Gdy już powstrzymałem pierwszą, hurraoptymistyczną reakcję na ogłoszoną przez Valve nową falę sprzętów, to dałem radę się trochę uspokoić. Usiąść. Przemyśleć. Przekalkulować.

No i nie wiem, na co mi to było, jak w ostatecznym rozrachunku i tak będę chciał tę kostkę u siebie na biurku.
Skąd taka szalona myśl? Mam dla was ponad 600 słów na ten temat.
PC najbliższe konsoli. O zgrozo, to plus.
Jakiś czas temu pisałem o tym, jak aktualny stan Google działa na korzyść wszelkiego rodzaju chatów AI.
Wiecie co sprawiło, że skłaniam się ku konsolowym doświadczeniom? Microsoft i stan Windowsa w ostatnich miesiącach. Każda aktualizacja systemu to jest kpina, spadająca wydajność i funkcje AI, których nikt nie chce.
A gdy już robią coś dobrze, to albo niwelują to błędami, albo swoim niedopracowaniem. Przykładowo – dodali tryb pełnoekranowy, który wyłącza wszystkie aplikacje w tle. Cała moc sprzętu idzie w granie. Brzmi fajnie? Bo jest – a raczej byłoby, jakby działało z czymkolwiek poza aplikacją Xboxa.
Oczywiście mógłbym po prostu wrócić do Windows 10, ale wracanie do starej wersji oprogramowania dlatego, że aktualne jest robione w pogardzie dla normalnych użytkowników i z myślą o zostaniu „agentic OS” – cokolwiek to będzie ostatecznie znaczyć.
Tymczasem Steam zrobił system pod gry który bazowo zwyczajnie działa. Do tego, w przypadku niektórych tytułów potrafi działać lepiej niż Windows na tym samym sprzęcie.
Biorąc pod uwagę, że bardzo służy mi rozdzielenie grania od pracy, to robienie tego dalej wydaje mi się być dość rozsądnym pomysłem. A gdy ten koncept mi się znudzi, to będę mógł ustawić na nim normalne aplikacje biurowe. Albo drugi system. Albo trzeci, nikt mi tego nie zabroni! Jak mi odwali, to przebiję mój rekord i ustawię 2 Windowsy i 3 dystrybucje Linuxa1
Dlatego Steam Machine podoba mi się już na poziomie samej koncepcji – PC zrobiony od góry do dołu z myślą o grach. Oferujący konsolowe doświadczenie prosto z pudełka, ale niezamykający furtek do jego zmiany/korekty we własnym zakresie.
I tak nic taniej nie złożę
Powiem wam wprost – czuję się przeklęty.
Za każdym razem kiedy sytuacja finansowa i potrzeba życiowa sprawiają, że rozglądam się za pełnoprawnym PC do grania, to dzieje się jakaś katastrofa.
Czasem jest to coś osobistego – jak uraz kręgosłupa po którym wyparowałem na 9 miesięcy z internetu i większości życia społecznego.
Czasem jest to coś bardziej „ogólnoświatowego”, jak niedobór kart graficznych wywołany szałem na kopanie kryptowalut. Zresztą – pamięć i research jednoznacznie mi podpowiadają, że było kilka takich akcji.
Jak dodamy do tego to, że szykuje się kolejny taki kryzys, tym razem związany z tym, że wszystko idzie do serwerowni szeroko rozumianych „AI”, to nie wierzę w to, że złożę coś sam.
Znaczy, chciałbym. Ale lubię moje oszczędności, a aktualna sytuacja na rynku by sprawiła, że złożenie porządnego PC do grania to pozbycie się ich.
A w opublikowany niedawno „przeciek” ceny Steam Machine? Nie wierzę, bo nie widzę szans by był prawdziwy. Ale to temat na osobny wpis.
„In Valve we trust”
Brakuje mi osobistej styczności ze Steam Deckiem. Głównie dlatego, że zainwestowałem w Asus ROG Ally X zamiast niego. Zrobiłem tak z strachu, że niektóre gry, w jakie planowałem grać, nie dadzą rady uruchomić swoich zabezpieczeń przed oszustwami.
Dobra, powstrzymam się od zejścia z głównego tematu. Przede wszystkim pragnę powiedzieć, że przytłaczająca większość opinii odnośnie Steam Decka jest pozytywna. To samo się tyczyło ich wcześniejszych sprzętów, które może i nie zdobyły popularności, ale nie zdobyły też negatywnych opinii2. Valve udowodniło mi tym, że gdy już bierze się za sprzęt, to robi to z głową.
Taką kostkę wszędzie zmieszczę
Z rzeczy mniej bolesnych, ale dla mnie równie istotnych – Steam Machine ma być sześcianem3 o boku 16 centymetrów.

Jestem prostym człowiekiem, mieszkającym w dość prostym mieszkaniu, z ograniczonym miejscem. Jak moim centrum rozgrywki gamingowej może być takie małe ustrojstwo, to chętnie z tego skorzystam.
Przy takich rozmiarach dam radę tę kostkę ulokować za monitorem albo w innym, małoinwazyjnym, miejscu.
Tu miała być puenta
Problemem z pisaniem nie-clickbaitowych i dość jasnych tytułów jest to, że obrywacie wnioskiem na dobry początek wpisu.
Więc zamiast pisać więcej, to zapytam was – jak wam się widzi „kostka do gry” od Valve?
- Raz miałem na laptopie Windows 7, Windows 95 (i to nie jako maszynę wirtualną), Backtracka i Ubuntu. To oznacza, że rekord jest możliwy do pobicia ↩︎
- Co bardziej wredni by napisali, że nikt nie krytykował pierwszej Steam Machine albo ich Steam Controlera, bo nikt ich nie kupił. Mogę to skwitować tylko stwierdzeniem, że internet kocha się dowalać do rzeczy, więc jakby był powód do narzekań, to byśmy usłyszeli o nim szybciej niż o samym sprzęcie. ↩︎
- Tak dokładnie to prostopadłościanem o bokach 152 mm x 162,4 mm x 156 mm. Ale aż tak szczegółowy nie muszę być. ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

3 odpowiedzi na “Po dłuższym przemyśleniu tematu czekam na Steam Machine”
My (mój facet i ja) też chcemy Steam Machine, ale jeśli cena ma być tak wysoka jak wykazały ostatnie przecieki, to niestety się wstrzymamy…
I tak mamy na czym grać, bo jestem zakręconą kolekcjonerką i mamy mnóstwo różnych konsol oraz laptopy gamingowe (i po prawdzie najczęściej gramy właśnie na nich). 😀
[…] Dlatego, między innymi, dzięki takim akcjom, gracze PCtowi mają problem z polepszeniem swoich stacji roboczych. Mnie zresztą też to boli. Głównie przez to, że przez ten cały cyrk wokół AI opóźnia się premiera Steam Machine, na którego czekam z niecierpliwością. […]
[…] kupić grę, która byłaby dobrym pretekstem do zakupu Steam Machine, gdy już Valve pokona problemy z dostępnością pamięci […]