HELL YEAH! Nadszedł koniec NDA dla Elder Scrolls Online. Dlatego też postanowiłem ogarnąć swoje notatki i napisać wam jakie wrażenie przyniósł mi weekend sprzedzony (po części) nad tym wielkim MMO. I to sprawiło, że na dłuższą metę nie wiem co o tej grze myśleć.
[blockquote]Tysiąckrotne podziękowania dla Imendila, Kei i Grześka, bez których ten post by pewnie nie zaistniał. Zwłaszcza dla tego pierwszego, który poratował mnie zrzutami ekranu w chwili, gdy mój komputer powiedział „hahahahahahahaha, rozwalimy twoje screeny!”. Dzięki wam, po tysiąckroć! [/blockquote]
Mamy maniaków Steampunku? Na Groupees pojawiła się paczka pełna dobra dla maniaków tego klimatu. Dużo muzyki, komiksów i nawet kilka gier się znalazło. A to wszystko w Steampunk Bundle.
Teoretycznie w tym momencie mógłbym skończyć pisać…
Ostrzegam, wpis i paczka zawiera niewielkie ilości gier. Ale i tak warto o niej wspomnieć.
Kolejny tydzień, kolejne Humble Bundle. Tym razem tak epickie, że zamiast grzecznie levelować w Star Wars: The Old Republic siedzę po nocach i piszę o tym, byście mogli poznać odpowiedź na pytanie „czemu warto jarać się Humble Indie Bundle 11?”
Obiecałem sobie, że nie napiszę nic o Flappy Bird. I dalej mam to w planach: o samej grze i zarzutach wobec niej nie napiszę ani słowa. Za to napiszę o kilku ciekawych produkcjach, które nie powstałyby gdyby ta gra nie odniosła (jako takiego) sukcesu
GOG.com zrobiło coś chorego i rozdaje wszystkim chętnym grę Dungeon Keeper (w wydaniu Gold) za darmo. Powiedzmy sobie szczerze: idea tej gry będzie wiecznie żywa, ale dobrze byłoby ją lekko odświeżyć. Od tego tu jestem, by podać wam dalej info jak to zrobić.
Jeżeli jeszcze nie złapaliście tego łakocia, to wbijcie na stronę główną GOG.com jeszcze dziś. Grę można zgarnąć za free tylko do 16. lutego, godziny 12:00. Najpierw brać, potem zadawać pytania.
Na początku myślałem, że potraktuje to jak każdy inny przypadek. Myliłem się. Postanowiłem więc opowiedzieć wam pewną historię. Będzie ona później znana jako The Banner Saga.
The Banner Saga – Logo
Dawno temu, w świecie do złudzenia przypominającym Skandynawię z sag nordyckich ludów stało się coś strasznego… Bogowie umarli.
Kiedy Torchlight 2 się pojawił, to byłem podjarany niczym pochodnia. Ta gra miała w sobie wszystko, co powinien mieć dobry hack&slash. SynergiesMOD jednakże dokonał rzeczy niemożliwej: dodał więcej siekania do gry, w której na dobrą sprawę nie chodzi o nic innego.
Jakiś czas temu, na pewnym fejsikowym fanpage’u byłem świadkiem (no dobra, po części również uczestnikiem) pięknego flame’a pod pewnym linkiem. Była to informacja, o tym, że Brian Fargo zapewnił fanów, że Wasteland 2, jego „dziecko” znajdujące się w steamowym Early Access przejdzie jeszcze wiele modyfikacji. Poczytałem dym o sprzedawaniu niedorobionych gier za 200zł, swoje się pośmiałem i postanowiłem kilka rzeczy wytłumaczyć.
Tu grasuje Early Access
Bo powiem wprost: momentami szlag mnie trafia, jak widzę niektóre narzekania. Pozbawione zazwyczaj zdrowego rozsądku i umiejętności ogarniania podstawowych faktów. Ewentualnie umiejętności czytanie ze zrozumieniem. Mam nadzieję, że ten wpis sprawi, że ten krytykowany przez ludzi pomysł będzie bardziej doceniony.
Recenzja tej gry była odwlekana tak bardzo, że aż czuje się źle ją pisząc. Ale dobrym motywem jest fakt, że moje wyrzuty sumienia nie są w stanie zmienić tego jak odbieram tę grę. Głównie za sprawą tego, że Particulars to gra jedyna w swoim rodzaju. Takie miksy nie są codziennością.
…ale za trudności z dopadnięciem loga powinienem ich skreślić.
Jednocześnie chciałbym się pochwalić, że to prawdopodobniej najkrótsza recenzja w mojej karierze. Ale no cóż, nie zawsze ściany tekstu są koniecznością 🙂
Wiem, w tytule wpisu odjechałem tak, jakbym pisał do Faktu, a nie porządnego bloga. Ale cóż… prawdą jest to, że słówko „rush” (pośpiech) w tytule Kingdom Rush jest lekko nie na miejscu. Ale poza tym, to ten mobilny tower defense jest ZACNY. Ale nie jest on pozbawiony wad.
NAPRZÓD!
Kingdom Rush? Jaki pęd?
No i idą na nas te gobosy, a my im strzały w łeb!
Sama gra róźni się w kilku miejscach od przeciętnego Tower Defense’a. W Kingdom Rush wieże obronne możemy rozstawić tylko w określonych z góry miejscach. Do wyboru mamy 4 typy wież: trzy strzelające i jedne koszary, które wypluwają z siebie do trzech żołnierzy, których zadaniem jest opóźnić marsz przeciwnika. Oprócz tego dość szybko otrzymujemy dostęp do dwóch zaklęć do wykorzystania w trakcie walki: burzy ognia i przywołania „posiłków” w postaci pary mię… chłopów, którzy przetrzymają wroga w miejscu na kilka chwil. Cała gra na dłuższą metę polega na mądrym budowaniu wież, korzystaniu z dostępnych zaklęć i kierowaniu bohaterem. Za każdą ukończoną mapę otrzymujemy gwiazdki (do 3 w zaleźności od tego jak dobrze się broniliśmy), które służą do ulepszania naszych wież i zaklęć, oraz klejnoty, za które kupujemy przedmioty jednorazowego użytku, które możemy potem użyć w razie potrzeby (warto dodać, że w trakcie gry mnie „potrzeba” nie dopadła ani razu.) Co do bohatera: po rozegraniu kilku map kampanii Kingdom Rush otrzymujemy dostęp do bohatera. Twardy zawodnik/zawodniczka, który swoją siłą i umiejętnościami nam pomagają. W sumie, to robią z chodzącą wieżyczkę: postacie walczące wręcz zatrzymują sobą wroga i go biją po łbie, a strzelające szerzą śmierć w mniej bezpośredni sposób. Na przykład wystrzeliwując kilka strzał naraz 🙂
Tyle opcji nawaliło…
Dość fajną i rzadko spotykaną w gatunku rzeczą jest „interaktywność” plansz. Nie występuje na każdej mapie, ale jak już jest, to warta wzmianki. Mi (dziwnym trafem 😉 ) najbardziej w pamięć zapadła możliwość uwolnienia z jaskinii przerośniętego Yeti (<3) które potem robiło krzywdę przeciwnikom, którzy mieli pecha i znaleźli się zbyt blisko. Oprócz tego trzeba rzucić okiem na „opakowanie” gameplayu w Kingdom Rush: ładna, rysunkowa grafika w raczej wyjątkowym stylu. No, nie licząc innych gier tych samych twórców. Najważniejsze w niej jednak jest to, że wygląda ona dobrze zarówno na smartfonie, jak i dziesięciocalowym tablecie. To wszystko się odbywa na dwunastu planszach składających się na kampanię i kolejnych sześciu, które odblokowują się po ukończeniu części „fabularnej” Kingdom Rush. Te ostatnie to jednak zupełnie inna jazda: o ile kampania gry jest dość prosta i po chwili „nauki” gry nie sprawia większych kłopotów, to próby przejścia dodatkowych etapów mogą wywołać początki siwizny.
Mikro(ojejku)płatności
Jeżeli ta gra ma mieć jakąś wadę wartą konkretnego objechania, to są nią mikropłatności. Nie jest to jednak jakaś wielka bolączka: do wykupienia mamy tylko nowych bohaterów, których siła jest (od „minimalnie” do „troszkę”) większa od tych, które otrzymujemy w trakcie normalnej gry. Nie, korzystanie z tych bohaterów nie jest potrzebne do przejścia Kingdom Rush. Bohaterów kupionych za gotówkę należy traktować jako swoisty „casual mode”: grę, która sama w sobie jest dość prosta i mało wymagająca (zwłaszcza wobec osób obytych z gatunkiem) można uprościć sobie jeszcze bardziej. Ot, cała historia. I ciekawostka: wersja sprzedawana jakiś czas temu w ramach Humble Mobile Bundle umożliwiała dostęp do WSZYSTKICH bohaterów, wraz z przechodzeniem kolejnych misji kampanii.
Brać, czy nie brać?
W sumie to brać, mimo, iż Kingdom Rush samo w sobie nie jest darmowe. Kosztuje odpowiednio jednego dolca na AppStore lub dwa na Google Play. 7zł za grę na kilka godzin ciągłego grania? Oczywiście przyjmując, że będziemy grać tylko w kampanię podstawową i nie ruszymy misji „pobocznych” ani wyższych poziomów trudności. Wtedy możemy spokojnie przyjąć, że zejdą nam kolejne godziny. Ja jestem na tak! A, i jeszcze jedno: pecetowcy, którym się podoba gatunek zawsze mogą się przywitać z wersją flashową gry. Ew. z wersją stricte na PCty dostępną na Steam. Ale ona zasłuży sobie na osobną recenzję.