Różnorakie wpisy odnoszące się do platformy Steam i gier, jakie ogrywam na tej konkretnej platformie. Jeżeli jakiś wpis otagowany jest nazwą największego sklepu z grami w wersji cyfrowej, to oznacza to jedną z dwóch rzeczy:
Dzisiaj z samego rana napisałem wpis, z którego mogłem wyciągnąć prosty wniosek: świat schodzi na psy. Po tym jak go opublikowałem, to poszedłem sobie na zakupy i pomyślałem, że poczytam sobie albo pogram. Odwiedzę w ten sposób jakiś inny świat. Ale zza winkla zaskoczył mnie Humble Weekly Bundle: RPG Maker. I pomyślałem sobie: a może zamiast wchodzić, to można by tak stworzyć jakiś świat?
Meet your (RPG) maker!
Jakby nie patrzeć, to właśnie w RPG kreowanie świata i opowiedzenie w nim ciekawej historii jest najważniejsze.
No, chyba, że ktoś gra w Dungeons & Dragons, to wtedy wiadomo: ubić smoka, zabrać łup, powstrzymać inwazję orków, po czym iść i schlać się w karczmie.
Ale wracając do samej paczki: nie jest ona przeznaczona dla graczy. Jeżeli lubicie grać, to poszukajcie gdzie indziej. Dla kogoś, kto ma ambicje twórcy, to może być wyjątkowa okazja.
W sytuacji, kiedy mój portfel dzielnie stawia opór kolejnym paczkom z Humble Daily Bundle, to aktualne Weekly Bundle traktuje jako celne uderzenie w moje czułe struny. W trakcie pisania tego wpisu siłuje się strasznie by nie rozbić świnki skarbonki i nie przywitać się z tą paczką.
Nawet logo ładne zrobili 🙂
W tej paczce znajduje się bardzo dużo dobroci dla fanów gier RPG oraz strategii turowych. Zresztą, poniższe tytuły bez wątpienia znacie. A jak jest inaczej, to powinniście poznać. Bo są to naprawdę świetne (choć już leciwe chwilami) gry. W Humble Weekly Bundle by Larian & Triumph możemy dopaść następujące produkcje:
Humble Bundle udało się, po raz pierwszy od dawna mnie zaskoczyć. I to w jakim stylu? Pierwszy raz zrobili coś takiego. Dwa tygodnie growej rozpusty. Sztuczka magiczka pt. „Jak w 14 dni zapchać bibliotekę na Steamie. No, chyba, że ktoś już wcześniej był paczkoholikiem. Ale trzeba dać szansę ludziom, którzy dopiero niedawno dowiedzieli się o paczkach pełnych łakoci.
Tyle (znanych) łakoci!
Ostatni miesiąc, albo i dłużej, na stronie Humble Bundle panowała straszna susza. Nic godnego wzmianku. Aż tu nagle pojawia się nowa promocja: codziennie na stronie Humble Bundle pojawi się nowa paczka do zakupienia. Co więcej wiemy o tej akcji i co można kupić dziś?
Dobra, krótki wpisik napisany na kolanie: na Steam przecenili gry z świata Gwiezdnych Wojen. Wszystko zostało przecenione o -66%. Dobra, fajnie, ale pewnie się zastanawiacie czemu o tym piszę.
Tej gry jakby co NIE polecam. Ale i tak pewnie któryś kupi.
Normalnie bym się nie fatygował z informowaniem o tym, ale w świetle niedawnej informacji o „odkanonizowaniu” gier i innych dzieł wokół-gwiezdnowojennych śmiem twierdzić, że możemy poczekać bardzo długo na kolejną wyprzedaż. LucasAr… pardon, Disney będzie bardziej zajęty promowaniem swoich nowych dzieł niż dbaniem o starawe, niekanoniczne, growe blablablablabla.
Cała oferta kończy się piątego maja, do tego czasu możemy robić zakupy. To teraz bez dalszego, zbędnego paplania, lista tego o czym warto według mnie wspomnieć.
Star Wars: Knights of The Old Republic 2 – ~15zł – gry pokazujące prawdziwy kunszt swoich twórców. Świetne historie, opowiedziane w bardzo wciągający sposób. Gratka, nawet jeżeli ktoś nie jest koniecznie fanem tego uniwersum. Te gry bronią się same.
Star Wars: Republic Commando – ~13zł – ta gra ma prawie 10 lat. Jak grałem w nią miesiąc temu dawałem jej może z 5. Wciągająca, kinowa akcja, system kontroli nad członkami drużyny prosty niczym konstrukcja cepa i skuteczny niczym spontaniczne zrzucona atomówka. Dobrze, żeby nie było, że nie widzę w tej grze wad. Ma jedną: brak kontynuacji.
Star Wars: Battlefront 2 – ~13zł – dobrze strzelanka. Dużo klas postaci, broni, pojazdów i misji. Grywalna zarówno w pojedynkę, jak i w trybie multiplayer. Idealne dla kogoś, kto chce się poczuć jak na polu bitwy. Albo brać udział w masakrze Jedi. Albo bitwie o Hoth. Albo… jeszcze kilku innych.
Reszta tytułów? Taka sobie w moim odczuciu. Jak ktoś koniecznie chce przejrzeć, to niech sobie kliknie tutaj i wybierze na co ma ochotę. Albo kupi cały zestaw hurtem za nędzne ~130 złotych.
Tak czy siak, korzystajcie póki możecie, następna taka okazja może się nadarzyć… nigdy? Kto wie? Pewnie przy premierze Epizodu VII. O ile wtedy.
Tak czy siak, życzę udanych zakupów i do przeczytania następnym razem. Ja idę grać w Child of Light.
Powiem wam szczerze, że dziwnie się czuje, pisząc recenzję gry, która z jednej strony jest nowa (i mam ją na Steamie od paru dni), a z drugiej strony, którą przeszedłem łącznie dwa razy, a teraz przechodzą po raz trzeci. No cóż, w przypadku Epic Battle Fantasy 4 jest to całkiem możliwe.
Z doświadczenia wiem, że wiele ludzi daży gry flashowe bezwarunkową nienawiścią. Takie osoby proszone są o ominięcie tego posta, jeżeli chcą dalej żyć w błędnym przekonaniu, że wszystko co zrobione w Flashu jest płytkie, nudne i nadaje się tylko na krótką przerwę między pisaniem jednego, a drugiego maila w pracy.
Nie pamiętam jaka była najbardziej pogrzana zapowiedź gry w mojej karierze, ale to co twórcy z Microsoft Studios dowalili oficjalnie zajęło pierwsze miejsce. Bardziej pogrzanego sposobu by zapowiedzieć Age Of Mythology na Steam chyba nie można było wymyślić 😀
Jeżeli ktoś nie wie czym jest alpaka, i chcę się dowiedzieć co może się pojawić w tej wersji to zapraszam 🙂
Mamy maniaków Steampunku? Na Groupees pojawiła się paczka pełna dobra dla maniaków tego klimatu. Dużo muzyki, komiksów i nawet kilka gier się znalazło. A to wszystko w Steampunk Bundle.
Teoretycznie w tym momencie mógłbym skończyć pisać…
Ostrzegam, wpis i paczka zawiera niewielkie ilości gier. Ale i tak warto o niej wspomnieć.
Kolejny tydzień, kolejne Humble Bundle. Tym razem tak epickie, że zamiast grzecznie levelować w Star Wars: The Old Republic siedzę po nocach i piszę o tym, byście mogli poznać odpowiedź na pytanie „czemu warto jarać się Humble Indie Bundle 11?”
Jakiś czas temu, na pewnym fejsikowym fanpage’u byłem świadkiem (no dobra, po części również uczestnikiem) pięknego flame’a pod pewnym linkiem. Była to informacja, o tym, że Brian Fargo zapewnił fanów, że Wasteland 2, jego „dziecko” znajdujące się w steamowym Early Access przejdzie jeszcze wiele modyfikacji. Poczytałem dym o sprzedawaniu niedorobionych gier za 200zł, swoje się pośmiałem i postanowiłem kilka rzeczy wytłumaczyć.
Tu grasuje Early Access
Bo powiem wprost: momentami szlag mnie trafia, jak widzę niektóre narzekania. Pozbawione zazwyczaj zdrowego rozsądku i umiejętności ogarniania podstawowych faktów. Ewentualnie umiejętności czytanie ze zrozumieniem. Mam nadzieję, że ten wpis sprawi, że ten krytykowany przez ludzi pomysł będzie bardziej doceniony.
Wiem, w tytule wpisu odjechałem tak, jakbym pisał do Faktu, a nie porządnego bloga. Ale cóż… prawdą jest to, że słówko „rush” (pośpiech) w tytule Kingdom Rush jest lekko nie na miejscu. Ale poza tym, to ten mobilny tower defense jest ZACNY. Ale nie jest on pozbawiony wad.
NAPRZÓD!
Kingdom Rush? Jaki pęd?
No i idą na nas te gobosy, a my im strzały w łeb!
Sama gra róźni się w kilku miejscach od przeciętnego Tower Defense’a. W Kingdom Rush wieże obronne możemy rozstawić tylko w określonych z góry miejscach. Do wyboru mamy 4 typy wież: trzy strzelające i jedne koszary, które wypluwają z siebie do trzech żołnierzy, których zadaniem jest opóźnić marsz przeciwnika. Oprócz tego dość szybko otrzymujemy dostęp do dwóch zaklęć do wykorzystania w trakcie walki: burzy ognia i przywołania „posiłków” w postaci pary mię… chłopów, którzy przetrzymają wroga w miejscu na kilka chwil. Cała gra na dłuższą metę polega na mądrym budowaniu wież, korzystaniu z dostępnych zaklęć i kierowaniu bohaterem. Za każdą ukończoną mapę otrzymujemy gwiazdki (do 3 w zaleźności od tego jak dobrze się broniliśmy), które służą do ulepszania naszych wież i zaklęć, oraz klejnoty, za które kupujemy przedmioty jednorazowego użytku, które możemy potem użyć w razie potrzeby (warto dodać, że w trakcie gry mnie „potrzeba” nie dopadła ani razu.) Co do bohatera: po rozegraniu kilku map kampanii Kingdom Rush otrzymujemy dostęp do bohatera. Twardy zawodnik/zawodniczka, który swoją siłą i umiejętnościami nam pomagają. W sumie, to robią z chodzącą wieżyczkę: postacie walczące wręcz zatrzymują sobą wroga i go biją po łbie, a strzelające szerzą śmierć w mniej bezpośredni sposób. Na przykład wystrzeliwując kilka strzał naraz 🙂
Tyle opcji nawaliło…
Dość fajną i rzadko spotykaną w gatunku rzeczą jest „interaktywność” plansz. Nie występuje na każdej mapie, ale jak już jest, to warta wzmianki. Mi (dziwnym trafem 😉 ) najbardziej w pamięć zapadła możliwość uwolnienia z jaskinii przerośniętego Yeti (<3) które potem robiło krzywdę przeciwnikom, którzy mieli pecha i znaleźli się zbyt blisko. Oprócz tego trzeba rzucić okiem na „opakowanie” gameplayu w Kingdom Rush: ładna, rysunkowa grafika w raczej wyjątkowym stylu. No, nie licząc innych gier tych samych twórców. Najważniejsze w niej jednak jest to, że wygląda ona dobrze zarówno na smartfonie, jak i dziesięciocalowym tablecie. To wszystko się odbywa na dwunastu planszach składających się na kampanię i kolejnych sześciu, które odblokowują się po ukończeniu części „fabularnej” Kingdom Rush. Te ostatnie to jednak zupełnie inna jazda: o ile kampania gry jest dość prosta i po chwili „nauki” gry nie sprawia większych kłopotów, to próby przejścia dodatkowych etapów mogą wywołać początki siwizny.
Mikro(ojejku)płatności
Jeżeli ta gra ma mieć jakąś wadę wartą konkretnego objechania, to są nią mikropłatności. Nie jest to jednak jakaś wielka bolączka: do wykupienia mamy tylko nowych bohaterów, których siła jest (od „minimalnie” do „troszkę”) większa od tych, które otrzymujemy w trakcie normalnej gry. Nie, korzystanie z tych bohaterów nie jest potrzebne do przejścia Kingdom Rush. Bohaterów kupionych za gotówkę należy traktować jako swoisty „casual mode”: grę, która sama w sobie jest dość prosta i mało wymagająca (zwłaszcza wobec osób obytych z gatunkiem) można uprościć sobie jeszcze bardziej. Ot, cała historia. I ciekawostka: wersja sprzedawana jakiś czas temu w ramach Humble Mobile Bundle umożliwiała dostęp do WSZYSTKICH bohaterów, wraz z przechodzeniem kolejnych misji kampanii.
Brać, czy nie brać?
W sumie to brać, mimo, iż Kingdom Rush samo w sobie nie jest darmowe. Kosztuje odpowiednio jednego dolca na AppStore lub dwa na Google Play. 7zł za grę na kilka godzin ciągłego grania? Oczywiście przyjmując, że będziemy grać tylko w kampanię podstawową i nie ruszymy misji „pobocznych” ani wyższych poziomów trudności. Wtedy możemy spokojnie przyjąć, że zejdą nam kolejne godziny. Ja jestem na tak! A, i jeszcze jedno: pecetowcy, którym się podoba gatunek zawsze mogą się przywitać z wersją flashową gry. Ew. z wersją stricte na PCty dostępną na Steam. Ale ona zasłuży sobie na osobną recenzję.