Początkowo ten wpis miał być zwykłą informacją o tym co słychać z pewnym bardzo przyjemnym modem. Ostatecznie jednak będzie trochę bardziej negatywnie.
Widzicie już o co mi chodzi? Jak nie, to nie ma problemu – zaraz naświetlę problem.
Od pierwszych prób pokroju Pillars of Eternity, przez nieudane akcje pokroju zbiórki na Franko 2, do różnorakie inne projekty.
Crowdfunding pozwolił wielu mniej czy bardziej ambitnym projektom stać się rzeczywistością.

Zwłaszcza, że ostatnią porządną grą z mechami w jaką grałem był Mechwarrior 4: Vengeance. Battletech będzie przedstawicielem zupełnie innego gatunku. Ale „głód pozostaje”.
I jeszcze jedno – wszystkie grafiki obecne w wpisie trafiły tutaj z strony zbiórki. Brak dostępnej informacji prasowej zmusza do tego.

Może niekoniecznie w tym samym klimacie, ale dalej godną uwagi.
Niektóre rzeczy już zwyczajnie trzeba pogrzebać. Albo zmienić zupełnie podejście.

Papierową, grę, karcianą? Dobrze, przyznaje się z ręką na sercu – tego się nie spodziewałem. Ktoś z was się spodziewał?

I przy okazji nakłonić niezdecydowanych do panicznego biegu do sklepów internetowych po swoją kopię gry.

Bo na tyle mogę sobie pozwolić. Zwłaszcza, że już po tym krótkim czasie można wyciągnąć kilka wniosków. I ostrzec przed kilkoma rzeczami.
Jeżeli należycie do nielicznych, których ominął poprzedni wpis o tej grze, to zapraszam tutaj. Warto rzucić okiem – drugiego takiego tytułu raczej nie uświadczycie zbyt szybko.