W minionym tygodniu próbowałem czegoś nowego – każdy dzień to inna „duża” gram jaką ogrywałem. Postanowiłem, że potrzebuję odrobiny porządku w moim growym życiu.

Oczywiście nic z tego nie wyszło, poza faktem, że trochę bardziej się skupiłem na mniejszej liczbie gier. Ale to też jakaś zaleta 😀
AirMech
Musiałem z ciekawości spojrzeć na osiągnięcia na Steamie, by zrozumieć, jak długie przerwy od tej gry sobie robiłem. Przy okazji też mogłem sprawdzić, od kiedy ona istnieje – wiem, że dołączyłem do niej w czasach, gdy tytułowała się wersją „alfa”.
Serce mi zamarło. gdy przetworzyłem, że AirMech istnieje od 2012 roku xD Oznacza to, że ta gra jest starsza od niektórych moich współgraczy w Pokemon GO.

Po jakiejś przerwie wróciłem w 2020 roku. Chyba dorobiłem się wtedy jakiegoś sensownego sprzętu do grania. Nie pamiętam już czemu wróciłem xD

No i tak jakoś doszedłem do tego etapu, na jakim jestem XD Czyli do latania mechem, dowodzeniem wojskami i grania partii przeciwko botom, by pozwolić mojej „pamięci mięśniowej” się obudzić. Inaczej walka z ludźmi to będzie jedna, wielka kompromitacja XD
Nagrałem swoją drugą partię przeciwko botowi po długiej przerwie. Głównie dlatego, że zapomniałem zabezpieczyć nagranie z pierwszej partii, nim Steam nadpisał mój gameplay czymś innym. Łapcie je tutaj:
Jeżeli komuś nie w smak to, że nie napisałem czegoś bardziej ogólnego o turboniszowej grze, jaką jest AirMech, to w pełni to rozumiem. Nadrobię osobnym wpisem, bo losy tej gry i jej udział w historii gamingu są na tyle ciekawe, że aż chce mi się o tym pisać.
A, jeszcze jedno – żadna inna gra nie pozwoli mi niszczyć świata za pomocą Google Chrome:

Ogólnie mam pewien problem przez to, bo jak korzystam z tej skórki, to ludzie mnie atakują z prośbą o sprzedaż konta. Nie dam się jednak. My precioussssssssss~~
Ved: Recure
Byłem zbyt zryty by dać w tej grze z siebie 100%, więc dałem z siebie jakieś 69,21%. Szacunki dostarczył instytut danych znikąd.

Po kilku podejściach do ostatniego bossa pierwszego rozdziału wiem, że potrzebuję dwóch lub trzech rzeczy:
- farta przy tym, jakie umiejętności będą się losować w drodze do bossa
- NIEWIARYGODNEJ ogarniętości w trakcie wcześniejszych walk
- (opcjonalnie) grindowania, by dorobić się lepszego sprzętu do mojej postaci
Jedną z prób zapisałem, tak dla jaj. Wy możecie ją obejrzeć dla jaj, albo by zobaczyć, w co się wpakowałem:
No i poza tym – odblokowałem nową postać. Jak bardzo chcę, to mogę biegać jako korzystająca z dwóch pistoletów Plumy.

Problem jest taki, że mieczem mi się jednak fajniej bije XD Więc, niestety, Plumy trafia tymczasowo na boczny tor.
Neverness to Everness
Boże, grałem tylko chwilę w tę grę, a tyle się wydarzyło. Przede wszystkim wyszła nowa aktualizacja. A ta przyniosła postać o imieniu Blackbird, której design, umiejętności i ogólnie wszystko sprawiło, że wziąłem zebraną na ten moment walutę i zamieniłem ją w nią:

Jest genialna <3 Do tego zamienia się w ptaka, co przydaje się w trakcie zwiedzania miasta.
Oprócz tego postanowiłem porobić zadania poboczne i niektóre z nich mają taki rozmach, jak główna linia fabularna w innych grach. Wrzucę wam nagranie walki z bossem, jaką stoczyłem.
Zarąbiste toto.
Ale wiecie co? To i tak jest mały pikuś w porównaniu do tego, co odwaliłem potem.
Nazywam NTE „anime GTA” jako skrót myślowy.
No i przekonałem się przypadkiem, że nie robię tego na wyrost, bo robiąc przypał na mieście (odpalając przypadkowo ulta po wyjściu z auta i uszkadzając kilka aut) można zostać poszukiwanym przez policję. Co się stało, gdy mnie złapali? Coś lepszego niż w prawdziwym GTA – poszedłem do więzienia XD

Mogłem w nim grzecznie siedzieć przez tydzień w grze, próbować uciec albo zapłacić grzywnę i wyjść szybciej. Oczywiście, że postanowiłem uciec. A to, że oprócz tego obiłem pysk więźniarce, która trzymała całe więzienie za pysk, i zorganizowałem Fight Club na miejscu, to inna historia 😀

Ta gra nie przestaje mnie zaskakiwać rozwiązaniami i wątkami, których się zwyczajnie nie spodziewałem.
Crossoverami też – ciekawe, czy uda mi się zdobyć Porsche:


Ta gra jest odjechana, uwielbiam ją.
Dynasty Warriors 3: Complete Edition Remastered
Klucz recenzencki do Dynasty Warriors 3: Complete Edition Remastered otrzymałem od Koei Tecmo Europe. Za kod dziękuję, za potencjalnie zarwane noce już nie.
Pograłem w tę grę chwilę i mam do powiedzenia kilka rzeczy.
Przede wszystkim to jest remaster pełną gębą – gameplay pozostał bez większych zmian. Co to oznacza dla tych, którzy tę grę odpalą? Że dostaną grę znacznie trudniejszą i bardziej wymagającą niż nowożytne gry z serii.

Dalej jest uczucie wielkiej potęgi wywołane tym, że kosimy kilkuset wrogów na planszę. Ale też regularnie obrywamy i często jesteśmy o kilka ciosów od bycia martwym. Zwłaszcza że wiele mechanik z dawnych czasów dalej funkcjonuje. Oznacza to na przykład, że jak wrogowie się na nas uprą, to połowę czasu spędzimy w powietrzu, jedną trzecią ogłuszeni, a potem MOŻE uda się nam zrobić kontratak xD
Jakby co, twórcy zostawili angielski voice acting z poprzedniego wydania gry. Jak ktoś ma ochotę posłuchać czegoś „zupełnie innego”, to go polecam. Jest on stanowczo „doświadczeniem” i lekcją odnośnie tego jak kiedyś potrafiono udźwiękawiać gry xD Dla mnie jednak to jest zbyt krindżowe, jak to się teraz mówi.
A jak kogoś ciekawi jak gra się sprawuje w akcji, to wykorzystałem potęgę Steam Machine do nagrania gameplayu z pierwszej misji 😀 Czy lamię? Oczywiście. Ale dzięki temu przynajmniej nigdy się nie domyślicie co zrobię jako następne 😀
Mam jeszcze trochę przemyśleń o tej grze, ale po tygodniu pracy (niestety?) wolę pograć.
Persona 5: The Phantom X
Ten tydzień był raczej spokojny – ani nowego contentu nie dali, ani nic. A weny, by iść dalej z głównym wątkiem nie miałem, więc po prostu robiłem „swoje” w grze każdego dnia i tyle.
Jedyne większe odstępstwo od normy to zwycięstwo intruzywnych myśli i wylosowanie lepszej broni dla Makoto:

Dzięki temu mam porządnie rozwiniętych obu protagonistów z Persony 3. Ciekawe, czy uda mi się z nich stworzyć zgrany zespół XD
Zwłaszcza że pozwoliłem intruzywnym myślom mnie opętać i Yukari też zdobyłem. Za cenę wyzbycia się całej waluty, ale dałem radę:

Może zespół składający się z trzech protagonistów i Yukari ma rację bytu? Będę musiał to na poważnie spróbować ogarnąć.
Monster Hunter Now
Zmęczyłem się, pisząc o całej reszcie, więc tutaj tylko pochwalę się efektami Monster Outbreak.

Poszło mi całkiem spoko, pomimo tego, że biliśmy tylko w dwie osoby. No i też dzięki temu udało mi się zdobyć wręcz NADMIAR broni do użycia w trakcie Base Defense:





Tym samym osiągnąłem jeden z moich ulubionych stanów przygotowania – totalny 😀
Sword X Staff
Nowy sezon wjechał, koniec posiadania kosmicznego poziomu. Zniknęły wszystkie wartości sezonowe i wszystko znów pospadało do wartości sprzed paru tygodni :X

Nim zobaczę content z nowego sezonu, to muszę się najpierw wspiąć na 180. piętro wieży, której wcześniej nie mogłem zwiedzić przez lichą siłę mojej postaci. Nie chcę nawet mówić ile czasu mi to zajęło xD

Najważniejsze, że mi się udało w końcu tam dotrzeć i dogonić fabułę, przynajmniej na tyle na ile siła mojej postaci mi pozwoliła.
Skoro już przy sile postaci jesteśmy – kolejny raporcik:



I prawie bym zapomniał – eventowy towarzysz w formie Zeusa, Pana Olimpu zdobyty:

Hatch Dragons
Ryby złowione:

Smoczyniec rozbudowany i nowe smoki zdobyte:

Jest kuźwa gites.
Tylko ceny odblokowywania nowych miejsc na smoki robią się STRASZLIWIE zaporowe. Chyba już wiem, skąd twórcy gry mają większość zysków. Jakby mnie było stać, by zapłacić 10 złotych za miejsce na kolejne dwa smoki za każdym razem, gdy zaczyna mi tego miejsca brakować, to tylko na mnie by zarobili już dziesiątki, a może nawet setki złotych.
Walkscape
Guess who’s back.
Back again.
Guess who’s back.
Back again.

W sumie tyle mam do powiedzenia. Walkscape mi wyskoczyło w Google Play – pomyślałem, że po tylu miesiącach coś musieli dodać do gry, to ją zainstalowałem i poszedłem do kopalni, by moja postać coś robiła.
Przynajmniej do momentu, kiedy doczytam co takiego dodali w tej grze, od kiedy ją porzuciłem.
Inne tematy
Bezsenność? Jest.
Problemy z „czystą michą”? Są.
Uczucie zmęczenia, uporczywe? Też jest.
Sezon w pracy mnie elegancko dojeżdża, chyba w każdym aspekcie. Nie pomaga też to, że moi współpracownicy mają fetysz na nadużywanie klimatyzacji, przez co ja dałem radę już zebrać w głowie i szufladzie z lekami prawdopodobnie WSZYSTKIE rozwiązania na problemy z zatokami.
Tyle dobrego, że koty w miarę zdrowe. Ostatnio Drops był na kontroli u weterynarza. Ogólnie był głośny, ale grzeczny. Pomijając siedzenie w transporterze, gdzie spokój mu magicznie przechodził:

Z pozytywów okołoblogowych – skonfigurowałem Steam Machine tak, że nagrywa mój gameplay w sposób ciągły. Oprócz tego ogarnąłem w końcu w miarę sensowny workflow dodawania tych nagrań na YouTube. To oznacza, że będzie więcej klipów <3
Kącik gastronomiczny
W kuchni dorobiłem się nowej fazy. Używania foremek silikonowych na muffinki do wszystkiego, tylko nie muffinek.
Przykładowo, upiekłem sobie nowy farsz do wrapów – 2 jajka, trochę mleka, trochę nasion chia i przyprawy. Wszystko wymieszałem z sobą, rozlałem do foremek i tak powstał oto powstało to:

Zajebioza 😀 Będę to powtarzał BARDZO często.
Oprócz tego ciekawiło mnie, co się stanie, jak upiekę w taki sposób pancake’i. Ten pomysł był już mniej udany, bo ciasto nie chciało się porządnie spiec w środku. Dlatego przetrzymałem je dłużej w piekarniku, co też sprawiło, że zaczęło się zapadać w sobie xD

Nie ma tego złego, co na dobre nie wyszło. Każdy dołek w życiu można czymś zapełnić. Na przykład sosem pistacjowym:

Wszystkie dziwactwa mam już za sobą, to teraz przechodzę do w miarę normalnych obiadów.
W miarę, bo ryż smażony z mięsem mielonym i brokułem jest prawdopodobnie profanacją kuchni azjatyckiej. Ale nie przejmuję się tym za mocno, bo wyszedł bardzo dobry i aromatyczny:

Kolejny posiłek to był trochę eksperyment. W książce kucharskiej od Lidla zatytułowanej „Jedz zdrowiej” znalazłem przepis na „lekki bigos z morelami”. Moreli nie miałem, więc zastąpiłem je suszonymi śliwkami, których chciałem się pozbyć. Składniki przeliczałem „w stylu wolnym”, by dało sześć porcji zamiast czterech. Wiecie co wyszło? To:

Nawet fajne, ale będę musiał poszukać pomidorów suszonych BEZ oleju, bo ten bigos był tłusty NAWET na standardy bigosowe.
Narzekałem wam wcześniej na problemy z trzymaniem rygoru dotyczącego jedzenia. Niestety, problem jest taki, że jak mało śpię, to łatwo robię się głodny. Tak samo jak jestem nerwowy. Teraz jestem bardzo często zarówno niewyspany, jak i pełen gniewu (i innych negatywnych emocji). A to kończy się objadaniem. A to mogę dostać w swoje ręce idąc na przerwę obiadową:

Lekko nie jest. Dupa też lekka nie będzie po czymś takim. Ale za to moja dusza jest lekko ukojona.
Życzę wam dużo zdrówka i tego, byście nie musieli koić swojej duszy karmiąc (na wyrost) swoje ciało.
Trzymajcie się mocno!
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
