimiki są niecierpliwe – jak się postoi kilka sekund obok skrzyni, to się ujawnią i można stanąć do nimi w uczciwej walce

Z jednej strony się cieszę, że ta gra mnie zaskakuje. Z drugiej? Trochę moje ego jest temperowane, bo myślałem, że widziałem już wszystko. A tu zonk – zaskakuje mnie coś, co „tru gamerzy” określiliby mianem „idle gacha gunwo”.

Nieobecni

Przez cały tydzień chodziły za mną Honkai: Star Rail i Fate/Samurai Remnant. W obu grach jednak jestem w takich momentach fabularnie, że chciałbym móc się na nich skupić i poświęcić im trochę więcej uwagi, niż rzeczywistość mi pozwala.

No cóż… Innym razem! 🙁


Inne tematy, a.k.a. złe wieści

W zeszłym wpisie uprzedzałem, że moje różnorakie problemy osobiste sprawią, że czasu na granie i inne tego typu rozrywki mi zwyczajnie zabraknie. Stało się to prawdą tak bardzo, że postanowiłem powiedzieć trochę więcej. Robię to głównie dla mojego komfortu psychicznego, ale też, by uspokoić niektórych, którzy mi sygnalizowali, że smutno by było jakbym się znów ulotnił z internetu.

Na początek pokażę wam jaki papierek musiałem wypełnić ostatnio:

To sprawia, że jestem zmęczony. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Wszelkiego rodzaju pielęgniarki, pielęgniarze, salowi, salowe i tym podobni od zawsze byli przeze mnie darzeni szacunkiem. Teraz? Są darzeni nim jeszcze bardziej. Chociażby dlatego, że ja mam dość po części tygodnia, a oni to robią zawodowo.

Byłoby fajnie, jakby to nie był mój jedyny problem. Co powiecie na ciężko chorego kota? Dropsik, rudy mamałyga, który okazjonalnie załapuje się na zdjęcia do bloga? Od jakiegoś czasu chudł i go diagnozowaliśmy na różne sposoby i chyba pod każdym możliwym kątem. W końcu się udało.

Czy czuję z tego powodu radość? Niezbyt – okazało się, że ma chłoniaka i musi zacząć chemioterapię. Na całe szczęście ma chorobę w łagodnej formie i chemię przyjmuje w formie tabletkowej. Pomimo tego przyjemnie z myślą o tym jak to się może skończyć nie jest. Upały też mu nie pomagają w dochodzeniu do siebie:

Mnie też te upały dobijają. Brane przeze mnie leki sprawiają, że znoszę wysokie temperatury gorzej niż zwykle, a 41 stopni jakie miałem w Szczecinie w miniony to ja bym ledwo dźwignął nawet w pełni swoich sił. Ale pomimo „niesprzyjających okoliczności przyrody” trzeba było „sprawować opiekę nad chorym członkiem rodziny”.

Podsumowując? Męczy mnie to wszystko. Sił brak. Czasu też. A gdy już się znajdą, to często chęci poszły już na dłuższy spacer. Siła rozpędu, zaciskanie zębów i do przodu.

Biedny kącik gastronomiczny

Na gotowanie też nie miałem zbytnio czasu. Do tego stopnia, że „oddałem fartucha” – pozwoliłem mojej lubej zrobić obiad. Usmażyła placki ziemniaczane z sosem serowym. Przepis na sos serowy ja wymyśliłem. Przy czym trochę niedoszacowałem, przez co wyszedł on mniej gęsty niż powinien:

Ale dalej wyszedł dobry 🙂

W trakcie tygodnia udało mi się znaleźć chwilę i zrobiłem wątróbkę w sosie musztardowo-miodowym z ziemniakami:

Obiad został „ufundowany” przez markę Ninja. Mam na myśli to, że nie miałem siły b,y cokolwiek siekać, więc ziemniaki, cebulę i wątróbkę posiekał mi blender. W przeciwnym razie pewnie żywiłbym się gotowcami z Płaza.

Jednego dnia miałem zaplanowany taki kocioł, że musiałem sobie przygotować jedzenie zawczasu. Wtedy znów sobie zrobiłem tortille z jajkiem, papryką i tofu:

Dopracowuję technikę – jeszcze z dwa razy zrobię i będzie 10/10. Już teraz jest dużo lepiej, bo nie zapomniałem doprawić jajek XDDDDD

W niedzielę potrzebowałem śniadania bez jakiegoś większego wysiłku. Wyciągnąłem więc z zamrażalnika swój „cookie dough bark” i go wrzuciłem do piekarnika:

Wyszło mi słodkawe ciastko. Nie spodziewałem się, że to się uda.

Mam nadzieję, że to nie będzie ostatnia rzecz, jaka mi się uda. Sobie i Wam tego życzę.

Do przeczytania następnym razem, oby w lepszych okolicznościach!


Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *