Różnorakie wpisy odnoszące się do platformy Steam i gier, jakie ogrywam na tej konkretnej platformie. Jeżeli jakiś wpis otagowany jest nazwą największego sklepu z grami w wersji cyfrowej, to oznacza to jedną z dwóch rzeczy:
W sytuacji, kiedy mój portfel dzielnie stawia opór kolejnym paczkom z Humble Daily Bundle, to aktualne Weekly Bundle traktuje jako celne uderzenie w moje czułe struny. W trakcie pisania tego wpisu siłuje się strasznie by nie rozbić świnki skarbonki i nie przywitać się z tą paczką.
Nawet logo ładne zrobili 🙂
W tej paczce znajduje się bardzo dużo dobroci dla fanów gier RPG oraz strategii turowych. Zresztą, poniższe tytuły bez wątpienia znacie. A jak jest inaczej, to powinniście poznać. Bo są to naprawdę świetne (choć już leciwe chwilami) gry. W Humble Weekly Bundle by Larian & Triumph możemy dopaść następujące produkcje:
Humble Bundle udało się, po raz pierwszy od dawna mnie zaskoczyć. I to w jakim stylu? Pierwszy raz zrobili coś takiego. Dwa tygodnie growej rozpusty. Sztuczka magiczka pt. „Jak w 14 dni zapchać bibliotekę na Steamie. No, chyba, że ktoś już wcześniej był paczkoholikiem. Ale trzeba dać szansę ludziom, którzy dopiero niedawno dowiedzieli się o paczkach pełnych łakoci.
Tyle (znanych) łakoci!
Ostatni miesiąc, albo i dłużej, na stronie Humble Bundle panowała straszna susza. Nic godnego wzmianku. Aż tu nagle pojawia się nowa promocja: codziennie na stronie Humble Bundle pojawi się nowa paczka do zakupienia. Co więcej wiemy o tej akcji i co można kupić dziś?
Dobra, krótki wpisik napisany na kolanie: na Steam przecenili gry z świata Gwiezdnych Wojen. Wszystko zostało przecenione o -66%. Dobra, fajnie, ale pewnie się zastanawiacie czemu o tym piszę.
Tej gry jakby co NIE polecam. Ale i tak pewnie któryś kupi.
Normalnie bym się nie fatygował z informowaniem o tym, ale w świetle niedawnej informacji o „odkanonizowaniu” gier i innych dzieł wokół-gwiezdnowojennych śmiem twierdzić, że możemy poczekać bardzo długo na kolejną wyprzedaż. LucasAr… pardon, Disney będzie bardziej zajęty promowaniem swoich nowych dzieł niż dbaniem o starawe, niekanoniczne, growe blablablablabla.
Cała oferta kończy się piątego maja, do tego czasu możemy robić zakupy. To teraz bez dalszego, zbędnego paplania, lista tego o czym warto według mnie wspomnieć.
Star Wars: Knights of The Old Republic 2 – ~15zł – gry pokazujące prawdziwy kunszt swoich twórców. Świetne historie, opowiedziane w bardzo wciągający sposób. Gratka, nawet jeżeli ktoś nie jest koniecznie fanem tego uniwersum. Te gry bronią się same.
Star Wars: Republic Commando – ~13zł – ta gra ma prawie 10 lat. Jak grałem w nią miesiąc temu dawałem jej może z 5. Wciągająca, kinowa akcja, system kontroli nad członkami drużyny prosty niczym konstrukcja cepa i skuteczny niczym spontaniczne zrzucona atomówka. Dobrze, żeby nie było, że nie widzę w tej grze wad. Ma jedną: brak kontynuacji.
Star Wars: Battlefront 2 – ~13zł – dobrze strzelanka. Dużo klas postaci, broni, pojazdów i misji. Grywalna zarówno w pojedynkę, jak i w trybie multiplayer. Idealne dla kogoś, kto chce się poczuć jak na polu bitwy. Albo brać udział w masakrze Jedi. Albo bitwie o Hoth. Albo… jeszcze kilku innych.
Reszta tytułów? Taka sobie w moim odczuciu. Jak ktoś koniecznie chce przejrzeć, to niech sobie kliknie tutaj i wybierze na co ma ochotę. Albo kupi cały zestaw hurtem za nędzne ~130 złotych.
Tak czy siak, korzystajcie póki możecie, następna taka okazja może się nadarzyć… nigdy? Kto wie? Pewnie przy premierze Epizodu VII. O ile wtedy.
Tak czy siak, życzę udanych zakupów i do przeczytania następnym razem. Ja idę grać w Child of Light.
Powiem wam szczerze, że dziwnie się czuje, pisząc recenzję gry, która z jednej strony jest nowa (i mam ją na Steamie od paru dni), a z drugiej strony, którą przeszedłem łącznie dwa razy, a teraz przechodzą po raz trzeci. No cóż, w przypadku Epic Battle Fantasy 4 jest to całkiem możliwe.
Z doświadczenia wiem, że wiele ludzi daży gry flashowe bezwarunkową nienawiścią. Takie osoby proszone są o ominięcie tego posta, jeżeli chcą dalej żyć w błędnym przekonaniu, że wszystko co zrobione w Flashu jest płytkie, nudne i nadaje się tylko na krótką przerwę między pisaniem jednego, a drugiego maila w pracy.
Nie pamiętam jaka była najbardziej pogrzana zapowiedź gry w mojej karierze, ale to co twórcy z Microsoft Studios dowalili oficjalnie zajęło pierwsze miejsce. Bardziej pogrzanego sposobu by zapowiedzieć Age Of Mythology na Steam chyba nie można było wymyślić 😀
Jeżeli ktoś nie wie czym jest alpaka, i chcę się dowiedzieć co może się pojawić w tej wersji to zapraszam 🙂
Mamy maniaków Steampunku? Na Groupees pojawiła się paczka pełna dobra dla maniaków tego klimatu. Dużo muzyki, komiksów i nawet kilka gier się znalazło. A to wszystko w Steampunk Bundle.
Teoretycznie w tym momencie mógłbym skończyć pisać…
Ostrzegam, wpis i paczka zawiera niewielkie ilości gier. Ale i tak warto o niej wspomnieć.
Kolejny tydzień, kolejne Humble Bundle. Tym razem tak epickie, że zamiast grzecznie levelować w Star Wars: The Old Republic siedzę po nocach i piszę o tym, byście mogli poznać odpowiedź na pytanie „czemu warto jarać się Humble Indie Bundle 11?”
Jakiś czas temu, na pewnym fejsikowym fanpage’u byłem świadkiem (no dobra, po części również uczestnikiem) pięknego flame’a pod pewnym linkiem. Była to informacja, o tym, że Brian Fargo zapewnił fanów, że Wasteland 2, jego „dziecko” znajdujące się w steamowym Early Access przejdzie jeszcze wiele modyfikacji. Poczytałem dym o sprzedawaniu niedorobionych gier za 200zł, swoje się pośmiałem i postanowiłem kilka rzeczy wytłumaczyć.
Tu grasuje Early Access
Bo powiem wprost: momentami szlag mnie trafia, jak widzę niektóre narzekania. Pozbawione zazwyczaj zdrowego rozsądku i umiejętności ogarniania podstawowych faktów. Ewentualnie umiejętności czytanie ze zrozumieniem. Mam nadzieję, że ten wpis sprawi, że ten krytykowany przez ludzi pomysł będzie bardziej doceniony.
Wiem, w tytule wpisu odjechałem tak, jakbym pisał do Faktu, a nie porządnego bloga. Ale cóż… prawdą jest to, że słówko „rush” (pośpiech) w tytule Kingdom Rush jest lekko nie na miejscu. Ale poza tym, to ten mobilny tower defense jest ZACNY. Ale nie jest on pozbawiony wad.
NAPRZÓD!
Kingdom Rush? Jaki pęd?
No i idą na nas te gobosy, a my im strzały w łeb!
Sama gra róźni się w kilku miejscach od przeciętnego Tower Defense’a. W Kingdom Rush wieże obronne możemy rozstawić tylko w określonych z góry miejscach. Do wyboru mamy 4 typy wież: trzy strzelające i jedne koszary, które wypluwają z siebie do trzech żołnierzy, których zadaniem jest opóźnić marsz przeciwnika. Oprócz tego dość szybko otrzymujemy dostęp do dwóch zaklęć do wykorzystania w trakcie walki: burzy ognia i przywołania „posiłków” w postaci pary mię… chłopów, którzy przetrzymają wroga w miejscu na kilka chwil. Cała gra na dłuższą metę polega na mądrym budowaniu wież, korzystaniu z dostępnych zaklęć i kierowaniu bohaterem. Za każdą ukończoną mapę otrzymujemy gwiazdki (do 3 w zaleźności od tego jak dobrze się broniliśmy), które służą do ulepszania naszych wież i zaklęć, oraz klejnoty, za które kupujemy przedmioty jednorazowego użytku, które możemy potem użyć w razie potrzeby (warto dodać, że w trakcie gry mnie „potrzeba” nie dopadła ani razu.) Co do bohatera: po rozegraniu kilku map kampanii Kingdom Rush otrzymujemy dostęp do bohatera. Twardy zawodnik/zawodniczka, który swoją siłą i umiejętnościami nam pomagają. W sumie, to robią z chodzącą wieżyczkę: postacie walczące wręcz zatrzymują sobą wroga i go biją po łbie, a strzelające szerzą śmierć w mniej bezpośredni sposób. Na przykład wystrzeliwując kilka strzał naraz 🙂
Tyle opcji nawaliło…
Dość fajną i rzadko spotykaną w gatunku rzeczą jest „interaktywność” plansz. Nie występuje na każdej mapie, ale jak już jest, to warta wzmianki. Mi (dziwnym trafem 😉 ) najbardziej w pamięć zapadła możliwość uwolnienia z jaskinii przerośniętego Yeti (<3) które potem robiło krzywdę przeciwnikom, którzy mieli pecha i znaleźli się zbyt blisko. Oprócz tego trzeba rzucić okiem na „opakowanie” gameplayu w Kingdom Rush: ładna, rysunkowa grafika w raczej wyjątkowym stylu. No, nie licząc innych gier tych samych twórców. Najważniejsze w niej jednak jest to, że wygląda ona dobrze zarówno na smartfonie, jak i dziesięciocalowym tablecie. To wszystko się odbywa na dwunastu planszach składających się na kampanię i kolejnych sześciu, które odblokowują się po ukończeniu części „fabularnej” Kingdom Rush. Te ostatnie to jednak zupełnie inna jazda: o ile kampania gry jest dość prosta i po chwili „nauki” gry nie sprawia większych kłopotów, to próby przejścia dodatkowych etapów mogą wywołać początki siwizny.
Mikro(ojejku)płatności
Jeżeli ta gra ma mieć jakąś wadę wartą konkretnego objechania, to są nią mikropłatności. Nie jest to jednak jakaś wielka bolączka: do wykupienia mamy tylko nowych bohaterów, których siła jest (od „minimalnie” do „troszkę”) większa od tych, które otrzymujemy w trakcie normalnej gry. Nie, korzystanie z tych bohaterów nie jest potrzebne do przejścia Kingdom Rush. Bohaterów kupionych za gotówkę należy traktować jako swoisty „casual mode”: grę, która sama w sobie jest dość prosta i mało wymagająca (zwłaszcza wobec osób obytych z gatunkiem) można uprościć sobie jeszcze bardziej. Ot, cała historia. I ciekawostka: wersja sprzedawana jakiś czas temu w ramach Humble Mobile Bundle umożliwiała dostęp do WSZYSTKICH bohaterów, wraz z przechodzeniem kolejnych misji kampanii.
Brać, czy nie brać?
W sumie to brać, mimo, iż Kingdom Rush samo w sobie nie jest darmowe. Kosztuje odpowiednio jednego dolca na AppStore lub dwa na Google Play. 7zł za grę na kilka godzin ciągłego grania? Oczywiście przyjmując, że będziemy grać tylko w kampanię podstawową i nie ruszymy misji „pobocznych” ani wyższych poziomów trudności. Wtedy możemy spokojnie przyjąć, że zejdą nam kolejne godziny. Ja jestem na tak! A, i jeszcze jedno: pecetowcy, którym się podoba gatunek zawsze mogą się przywitać z wersją flashową gry. Ew. z wersją stricte na PCty dostępną na Steam. Ale ona zasłuży sobie na osobną recenzję.
… plotąc bzdury, że „wyprzedaże to zło” ? Powiedzmy sobie szczerze: każdy gracz, który zaciera łapki przed każdą większą wyprzedażą na Steam czy GOG.com nazwałoby tego twórcę gier indie idiotą, po czym by poszło grać. Ja natomiast nie pójdę na łatwiznę: punkt po punkcie wyjaśnię czemu ten pan nie ma racji.
Steam to zło. Przynajmniej jego część.
Tutaj muszę zacząć od początku, czyli od mojego „oponenta”. Jason Rohrer jest niezależnym twórcą gier, o którym niemal nikt nie słyszał, o którym niewiele osób wie, a którego gry mają więcej wspólnego z sztuką niż rozrywką.
[blockquote ]Jakby co informuje, że w moich ustach to bardziej krytyka niż nobilitacja. I nie, informacje prasowe i nagrody sprzed paru lat się nie liczą, biorąc pod uwagę późniejsze rozpłynięcie się w powietrzu.[/blockquote]
Zresztą, to że jest artystą i jego gry mają więcej wspólnego z dziełami sztuki widać po liście jego dzieł i po tym, jaką ona ma formę. Jego stronkę możecie zobaczyć tutaj.
No dobrze, ale dość o tym panu, pogadajmy o tym, co napisał na forum swojej najnowszej gry (tutaj), a o czym poinformowało też CD-Action na swojej stronie (w tym newsie). Otóż ten pan twierdzi, że wyprzedaże szkodzą branży growej. Pozwolę sobie zacytować tłumaczenie z CD-A.
[blockquote]Kultura szalonej wyprzedaży jest kulturą czekania. „Kupię grę później, w trakcie wyprzedaży”. W trakcie tygodni premierowych sprzedaż jest niska, a rozwój developerów związany jest właśnie ze sprzedażą, od której zależy finansowe przetrwanie. To czekanie na grę dziesiątkuję twoją[developera] bazę graczy i masę krytyczną w dniu debiutu rozkładając dopływ nowych użytkowników w czasie. A twoi fani, którzy są na tyle głupi, żeby kupić grę na premierę i zmarnować pieniądze, uczestniczą w słabszej, mniejszej społeczności.[/blockquote]
Tutaj wyraźnie widać, że ten pan nie jest gwiazdą wśród twórców niezależnych i że jego gry nie są jakoś wybitnie popularne. Ew. gardzi marketingiem. Chociaż najbardziej realne jest to, że obie te rzeczy na raz. Nie ma innego wytłumaczenia przed jego strachem o początkową sprzedaż.
Najlepszym dowodem na to może być dawny sukces Rogue Legacy, które W DNIU PREMIERY zmasakrowało inne gry sprzedawane na Steam. Pokonało wtedy nawet Company of Heroes 2 w dniu premiery. Pisałem nawet o tym, w środku nocy, zdziwiony tym faktem. Jeżeli gra jest dobra i zadba się chociaż o szczątkowy marketing, to już na start sprzedaż będzie wielka i nikt nie będzie czekał na żadne przeceny. Rogue Legacy to jeden z kilku przykładów, jakie można by podać. Audiosurf też nie musiał czekać na przeceny by zarobić kupę gotówki.
Teoretycznie w tym momencie mógłbym skończyć, ale czuję potrzebę dalszego deptania argumentacji tego pana. Pominę osobistą wycieczkę na temat zdrowego rozsądku soby, której finansowe przetrwanie zależy od sukcesu jednej gry, nie jestem świnią. Zamiast tego pogadajmy o sprzedaży cyfrowej i jak to wygląda ze strony twórcy indie.
Wyobraźmy sobie przez pół minuty, że dalej nie ma Steam i zamiast tego skazani jesteśmy na pudełka. I że grę indie też trzeba tak wydać, bo inaczej nikt jej nie kupi i biedny twórca umrze z głodu. BŁĄD. Nie wyda gry, bo nie będzie miał na tłoczenie płyt/przygotowanie opakowań/dostarczenie do sklepów/wydruk okładek/nie wiem co tam jeszcze może być. Za to mamy dystrybucję cyfrową: twórca wrzuca grę i każdy, kto ją kupuje może zacząć grać po jej ściągnięciu. Koszta dystrybucji, produkcji nośników itp. ? Zero złotych i zero groszy. Możemy mieć nawet miliard sztuk na magazynie, za darmo. I teraz podstawy ekonomii: im taniej sprzedajemy, tym więcej sprzedajemy. Przyjmijmy, że sprzedajemy grę za 25$ i wtedy schodzi jej pięć tysięcy sztuk. Dla ułatwienia napiszę tak: 250 000 $ zarobione. To teraz robimy akcję: cena w dół o 50%. Cena w dół, sprzedaż w górę, ludzie kupują 25 tysięcy sztuk. Część pod wpływem impulsu, część bo uznaje dopiero tę cenę za adekwatną dla tej gry, na razie zostawmy powody. Zamiast tego powiedzmy sobie wprost: gamedev ma teraz święty spokój z gotówką na dłuższy czas.
Na swoim forum Jason Rohrer zadał pytanie: co by było, jakby nie było wyprzedaży? W domyśle sugerował, że wtedy sprzedaż ogólna by wzrosła, w zamian za „podskakiwanie” zysków w trakcie wyprzedaży. BŁĄD. Po pierwsze: wyprzedaże sprawiają, że na gra zwrócona jest uwaga (ląduje na stronie głównej, albo w newsletterze wraz z innymi przecenionymi grami). Po drugie, jak już wspomniałem: dla wielu osób niższa cena to będzie odpowiednia cena za random grę indie. I właśnie pod kątem takich ludzi robi się wyprzedaże. Inaczej taka osoba:
spiraci daną grę. Co nie jest AŻ takie złe (ale w mojej opinii bez sensu), bo jak będzie bardzo dobra to kupi ją na Steamie, chociażby dla wygody. Ew. zwróci uwagę na przyszłe produkcje danego twórcy, co może oznaczać tyle co „darmowa reklama”.
Zleje na nią totalnie. To sytuacja tragiczna z punktu widzenia każdego twórcy, niezależnie czy indie, czy AAA, czy XYZ.
Na koniec zabawy pozwolę sobie odnieść się do kolejnego cytatu, jakie CD-Action umieściło w swoim newsie.
[blockquote]Ludzie dają się przekonać do wyrzucenia pieniędzy w błoto, wydając je na rzeczy, których nie chcą lub nie potrzebują. Lepiej, żeby przeznaczyli je na grę za pełną cenę, którą chcą, niż na cztery tańsze o 75%, których nie tkną.[/blockquote]
Jak to mawiał znany na całym świecie (nieistniejący) lekarz „Ludzie to idioci”. Jeżeli ktoś kupi grę, w którą i tak nigdy nie zagra, to jest to jego problem. Tylko i wyłącznie jego problem. I jak już wspomniałem wyżej, wiele gier w pełnych cenach nie nigdy, NIGDY nie sprzedałoby się. Mogę spokojnie zrobić listę dziesięciu zajebistych gier na Steam, które za żadne skarby nie kupiłbym za ich standardową cenę. Jak każdy z was przejrzy swoje listy gier, nie tylko na Steamie, te na półkach też, to też da radę takie coś stworzyć.
Tyle w temacie, i tak za dużo uwagi poświęciłem temu gostkowi. Ale przynajmniej ciśnienie mi opadło. I pamiętajcie by podzielić się tekstem, jeżeli się z nim zgadzacie!