Na początku tego tygodnia myślałem, że placeholder o treści „hsfhjgljbzdsfjghtr32423r4we!!!Q_Q” będzie adekwatny. Szczęśliwie się myliłem.

W grach? Dobrze. Nawet trochę za dobrze. W życiu? Też dobrze, mimo pewnych niedogodności. Ale dobra, koniec z ogólnikami, zapraszam po więcej szczegółów poniżej!
Monster Hunter Now
Nie było1 w tym tygodniu zadań eventowych, więc mogłem się poświecić innym rzeczom.
Kończeniu fabuły sezonu:

Gdy zacząłem zwracać uwagę na to, co trzeba zrobić, to poszło bardzo szybko.
Rozwijaniu broni z serii Hope, tak by każda była chociaż na poziomie G8 1/5:

Niektóre z nich rozwinąłem bardziej, bo z nich normalnie korzystam, albo dlatego, że będę za ich pomocą testował style broni w przyszłości.
Oprócz tego bawię się Insect Glaive. Fakt, że uczę się nowej broni, odpowiada za jakieś 90% mojego zużycia mikstur

Oprócz tego próbowałem zdobyć dość dużo materiałów z Riftborne Zinogre by odblokować styl na broni. Co z tego wyszło?

X kurła D. To mi zajmie dłuższą chwilę. Ale mam nadzieję, że nie za długo, bo mam wobec tego gnata bardzo ambitne i lekko szalone plany.
Oprócz tego napolowałem sobie tyle różnych potworów, że zdobyłem masę odznak:



To był kolejny udany tydzień łowienia potworów.
Diablo 4
Jestem wolny! Zdobyłem wszystkie przedmioty kosmetyczne z Doom: The Dark Ages.

Gdy już to mi się udało, to odpuściłem sobie granie na resztę tygodnia. Potem, może, wrócę by zdobyć jeszcze sezonowego zwierzaka:

Ale póki nie podejmę tej decyzji, to mój stan na koniec sezonu 12. wygląda tak:

Death Howl
Im więcej czasu spędzam na tej grze, tym bardziej jestem przekonany, że jestem na nią zwyczajnie za głupi XD
Serio, to jak dużo błędów popełniam i to jak bardzo ta gra przypomina szachy, gdzie jak nie zauważysz jednej figury to masz przerąbane mnie rozbraja:

Ale powolutku idę do przodu i się przebijam przez tabuny agresywnych duchów. No i dzięki temu widzę światełko w tunelu. Mam na myśli przejścia do kolejnych lokacji:


Może kiedyś przejdę tę grę?
Homura Hime
W tę grę chciałem pograć więcej niż mi się udało, ale zbiegły się dwa problemy:
- gra dalej lubi się zawieszać na amen
- ja po pracy miałem wyjątkowo mało cierpliwości na takie akcje
Dlatego, gdy mi się gra wysypywała, to zamiast ją, po prostu, włączyć znowu, to rzucałem w nią diabły. Przepraszam Homura 🙁
Na dłuższą metę szkoda, bo oprócz przyjemnej sieczki gra zaczęła serwować też ciekawe widoki:

Bolą mnie techniczne problemy, na które napotykam grając w Homura Hime. Gdyby nie one, to zaganiałbym ludzi do tej gry hurtowo. Tak to się boję, że gra trafi w ręce kogoś mniej wyrozumiałego i będzie się tylko wkurzał bez sensu.
A szkoda, bo poza widoczkami i przyjemną sieczką zaczynam też spotykać coraz ciekawsze postaci:

Mam nadzieję, że twórcy zrobią mi prezent i szybko dostarczą poprawki błędów, tak bym mógł sprawniej tę grę przejść i pozbyć się wyrzutów sumienia związanych z lansowaniem tej gry.
Crimson Desert
Co tu się stało? Już tłumaczę:
- zostało mi za dużo wypłaty do końca miesiąca
- widziałem za dużo screenów z kotkami i pieskami ubranymi w zbroje
- chciałem zobaczyć, jakie są granice wydajności mojego Asus ROG Ally X
- chciałem kupić grę, która byłaby dobrym pretekstem do zakupu Steam Machine, gdy już Valve pokona problemy z dostępnością pamięci RAM.
Efekt? Gra mi działa, pod warunkiem, że Asus jest podpięty pod prąd, w mniej/więcej stabilnych 60 FPSach. Ale za jaką cenę?

Nie jest mi straszna licha grafika. Zamiast tego boję się jak będzie mi się grało w produkcję, która ma być MASYWNA. A ta ma być kolosem pokroju Breath Of The Wild, której nigdy nie ukończyłem.
Na ten moment jestem jednak pełen nadziei, że coś z tego wyjdzie – głównie za sprawą tego, że raz spędziłem grubo ponad godzinę w grze po prostu kręcąc się po pierwszym mieście. Spędziłbym jeszcze z trzy, zwłaszcza po tej scenie:

Ale, niestety, przypomniało mi się o ćwiczeniach i konieczności zrobienia sobie bułek do pracy 🙁
Pokemon GO
Nie chciało mi się grać, ale miałem dwa powody by pokonać niechęć.
Pierwszym było to, że poziom 72. był niezwykle blisko. Teraz jest już za mną, a przede mną jest nowy antagonista:

Podejrzewam, że wbicie 73. poziomu będzie mnie kosztować chociaż kilka szarych komórek. Oczyszczanie Shadow Pokemonów jest takie NUUUUUUUUUUUUDNEEEEEEEEEEEEEEEEE, że aż mi mózg się lasuje na samą myśl.
Drugim było to, że jako ambasador społeczności mam obowiązki społecznościowo-ambasadorskie. A moja społeczność chciała łapać Gigantamax Pikachu. To w sobotę spędziliśmy godzinkę i łapaliśmy retro2 Pikachu. Tak wygląda najfajniejszy jaki dopadłem:

Persona 5: The Phantom X
Większość czasu w tej grze poświęciłem crossoverowi z Persona 5 Royal. Po tym jak ograłem wcześniejsze eventy tego typu wiedziałem, czego się spodziewać:
- (dla mnie) prostych walk
- kilku mniej, czy bardziej fajnych przerywników fabularnych

Bardzo przyjemnie spędzony czas. Zajęło mi to dłuższą chwilę i co najmniej jedno popołudnie grania poświęcone głównie Personie 5 X. Ale, patrząc na zrobiony na 100% event, uważam, że warto:

Oprócz trybu fabularnego w ramach eventu dodano też tryb Jose’s Dicey Adventure, który wygląda tak:

Rzucając kostką trafiamy na pola z różnymi efektami, i tak aż do walki z bossem. Fajne, dość szybkie i lekko wkurzające, bo ilości kości są uzależnione głównie od postępów fabularnej części crossovera. A gdy tych zabraknie, to dostaje się trzy kostki dziennie. Mało 🙁
Oprócz tego – misje fabularne crossovera robią za bardzo skuteczną reklamę Violet jako postaci. Tak skuteczną, że przepaliłem dość dużo waluty growej by zdobyć zarówno ją, jak i jej broń:

Teraz muszę ją rozwinąć, by zrobić team składający się z niej, Jokera i Mony, który będzie wykonywał z pół miliarda akcji na rundę 😀
Inne tematy
Bolą mnie plecy XD Musiałem odwiedzić magazyn w firmie i porobić fizycznie. Niby ćwiczę regularnie i wykonuje różne dziwne rzeczy zalecone przez fizjoterapeutkę. Powiem wam jednak, że to niewiele pomaga jak w „prawdziwym” życiu się zapominacie i zamiast podnosić coś nogami, podnosicie to plecami. Wtedy kończycie tak jak ja.
Oprócz tego planuję urlop. Mam na myśli nie tylko datę, ale też lokalizację. Nosi mnie. Chcę zobaczyć jakieś inne miejsce. Może stare? Może nowe? Cholera wie. Ale na pewno inne.
Pomysły na wpisy się mnożą, szkice też, więc w pewnym momencie będę je wrzucał częściej niż raz na tydzień. W pewnym momencie XD Brakuje mi zawzięcia, a przede wszystkim spokoju by przysiąść, zebrać resztę materiału i „dopieścić” tekst na tyle bym był z niego zadowolony.
Oprócz tego – za namową jednego z czytelników założyłem sobie konto na BuyCoffee. Jeżeli ktoś chce wspomóc którąś z moich pasji (pisanie, granie, gotowanie, chodzenie, jedzenie w trakcie grania, jedzenie w trakcie chodzenia, chodzenie w trakcie grania bądź jedzenie w trakcie pisania), to może to zrobić pod tym adresem. Oprócz tego link pojawi się pod każdym wpisem, gdy już uda mi się przemyśleć gdzie i w jakiej formie dodać możliwość rzucenia mi pieniędzmi na kawusię.
Kącik gastronomiczny
Pewnie jakby mi nie odbijało i nie testowałbym nowych przepisów co chwila, to bym więcej grał. Niestety(?) jednak, lubię spędzać w kuchni.
Przykładowo robiąc makaron z sosem „serowym” (na bazie płatków drożdżowych) z brokułem i marynowanym kurczakiem, upieczonym do IDEALNEJ temperatury:

Jak na pierwszą próbę wyszło całkiem dobrze, ale trochę za mało intensywne w smaku, więc następnym razem będę musiał dać WIĘCEJ rzeczy. Był to też prawdziwy „chrzest ognia” dla termometru do mięsa, jaki kupiłem w Ikei:

Oprócz tego dalej dopracowywałem technikę robienia moje serniczka z serka wiejskiego. Więcej mielenia zrobiło robotę:

Oprócz tego zrobiłem moją ulubioną zupę krem: Caldo Verde:

Znów bez jarmużu, bo nie udało mi się go znaleźć w żadnym sklepie. Mam wrażenie, że łatwiej byłoby mi dopaść tanie kości ramu.
Zadowolony z pierwszego użycia termometru do mięsa, postanowiłem spróbować przyrządzić steki metodą „reverse sear”. Mówiąc po ludzku:
- podgrzałem steka do odpowiedniej temperatury w piekarniku
- wrzuciłem na dwie minuty na patelnię po to by je jedynie przyrumienić z wierzchu
Steki podałem z podpieczonymi ziemniakami pokrojonymi w drobną kostkę. Całość wyglądała tak:

Nie umiem przyrządzać steków, więc poprzeczka była ustawiona dość nisko, ale to był najlepszy w mojej dotychczasowej karierze 😀 Na pewno na tyle dobry, że moja luba, która nie jest fanką wołowiny powiedziała, że jej smakował. Jak dla mnie? Pochwała najwyższej rangi.
Kącik uwielbienia bułek
Ale wiecie co było moim największym powodem do dumy? Tak wielkim, że otrzymało dedykowany śródtytuł? To:

Bułki z dodatkiem jogurtu, nasion chia i siemienia lnianego!
Po tym jak drożdżówki mi nie wyszły takie jak chciałem to trochę się zawziąłem. Co to oznaczało w praktyce?
Spędziłem kilka godzin czytając przepisy, artykuły o tym jak przygotowywać ciasto, czemu przygotowywać ciasto i inne tego typu. W przypływie desperacji poszło nawet dodatkowe zapytanie do LLMa o treści „czy jest coś jeszcze poza tym co wymieniłem?”. Wiecie, jaką odpowiedź wtedy dostałem? „Nie, i niektóre z tych wytycznych wydają się być na wyrost”. Na co pomyślałem „no fajnie Claude3, wyjebane, to jest wojna, między mną a ciastem, a ja przewagi nie odpuszczę. ŻADNEJ”.
Jaki efekt? Zrobiłem bułki, które moja umiłowana skwitowała stwierdzeniem „będziesz musiał mi bułki piec”. Przez to mam potężne intruzywne myśli, by odpalić spinoff kulinarny bloga, albo zrobić użytek dla kategorii Pasza jaką dodałem do bloga wieki temu.
Tu miała być puenta.
Tylko jej nie ma XD Serio, głowa pusta.
Kolejny tydzień minął, w miarę dobrze, raczej szczęśliwie i stanowczo udanie. Growo dowiozło. Życiowo też.
Teraz pozostaje jedynie utrzymać tę passę i wymyślić gdzie się wybrać w trakcie urlopu 😀
To chyba tyle! Tym z was, co dotarli do tego momentu, dziękuje serdecznie i widzimy się już w kolejnym wpisie! 🙂
- Z technicznego punktu widzenia były. Te z zeszłego tygodnia. Ale je dało radę zrobić w 2 dni, więc tacy maniacy jak ja mieli wolne w tym tygodniu ↩︎
- Dla tych co nie wiedzą – Gigantamax Pikachu jest inspirowany designem tego Pokemona z czasów pierwszych gier, gdzie był on sporo grubszy i okrągły ↩︎
- Nic się nie zmieniło, dalej nie lubię AI. Ale jak już korzystam z czegoś, to z rzeczy, która mnie najmniej wkurwia i która najlepiej działa. ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

4 odpowiedzi na “Co jest grane? 2026 – tydzień trzynasty”
dzięki za umożliwienie wyrażenia realnej namacalnej wdzięczności za wpisy, które (przyznam szczerze) czytam głównie dla tych treści pozagrowych 😀 Owszem, czasem czytam (i podziwiam zacięcie w grindowaniu) wszystko jak leci, ale nie gram w te tytuły więc jak mam mniej czasu to po prostu omijam wszystkie giereczki i czytam sobie co tam ciekawego się wydarzyło, upiekło, ugotowało. W zalewie LinkedInowych wpisów generowanych z jednego szablonu to znalezienie czegoś co napisał człowiek staje się coraz trudniejsze :).
To ja się cieszę, że ktoś te rzeczy pozagrowe czyta – jeszcze przed „softrebootem” bloga wywołanego przerwą chorobową stałem trochę w rozkroku.
No i ludzie się czepali tytułu bloga za każdym razem jak szedł jakiś temat pozagrowy, niezależnie od tego czy to była pierdoła jakaś, czy wpis o ACTA xD
Trafiłem tu przypadkiem z wykopu i całkiem przyjemnie się czyta w czasach generowania wszystkiego przez AI. Także zostanę tu na dłużej.
To ja się bardzo cieszę. Również z tego, że Wykop mi tu kogoś w końcu sprowadził xDDDD
A odpowiadając na bardziej „utajone” pytanie: by dostawać informacje o odpowiedziach na komentarze 😉