Człowiek nie może na spokojnie sobie przewijać internetów, bo się dowiaduje, że AI się pcha wszędzie, niczym plaga. Do tego sprawia, że gry wyglądają jak gówniane obrazki z generatora „AI slopu”.

Mam chwilę między graniem w Diablo 4, próbą powrotu do Death Howl i siedzeniem w kuchni. Pozwolę sobie poświęcić ją na wyszczególnienie czemu ten wynalazek, to jedna z bardziej zjebanych rzeczy, jaka się zdarzyła grom w ostatnich latach.
Trochę późno na takie ostrzeżenie, ale „lepiej późno niż wcale” – na potrzeby tego wpisu zdjąłem ogranicznik. Osoby znające mnie IRL wiedzą, że klnę jak szewc. Pisząc, staram się tego nie robić. Tym razem? Nie planuję się hamować.
Chociażby po to, by określać rzeczy w sposób oddający moje zdanie o tym.
DLSS 5 oferuje AI slop na zamówienie
Proszę was, nim przejdziemy dalej, byście przyjrzeli się bliżej grafice, jaką udostępniłem na początku wpisu.
Dwie różne twarze, prawda? Ta po uruchomieniu DLSS 5 wygląda dość znajomo. Bardzo przypomina gówniane, generyczne grafiki z generatora, których w pewnym momencie było zatrzęsienie w internecie. Ale olać to – przede wszystkim wygląda kompletnie inaczej niż w pierwotnej wersji. Inne usta, makijaż. To nie jest nowe światło na starą postać. To nowa twarz, wprost po operacji.
Czemu tak jest? Bo opcja dodana w DLSS 5 to nic innego jak przepuszczanie grafiki przez algorytmy generatywnej sztucznej inteligencji, która będzie ulepszać cienie, światło, wygląd tekstur… Tak naprawdę to całą warstwę graficzną.
Co zresztą było widać w trakcie pokazu. Poniżej przykład z Hogwarts Legacy:


To nie są te same postaci. Nikt i nic mi nie wmówi, że odbiór tej gry byłby taki sam, jakby piętnastoletni uczeń, protagonista gry, wyglądał tak jak na zrzucie ekranu powyżej. Przecież on wygląda, co najmniej na pięć lat starszego. Jak nie więcej.
A najlepsze jest to, że kontrola nad tym będzie dużo bardziej ograniczona niż Nvidia chce się przyznać.
Niby pod kontrolą, a jednak nie
Wszystko za sprawą tego na jakiej zasadzie DLSS 5 będzie działać.
Pozwalając sobie na olbrzymi, trochę krzywdzący1 skrót opisu działania ze strony Nvidii – każda klatka z gry jest przepuszczana przez model AI. Taki zaprojektowany z myślą o uzyskiwaniu STAŁYCH rezultatów za każdym razem.
Tutaj, okej, wyrazy szacunku, bo to jest wyzwanie i jeżeli faktycznie mu podołali, to jest to kawał dobrej programistycznej roboty. Każdy, kto się bawił generowaniem obrazów z pomocą AI, wie, że uzyskanie kilkukrotnie zbliżonych wyników to koszmar. A tutaj celem jest uzyskanie TAKICH samych, CIĄGLE.
Szkoda tylko jednak, że jednocześnie Nvidia bezczelnie kłamie/pierdoli od rzeczy o kontroli po stronie twórców. Bo, oczywiście, wierzę w to, że twórcy będą mogli za pomocą opisowych instrukcji bądź innych kawałków kodu ingerować w stopień „kreatywności” modelu.
Jednakże, każda osoba mająca jakiekolwiek zrozumienie tego, jak to wszystko działa powie wam, że nie ma absolutnie żadnych kurwa szans na precyzyjną kontrolę i dopasowanie modelu do każdego tytułu. Ten model będzie w każdej produkcji drewno przedstawiał w dany sposób, kamienie w dany sposób i tak dalej. Nikt nie będzie tego robił, nawet jakby dali taką możliwość. Potrzeba na to zbyt wiele czasu, energii, pracy polegającej na zbieraniu materiału szkoleniowego i innych zasobów. Szkolenie własnego modelu AI to nie jest byle pierdoła do zrobienia w dzień czy dwa.
Oznacza to, że każdy twórca, który zdecyduje się wdrożyć to gówno w swojej grze, przybliży styl graficzny swojej gry do innych korzystających z DLSS 5. Jedyną rzecz jaką będzie mógł doprecyzować, to to, jak bardzo jego gra będzie podobna.
Gotowi na jeszcze droższy RAM i GPU?
To też oznacza, że głównym elementem napędowym tej „rewolucji” będą te same mechanizmy, które sprawiły, że RAM i karty graficzne podrożały w cholerę. Te drugie głównie za sprawą cen pamięci, ale jednak.
Ba, Nvidia, sama w sobie, nie ma czasu dostarczyć grupie klientów, która uczyniła ich wielkimi, nowych kart graficznych. Najbliższe nowości pojawią się dopiero w 2027 roku. I to w wersji optymistycznej, bo nowsze pogłoski mówią, że nowości się pojawią dopiero w 2028 roku.
Dlatego, między innymi, dzięki takim akcjom, gracze PCtowi mają problem z polepszeniem swoich stacji roboczych. Mnie zresztą też to boli. Głównie przez to, że przez ten cały cyrk wokół AI opóźnia się premiera Steam Machine, na którego czekam z niecierpliwością.
Strach o twórców
Boję się, że będziemy dostawać masę gier, gdzie standardowa szata graficzna będzie niedorobiona. Nie widzę w tym jednak winy twórców ani efektów ich niechęci2.
Jestem w stanie jednak, bez wytężania wyobraźni, wyobrazić sobie sytuację, w której przyjdzie jakiś ziomek w garniturze i zacznie zadawać pytania. Takie jak „Ile kasy poszło już na grafikę? Czemu tak dużo?”. A po tym przyjdzie czas na „Resztę AI wytenteguje, uspokójcie się, psujecie nam wyniki. Wypad do nowego projektu, trzeba kolejną grę robić”.
Warto pamiętać, za każdym razem kiedy chcecie opierdolić jakiegoś twórcę za to, że „odstawia chałturę” – często osoba, która robi grę, w żaden sposób nie decyduje o tym, kiedy ma skończyć.
O tym decyduje ktoś, kto trzyma kasę w firmie i często jest to osoba, która grę ma gdzieś. Za to bardzo jej zależy na minimalizacji kosztów i pokazaniu właścicielom/inwestorom niskich kosztów i stosunkowo wysokiego zysku. Oceny? Niekoniecznie ich obchodzą – pieniądze są znacznie ważniejsze.
Zagrożenie? Realne. A im szerzej będzie dostępne DLSS 5, tym większe.
Na chuj to wszystko?
Sens istnienia wcześniejszych wersji DLSS potrafiłem zrozumieć – wykorzystywał on algorytmy sztucznej inteligencji, by wygładzać poszarpany obraz, generować dodatkowe klatki by rozgrywka sprawiała płynniejszej i ogólnie „ratować” grę na sprzętach o mniej adekwatnej mocy.
Wszystko, by ratować wizję twórców i umożliwić szerszemu gronu ludzi doświadczyć lepiej działającej gry. Na dłuższą metę? Zajebista sprawa.
To gówno, natomiast? Nie widzę wartości dodanej. Ewentualnie poza tym, że ci wszyscy imbecyle oczekujący od gry „realistycznej grafiki” może zadowolą się tymi pomyjami, jakie dostaną.
Ja, jako osoba, która jak chce realistyczną grafikę, to patrzy przez okno, widzę tutaj głównie zagrożenia. Serio nie widzę sensu w tym by moja ulubiona forma fikcji wyglądała na mój codzienny brak fikcji.
Krótko mówiąc – gaming zaczyna się pierdolić na naszych oczach. Nie podoba mi się to ani trochę, więc postanowiłem dołączyć do tłumu osób, delikatnie mówiąc, sceptycznie nastawionych do tego tworu.
- Ale i tak mniej krzywdzący, niż DLSS 5 skrzywdzi gry. ↩︎
- Przez całe moje życie nie spotkałem się z kimś pracującym w gamedevie, kto nienawidził swojej pracy. Wiem, że to dowód anegdotyczny i mogę sobie go wsadzić w nos, ale biorąc pod uwagę, że jest masa lepiej płatnych stanowisk w IT, to trzeba być chociaż trochę
pierdolniętympasjonatą by pracować jako twórca gier. Widać to. ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
