Kategorie
Ciekawostki

Czy można polubić CD-Action w formie kwartalnika?

Jestem po dłuższej styczności z pierwszym numerem CD-Action wydanym w nowej formule. Jakie to uczucie?

Okładka CD-Action

Czy kiepska sytuacja na rynku prasy papierowej połączona z patologicznymi wzrostami cen papieru przysłużyła się pismu?
A może doprowadziła do sytuacji, w której CD-Action da się już tylko szkalować i mogę iść sobie wyrobić legitymację antyfana?

Krótkie wprowadzenie

Ostatnia historia CD-Action jest tak barwna, że aż się prosi o przypomnienie przy okazji kolejnego „kamienia milowego”.

W kwietniu 2020 dostajemy informację, że cała redakcja CD-Action dostaje wypowiedzenia i całe pismo idzie w diabły. Więcej szczegółów tutaj. Po krótkiej chwili pojawiły się pogłoski, że pojawił się chętny na wydawanie CD-Action. Kilka miesięcy później potwierdziło się to – CD-Action zostało wykupione przez agencję Fantasyexpo.

Chwilę potem zorganizowali oni zbiórkę crowdfundingową na dofinansowanie rozwoju czasopisma. Pieniądze miały pójść głównie na kanał na YT i lepiej działającą stronę internetową. Zebrali ile chcieli w 9 dni, ostatecznie zebrali wielokrotnie więcej niż było to pierwotnie planowane.

Pomimo moich pierwotnych wątpliwości odnośnie tego jak będzie wyglądać przyszłość CD-Action pod nowym kierownictwem, okazało się, że nowe CD-Action trzymało fason.

Tak było przez jakiś czas. Potem pojawiły się inflacje, pandemie, podwyżki cen papieru i inne rzeczy niszczące dobrą zabawę i gromiące uśmiechy dzieci. Efekt końcowy? CD-Action, by zachować stabilność, w każdym tego słowa znaczeniu, zmieniło się w kwartalnik.

W chwili kiedy to piszę, CD-Action w tej wersji leży obok mnie, oblepiony karteczkami bym pamiętał o czym wspomnieć.

CD-Action z adnotacjami

To jak się ma CD-Action w formie kwartalnika?

Przede wszystkim, to zostawię poniżej spis treści. By było wiadomo o czym będę pisał i co można przeczytać w opisywanym numerze pisma.

CD-Action Spis treści

Siłą rzeczy nie wspomnę o wszystkim, bo nie o wszystkim mam jakąś wartą odnotowania opinię albo uwagę godną podania dalej. No i wtedy powstałoby ryzyko, że wpis byłby dłuższy od niektórych artykułów z czasopisma.

Oprócz tego jedna uwaga – cena. Generalnie poleciała dość konkretnie do góry, bo za te 162 strony liczą sobie 34,50 złotych. Czy to dużo? Jak na czasopismo growe? W cholerę. Jak na kwartalnik? Trochę wysokie. Generalnie cena ustawiona na poziomie, który dla wielu osób może już być zaporowym. Na tle tego mile się przedstawia wersja cyfrowa, która kosztuje już tylko 15 złotych.

Co znajdziemy w środku, gdy już zapłacimy za możliwość obcowania z czasopismem?

Newsy poniekąd obecne

Zniknęły wszelkiego rodzaju newsy, co jest świetne. Nawet przy miesięcznym cyklu wydawniczym regularnie do CD-Action trafiały informacje, które już na etapie drukarni były nieaktualne albo „stare”.

Zamiast tego dostaliśmy dwa bardzo długie artykuły mówiące o sprawach dość świeżych (przejęcia studiów growych przez większe firmy i reakcję gamedevu w Polsce i na świecie na inwazję Rosji na Ukrainę), opisanych w dużo szerszym kontekście.

Jednocześnie pragnę zwrócić uwagę na to, że CD-Action jako pierwsze medium jakie znam pokusiło się o porządną sylwetkę ukraińskiego ministra transformacji cyfrowej, który w tej sytuacji jest bardzo istotną postacią.

Wiecie jak to się nazywa? Porządnie dziennikarstwo. Nie „dziennikarstwo growe”. Ogólne. Szacunek totalny.

Umarły recenzje, niech żyją „recenzje”.

Zniknęły recenzje w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jak na moje na plus, bo papier nie jest w stanie dostarczyć tak pełnych oraz aktualnych recenzji gier jak internet.

Zamiast tego dostaliśmy teksty, które przy okazji omawiania gier, które wzięły na tapet próbują być czymś więcej. Tekst o Elden Ring, poza byciem hymnem pochwalnym dla serii, wyłuszcza dość jasno jak się ma gra do całej reszty gier From Software.

Ten sam koncept w przypadku pozostałych trzech tytułów trochę nie wypalił, ale za to wyszły z nich trochę bardziej rozbudowane recenzje, które normalnie by mogły zostać przeredagowane by zmieścić się na dwóch stronach.

Z tradycyjnych recenzji ostały się tylko testy sprzętu. W raczej okrojonej ilości, co boli mnie trochę, w przeciwieństwie do zniknięcia „standardowych” recenzji gier. Sprzęt się nie zmienia, więc typowa recenzja ma więcej sensu.

TYLE PUBLISCYTYKI *___*

Na przemianie w kwartalnik skorzysta przede wszystkim jeden typ czytelnika – fan publicystyki. Nowe CD-Action ma jej prawie 90 stron i na pytanie „co bym polecił?” musiałbym odpowiedzieć, że „trudno wybrać”.

Mamy bardzo ciekawą analizę przyczyn dla których ostatni dodatek do WoW-a został obwieszczony katastrofą. Jest on bardzo podobny formą do recenzji z początku czasopisma, ale pewnie trafił do publicystyki z racji wiekowości Shadowlands.
Dostaliśmy długi tekst o tym jak zmieniała się postać Batmana na przestrzeni lat.
Przeczytałem bardzo dobrze napisaną sylwetkę Hidetaki Miyazakiego (zwanego też „tym od Dark Souls”), w której wyczytałem sporo raczej trudniej dostępnych informacji.
Artykułu o wpływie teorii psychologicznych Carla Gustava Junga na gry Remedy się nie spodziewałem kompletnie i wyobrażam sobie, że musiał powstawać przerażająco długo.

Mamy też dwa świetne występy gościnne:

  • Marcin Przybyłek, autor serii powieści Gamedec (i współtwórca gry o tym samym tytule), napisał bardzo długi reportaż z grania w Star Citizen, który wyjaśnia i opisuje grę lepiej niż cokolwiek co widziałem albo czytałem wcześniej.
  • Arkadiusz „Archon” Kamiński napisał więcej o Nokii N-Gage niż którekolwiek z nas mogło się spodziewać, że można napisać. Ale jak ktoś miał to zrobić, to właśnie on.

Jest nawet artykuł o grach musou (tylko nieskromnie powiem, że mój jest lepszy pod kilkoma względami).

Poza tematami growymi mamy też trochę rzeczy z grami niekoniecznie związany. Dostaliśmy na przykład bardzo rozbudowany (11 stron) artykuł o historii husarii.

Trochę zaskakujące, ale dobrze napisane, ciekawe i wątpię bym kiedykolwiek musiał czytać cokolwiek więcej na ten temat.

Całe zło w jednym miejscu

To nie jest tak, że nie mam nic złego do powiedzenia o najnowszym numerze CD-Action. Po prostu BARDZO chciałem by na początek wybrzmiały pozytywy, które w ogólnym rozrachunku przyćmiewają moje problemy z pismem.

Dlatego dopiero tutaj wspomnę, że „Pod ostrzałem” czyli kącik gdzie redaktorzy się chwalą tym w co grali, co oglądali itp. itd. w tej formie i długości pełni podobną funkcję co nekrologi w dawnych czasach.
W starych dziennikach, gdy nie było czego opublikować (artykuł nie był dostarczony na czas, cenzura zabroniła, albo nastąpił inny wypadek losowy) to się dawało nekrolog w to miejsce, by nie trzeba było składać pisma od początku.
Podobnie jest z Action Redaction, ale ono było od zawsze i wątpię by znikło choćbym nie wiem jak bardzo na to narzekał.
Oprócz tego czasopismo, pomimo bycia składanym przez trzy miesiące, miewa czasem jakieś błędy. W oczy rzuciło mi się to, że tekst o Return to Castle Wolfenstein ma tabelkę z danymi o platformie itp. z Dante’s Inferno. Tekstu, który jest kilka stron dalej.
No i ten tekst o husarii. On serio jest ciekawy. Nie jestem debilem by mieć problemu z tym, że czasopismo o grach i dla graczy pisze o czymś co nie jest stricte o grach. Ale JEDENAŚCIE stron to już trochę przesady. Zwłaszcza, że tekst kończy się ramką odsyłającą do kolejnych informacji na stronie.

Wydaje mi się również, że liczba reklam wzrosła w porównaniu do poprzedniego numeru. Czy to kolejna wariacja „nekrologu”, czy konieczność zwiększenia dochodu, bo właściciel marki będzie patrzył spod łba? Tego nie wiem i się nie dowiem.

Obowiązkowa dopierdolka do tekstu sponsorowanego

W piśmie ukazał się artykuł sponsorowany udający recenzję (taką bardzo funkcjonalną, bez ozdobników) drukarki Epsona, który mógłby być trochę lepiej oznaczony jak na mój gust.

Żenująco oznaczony artykuł sponsorowany

Powiem tak – powinniście być w stanie zobaczyć, że to artykuł sponsorowany bez wyszukiwania oznaczenia i nawet przy tak rozmytym zdjęciu jak to. Jak nie da rady, to coś jest nie tak i opierdol się należy.

To czy można polubić nowe CD-Action?

Na początek oddam głos ekspertowi, przynajmniej w tym zakresie:

A czemu można?

Bo CD-Action zmieniło się w pismo, które w czasach internetu ma rację bytu.
Nie rywalizuje z nim w formatach, gdzie jego przewaga jest miażdżąca. Zamiast tego skupia się na albo na dłuższych, bardziej opracowanych, a przede wszystkim bardziej ponadczasowych tekstach.

Czy jest to krok w dobrą stronę? Stanowczo.
Czy może być lepiej? Zawsze może być.
Można wprowadzić większą konwergencję z stroną internetową, może nawet poświęcić stronę albo dwie na kody QR do recenzji gier na stronie internetowej. Generalnie można by intensywniej korzystać z kodów QR w czasopiśmie, bo przeklepywanie linka bit.ly na komórkę/PC w 2022 roku to jakaś pomyłka.
Można poprawić spasowanie okładki z resztą pisma, bo trochę te pół milimetra niezakrytego pierwszą stroną pisma wkurza.
Można pomyśleć trochę nad pozostałymi problemami opisanymi przeze mnie pod koniec.

Ale ostatecznie? CD-Action dalej dostarcza najwyższą jakość tekstów z papierowych pism o grach w Polsce. Tu przynajmniej nikt nie puszcza dalej tekstu o premierowej grze, która rzuca krytycznym spoilerem w połowie tekstu. Albo nie pisze o „plandemii”. Nie wrzuca „spermiarskich” żartów do komiksów. Ani nie generuje papieru toaletowego nieaktualnymi recenzjami gier.

Ale nawet pomijając aspekt selekcji negatywnej, to CD-Action w końcu oferuje coś co nie rywalizuje z internetem, a bardziej go „uzupełnia”.
Właśnie z tego powodu, po „matce boskiej pieniężnej”, zainwestuję w prenumeratę. Której mam nadzieję, że nie będę musiał odwoływać z racji powrotu do starej, nieinteresującej mnie już formuły.

Jak dostałem coś zrobione lepiej, to nie dam rady wrócić do „dobrze”.

W odpowiedzi na “Czy można polubić CD-Action w formie kwartalnika?”

Czekałem na taki tekst podsumowujący pierwszy numer kwartalnika i zbierający trochę przemyśleń po lekturze.

Pójście w publicystykę wydaje się jedynym sensownym rozwiązaniem dla growej prasy i ma ogromny potencjał, który jak na razie pozostaje w Polsce niewykorzystany. Jest nadzieja, że CD-A coś z tym zrobi, ale pod warunkiem, że będzie więcej materiałów jak ten o N-Gage, a mniej husarii na jedenaście stron. Historia branży gier nie jest może najdłuższa, ale w tych kilku dekadach wydarzyło się już naprawdę wystarczająco wiele, by z tego czerpać i wypełniać strony, bez konieczności oddawania tak wiele miejsca tematom ledwie lekko powiązanym z wirtualną rozrywką.

Liczę też na większą liczbę felietonów, które dawałyby do myślenia, podrzucały ciekawe wątki czy jakkolwiek inaczej inspirowały. W tym aspekcie też jest wiele do zrobienia.

Dzięki za tekst!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: