Kategorie
Ciekawostki

Jak wyglądała moja „przygoda” z Plenti? Opinia, wrażenia i wątpliwości.

Za każdym razem kiedy mam kupić jakąś elektronikę, to motam się w sobie miesiąc, liczę kasę trzy razy, potem znów się motam, a potem ostatecznie podejmuję decyzję, której czasem żałuje.
Wygląda na to, że Plenti ma szansę ułatwić mi takie decyzje na przyszłość.

Nie miałem pomysłu jakie zdjęcie dać na początek wpisu, więc ostatecznie wybrałem „głównego bohatera”.

Czy Plenti pomogło mi w tym przypadku? Jak to wyglądało? Czy to ma sens? Odpowiedzi na to i wiele innych pytań jakie mogły się pojawić znajdziecie poniżej.

Oświadczenie/disclaimer/jak kto woli i lubi

Zwykle przed tekstem gdzie dostaje kopię recenzencką o tym piszę, ale tutaj historia trochę bardziej rozbudowana, więc zasłużyła na osobny akapit.

Poniższy tekst powstał dzięki współpracy barterowej z tytułową usługą, jaką jest Plenti. Pozwala ona na małoinwazyjny, szybki wynajem różnorakie sprzętu. Ma naprawdę różnorodną ofertę – od dronów, przez ekspresy do kawy po konsole, laptopy, oczyszczace powietrza i roboty sprzątające.
Wynajem w moim przypadku był „darmowy” (dostałem kupon rabatowy obniżający cenę do wysokości kaucji, która po weryfikacji wynosi złotówkę).
Otrzymałem propozycję wynagrodzenia za wpis.
Nie przyjąłem go – nie mam w zwyczaju brania pieniędzy za teksty na interesujące mnie (i mam nadzieję, że was też) tematy, a odkrywanie meandrów rozliczeń podatkowych umów o dzieło przy podpisanej umowie o pracę jakoś mnie nie kręci.

W zamian za nieodpłatny wynajem sprzętu obiecałem opublikować swoją szczerą opinię o Plenti, jakąkolwiek by ona nie była. To właśnie znajdziecie poniżej. Oprócz tego opiszę wam całą „drogę” – od założenia konta, przez weryfikację, złożenie zamówienia, po zwrot sprzętu. Na odzyskanie mojej OLBRZYMIEJ kaucji nie czekałem, bo to problem głównie operatora karty.


Jak kogoś nie interesuje „historia mojego życia” i chce przejść do podsumowania, to może kliknąć tutaj.

Droga do wypożyczenia od Plenti

Założenie konta

Sam proces zakładania konta jest nieprzyzwoicie prosty. Zaczynamy od wejścia na jakąkolwiek stronę usługi (na przykład główną) i klikamy na „zarejestruj się”.

Rejestracja polega na weryfikacji numeru telefonu za pomocą kodu sms i wypełnieniu bardzo prostego, wręcz minimalnego formularza.

Prościej się chyba nie dało. Teoretycznie od tego momentu możemy już się bawić w wypożyczanie sprzętu. ALE można zrobić to jeszcze lepiej.

Weryfikacja i obniżenie kaucji do wartości „LOL”

Przy wypożyczaniu sprzętu w Plenti trzeba uiścić zwrotną kaucję zależną od wartości sprzętu. Zrozumiałe, sensowne i rozsądne.

Da się jej jednak „uniknąć” – obniżyć do złotówki. Dzieje się to po weryfikacji konta bankowego, która składa się z jednego formularza, zalogowania się do banku i przedstawienia historii transakcji za pomocą API. Wszystko jest wyjaśnione w bardzo przystępny sposób, co jest bardzo na plus:

Sam proces faktycznie trwa dwie-trzy minuty, a na decyzję o obniżeniu kaucji czeka się do kilku godzin (z zastrzeżeniem, że w niektórych sytuacjach może to trwać aż dzień). Ja czekałem około 20 minut na smsa z dobrą wiadomością.

Ponownie, wszystko poszło bez żadnych problemów i było bardzo intuicyjne. Ktokolwiek projektował to wszystko, bardzo się postarał by nie pojawiło się tutaj cokolwiek, co mogło sprawić jakiś problem.

Wybranie rzeczy do wypożyczenia i złożenie zamówienia

Skoro już mogłem coś wypożyczyć, to czas na najgorszą (z perspektywy czasu) część całego procesu: wybór gadżetu do przetestowania.

Na początku chciałem wypożyczyć Oculusa Quest 2 i sprawdzić, czy nowe wersje VR wywołują u mnie mniejsze nudności niż pierwsze edycje tego sprzętu. Sprawdziłem jednak i okazało się, że brakuje mi miejsca. Znaczy, zmieściłbym się z moim „machaniem rękoma” ale na słowo honoru.

Postanowiłem więc wziąć Xboxa Series X. Od dawna ciekawiło mnie wszystko odnośnie tej konsoli. Jak będzie się prezentował w pokoju, czy będzie działać dobrze, czy Game Pass Ultimate w rzeczywistości jest tak świetny jak sugeruje to lista gier, albo czy koty będą chciały się na nim kłaść jak się nagrzeje. Bo teoretycznie konsola jest świetna, zwłaszcza w czasach sprzedawania nerki za kartę graficzną. Bałem się jednak tego jak to w praktyce będzie wyglądać.

Dlatego kilka kliknięć i cyk, zamówienie złożone:

Zrzut ekranu sprzed złożenia zamówienia, bo potem podałem kod rabatowy, którym wolałbym się nie dzielić. Ale na tym etapie spokojnie dacie radę.

Odbiór i weryfikacja towaru

Po półtorej dnia oczekiwania do wybranego przeze mnie paczkomatu dotarła konsola. Przyznaję się szczerze, że jak zobaczyłem jak była zapakowana, to trochę spanikowałem – była w oryginalnym opakowaniu producenta, owinięta jedynie w folię bąbelkową oraz czarny stretch.

Kubek dla skali. Tak, wiem, że perspektywa jest do kitu

Szczęśliwie mój strach był nieuzasadniony – konsola dotarła cała i zdrowa i po chwili leżakowania podpiąłem ją do telewizora, prądu i internetu.

Zabawa sprzętem od Plenti

Spędziłem miesiąc z najnowszym Xboxem i wykupionym (z własnej kieszeni, nie dodali gratis) Game Passem.
Bawiłem się świetnie, zweryfikowałem potrzebę posiadania konsoli, a wrażenia opiszę w osobnym wpisie w niedalekiej przyszłości.

Jakbym miał tutaj o tym pisać, to tekst by się trochę rozrósł. Tak około dwukrotnie.

Operacja Zwrot Konsoli

Planowałem zwrot konsoli opatrzyć taką ilością zrzutów ekranu co pozostałe akapity. Nie było jednak czego ani kiedy.

Korzystanie z Xboxa mnie wciągnęło tak bardzo, że nie zauważyłem, że zbliża się dzień, w którym musiałem dokonać zwrotu. Musiałem to zrobić kilka dni przed zaplanowaną datą, bo wtedy miałem być na podróży służbowej.

Dlatego szybko przeklikałem zwrot w aplikacji mobilnej Plenti i po dwóch minutach na mailu miałem etykietę zwrotną do Paczkomatu. Pozostało mi tylko spakować sprzęt i wrzucić do środka.

I tutaj, panie i panowie – jedyny rzecz, która trochę mi zgrzytnęła. Przez to, że sprzęt przyjechał w folii bąbelkowej i stretchu, to musiałem sam go przepakować by mieć pewność, że dojedzie cały i zdrowy do firmy. Szcześliwie Xbox Series X w opakowaniu producenta mieści się niemal idealnie w typowym kartonie przeprowadzkowym:


Wolałbym nie testować jaki jest schemat działania usługi, kiedy sprzęt wróci uszkodzony, albo w zdewastowanym opakowaniu.

Końcowa opinia o Plenti

Z tego wszystkiego co opisałem powyżej mogę wyciągnąć kilka wniosków.

Przede wszystkim Plenti to świetna opcja dla kogoś, kto jest niezdecydowany. Za cenę będącą fragmentem kosztu danej rzeczy możemy ją przetestować i podjąć decyzję odnośnie zakupów. Nie wyobrażam sobie jednak, by przy tych cenach opłacało się jakiejś „osobie fizycznej” wynajem na dłużej niż kilka miesięcy. Mnie przykładowo wystarczył, nawet w nadmiarze, miesiąc czasu by sprawdzić co chciałem.
Podobnie z wynajmem w formacie Flexi, który o ile jest wygodny pod względem braku zobowiązań, tak finansowo wydaje się być dość bolesny.
Chyba, że mówimy o jakimś szczególnym przypadku, pokroju wynajmu robota do mycia szyb, ekspresu do kawy czy małego drona by zrobić zdjęcia na jakimś evencie.

Oprócz tego, przez to, że cała platforma jest niewiarygodnie wygodna w użytkowaniu, to bardzo łatwo zorganizować coś „na szybko”, na przykład na imprezę firmową. Wszystko przez stronę, zero opóźnień wynikających z wymiany mailami, które są standardem w innych miejscach oferujących podobne usługi. Klik, klik, klik i na następny dzień można odebrać fanty z paczkomatu.

Generalnie to czuję się z tym wszystkim trochę źle, bo specjalnie odmówiłem brania pieniędzy by móc pozbyć się wszelkich hamulców przy ewentualnej krytyce. A tutaj, pomijając wspomnianą wątpliwość cenową, nie widzę pola do poważnych narzekań z perspektywy klienta. Mogłbym co najwyżej nieśmiało zasugerować wysyłkę produktów w kartonach by ułatwić późniejszy zwrot. Jeżeli kiedyś będę miał potrzebę przetestowania sprzętu albo wypożyczenia czegoś na czas na tyle krótki, by nie opłacało mi się tego kupić, to wrócę do Plenti bez żadnych wątpliwości.

Zresztą, w planach jest już wypożyczenia kalibratora kolorów, a w przyszłości może nawet odkurzacza piorącego (wyjdzie taniej niż opłacenie ekipy sprzątającej) 😀


No dobrze, znalazłem kolejny powód by się przyczepić, już po napisaniu wpisu i zaplanowaniu publikacji. Stąd miejsce w stylu „post scriptum” z listu.

Czy kaucja w wysokości złotówki ma jakiś sens?
Ani to nie pokryje żadnych strat, ani nie stanowi żadnego zabezpieczenia. No i jest ona dostępna już po weryfikacji sytuacji finansowej pożyczającego, więc o co tu chodzi?
Jak się dowiem, to zaktualizuje wpis. Bo to chyba jedyna rzecz, której nie ogarniam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: