Choruję na growy kryzys urodzaju. A nawet nie gram we wszystko, na co miałbym ochotę.

Przy czym jedyną szansą, bym dał radę ograć WSZYSTKO, byłby urlop, którego bym i tak nie dostał.
Monster Hunter Now
Na początku tygodnia dokonałem rzeczy niebywałej – upiekłem idealne mięso w grze:

Dzięki temu zdobyłem prawdopodobnie najtrudniejsze do zdobycia osiągnięcie w tej grze:

Oprócz tego muszę się pochwalić – po trzech latach grania w Monster Hunter Now pokonałem swój wewnętrzny opór przed używaniem biletów na rajdy. Wszystko dlatego, że miałem wolne w poniedziałek i trafiłem na zbyt wiele rajdów blisko siebie.
Miało to swoje zalety – potężne postępy w rozwijaniu sprzętu z Brachydiosa:









Uniwersalny zestaw dla broni blast jest już gotowy, a build z MonHunowym odpowiednikiem BFG10k jest niemalże skończony. Po nim przyjdzie czas na rozwinięcie pozostałych broni.
Poszłoby to o wiele sprawniej, gdyby nie P A T O L O G I C Z N E braki w robactwie. Konkretnie to w dostępności Carpenterbugów, które są dla mnie teraz warte więcej niż złoto, srebro, miedź, stal i dobry burger razem wzięte.
A zadania przygotowujące do Base Defense? Na ostatniej prostej:


Ogólnie to trochę się zaczynam martwić o to, że jak teraz z jakiegoś powodu „wyhamuję” z graniem, to zrobię to z takim impetem, że będę się zmuszał do bicia trzech potworów dziennie xD
Pokemon GO
Ten tydzień pod względem bycia trenerem Pokemon był trochę dziwny.
Z jednej strony – miałem absolutnie i totalnie wywalone w event z tego tygodnia. Do tego stopnia, że jeżeli nie wygooglam, co takiego się działo w tym tygodniu w grze, to nie będę tego wiedział.
Z drugiej strony – wyłapałem WSZYSTKIE zaległe Pokemony, jakie były nagrodami z zadań. Takiego widoku, jak ten poniżej, nie widziałem od roku, jak nie dłużej:

Ma to ten efekt uboczny, że już za chwileczkę będę miał 75. poziom w grze.

Ten moment jest dosłownie za rogiem 😀
Persona 5: The Phantom X
Twórcy gry ugięli się pod naporem pełnych furii fanów1 i dodali do gry Ją. Kotone Shiomi – protagonistkę z Persona 3 Portable. Wraz z tym dodali jeszcze więcej zadań skupionych wokół crossoveru z trzecią częścią Persony. Płakać nie planuję, zwłaszcza, że nagrody należą do dość hojnych, a większość zadań zrobiłem już wcześniej XD

Nie będę też płakał, bo oczywiście przepaliłem długoterminowy zapas waluty growej i zdobyłem zarówno Kotone, jak i jej najlepszą broń:


Jestem bardzo szczęśliwym Jaśkiem. Który znów musi grindować materiały do ulepszania postaci. Meh. Wychodzi na to, że jestem tylko szczęśliwy XD
Oprócz tego, żeby nie było za mało Persony 3 w Personie 5 X, to Kotone też dostała swoje zadania, historię poboczną i inne:

Nie miałem weny, by kontynuować główny wątek w grze, więc zamiast tego zakumplowałem się z Musubi Matsukatą. Inżynierką systemów w firmie z branży IT, patologicznie przepracowaną i jednocześnie wielką fanką gry MMO będącej sieciowym odpowiednikiem Harvest Moon czy innego Farmville.

Nie o tym chciałem napisać. Chciałem napisać o czymś, co podpada pod potężny spoiler fabularny. Dlatego klikajcie tylko wtedy, jak chcecie wiedzieć, co będzie się działo w głównym wątku za jakieś pół roku i co Musubi ma, być może, z tym wspólnego.
Jakby co, nie żartuję ze spoilerem. Ostatnia szansa.
Okej, jak dalej to czytacie, to zrzucam atomówkę – w późniejszej fabule gry, którą gracze z Azji już dostali, dowiadujemy się, że protagonista Persony 5 X jest uwięziony w pętli czasowej, która każdorazowo kończy się jego zagładą ze strony Głównego Złego. Co lepsze – ci wszyscy „Phantom Idols”, jakich możemy przywoływać? To w większości są „widma” naszych towarzyszy z poprzednich prób wyjścia z tej sytuacji.
Okej, a co ma z tym wspólnego Musubi? Ona chyba to wie. Albo ma bardzo specyficzne poczucie humoru:


Brzmi jak teoria spiskowa, ale biorąc pod uwagę, że mowa o Personie, to nie zdziwi mnie NIC.
No, a poza tym – zaczyna mi się nawarstwiać tyle gameplayu, że czeka mnie robienie „analogowej” to-do listy XD
Orc Incremental
Chciałem zdobyć wszystkie osiągnięcia w tej grze. Ale RANY BOSKIE, JAK TE PRÓBY SIĘ CIĄGNĄ.
Po odblokowaniu absolutnie wszystkiego zaczynanie kolejnej partii od absolutnego zera, do tego często z jakimś denerwującym modyfikatorem, jest zwyczajnie nudne. Do tego boleśnie powolne. No i do tego nagroda jest mocno taka se. Dlatego po chwili grania zatrzymałem się na tym etapie:

Czy zrobię jeszcze jakieś? Zobaczy się. Ale głowy nie dam, zwłaszcza że innych gier jest multum.
Sword X Staff
Dołączyłem do gildii. Znaczy, z technicznego punktu widzenia przeszedłem do innej gildii. Ze swojej, jednoosobowej, założonej „dla beki” XD Znudziła mi się beka, a do tego dostałem zaproszenie od najmocniejszego gracza na serwerze, więc jak mogłem odmówić? <3
Oprócz tego gra mnie zaskoczyła, bo dodała event, w którym głównym bohaterem jest… Zeus, bóg Olimpu? XD Który z powodu „powodu” przybywa do świata gry i napotyka naszego bohatera? Tego się nie spodziewałem.

Tego, że będzie też do zdobycia jako towarzysz, również się nie spodziewałem. Co prawda, jak to bywa w grach F2P, jako nagroda w Gacha, ale może mi się uda.
No i oczywiście oprócz tego wrzucam obowiązkowy raport z rozwijania postaci, ostatni przed początkiem nowego sezonu i tąpnięciem wszystkich cyferek na zrzutach ekranu:



Guns & Dragons
Pograłem chwilkę w grę, w której:
- gramy wynalazcą tworzącym magiczne artefakty
- w warsztacie mieszczącym się na przerośniętej sztucznej wyspie
- który zdobywa materiały na nie łupiąc, olbrzymią prawdziwą wyspę zamieszkiwaną przez gobliny, szkielety, ogry, smoki i inne stwory fantasy
- do których strzelamy z (głównie) broni palnej działającej dzięki magii, manie i innym tego typu
Wszystko powyżej oparte na typowych mechanikach roguelite’owych.

Jak komuś się spodobał zamysł, to warto kliknąć tutaj, bo testy trwają tylko do 30.09.
A jak ktoś jest tylko ciekawy tego jak to wygląda, to poniżej nagrałem pojedynczy swój run. Akurat taki, dla odmiany, udany XD
Jedno wiem na pewno – jak Guns & Dragons wyjdzie, to ja będę się na tę grę czaił.
Ved: Recure
Dawno tego nie pisałem: klucz recenzencki do tej gry otrzymałem od wydawcy, SummerClip, za pośrednictwem Evolve PR
Do sprawdzenia tej gry przekonały mnie dwie rzeczy.
Pierwszą z nich jest gameplay – dużo wskazywało, że twórcy będą próbowali pogodzić fakt, że postacie korzystają z różnych broni, z typowym dla teraz wydawanych gier gacha zręcznościowym stylem walki opartym na parowaniach, unikach, kontrach i innych tego typu.

Drugą jest zamysł fabularny – głównym bohaterem jest przepracowany korposzczur, który zostaje wciągnięty do gry przez „boga gamingu“, wyglądającego jak mieszanka kota, robota i tostera. Po co? By wyleczyć go z syndromu wypalenia growego.

Jako ktoś, kto przechodził przez coś podobnego2, utożsamiam się z głównym bohaterem. Z tą różnicą, że mnie żadna gra nie wessała. Za to przez chwilę miałem intruzywne myśli, by zrobić sobie tatuaż na całe plecy XD
Tak czy owak? Pierwsze wrażenie Ved: Recure zrobiło całkiem dobre. Na pewno na tyle dobre, że będę w nią jeszcze trochę grał.
Boję się tylko o to, że będę musiał się bawić w dość ostre grindowanie przedmiotów w tej grze. No i tego, że fabuła może w którymś momencie zrobić się zbyt sztampowa. Ale o tym się przekonam później.
Neverness to Everness
Wiecie co? Doszedłem do wniosku, że twórcy tej gry chyba się minęli z powołaniem.
Stworzyli grę gacha ze zręcznościowym systemem walki, wielkim miastem do eksploracji, sporą różnorodnością przeciwników itp. itd. Tutaj wrzucę wam nagranie walki z bossem jaką stoczyłem gdy podjąłem Męską Decyzję o tym, że chcę jednak trochę poulepszać swoje postacie:
Wydaje mi się jednak, że twórcy nie przewidzieli tego, że ktoś będzie się świetnie bawił, łowiąc ryby, jeżdżąc jako taksówkarz czy bawiąc się w pracownika kawiarni:
No dobra, ale koniec ogólnych rozmyślań, czas się pochwalić, co „niestandardowego” zrobiłem w tej grze. Przykładowo, zauważyłem, na tydzień przed końcem eventu, że był jakiś event letni i można pograć sobie w piłkę plażową albo się ścigać na motorówkach. Postanowiłem trochę z niego skorzystać, póki trwa:

Oprócz tego, w przypływie zmęczenia i bezsenności zacząłem przepalać wygrindowaną walutę grową. Wszystko po to, by zdobyć inną postać niż tę, którą planowałem XD

Źle ulokowane zasoby są najgorsze.
Ale wiem jedno: muszę przestać grać na ślepo, nadrobić informacje, a przede wszystkim – poczytać o nadchodzących postaciach i zacząć zbierać walutę w grze, zamiast kupować na oślep xD
Hatch Dragons
Krótka piłka – nienawidzę eventu rybackiego. Nawet gdy mi dobrze idzie. Głównie dlatego, że wiem, że mam po prostu farta i następnym razem będzie gorzej.

Ale lubię zbierać smoki i tylko to ratuje tę grę przed porzuceniem jej na czas trwania tego eventu.
Chyba muszę zacząć twórcom narzekać na to, że stworzyli event z większym użyciem liczb losowych niż przeciętne kasyno i robić to, aż mi się to znudzi.
Kto wie, może zadziała?
A propos zbierania smoków – mój smoczyniec wygląda teraz tak:

Prawda, że fajny? 😀
Honorowe wzmianki o grach nietkniętych.
A konkretnie to lista. Trudno jest napisać mi coś o grach, w które nie grałem, co nie?
Nie zagrałem, a chciałem zagrać w:
- Grim Dawn
- Diablo 4
- Final Fantasy VII Remake
- Chrono Trigger
- AirMech (niespodzianka!)
Może w tym tygodniu uda mi się pograć jakoś bardziej. Zwłaszcza w tę ostatnią grę, która przywołała mi tyle wspomnień, że aż przestały się mieścić w głowie.
Inne tematy
Wyzdrowiałem na tyle, że mogłem już myśleć o powrocie do ćwiczeń. ALE NIE. Posejdon mnie zaatakował, mimo tego, że to nie ja zrobiłem mu krzywdę.
O co chodzi?
Współpracownik przyniósł do pracy obiad z rybą. Odgrzał w mikrofalówce. Zapach rozniósł się po całym biurze. W ramach próby zwalczenia tego zapachu ktoś włączył klimatyzację na pełną moc. Efekty były dwa.
Pierwszy był taki, że zapach zaczął się roznosić nie tylko w sposób naturalny, ale też za sprawą klimatyzacji. Wcześniej obrzeża biura były bezpieczne. Po chwili Zemsta Posejdona dosięgnęła wszystkich.
Drugim było to, że moje zatoki zostały tak ekstremalnie przewiane, że miałem problemy z oddychaniem, makabryczny ból głowy i podwyższone ciśnienie. Kilka dni na lekach przeciwbólowych, by być w stanie co najwyżej odgrywać rolę funkcjonującego człowieka.
Absolutnie nie polecam tego stylu życia.
A pomijając to? Szczęśliwie nuda. Byłoby mniej nudno, ale byłem zajęty zgonowaniem.
Kącik gastronomiczny
W tym tygodniu dość minimalistycznie, bo nie będę was nudził tortillami.
Przede wszystkim to zacząłem eksperymentować z pieczeniem jajek w piekarniku z użyciem foremek do babeczek.
Pierwsza próba była w metalowej formie, wysmarowanej tłuszczem. Wyszły fajne, przypieczone, a gdzieniegdzie nawet udało mi się zachować pewną płynność żółtka. Zobaczcie, jak wyglądało na bułce z szynką i sosem jalapeno:

To, jak upierdliwie się zmywało foremkę sprawiło, że po tym, jak moje kochanie dopadło silikonową formę, to spróbowałem to zrobić w niej. Drugie podejście dało gorzej przypieczone jajka, w dłuższym czasie i przy dużo mniejszym syfie. Tym razem demonstracja na bułce ze stopionym żółtym serem i keczupem:

Podsumowując – będę musiał wybrać, czy wolę mieć przypieczone jedzenie, czy brak zszarganych nerwów nad zlewem.
Poza robieniem sobie jaj w kuchni robiłem też bardziej normalne rzeczy.
Na jeden z obiadów przyrządziłem kotlety mielone z pieczonymi ziemniakami. Na zdjęciu, jak na złość, mniej przypieczona partia pyrek, ale musicie wierzyć, że były upieczone:

Potem była pomidorowa z makaronem i mięsem z kurczaka. Wyszła mi bardzo intensywna w smaku i kolorze:

Tak bardzo, że w kolejnych dniach dodawałem do niej mleka, by ją odrobinę utemperować:

Pomysł 10/10, jak ktoś nie chce dodawać sobie śmietany do zupy, to polecam ten styl życia.
Na koniec zostawiłem sobie coś, z czego jestem szczególnie dumny. Tutaj jednak historia będzie trochę dłuższa.
Jakiś czas temu trafiłem do mojej fizjoterapeutki na „konserwację”, jak to nazywam. W momencie, kiedy robi mi ona krzywdę, przykładowo odkrywając mięśnie, o istnieniu których nie wiedziałem, to gadamy sobie o różnych pierdołach. Tym razem jakoś dziwnie zeszło na kuchnię hiszpańską. Tak, od słowa do słowa, przypomniała mi o tym, jak jadłem tam ciecierzycę przesmażoną wraz z chorizo i cebulą, z dodatkiem sosu pomidorowego. Rozmarzyłem się. Zacząłem pytać znajomych z pracy (mamy biuro w Barcelonie), szukać na necie i tak, po jakimś czasie, powstało to:

Na zdjęciu może i nie wygląda za dobrze, zwłaszcza że podgrzewałem ją za długo i kilka ziaren ciecierzycy mi wybuchło. Ale nie zmienia to faktu, że jest to dowód na istnienie dobra na tym świecie.
Życzę wam tego, byście wiele takich dowodów napotykali w życiu. Oprócz tego? Miłego dnia, smacznej kawusi i do rychłego przeczytania!
- To jest temat na osobny wpis, ale poszlaki wskazują na to, że ten event do Persony 5 X został wymuszony przez fanów wkurwionych na „nie-Personowatość rocznicy gry”. ↩︎
- Jakby ktoś się pytał – wyleczyła mnie Yakuza jako seria i Persona 5 Royal. Można powiedzieć, blog powinien być pod patronatem Segi. ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
