Tryb kolorów:
Rozmiar tekstu:
Dodatkowe akcje
Kategorie
Offtop Blog

about:reklamy

Okej, trwający trzy dni eksperyment przyniósł efekty. Chociaż w sumie BRAK efektów tutaj brzmi lepiej. Jeżeli wchodząc na ten wpis zobaczyliście reklamę do przewinięcia to NIE PANIKUJCIE. Tak miało być. I po raz kolejny nie zobaczycie jej szybko, więc schowajcie ten kij, a zamiast bić zostańcie na chwilę i posłuchajcie…

Jak zapewnie wiecie, nie miałem jak dotąd na blogu agresywnych reklam. Popupów, banerów przysłaniających tekst i innych tego typu szajsów. Jak (prawdopodobnie) zauważyliście, zmieniło się to. Nim mogliście wejść na stronę, to musieliście przejść przez stronkę wygenerowaną przez skracarkę plików Shorte.st.

Kategorie
Offtop Blog

Pog(R)adamy w Szczecinie?

Panie, panowie. Camperzy i healerzy. Nooby i pro’sy. A przede wszystkim Szczecinianie i Szczecinianki! Od dawna chciałem was o tym poinformować, ale właściwy czas nadszedł dopiero teraz. Chciałbym was zaprosić na szczecińską edycję Pog(R)adajmy!

Pog(R)adajmy Szczecin
A taki jest znaczek imprezy na obszar Szczecina!

Dla tych, którzy nie lubią owijania w bawełnę: impreza ta jest „ogólnopolskim spotkaniem dla graczy i pracowników branży gier”. Odbędzie się ona 9 lipca. Start? Godzina 19:00. Miejsce? Pub EXP, o którym wcześniej miałem przyjemność pisać. Oficjalny koniec? 22:00. Rzeczywisty? Jak będziemy mieli wszystkiego dość! W sumie mając tylko te informacje możesz przestać czytać. Jeżeli chcesz jednak dowiedzieć się czegoś więcej, to wiesz co masz kliknąć. 

Kategorie
Offtop Blog

Nie rozumiem fazy na Secret Service, ale „czuje moc”.

Pewnie już wszyscy słyszeliście, że Secret Service, „zaginione w akcji” pismo o grach komputerowych, jest reaktywowane. Dla wielu obiekt „kultu” i obiekt nostalgii, dla mnie, ze względu na wiek, jest jedynie ciekawostką. I nadzieją na powiew świeżości w polskiej prasie growej.

Logo Secret Service
To pismo jest tak oldschoolowe, że szukanie loga w porządnej jakości trwa do teraz. Zamiast tego odkopałem coś w kiepskiej rozdziałce i pogmerałem przy tym. Good?

Ale już teraz muszę za coś podziękować temu pismu. Odkryłem, że jednak niepotrzebnie czuje się taki stary. Ale o tym za chwilę. Teraz czas na wspominki…

Kategorie
Offtop Blog

Byłem na „Maleficent” i nie żałowałem. Ale…

Przyznaje się szczerze: kiedy Microsoft się produkował na konferencji na E3, to ja razem z moją dziewczyną szedłem do kina. Ot, postanowiliśmy obejrzeć „Maleficent”. Poszedłem, nie zawiodłem się i wam również polecam ten film. Niestety, rzeczy doskonałe istnieją tylko w bajkach, więc muszę też się trochę popieklić.

Maleficent
Maleficent w pełnej klasie.

Żeby nie było: z czystym sumieniem możecie iść do kin. Kilka rzeczy po prostu zwyczajnie się mi nie spodobało. Ot, tyle. I piszę o tym również dlatego, że jak patrzę na materiał do podsumowania E3 to dostaje przerażającego growstrętu.

Jak bogów kocham: będą spoilery. Małe, ale będą. Przykro mi.

Kategorie
Offtop Blog Relacje/Reportaże

EXP Pub – wyprawa po EXPa

Staram się być wszędzie tam, gdzie są gry. Niestety, dotychczas wszystko działo się poza moim miastem. Wszelkie większe inicjatywy growe i okołogrowe szlag trafiał. Nie było miejsca zbiórki dla takich „świrów” jak ja. Aż do teraz. W Szczecinie, już jutro, otworzy się pub „EXP”. Kilka uśmiechów mojej facjaty i szczerych próśb umożliwiło mi wejście tam przed czasem i poznanie odpowiedzi na pytanie „czy jest się czym jarać ?”.

EXP Pub
Ile expa dostanę za odkrycie tej lokacji?

Żeby nie było: tekst NIE JEST sponsorowany. Chyba, że liczycie wypity przeze mnie sok. Ale tekst i tak bym napisał, więc…

Kategorie
Offtop Blog

Z pamiętnika RPG Makera #1

Drogi pamiętniczku
Kupiłem sobie RPG Makera VX Ace na aktualnej tygodniowej wyprzedaży na Humble Bundle. I wczoraj wieczorem, po dniu pełnym nieprzyjemnych przygód, zarówno w internecie, jak i IRL, postanowiłem do niego przysiąść. Zwłaszcza, że słyszałem, że umie obsłużyć go każdy.

Rpg Maker

Naczytałem się w internecie opinii, że to narzędzie jest tak proste, że poradzi sobie z nim nawet niepiśmienny przedszkolak z zezem zbieżnym i brakiem umiejętności pisania na klawiaturze. No dobrze, trochę przesadzam. Nie zmienia to faktu, że dla takiej programistycznej lamy jak ja (której wiedza kończy się de facto na schematach blokowych) wydaje się to być rozwiązanie idealne. Przynajmniej dla mnie. W najgorszym razie rzucę to w diabły i tyle będzie zabawy. Ale na razie: do dzieła!

Kategorie
Offtop Blog

O lekarzach, którzy leczyć nie będą – „Deklaracja wiary” punkt po punkcie.

Ten świat mnie dobija. NIENAWIDZĘ pisać o tym jaki otaczający mnie świat jest chory i pozbawiony podstawowych zasad logiki i zdrowego rozsądku. Niedawno kolejny cios zadany normalności nadszedł z strony lekarzy. Kilka tysięcy z nich zadeklarowało, że gusła są dla nich ważniejsze od wiedzy. I jak tu nie być zażenowanym? A przede wszystkim PRZERAŻONYM? I właśnie dlatego muszę o tym napisać. Bo nie wolno żyć w nieświadomości.

Gwiazda Życia
Kilka tysięcy lekarzy uznało wyższość krucyfiksu od tego symbolu.
Kategorie
Offtop Blog

Cisza wyborcza? Chyba komedia wyborcza.

Nie dalej niż dwie godziny temu zastanawiałem się czy cisza wyborcza w aktualnej  postaci cokolwiek znaczy. Teraz pojawił się materiał, który sprawia, że się zastanawiam, czy cisza wyborcza w dzisiejszych czasach ma chociaż symboliczny sens. I minimalne szanse na jej utrzymanie.

Główny bohater wpisu
Główny bohater wpisu – via Konserwatyzm.pl (chociaż zdjęcia mają dobre).

Prehistoryczna  Komisja Wyborcza

'Ten wpis nie powstałby, gdyby nie komediowa, albo tragiczna, wypowiedź szefa Państwowej Komisji Wyborczej.  Stefan Jaworski stwierdził, że polubienie danej partii politycznej, lub  jakiegoś polityka w sieci społecznościowej będzie uznane za agitację wyborczą. W świetle prawa, za polubienie fanpage’a Platformy Obywatelskiej, SLD albo Kongresu Nowej Prawicy będzie mogło zostać ukarane grzywną. Jakby ktoś nie wierzył, albo myślał, że wypaczam czyjąś wypowiedź – tutaj artykuł na stronie Tok.fm, a poniżej nagranie wypowiedzi.

http://www.youtube.com/watch?v=EJ71El5Puqw

W teorii. A w praktyce? Już sobie wyobrażam te wszystkie zgłoszenia do prokuratury. Te wszystkie wnioski o otrzymanie danych z sieci społecznościowych. Jesteście w  stanie sobie to wyobrazić? Jakby jedna dziesiąta tych „przewinień” weszła w normalny tor postępowań, to sądy by UMARŁY na kilka miesięcy. No i przede wszystkim: człowieka stojącego na środku placu i wykrzykującego „GŁOSUJ NA…” łatwo wychwycić. A jak będzie z polubieniami? PKW wykupi abonament w Brand24, czy innym narzędziu do monitoringu i będą pilnować internetów? Ciekawe ile pieniędzy by na to poszło.

Ciszy wyborczej nigdy nie było…

Agitacja, czy też zwykłe rozmowy o polityce są czymś, czego z polskiego  domu się nie usunie. Nawet jeżeli przyjmiemy, że ktoś ma tak wyłożone na  politykę jak ja, to zawsze pozostaje telewizja. Co roku rzuca mi się w oczy to, jak telewizje pokazują uśmiechnięte twarze polityków i innych ludzi z sfery publicznej, udających się głosować. To nie jest agitacja, w jakiejś postaci?

Idąc od mojego i mojej lubej mieszkanka, do siedziby komisji wyborczej będę mijał, szacując, 15 plakatów różnych i różnistych kandydatów do  europarlamentu. To też nie jest agitacja w żadnym tego słowa  znaczeniu?

… ale w czasach internetu widać to lepiej

Od  kiedy mamy serwisy społecznościowe, to wieści roznoszą się niczym pożar. Za sprawą znajomych i ich poglądów wiem już o KAŻDYM spocie, zlocie, znaku poparcia i bóg wiem czym jeszcze dotyczącym KNP. Widziałem setki spotów wyborczych udostępnionych głównie dla beki (tak  jak pamiętny „Nie mów Boniemu nie, bo nie”.). Ale dobrze, to jest jeszcze PRZED wyborami. A jak jest w trakcie?

Kiedy w Warszawie odbywało się referendum  za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz, to dzięki informacji o grzybobraniu wiedziałem, że referendum było nieważne. W trakcie wyborów prezydenckich w 2010 roku też tłumaczono sobie wszystko szyfrem. Nazwiska polityków zastąpiono rajdowcami, a wartości procentowe składem kotleta mielonego.

Gollob prowadzi już czternastoma okrążeniami, Hampel zostaje z tyłu. Gollob prowadzi, ale Czerwonojabłczyński też rwie do przodu, czwarty Pan z Muszką.[…] Przepis na kotlet mielony: 50% żubra, 30% kota, 15% pomidorów, 3% pietruszki. Opłatka, whisky, buraka, szaleju, towotu i styropianu nie dodajemy. 

I nie wygląda na to, by jakiekolwiek groźby czy zakazy miały to zmienić. Bo jakim prawem PKW miałoby zakazać podawania przepisów kulinarnych? Chwalić się grzybobraniem? Nie wiem… Podawać procent ludzi zainteresowanych socjalem i kapitalistów? Okażcie mi litość: jeżeli wierzycie, że da się temu zapobiec w sposób inny niż odcięcie ludzi od internetu, to nie odzywajcie się. Zresztą, nawet to rozwiązanie  potrafiło nie wypalić. Patrz Egipt i Syria.

Jak powinno być?

Dobrze, kto pomyślał, że teraz powiem „spalić to świństwo” i ogłoszę, że ideałem byłoby wywalenie całej ciszy wyborczej w diabły? Zła wiadomość,  mylicie się.

Cisza wyborcza  dalej  będzie potrzebna, ale w okrojonej postaci:
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której dopuszczona by była agitacja w wykonaniu samych polityków i ich sztabów. W dowolnej postaci. Mówię tutaj zarówno o wiecach, jak i kandydatach stojących przed lokalem i podającym ręce potencjalnym wyborcom. O łamaniu rąk potencjalnych wyborców nawet nie wspomnę. Mimo iż jest to pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy jak patrzę na niektórych kandydatów.
Tak samo nie wyobrażam sobie uczciwych wyborów przy pozwoleniu na publikowanie normalnych, jawnych i klarownie podanych sondaży wyborczych. Skąd ta uwaga? Politycy opozycyjni ciągle  krzyczą o efekcie „owczego pędu”, że „ludzie głosują jak sondaże pokażą, a nie, że sondaże pokazują jak ludzie zagłosują” i tak do znudzenia. Ochłapy znajomości psychologii powiedzą, że coś w tych narzekaniach jest. A zdrowy rozsądek nakazuje  pozbawić malkontentów powodów do narzekań.

Jednakże, kiedy słyszę te zabawne pomysły wprowadzenia i egzekwowania ciszy wyborczej w internecie, to mam ochotę zrobić jedno: zobaczyć jak pójdzie egzekwowanie tego pomysłu. Bo ja czuję, że byłby to tylko  kolejny martwy przepis. 

I wtedy będziemy mogli zadać pytanie: na co marnować czas i pieniądze na coś, co nie przyniesie  skutków poza szyderstwami? Czy ktoś mi powie, po co?

Kategorie
Offtop Blog

Trzy nowiny, czyli wieści, o których warto wspomnieć.

Krótki wpis, pisany na kolanie, pod wpływem chwili i nagłego podłamania psychiki. No cóż, zdarza się najlepszym, tia? Poniżej kilka informacji, które was interesują, nawet jeżeli uważacie, że jest inaczej. Przyjmując oczywiście, że jesteś (względnie) stałym czytelnikiem, a nie randomem przysłanym przez wujka Google.

Primo: przedłużyłem swoją domenę.

Jeżeli ktoś mnie „lubi” na Facebooku, to już wie. Tak, stało się. Jeszcze przez 393 dni będę was straszył pod adresem YetiOGrach.pl. Klamka zapadła, przelew zrobiony, blog będzie trwał. Hip,hip, HURRA? Dla mnie na pewno.

Pozostaje tylko wykupić hosting jeszcze na jeden rok i będzie dobrze. Można nawet powiedzieć, że bardzo dobrze. Pomysłów dalej mam więcej niż możliwości i póki tak będzie, to do wtedy będziecie mieli o czym czytać. A ja o czym pisać. HIP, HIP! HURRA!

Secundo: moje być, albo nie być.

O godzinie 14:00 mam rozmowę, której rezultat drastycznie zmieni moje życie. Harmonogram dnia, sytuację finansową, towarzystwo… W sumie wszystko. Oczywiście, ja jak to ja: niby wiem, że się tam nadaje. Niby wiem, że mam kwalifikacje. Niby wiem, że nie zawiodę. Ale i tak się stresuje jak diabli (trzej).

Trzymajcie kciuki! Jeżeli mi się uda, to wszyscy na tym zyskamy. Wy również. I wybaczcie tajemniczość, ale w takich przypadkach, to wychodzi ze mnie przesądne stworzenie. Niby nie wierze w czarne koty, piątek trzynastego i przechodzenie pod drabiną, ale… wolę mieć wszystko co możliwe po swojej stronie 🙂

Tercio: szansa by mnie dopaść na żywo dla mieszkańców Szczecina i okolicznych nadmorskich wiosek  (nie bić za to określenie proszę).

Mamy tutaj ludzi mieszkających w tym samym mieście co ja? Bo jeżeli tak, to jest „opcja”. Organizuje spotkanie (spęd?) fanów fanpage’a Grające Kobiety. Ot, taki pomysł, by zebrać jakąś część tych niemal 9 tysięcy fanów w jednym czasie i miejscu.

Czas i miejsce zostało ustalone: sobota, 24. maja, godzina 17:00 w pubie „Petit Paris”. Jesteście fanami wydarzeń na Facebooku? To tutaj je macie. Zapraszam serdecznie! Jak wypali i będą chętni, to będziemy takie spotkania robić cyklicznie.

Na dobrą sprawę tyle mam wam do przekazania. Do przeczytania, usłyszenia, i/lub zobaczenia. Już wkrótce!

Kategorie
Offtop Blog

Jeżeli chcesz dobrego wykładu, to nie szukaj ich na studiach.

Jakoś tak mi się zebrało by napisać wpis pozbawiony treści growych. A to wszystko za sprawą wykładu, na którym wczoraj byłem. Tak, wykład. W sobotę. Po południu. A ja jeszcze najchętniej bym ponarzekał na to, że był za krótki.

Tytułowe rozmyślenia wywołał u mnie wczorajszy wykład Michała Sadowskiego. Dla mnie to imię jest znane, ale na wypadek, jakbyś ktoś nie znał człowieka: to taki pan, który 3 lata temu stworzył Brand24. Ot, kolejne narzędzie do monitoringu internetu. Niby tak, ale osiągnął w 3 lata sukces na polskim rynku i zaczął oblegać resztę świata. Ale to inna historia: Michał jest mistrzem marketingu. I w sumie głównie o tym był jego wykład. I to co, gdzie, jak i kiedy założyć własny biznes też, ale o tym za chwilkę.

Śledzę Michała na Facebooku od jakiegoś czasu. Na ile mi pamięć służy, to zacząłem jakoś przed pojawieniem się klipu „Internety Robię”. Jak ktoś nie widział, to niech zobaczy teraz.

No, nawet nie wiem jak to się stało. Znajomy podrzucił? Podpatrzyłem od kogoś? Jakoś tak to było. Co nie zmienia drobnego faktu: dzięki temu widzę, że to co potem dostajemy na wykładzie, to nie są jakieś ekstrawaganckie teorie wzięte z miksera, do którego wrzucono książki teoretyków wszelkiej maści. Dostałem wykład oparty na autentycznych działaniach. Zresztą, widzę je na Facebooku. Nie są to czerstwe sposoby na promocję, które uczą mnie teraz na studiach. Albo które są teraz wbijane indeksami do głów biednym studentom marketingu i kierunków pokrewnych. W tym momencie tym ostatnim przesyłam wyrazy ubolewania.

Potem, jak wróciłem do domu, to mnie olśniło: tego mi teraz brakuje najbardziej na studiach. Dlatego mam ochotę je zakończyć jak najszybciej, niekoniecznie nawet dbając o licencjat. Bo czuje, że mój czas jest marnowany. A mógłby by być wykorzystany do tego, by przekazać mi coś bardziej wartościowego od suchej teorii: autentyczne doświadczenia. Coś takiego bardziej zapada w pamięć. I w przeciwieństwie do teoretycznej wiedzy wiemy od razu czy to rozwiązanie się sprawdza, czy nie.

Moje zajęcia z praktykami dziennikarstwa bądź public relations w znacznej mierze były… smutne. Co z tego, że zajęcia prowadzi ktoś, kto ma doświadczenie jako PR-owiec, skoro na slajdach mam parafrazę definicji z Wikipedii, przeplataną ? Na co mi zajęcia z dziennikarzem śledczym, który na połowie zajęć wyciąga zeszyt i „przemawia” definicjami z niego? O wiele więcej zapamiętam i wiele więcej skorzystam z wykładu dziennikarza, który opowiedział na wykładzie, krok po kroku, jak przygotował się i napisał relację z koncertu. Powiem nawet więcej: ja mogę tę historię opowiedzieć przy piwie i będzie ciekawie. To się dopiero nazywa wielofunkcyjność.

Żeby uczyć ludzi teorii trzeba umieć to robić. Być mówcą. W starożytnym tego słowa znaczeniu. Umieć przykuć uwagę publiczność i nie wypuszczać jej z rąk przez półtorej godziny. To  jest rzadkość. Przez cały okres moich studiów trafiłem na jednego wykładowcę, który potrafił przedstawić wiedzę teoretyczną i wyniki różnorakich badań w ciekawy sposób. Tak, że mimo wielkiej niechęci do notatek wszelakich, spora część tej wiedzy siedzi u mnie w głowie. Oczywiście pożegnano go z uczelni, bo… szkoda nawet pisać czemu. Ot, kolejna komedia systemu edukacji.

Wiecie czemu ja to piszę? Bo myślę sobie tak: moja matka płaci wszystkie podatki. Ja też, nawet jak mi wpadnie coś „na boku”. Niby to idzie również na szkolnictwo wyższe. Ja tego nie czuje. Chwilami po zajęciach czuje się głupszy niż byłem przed nimi.  A potem pojawia się wykład Michała Sadowskiego o 17:00 w SOBOTĘ, na który lecę. Wykład, 17:00, sobota. Pół godziny drogi pchając się autobusami i innymi tego typu. I jestem nie dość, że bardziej szczęśliwy, to jeszcze bogatszy o wiedzę, której nie wyciągnę z książek.

Tyle, jeżeli chodzi o wykłady wszelakie, teraz sprawa organizacyjna.

Starzeję się (że tak to ujmę). Gry dalej są moim głównym hobby, ale siłą rzeczy będę na nie przeznaczał coraz mniej czasu. Aż do jakiegoś pułapu, bo porzucenia grania sobie nie wyobrażam. Nie zmienia to faktu, że nie chciałbym pisać tylko o nich. Najlepszy dowód przed chwilą przeczytaliście. Pytanie natury technicznej macie poniżej. Głowić się nad nową domeną, czy niekoniecznie? Jak wy, czytelnicy moich wywodów, uważacie?

[socialpoll id=”2201903″]