Tryb kolorów:
Rozmiar tekstu:
Dodatkowe akcje
Kategorie
Gry Noł-Lajf Style

Co jest grane? 2026 – tydzień dwunasty

Nie śpimy, expimy. Albo grindujemy. Ewentualnie płaczemy.

To wszystko oczywiście, O ILE GRAMY. Inaczej minionego tygodnia nie opiszę niestety. Zwłaszcza, że tyle bugów i łatek to ja od dawna nie widziałem

Monster Hunter Now

Do czwartku był spokój. Potem wystartował nowy sezon, a w nim:

  • 3 nowe potwory
  • nowa broń – Insect Glaive
  • nowa linia fabularna
  • możliwość rozwijania stylów na broni z Zinogre

Jakby to powiedzieć… Gra całkowicie zmonopolizowała mój czas wolny w drodze z i do pracy.

Udało mi się stoczyć walkę z kilkunastoma nowododanymi potworami. Wiecie, jaki mam wniosek? Że każdy z nich jest bardziej wkurzającym wariantem innego potwora:

  • Viper Tobi-Kadachi? Zwykły Kadachi, tylko trzy razy bardziej wkurzający za sprawą paraliżu, trucizny i jeszcze większej mobilności zamkniętej w jednym stworze.
  • Almudron? Mizutsune, tylko jeszcze bardziej irytujący i korzystający z błota zamiast z wody.
  • Seregios? Zachowuje się jak Tigrex z obolałym gardłem na jakichś dopalaczach. Ewentualnie z najbardziej stereotypowym ADHD w historii.

Przetestowałem też Insect Glaive w wersji Hope.

Mam wrażenie, że ta broń jest bardziej skomplikowana mechanicznie niż Pokemon GO. Mam na myśli całą grę. Jestem bardziej niż pewien dwóch rzeczy – że pokocham nią grać i nie ma szans bym nauczył się nią sprawnie bić.

By to udowodnić, nagrałem krótki gameplay, w którym użyłem jakoś 1/3 możliwości tej broni:

A na możliwość rozwinięcia broni z Zinogre czekałem od kiedy dodali potwory Riftborne i style. Do tego stopnia, że siedziałem na małej hałdzie materiałów z Zinogre, czekających na ten moment. Poniżej „stany magazynowe” przed i po tym, jak już się rzuciłem na ulepszanie sprzętu:

A co ulepszyłem? Mojego Charge Blade’a.

Zrobiłem go tylko dlatego, że wyglądał zajebiście – a profesjonalnej walki nim? Uczę się do teraz xD

Diablo 4

Granie Spiritbornem idzie mi powolutku. Bardzo powolutku. Tak powolutku, że skusiłem się na wypróbowanie innego buildu, znalezionego w internecie. I wiecie co? Jest to dla mnie kolejna nauczka, że najlepszy build, to własny build. Czyli taki, który samemu zmontujesz i którym wiesz jak walczyć xD

Tutaj zrzut ekranu tego, co miałem na podstawie informacji z internetu:

Tutaj natomiast to, co sobie wymyśliłem na początku i to, co po nieudanych próbach pokonania Lorda Zira, przywróciłem z pamięci:

Jak mi poszło? Równie źle, ale w sposób, który chociaż rozumiałem. Postanowiłem więc postawić na moją ulubioną strategię w tego typu grach – zacząłem grindować jak opętany. Co jest zresztą dość łatwe w tym sezonie, bo po tym, jak dodali serie zabójstw, to poziomy w trakcie Helltide czy lochów wbijają się same:

Ale niecierpliwość i tak zwyciężyła – zamiast się męczyć postacią sezonową cholera wie jak długo, to wróciłem na chwilę do mojego nekromanty, paladyna i barbarzyńcy. Głównie po to, by szybciej zdobyć bronie z motywem Tygla, który był głównym powodem dla którego się starałem w tym sezonie:

Mam już niemal wszystko, co chcę od tego sezonu – wygrinduje resztę broni i przedmiotów z relikwiarza Dooma i będę mógł odłożyć tę grę na jakiś czas.

Persona 5: The Phantom X

W tym tygodniu zaczęła się kolejna część crossoveru z Personą 5 Royal. Crossoveru, którego nawet nie próbowałem tknąć, bo brakowało mi czasu w tym szalonym tygodniu xD

Zamiast tego robiłem głównie „plan minimum” by przepalać energię i grindować surowce na rozwój bliżej nieokreślonej przyszłej postaci.

Oprócz tego poznałem kolejną ciekawą osobę – Mayumi Hashimoto. Wielką fankę wyścigów samochodowych marzącą, by pewnego dnia pracować przy nich.

Czasem się zastanawiam, jakim cudem twórcy tej gry dają radę dodać do niej tak wiele tak wyrazistych postaci pobocznych.

Żeby nie było – absolutnie nie narzekam! Dużo bliżej mi do szoku.

Death Howl

Obiecałem sobie, że wrócę do tej gry i chociaż ją spróbuje ukończyć. Jak wyszło w praktyce?

Znalazłem godzinkę by pograć, stoczyć kilka walk i czuć jak włosy mi ze stresu wypadają z głowy.

Ale mam już pewien schemat tego jak będę tę grę przechodził. Każdą walkę będę staczał według schematu:

  • pierwsze podejście, by odkryć, że nie mam pojęcia co robię i zobaczyć w jaki sposób wrogowie mogą mnie zniszczyć
  • drugie podejście, by odkryć, że za pierwszym razem nie widziałem wszystkiego
  • trzecie podejście, w którym rozumiem już wszystko, ale robię błędy urągające godności człowieka
  • podejście czwarte i kolejne, kiedy mam realną szansę wygrać

Powiem szczerze, nie wiem czy przejdę tę grę. Ale na pewno wiem, że będę próbował. Chociażby dlatego, że jest ładna:

Homura Hime

Jak już mnie niepowodzenia w Death Howl wyprowadzały z równowagi, to włączałem tę grę, by odzyskać „zen”. Mimo tego, że często ten „zen” to był skrót od „żenuła”.

Ale po kilku próbach udało mi się pokonać bossa.

System walki pomógł, te wszystkie parowania, combosy, uniki, żonglowanie strzelaniem i siekaniem… Wciągnęło mnie to jak diabli i sprawiło, że mimo 6 prób przejścia nie rzuciłem Asuskiem przez pokój.

Wiecie natomiast co nie pomaga? Razdkie, ale dalej zbyt częste „zamrażanie” się gry.

Jak dotąd nie miałem sesji tej gry bez chociaż jednego przypadku, gdy gra się chociaż RAZ nie zatrzymała na amen i nie wymagała wyjścia do pulpitu. Przy którejś takiej akcji w trakcie przechodzenia drugiej misji postanowiłem, że dam sobie spokój na resztę tygodnia i skupię się na czymś innym.

Esoteric Ebb

Śmieszna sprawa z tą grą. Na tyle śmieszna, że postanowiłem o niej napisać, pomimo tego, że w nią nie grałem.

Wiecie, co mnie przekonało do przerwy? Moje wcześniejsze doświadczenia połączone z tym, że w każdy dzień, kiedy miałem chwilę by odpalić grę, to witała mnie informacja o łatce:

Gdy nadszedł piątek i miałem masę2 czasu na granie, to nie mogłem powstrzymać myśli „a dam im jeszcze chwilę, może coś jeszcze naprawią”.

I w ten oto sposób zafundowałem sobie przerwę od gry xD Wrócę jak mnie „natchnie”. Albo gdy będę miał „psychę” na kolejne wątpliwości czy to ja, czy to gra wariuje.


Inne tematy

Powiem tak – byłem tak zmęczony, że w drugiej połowie tygodnia zamiast gotować, to bawiłem się w dietę pudełkową:

Normalnie bym się śmiał, że Żabka powinna mnie sponsorować, ale istnieje dość spora szansa, że ktoś tam dalej ma za złe mój dawny wpis o pracy tam. Dlatego nawet nie będę próbował uderzać w tym kierunku.

Tak to zmęczony jestem. Za dużo na liście rzeczy do zrobienia, za mało czasu i stanowczo za mało odpoczynku. Przynajmniej tak mi się wydaje. Oprócz tego jest też aspekt zdrowotny, o którym „nie mam psychy” by pisać. Może kiedyś.

A, jeszcze jedno: ząb mi znów się połamał. Poprzednia plomba wytrzymała dwa lata. Ta wytrzymała miesiąc XD JPDL.

Kącik gastronomiczny

Jak pokazałem wyżej, część posiłków „podzleciłem” firmie Płaz Corporation. To nie oznacza jednak, że całkowicie odpuściłem jedną z radości w moim życiu. Gotowanie sprawia mi frajdę, nawet jak nie wychodzi do końca.

Przykładowo te wielkie drożdżówki z serem i „makiem”, jakie sobie wymyśliłem:

Wyszły bardzo dobre3. Niestety wyszły też twarde4. Nie wiem, czy to wina tego, że za krótko wyrabiałem ciasto, za krótko je wyrastałem, czy dałem za dużo mąki. Ale wyszły twarde. Ale dość ładne, zwłaszcza po tym jak zrobiłem recykling papierków z Biedronki i spakowałem je jak prawdziwe drożdżówki:

Mam nadzieję, że kolejna próba wyjdzie mi trochę lepiej. Ale na to sobie pozwolę pewnie dopiero przy okazji jakiegoś dłuższego wolnego.

Za to dużo lepiej wyszło mi to curry:

Marynowany w jogurcie z przyprawami kurczak, podany z sosem curry i ciecierzycą, na kaszy kuskus. Miał być ryż, ale kiedy robiłem ten obiad w niedzielę, to odkryłem, że mam 17 gramów ryżu. Imho trochę mało xD

W przypływie entuzjazmu i pod wpływem promocji na ciecierzycę w słoiku, zrobiłem sobie sałatkę. Co było w środku? Grillowana ciecierzyca, brokuł, por i papryka czerwona, z dodatkiem sosu czosnkowego:

Na piątek nie miałem mocy, więc zrobiłem sobie całonocną owsiankę na szybko. Płatki owsiane, odżywka białkowa, chia, siemię lniane i woda dały mi to:

Nie wygląda to, ale było smaczne i zapchało mnie pod koniec mojego korpoarmageddonu.

Oprócz tego podjąłem walkę z wodowstrętem. Jak? Wyciągając z szafy zakurzony bidon 2l i kupując saszetki smakowe do wody.

Niby wiem, że człowiek powinien pić. Ale wiem też, że na widok czystej wody mnie ostatnio mdliło. Dlatego picie wody o smaku pina colady, rumu, migdałów czy truskawki wydaje mi się całkiem dobrą alternatywą dla NIE picia.

Zwykle na koniec rzucam jakąś puentę i nawiązanie do akapitu wyżej. Ale w tym przypadku? Nie mam pomysłu na takowe 😀

Zamiast tego życzę wam miłego dnia i by wasze gry nie wymagały 300 małych łatek, by działały jak trzeba. Trzymajcie się!

  1. Niestety jest – to jedna z moich pierwszych postaci, więc ma dziwaczny build i dość lichy ekwipunek. Ale i tak lubię nim grać <3 ↩︎
  2. W porównaniu do tego co się działo przez resztę tygodnia XD ↩︎
  3. Z zaznaczeniem, że ponoć też wyszły bardzo słodkie. ↩︎
  4. Nie, to nie na drożdżówce połamał mi się ząb ↩︎


Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *