Niektórych rzeczy sobie nie odmówię. Pizzy. Kawy. Urlopu. Pisania długich tekstów o Monster Hunter Now, gdy mam pretekst, by o tym pisać.

A pochwalenie się tym, jak mi poszło w trakcie polowania na Malzeno to piękna okazja do tego.
Niektórych rzeczy sobie nie odmówię. Pizzy. Kawy. Urlopu. Pisania długich tekstów o Monster Hunter Now, gdy mam pretekst, by o tym pisać.

A pochwalenie się tym, jak mi poszło w trakcie polowania na Malzeno to piękna okazja do tego.
Nie wypróbowując tej gry ryzykujecie pominięcie jednej z najciekawszych gier mobilnych jakie widziałem w ostatnich latach.

Co prawda fani Fire Emblem uruchamiając tę grę ryzykują udarem i utratą chęci do życia, ale nie mogę, w tym przypadku, brać pod uwagę urażonych uczuć fanowskich.
Żeby nikt nie oskarżył mnie o bezczelne clickbaitowanie, to muszę od razu napisać, że chodzi o kumulację dwóch eventów w grze i zmian z ostatnich kilku tygodni.

Dzięki temu ktoś, kto dopiero planuje wypróbować Monster Hunter Now dostanie bardzo sowitą „wyprawkę” na start. W wpisie poniżej wymienię te i inne powody dla których warto zacząć grać bezpośrednio po tym jak przeczytasz ten wpis.
Doczekałem się kolejnego weekendowego eventu w Monster Hunter Now. Na tyle bogatego w rzeczy do zrobienia i potwory do ubicia, że wiedziałem, że dam radę napisać o tym cały, długi wpis.

Będzie dużo zrzutów ekranu, filmików i chwalenia się swoją (nie)kompetencją łowiecką 😀
Napisać o tej grze miałem dawno temu, ale za każdym razem kiedy ją włączałem po to by zrobić jakiś zrzut ekranu, albo sobie coś odświeżyć, to wsiąkałem na tak długo, że brakowało mi czasu na pisanie.

Na całe szczęście udawało mi się skupiać na innych, odrobinę mniej wciągających produkcjach. Tylko dzięki temu ten wpis powstał
Giereczkowo dostarcza mi pełnoprawną karuzelę uczuć – po kretyńskim ruchu Warner Bros i gniewie przyszło Pokémon Company. Pokazało dwie gry, o których marzyłem od dawna i dostarczyło radości jakiej nie czułem od dawna.

Jakie? I skąd ten entuzjazm? Wszystko wyjaśnię poniżej, jak już się uspokoję na tyle by klepać na spokojnie w klawiaturę/ekran smartfona.
Ten wpis powstał tylko dlatego, że potraktowałem mikropłatności w grze mobilnej dużo bardziej poważnie niż zwykle.
Co do zasady jest mi przykro za każdym razem, kiedy moje bardziej rozbudowane rozmyślania nie idą w eter, więc postanowiłem je udostępnić dla tych pięciu osób, które mogą sobie zadawać podobne pytania co moje.
Nie czuję potrzeby pisania „normalnej” recenzji mobilnej wersji karcianki Pokemon. Wiem jednak, że chce wam napisać czemu mój entuzjazm wobec tej gry lekko przygasł.

Pomimo, nieujawnionego wcześniej, entuzjastycznego przyjęcia.
Ta informacje wzięła mnie kompletnie z zaskoczenia, bo ani o tym nie czytałem, ani się tego nie spodziewałem. Ale jednak: jedna z fajniejszych gier akcji ostatnich lat jest już wszędzie. I bardzo mnie to cieszy, bo każda platforma to kolejna szansa by ktoś w nią zagrał.

Zwłaszcza, że Children of Morta pasuje na telefony tak bardzo, że aż warto zadać sobie pytanie „czemu dopiero teraz na nie trafiła?”.