Na dłuższą metę, to ja się cieszę: darzę Obsidian Entertainment sporym zaufaniem, więc z chęcią się dowiem więcej na temat ich idei stworzenia nowej gry. Tak: Feargus Urquhart dał do zrozumienia, że planują oni nową grę, tym razem bardziej „skyrimowatą”.
Na Pillars of Eternity się nie skończy?
W długiej rozmowie z Rock, Paper, Shotgun Feargus Urquhart, szef wszystkich szefów w Obsidian Entertainment powiedział, że planuje w przyszłym roku rozpocząć zbiórkę na nową grę na silniku utworzonym na potrzeby Pillars of Eternity.
Plany na kolejny tytuł tego developera są bardzo ambitne: chcą oni bowiem utworzyć grę z bardziej otwartym światem. „Na razie próbuję wymyślić, jak moglibyśmy zrobić grę na pc – na razie zapomnijmy o konsolach – podobną do Skyrim, na bazie silnika utworzonego na potrzeby Pillars of Eternity„. Zastanawia się no również nad tym, czy nie pozwolić Chrisowi Avellone na stworzenie nowego, bardziej otwartego świata oraz nad wydaniem tej gry w systemie „odcinkowym”.
BŁAGAM, NIE! Znaczy inaczej: izometryczny Skyrim w wykonaniu Obsidian? HELL YEAH. Sprzedawanie gry w kawałkach? Otwartego cRPG-a w cząstkach? NIE, TYLKO NIE TO. Gdzie tu miałaby być otwartość, jak świat by się odblokowywał w znacznych odstępach czasu? Na całe szczęście ten zamysł jest dopiero w fazie „myślenia”, więc nie ma tu nic pewnego. Mam nadzieję na porzucenie tej idei.
Feargus Urquhart powiedział ekipie z Rock, Paper, Shotgun jedną konkretną rzecz: więcej informacji dostaniemy w marcu/kwietniu przyszłego roku. Wtedy „będziemy już mieli o czym rozmawiać z ludźmi”. Biorąc pod uwagę jak bardzo w przypadku Pillars of Eternity było podkreślane, że kampania crowdfundingowa to głównie kontakt z fanami, to podejrzewam, że możemy zacząć się przygotowywać psychicznie na kolejną zbiórkę na Kickstarterze.
Jak myślicie, będzie dobry towar, taki izometryczny otwarty świat?
Wśród moich znajomych zobaczyłem o jednego bałwana za dużo, który połasił się na darmowe gry na Steam. Wierzył, że wystarczy, że jego znajomi będą klikać na linki, które on udostępnia, a on chwilę później będzie mógł się cieszyć kolejnym tytułem dodanym do biblioteki na Steamie. Ten tekst powstaje ku przestrodze by nikt więcej nie dał się odymać i by pokazać jak można NAPRAWDĘ otrzymać gry (prawie) za darmo.
Serio, gier na Steam nie ma za kompletnie darmo.
No dobra, trzeba też mieć od groma szczęścia, ale to inna sprawa. Ale najpierw zajmiemy się tym skąd NIE dostaniecie darmowych gier na Steama i tego co możecie otrzymać zamiast nich.
Darmowe gry na Steam – jak NIE zdobywać?
Ten fragment z dedykacją dla moich znajomych i innych ludzi, którzy wierzą, że mogą dostać grę wartą za to, że ktoś klika w darmowe linki, którymi potem spamujecie mi ścianę na fejsiku. Serio, nie, to nie ma racji bytu. Niedawno mój znajomy próbował dorwać klucz za pomocą strony steam-free-games.com. Ostatecznie skończyło się jak zawsze: ludzie poklikali mu link, on dostał możliwość wyboru gry i UWAGA! dostał do wypełnienia ankietę zakończoną prośbą o wysłanie smsa. W tym momencie przyszło ogarnięcie i rzucenie tej strony w diabły. Jak ona wygląda dzisiaj? Macie zrzut ekranu.
Tak NIE wygląda strona sklepu Steam.
Takich stron zawsze jest, było i będzie od groma, póki ludzie będą dawali się nabijać w butelkę i uwierzą w to, że o darmowe gry na Steam jest łatwo.
Zasada działania zawsze jest taka sama: ofiara (losu?) jest nakłaniana do dzielenia się swoim prywatnym linkiem z znajomymi, którzy klikają go, widzą listę SAMYCH HICIORÓW, KTÓRE MOŻNA DOSTAĆ ZA KLIKNIĘCIA, po czym sami udostępniają linki i tak w kółko. Gdy już nabiją dość dużo kliknięć w swój link, to:
Trafią na stronę pełną reklam z prośbą o kliknięcie którejś by przejść dalej. Najmniej szkodliwe (zazwyczaj kończy się na stratach moralnych)
Wchodzą na stronę, widzą, że ma się tam pojawić kod, ale wcześniej są proszeni o wypełnienie ankiety i zatwierdzenie jej smsem. Osoby, które to zrobią właśnie tracą do odwołania 5zł (w gorszych przypadkach jest to utrata dzienna). Gratulacje.
Po wybraniu gry pojawia się prośba o instalację programu, który zaktywuje grę na naszym komputerze. Tutaj efekty bywają naprawdę różne: syfny adware, trojany, czasem jakiś program, który potem będzie kazał nam zrobić przelew na konto nim odda nam władze nad komputerem… Same słodkości.
Mówiąc krótko: jak traficie na stronę, która wygląda ja ta na zrzucie ekranu poniżej, to idźcie sobie.
Tu nie ma gier. Tylko syf.
Serio, nic nie wygracie. Darmowe gry na Steam są gdzie indziej. Trzeba mieć tylko spore szczęście. No cóż, nikt nie mówił, że każdy może mieć gry po taniości?
A, jakby was ktoś próbował przekonać tym, że taka strona ma sens, bo gość zarabia na reklamach: jedno kliknięcie to odpowiednio: 0,57zł, 0,22 euro lub 0,37 dolara. A 0,01gr otrzymuje się za około 75 wyświetleń. Takie są stawki w przypadku Google Adsense. Podliczcie sobie ile osób musiałoby zobaczyć tę ofertę i nie zgarnąć NIC, by to było na granicy opłacalności. To teraz przejdziemy do działających sposobów na darmowe gry.
Darmowe gry na Steam – gdzie można dopaść?
Nie oznacza to jednak, że nie ma skąd brać gier za darmo. Należy jednak pamiętać o prostej regule: gier ZAWSZE będzie mniej niż chętnych. Każda sytuacja odwrotna do tej oznacza jedno: ta gra musi być wyjątkowo syfna. I z taką wiedzą możemy zająć się dwoma serwisami, które dają wam szansę (niewielką) na (realne) zdobycie gry za free.
Zdobywanie gier na tej stronie jest równoznaczne z uwielbieniem do gier losowych: Steam Gifts pozwala wszystkim zainteresowanym na branie udziału w losowaniu gier znajdujących się na stronie. Skąd one się biorą? Od innych użytkowników. Czemu je oddają? Bo nie mają co z nimi zrobić, a potem będą mogli dzięki temu wziąć udział w innych losowaniach.
Cały system Steam Gifts jest tak przemyślany, że o tym w ilu głosowaniach będziesz mógł wziąć udział decyduje cena na Steamie. W magiczny sposób powoduje to, że na stronie zawsze można odnaleźć masę loterii z grami, których cena niedawno była ścięta w jakiejś przecenie (liczy się kwota PRZED obniżką). Ot, po ostatniej wyprzedaży jesiennej na stronie ktoś udostępniał 15 sztuk Skyrima. Nie wiem, czy chorował na nadmiar gotówki, ale jestem pewien, że tych 15 farciarzy nie będzie sobie zadawać takich pytań 🙂
Po więcej informacji odsyłam do niezwykle ogarniętego FAQ autorstwa jednego (z wielu) polaków aktywnie działających na stronie. O, tutaj.
Edit: niestety, Game Miner już nie działa – został zlikwidowany w 2017 roku. Poniższy tekst zostawiam jako fajną pamiątkę po bardzo przyjemnej stronie.
Ta strona jest przodującym produktem rosyjskiej myśli growej. I jedną z niewielu rzeczy pochodzących z Rosji, które można uznać za normalne. Zasada podobna do poprzedniej: bierzemy udział w losowaniu gier, płacąc za uczestnictwo w każdym losowaniu węglem, które otrzymujemy co godzinę. Tutaj nie ma żadnego sposobu na zwiększenie wydobycia węgla (czyli gier) poza dawaniem gier od Siebie. Każda gra, której loterię zorganizujemy da nam punkty doświadczenia, co z kolei sprawi, że zwiększy się nam poziom. Większy poziom = więcej węgla na godzinę, większa maksymalna pojemność tej „waluty” i możliwość zapraszania większej liczby osób dziennie. Bo wspominałem, że Game Miner jest dostępny tylko dla zaproszonych ludzi? Objawia się to tym, że po zalogowaniu się za pomocą SteamID (całkowicie bezpiecznej i nie zagrażającej twojemu kontu metodzie) trzeba podać kod zapraszający. O, na przykład taki jak ten: 5b10073773061ad59cef0319d4516455.
Oprócz samych loterii z grami, to warto wspomnieć o tym, że Game Miner jest przy okazji grą. Bo jak nazwać coś, co ma poziomy doświadczenia, osiągnięcia z nagrodami (stwórz 100 loterii – 500 węgla), wypadające skrzynki z fantami (otwiera się je za złoto), kolekcje do zebrania (przedmioty są w skrzyniach) i inne tego typu bajery.
Wracając na chwilkę do wspomnianego złota: jest to największa ciekawostka na tej stronie. Złoto samo się nie wydobywa: otrzymuje się je za osiągnięcia lub za prawdziwe pieniądze. Jest ono potrzebne do dwóch rzeczy: brania udział w loteriach gdzie dają naprawdę syte gry (Skyrim GOTY będzie dobrym przykładem) oraz do otwierania skrzyń. Zarobione w ten sposób ruble idą na utrzymanie strony. Nic strasznego, ani koniecznego do wykorzystywania 🙂
W razie innych pytań, dotyczących zarówno Game Minera, jak i SteamGifts pytajcie bez wahania: głowa mi pęka od nadmiaru informacji.
Jak się wam podobał esej o tym, że darmowe gry na Steam de facto nie istnieją? Zniszczyłem jakieś marzenia? Nauczyłem czegoś? Jeżeli tak, to zostaw wiadomość pod postem i nie zapomnij zasubskrybować kanał RSS mojego bloga lub polubić fanpage na Facebooku: chętnie jeszcze coś wam powiem 🙂
W wysypie tanich paczek gier i stron, które specjalizują się w ich sprzedaży coraz trudniej jest zwrócić na siebie uwagę. Square Enix postanowiło spróbować tajemnicy, jako motywu, który może sprzedać ich paczkę. Zresztą, nie bez powodu nazywa się Square Enix Christmas Surprise.
Square Enix szykuje niespodziankę na święta!
O co w tym wszystkim chodzi? Square Enix przyszykował paczkę 4 gier na PC, które są dostępne w postaci kluczy na Steama. Cały haczyk w paczce Christmas Suprise tkwi w tym, że nie mamy bladego pojęcia jakie gry znajdują w paczce.
Możemy co najwyżej pobawić się w wrózenie z fusów na podstawie wymagań sprzętowych gier, które zostały podane na stronie sklepowej tej paczki. Śmiem jednak przypuszczać, że pewniakiem jest nowy Tomb Raider, którego zalecane wymagania podane na stronie Steamowejpokrywają się w stu procentach z tymi podanymi na stronie paczki. Wiem, pewność będziemy mieć w grobie, ale dla mnie to wystarczający powód do silnych przypuszczeń.
Sprzedaż paczki trwa od 12 grudnia do 20 grudnia. Popołudniem 20 grudnia wszystkie osoby, które zakupiły paczkę Christmas Suprise otrzymają e-mail z informacją jakie gry pojawią się w paczce, wraz z kluczami Steam do tychże. Wcześniej pozostaje nam wróżenie z fusów albo pobożne życzenia z serii „Square Enix, daj Thiefa :X” (wiem, że niemożliwe, daje dla jaj).
Osoby zainteresowane pozbyciem się 6,5 Euro na nie_wiadomo_jakie_gry zapraszam na stronę sklepu Square Enix, sprzedaż odbywa się tylko tam
Jak myślicie, co będzie w niespodziance świątecznej od Square Enix? Ktoś poza mną ma nadzieję, że w paczce będą Final Fantasy 7 i 8 (nikt nie chce mi kupić prezentu na święta?) Macie jakieś inne pomysły co trafi do tej paczki z niespodzianką?
Gry z świata Dragon Age nie ograniczają się do gier RPG z wielomilionowym budżetem. Jednakże Electronic Arts ma najwyraźniej zasadę „jeden spin-off naraz”. Po ubiciu facebookowej gry Dragon Age: Legends przyszedł czas na produkcję „mobilną” Heroes of Dragon Age. W trakcie gry jednak dość szybko poczułem deja vu…
Logo Heroes of Dragon Age
Robienie i przerzucanie zrzutów ekranu z sprzętu z Androidem to mordęga, więc chciałbym w tym momencie podziękować EA za rozbudowane materiały prasowe z stosem screenshotów z Heroes of Dragon Age. To im wyszło.
Sporo wody upłynęło, kartek z kalendarza odleciało, i ostatecznie doczekaliśmy się nowego WIELKIEGO ogłoszenia w sprawie Project Eternity. Gra dorobiła się trzech rzeczy wartych wzmianki: oficjalnego tytułu, nowego trailera i portalu dla wszystkich osób, które wsparły finansowo grę. Poniżej kilka świeżych informacji o Pillars of Eternity!
Oto Project Eternity. Czy Pillars of Eternity.
Nowa nazwa dla Project Eternity
Od początku było wiadomo, że Project Eternity to tylko nazwa robocza dla tworzonego przez Obsidian autorskiego RPG-a. Wraz z nową nazwą przychodzi nowe logo. Pillars of Eternity dorobiło się całkiem zacnego loga autorstwa Kaza Arugi, concept artysty pracującego nad Project Eternity. Jak się wam podoba? Bo mi bardzo.
Portal dla wspierających Project Eternity.
Po długim czasie oczekiwania Obsidian w końcu otworzył portal przeznaczony wyłącznie dla osób, które wsparły finansowo Project Eternity na Kickstarterze. Główną funkcją portalu jest ogarnięcie nagród i danych koniecznych do ich rozesłania. Osoby, które zamówiły coś materialnego będą mogły podać adres. Osoby, które otrzymają koszulki mogą podać ich rozmiar. Osoby, które wykupiły sobie możliwość zaprojektowania karczmy/postaci niezależnej/nagrobka na cmentarzu będą mogli się podzielić swoimi pomysłami z twórcami. To również stąd będzie można uzyskać klucze Steam/GOG.com, wcześniejszy dostęp dla bety, czy też e-booki lub ścieżkę dźwiękową z Pillars of Eternity
A tak wygląda portal dla wspierających Project Eternity
Oprócz tego, na tym portalu będą zebrane wszystkie aktualizacje projektu, które zwykle pojawiają się na Kickstarterze, wszystkie materiały promocyjno-fanowskie (awatary na fora, trailery, tapety i inne) oraz link do dedykowanego Project Eternity forum dyskusyjnego. Ogólnie, to założenie ma być następujące: wszystko związane z grą będzie o dwa kliknięcia z tej strony.
Nowy trailer. Z GAMEPLAYEM.
Cześć, jestem Jasiek i jak na to patrzę, to jaram się jak pochodnia. W sumie, to jak las pochodni. Albo pochodnia z lasu.
Ja należę do gatunku ludzi, którzy wierzą w jedno: że nie ma czegoś takiego jak nadmiar magicznych pocisków i prastarych ruin. Pod względem graficznym vel. Pillars of Eternity mnie kupiło: grafika na tyle nowa, by nie wywoływać odruchów wymiotnych wywołanych madmiarem oldschoolu, która jednocześnie nie próbuje iść w pełne 3D i bezsensowny fotorealizm.
Świat się sypie: GOG.com, sprzedający gry BEZ ŻADNYCH ZABEZPIECZEŃ oferuje wszystkim możliwość zwrotu gotówki za kupioną u nich grę. Brzmi fajne? Bo jest, Steam mógłby się od nich uczyć. Ale nie ma tak łatwo, są warunki by odzyskać swoje pieniążki.
GOG.com oddaje hajsy za gry O______O
Żeby nie było za łatwo, to zwrot gotówki możemy uzyskać w ciągu trzydziestu dni od zakupu i tylko w sytuacji, gdy dana gra nie działa na danym komputerze i zespołowi „ninja wsparcia technicznego” ( <3 ) nie uda się sprawić, by było inaczej. Wtedy dopiero otrzymamy zwrot pieniędzy tym samym kanałem, którym płaciliśmy (jak ktoś korzystał z kart przedpłaconych (na przykład PaySafeCard), to będzie musiał podać numer konta/konto Paypal do zwrotu).
Oprócz tego warto wspomnieć, że GOG.com zastrzegło sobie prawo do odmówienia oddania pieniędzy w przypadku, gdy ktoś będzie notorycznie prosił o zwroty pieniędzy (nie ma ustalonej ilości zwrotów, ale w przypadku podejrzeń o bycie oszustem GOG.com poinformuje wraz z oddaniem pieniędzy, że dana osoba więcej zwrotów nie dostanie). Nie będzie również zwracać pieniędzy w przypadku, gdy dany system nie spełnia wymagań podanych na kartach produktów. Jak to podaje FAQ na stronie GOG.com „żal jest nam Ciebie”.
Co bardzo ciekawe, GOG.com wprowadziło możliwość oddania dowolnej kupionej u Siebie gry w ciągu 15 dni od zakupu, pod warunkiem, ze jej nie ściągnęliśmy. Ot, na wypadek, jakby ktoś się zagalopował w trakcie kupowania gier na wyprzedażach, a potem nagle się obudził z ręką w nocniku i myślą „Ale ja i tak nigdy w to nie zagram”.
Na początku, na jak zobaczyłem informację o tym, że GOG.com przyjmuje zwroty, to bałem się, że zaufanie do ludzi zje ich żywcem. A tymczasem ten pomysł jest genialny pod każdym względem: GOG.com się zabezpieczyło przed seryjnymi „NieDziałaMiGraOddajcieMiHajs” wprowadzając limit zwrotów, do tego podyktowany ich oceną „szczerości” prośby. Motyw z zwrotem pieniędzy za nieściągniętą grę też jest bardzo dobry, bo skoro dany klient jej nie ściągnął to w nią nie zagra, ani nie poda dalej. No i poza tym jest to świetny chwyt marketingowy. Wiecie: „nie dość, że sprzedają gry bez zabezpieczeń, to jeszcze można uzyskać zwrot pieniędzy. HURRA! Niech żyje GOG.com!” itp itd. Pomińmy też fakt, że dzięki temu zyskają masę „betatesterów z przypadku” : podejrzewam, że liczba zgłoszonych błędów wzrośnie o kilkanaście procent.
Pal licho, że to Origin był pierwszy z dawaniem zwrotów pieniędzy za gry, ich platforma jest jednym wielkim zabezpieczeniem przed kopiowaniem, więc t0 nie jest dla nich nic strasznego. W przypadku GOG.com każda oddana gotówka, to szansa na to, że kupujący dostał w pełni sprawną grę za darmo. To się nazywa zaufanie do klientów O__O
Dzisiaj w nocy (między północą a 3:00) przez internet można było zobaczyć galę rozdania nagród Spike VGX 2013. Impreza całkiem zacna, na pewno prestiżowa, ale mnie od nagród bardziej obchodzą informacje, jakie się tam „przy okazji” pojawiły. Was też może zainteresują.
Widziałem to. Tak samo jak to oko was widzi.
Ostrzegam: to była gala w środku nocy. NIE CHCIAŁO mi się rozpisywać wszystkiego (zwłaszcza, że niektóre motywy były… meh). Poniżej macie to, co według mnie jest godne wzmianki. Stwierdzam również brak chronologii. I post będzie się stosunkowo długo ładował (dużo gameplayów)
3 dni temu przeczytałem, że uczestnicy turnieju League of Legends zwanego LCS (League of Legends Championship Series) mają efektownego bana na streamowanie jakichkolwiek wartych wzmianki gier konkurencji. Gównoburza była, napisało o tym każde możliwe medium growe (nawet blogerzy, których League of Legends nie jara) i jest efekt: umowa z graczami została DRASTYCZNIE zmieniona.
Woof, Woof!’
W reakcji na reakcje w mediach społecznościowych, samych zainteresowanych i raczej niepochlebne komentarze ze strony prasy Riot Games zmienił charakter tej części umowy ze streamującymi. Aktualnie reguła jest bardzo prosta: „pokazujcie na waszych kanałach co wam się żywnie podoba, pod warunkiem, że nie jesteście za to opłacani.”
Oprócz tego Whalen Rozelle, gość od kontaktów z fanami w Riot Games napisał na Reddit, że poprzednia umowa była spowodowana tym, że inne studia tworzące konkurencyjne gry chciały wykupić sobie „czas reklamowy” w trakcie streamów odbywających się w sezonie turniejowym. W tym samym oświadczeniu powiedział również, że po długiej dyskusji doszli do wniosku, że nie mogą oni sprawić, że oglądający strumienie fani danych graczy będą umierać z nudów.
Poprzednia treść umowy brzmiała w dużym skrócie tak: „Chcesz wziąć udział w League of Legends Championship Series? To nie strumieniuj tego, tego, tego i tego”. Był to efektowny zakaz pokazywania na swoim kanale jakichkolwiek gier online’owych, które teraz mają nawet fanów na granicy błędu statystycznego.
A teraz Yeti ryczy
To teraz parę słów mojego zdania o tej całej historii. Ja to widzę tak: umowa o takiej treści nigdy nie powinna powstać. Jeżeli Riot Games chce jednostajnej, monotematycznej i ciągłej reklamy, to taniej by ich wyniosło wykupienie reklamy w Google AdSense. Ewentualnie mogliby zrobić to normalnie, czyli uczynić tak, jak chciała to zrobić konkurencja: wykupić czas reklamowy. Miałoby to trochę więcej sensu niż zasłanianie się porównaniami między sportem, a e-sportem i wymuszanie pod tym pretekstem stuprocentowego posłuszeństwa.
Zwłaszcza, że wielu z tych graczy i tak by grało w League of Legends. Po prostu nie robiliby tego CIĄGLE. I nie uwierzę w to, że League of Legends straciłoby graczy, tylko dlatego, że jakiś Ocelote, czy inny xPeke zrobią sobie 15 minut przerwy od LoLa i zagrają sobie w Hearthstone.
Ich reakcja była dość wolna: umowa wyciekła 4 listopada, następnego dnia się przyznali do „winy”, a dopiero w sobotę rano naszego czasu posypali głowy popiołem. Nie zmienia to jednak faktu, że w miarę bezbolesny dla siebie sposób zakończyli ten „kryzysik wizerunkowy”. Tradycjnie, większość komentarzy pod wypowiedzią na Reddit utrzymana jest w tonie „Dobra robota Riot, wiedziałem, że to sprostujecie”.
Mnie z tego wszystkiego najbardziej ciekawi jedna rzecz: czy Riot Games by cokolwiek zmieniło w tych umowach, jakby nie wyszły one na jaw?
W przypadku League of Legends przeszedłem drogę odwrotną od tego co przeżyłem z Diablo 3: na początku tę grę uwielbiałem by później dojść do wniosku, że nawet śledzenie ciekawostek jest dla mnie stratą czasu. Jednak informacja o tym, że uczestnicy turnieju League Championship Series nie mają swobody działania jest godna uwagi. Nałożone na nich ograniczenia są delikatnie mówiąc przesadzone.
Mógłbym napisać tutaj ścianę tekstu, ale jest jakiś sens? Zaraz filmik na YouTube powie wam wszystko co najważniejsze w tym, że Valve dołączył do Linux Foundation
Dobra, krótki wstęp dla niepoinformowanych:
Valve – twórcy Half-Life’a, Portala, Left 4 Dead oraz, co najbardziej tutaj istotne, platformy Steam, która ma „rząd dusz” na sprzedażą cyfrową gier na PC
Linux Foundation – w dużym skrócie: organizacja dbająca o to, by system Linux się rozwijał, miał dobrze i przejął władzę nad świa… komputerami. W sumie całkiem dobrze mu idzie.
Poniżej macie filmik, w którym Gaben Newell (szef wszystkich szefów w Valve) oraz Linus Torvalds (twórca Linuksa i ważna szycha w Linux Foundation) opowiadają czemu to tak, i jak fajnie będzie. Jeżeli nie lubicie filmików anglojęzycznych, to tuż pod filmikiem tłumaczę po polsku.
W krótkich, żołnierskich słowach: Linus Torvalds ma nadzieję, że inni dostawcy gier w postaci cyfrowej pójdą w ślady Valve i ich platformy Steam, co sprawi, że uPlay, Origin i inni również udostępnią swoje wersje oprogramowania na Linuksa. Gaben Newell mówi, że wierzy w to, że ten krok pomoże w rozwoju komputerów jako takich i że to właśnie Linux jest przyszłością gier komputerowych.
Co o tym myślę? Valve daje KOLEJNY (po SteamOS i kliencie Steam na Linuksa) znak, że traktują oni tą platformę poważnie i że chcą (i będą) sprzedawać na nią gry. Mam dziwne wrażenie, że możemy liczyć na więcej gier w wersjach na Linuksa. Po stworzeniu klienta Steam na systemy z rodziny pingwinowatych liczba gier podskoczyła do 198. Po takim znaku? Czekam na pierwsze gry od wielkich twórców. Nie dajcie plamy 😉