Tryb kolorów:
Rozmiar tekstu:
Dodatkowe akcje
Kategorie
Gry Noł-Lajf Style

Co jest grane? 2026 – tydzień czternasty

Czuję się przemielony przez maszynkę do mięsa. Tydzień pełen zbędnych wrażeń i niedoborów growych

Przenośna konsola do gier z włączonym ekranem pokazującym menu wyboru postaci z gry BERSERK and The Band of The Hawk.

Chyba po części dlatego sięgnąłem po mój „comfort genre”.

Berserk and the Band of the Hawk

Kupiłem tę grę z tydzień temu. Był to mój ulubiony gatunek zakupów:

  • Gra na promocji
  • Z gatunku jaki lubię (czyli gra Musou)
  • Będący adaptacją mangi, którą lubię (Berserk)
  • Kupiona całkowicie spontanicznie

Jako dziewięcioletnia gra już trąci lekką stęchlizną pod względem graficznym (zwłaszcza po moim niedawnym ogrywaniu Dynasty Warriors: Origins).

Ale, no cóż. To Musou. Do tego Berserk. Gra idealna na moje aktualne potrzeby – szerzenia śmierci i destrukcji ku własnej radości i poprawie nastroju 😀

No i oprócz tego ma przerywniki wzięte z ostatniej1 dobrej adaptacji tej mangi:

Przy czym, przy moim aktualnym tempie gry, boję się, że dość szybko ją skończę – po 5 godzinach gry, pokazuje mi ona, że mam za sobą 49% gry :X Oprócz tego nie wiem jak dużą część mangi i anime ta gra adaptuje, więc nie wiem w którym dokładnie momencie zobaczę napisy końcowe.

#Najgorzej

Monster Hunter Now

Cały tydzień trwał event w ramach którego:

  • pojawiało się więcej potworów w wersji Riftborne
  • za poprawną walkę z nim dostawało się więcej materiałów

Oprócz tego, w ten weekend, był Monster Outbreak z Riftborne Zinogre jako celem. Efekt był taki:

Efekt był taki, że w końcu udało mi się polepszyć mój Heavy Bowgun z Zinogre:

Te nowe efekty wizualne przy ulepszaniu broni są zwyczajnie zajebiste. Aż chce się grindować! Co zresztą robiłem i polepszałem losowe bronie, byleby tylko, panicznie, pozbyć się nadmiaru przedmiotów i zrobić trochę miejsca w ekwipunku.

Oprócz tego w końcu mogę się pochwalić tym, że pokonałem w swojej karierze łowcy ponad 1000 Zinogrów!

Oprócz tego muszę się pożalić: szykując się do Monster Outbreak, smażyłem całe mięso jakie miałem by się wspomóc w walce z Zinogre. Spójrzcie ile razy miałem prawie perfekcyjnie wypieczone mięso:

Persona 5: The Phantom X

Przez to, że w zeszłym tygodniu spiąłem się i skończyłem event-crossover z Personą 5 Royal, to mogłem się skupić na grindowaniu materiałów by rozwinąć Sumire. Jak poszło? Tak:

Oprócz tego – dzięki pojawieniu się w mojej grupie drugiej postaci, która ma ataki typu „holy”, mogłem poprawić moje wyniki w serii wyzwań jakie Persona 5: The Phantom X stawia przed graczami. Poniżej wrzuciłem nagranie z YT, gdzie podejmuje kolejne podejście do walki, którą poprzednim razem ukończyłem wielkim wysiłkiem woli i umysłu.

Teraz? Puściłem to jako autobattle w trakcie przerwy obiadowej w pracy XD

Oprócz tego zaczął się tydzień „ogórkowy” w grze, w trakcie którego nie dostanę żadnego poważnego contentu do ukończenia – ot, kolejna postać do pogadania, kolejne ograniczone czasowo wyzwania i tyle. To ostatnie zrobiłem dość ekspresowo i z bardzo przyzwoitym, jak na mnie, wynikiem:

Pokemon GO

Olałbym tę grę, ale powiem tak: Mimikyu. Dodali Mimikyu. Ja chciałem Mimikyu. Więc w przerwach między polowaniem na potwory a innymi rzeczami, łapałem Pokemony. Co z tego wyszło? Takie coś:

Mogło być lepiej, ale jak na grę odpaloną od niechcenia, to średnio mam prawo narzekać.

Ten jest najfajniejszy z całego „haulu”:

Oprócz tego zbliżam się powoli do poziomu 73. w grze. BARDZO powoli:

Diablo 4

Dodali nowego bossa w Diablo 4 z okazji Prima Aprilis. Zobaczyłem trailer, pomyślałem „bok bo bobok?!?”2.

Musiałem go zobaczyć na własne oczy. No i oczywiście własnoręcznie ubić xD

Spoko kurczak, 10/10, biłbym patykiem po głowie częściej.

Pokonałem kilka sztuk i ponownie odłożyłem grę na bok.

Crimson Desert

Robię wszystko co się da by nie popchnąć fabuły do przodu. Zamiast tego, grając dosłownie chwilę w tym tygodniu:

  • pogłaskałem kilka bezpańskich psów i kotów
  • złapałem kilkunastu bandytów kręcących się wokół pierwszego miasta
  • witam się z wszystkimi jak leci, próbując stać się najlepszym ziomeczkiem w historii miasta
  • dorobiłem się tak dobrej reputacji, że mogłem sobie sprawić za sprawą tego nowy płaszczyk
  • zgubiłem się więcej niż kilka razy pałętając się po bezdrożach
  • nauczyłem się gotować:
  • trafiłem na miejsce, gdzie gra powiedziała mi, że będę mógł wrócić później
  • kręcąc się po mapie trafiłem w miejsce gdzie zostałem nagle uśpiony i odciągnięty przez parę dzieciaków do jakiegoś porzuconego obozowiska

Słuchajcie, ja się boję tej gry. Tutaj jest tyle rzeczy do roboty, na tyle sensownym poziomie, że trudno jest się od tego oderwać.

„Wielcy przegrani”

Chciałem pograć w Homura Hime i Death Howl ale zabrakło mi doby :X Zwłaszcza tej pierwszej gry mi szkoda, bo zacząłem widzieć jakieś ciekawe zwroty fabularne.

Oprócz tego Esoteric Ebb chyba przestaje spamować aktualizacjami, więc wróci do mojej rotacji gier. Ale to od przyszłego tygodnia.

Inne tematy

Makabryczny tydzień – gdy już myślałem, że opanowałem sytuację w pracy, to pojawiły się nowe problemy. Oprócz tego w życiu prywatnym doszło do pewnej sytuacji, która pozbawia mnie czasu3, sił witalnych4 i umysłowych5.

Na tyle, że na następny dzień spałem do późna i ponoć chrapałem jak smok.

Szkice wpisów z tego powodu pozostały nietknięte. Nowe gry, poustawiane na telefonie na potrzeby tychże? Również XD Niby mógłbym zacząć w nie grać, ale wtedy albo dokonałbym aktu auto-sabotażu, albo bym kłamał nie chwaląc się, że w to grałem.

Oprócz tego potrzebuję czasu by ogarnąć wstawienie w odpowiednim miejscu na blogu linka do BuyCoffee. Jak już założyłem tam konto, to fajnie by było by ktokolwiek o nim wiedział xD Oprócz tego w głowie mam inne pomysły techniczne, ale muszę je przeprocesować do końca.

Kącik gastronomiczny

Z powodu tego, co napisałem powyżej, to pod względem gotowania znów było biednie – ponad połowę minionego tygodnia ratowałem się „dietą pudełkową” z Żabki.

Tak naprawdę, to zrobiłem tylko trzy rzeczy, o których warto wspomnieć.

Pierwszą były tortellini zapiekane z warzywami w sosie koreańskim. Wyszło lekko pikantne, ale to nie był problem.

To była zaleta XD

Oprócz tego zrobiłem sobie znowu budyń. Tym razem, dałem sobie, gdzieś tam do środka, łyżkę kremu ciasteczkowego:

Przez takie rzeczy jestem gruby. Ale niestety – przez takie rzeczy jestem też szczęśliwy.

A w weekend znalazłem chwilę by znów upiec bułki. Tym razem dałem do środka, jako dodatek, suszoną żurawinę. Poniżej łapcie „trylogię” zdjęć:

Jestem dumny z tego jak to wyszło <3

Oprócz tego wydaje mi się, że okiełznałem drożdże, więc mogę się podjąć kolejnej próby zrobienia drożdżówek.

Puenta?

Jeżeli czytacie to w poniedziałek wielkanocny, kiedy publikuję ten wpis, to życzę wam spokojnych i radosnych świąt i tego by pozostało spokojnie i radośnie również po świętach 😀

A jak czytacie później, to życzę zdrowia, radości i spokoju – tak ogólnie. Głównie dlatego, że to wszystko się przydaje częściej niż „od święta” xD

Trzymajcie się!

  1. Mam nadzieję, że się mylę, ale nie widzę poszlak by tak było ↩︎
  2. W wolnym tłumaczeniu z kurzego znaczy to „czo do kurły?!?” ↩︎
  3. Troszkę ↩︎
  4. Sporo ↩︎
  5. Za przeproszeniem w chuj ↩︎

Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *