Kategorie
Gry

Niektórzy nie nazwą Pikmin Bloom grą

W chwili gdy zaczynam to pisać minął równo miesiąc od kiedy zacząłem grać w najnowszą grę od Niantica. Druga (teoretycznie, a w praktyce pierwsza) produkcja z stworzona z Nintendo wciągnęła mnie dość potężnie. Zrobiła to jednak głównie jedną cechą – nieinwazyjnością.

Pikmin Bloom ekran ładowania

O co w tym chodzi? Czemu bycie grą przez Pikmin Bloom jest dyskusyjne? Czy warto zająć 360 MB (plus dane użytkownika i pamięć podręczna) miejsca na telefonie? Wszystko poniżej.

Skrót do podsumowania i ostatecznej oceny tutaj.

Czym, jak nie grą, jest Pikmin Bloom?

Z racji tego, że szanuję czas, zarówno swój jak i osób, które to czytają, to zacznę od stwierdzenia, które wielu osobom ułatwi decyzję o tym, czy zagłębiać się w temat.

Pikmin Bloom to nic innego jak aplikacja nakłaniająca do codziennych spacerów.
Każdy element growy jest tutaj przemyślany pod tym kątem – wysyłania „gracza” na spacer i nie przeszkadzania w nim bardziej niż to konieczne.

Czy to działa? Jak najbardziej. Ale dla osób, które są bardziej zainteresowane mizianiem ekranu niż dziarskim chodzeniem ta aplikacja nie ma sensu.

To jest moment kiedy część z was może wrócić na stronę główną, albo zamknąć kartę. Dla reszty mam natomiast więcej szczegółów. Bardziej ogólny rys, niż recenzję.

Co się robi w Pikmin Bloom?

W Pikmin Bloom chodzi o to, by:

  • znajdywać sadzonki Pikminów (rzodkiewkopodobnych stworów z serii gier o takiej samej nazwie) chodząc po mieście
  • sadzać i wyrastać je w trakcie codziennych spacerów
  • wysyłać Pikminy na ekspedycje dające nektar i nowe sadzonki
  • sadzić kwiaty na mieście na trasie, którą wykonujemy
  • dostawać za to powyżej poziomy doświadczenia

I tak do znudzenia.

To są elementy najbardziej „growe”. Są też inne, ale o nich potem.

Jak to wszystko się robi?

Już wiecie. Ale jakbyście byli przed poranną kawą, albo przed wieczornym snem i nie do końca kontaktujecie (jak ja pisząc ten wpis), to odpowiedź brzmi „chodząc”.

Sadzonki znajdujemy w trakcie chodzenia po mieście. Ot tak, po prostu, idziemy i wyskakują. Ewentualnie będą przyniesione przez Pikminy chodzące za nami, albo trzeba będzie posłać po nie ekspedycję.

Pikmin Bloom sadzonka
Ta doniczka to przyszły żółty Pikmin

Sadzonki wyrastamy wrzucając je do doniczki i po prostu wykonując odpowiednią ilość kroków (od tysiąca, do dziesięciu tysięcy) zależną od typu sadzonki.

Pikmin Bloom wyrastanie sadzonek
Na doniczkach zawsze pojawia się informacja ile kroków przeszliśmy z nimi do tej pory i pasek postępu w ich wyrastaniu.

Wysyłanie na ekspedycję jest proste. Wybierasz ekspedycję z listy, wybierasz które Pikminy lecą po fanty, dostajesz informację zwrotną ile czasu im to zajmie i po prostu musisz czekać. Ewentualnie, jeżeli chcesz skrócić oczekiwanie, to zawsze możesz iść w kierunku celu ekspedycji – czas jest określony na bazie rzeczywistej odległości.

Pikmin Bloom ekspedycja
Czas zależy od odległości do celu i rodzaju wysłanych Pikminów

Niektóre z ekspedycji wymagają od Pikminów rozwalenia kilku grzybów, co zajmuje dłuższą chwilę. Ale nie trzeba na to patrzeć – wysyłasz, wychodzisz z ekranu, a fanty odbierać możesz potem. Ja raz gry nie odpalałem trzy dni i przywitały mnie „fanty” z wyprawy, którą rozpocząłem ostatnim razem.

Pikminy oprócz sadzonek znajdują też owoce.
Owoce zamieniają się w nektar.
Jak nakarmimy Pikmina nektarem, to wyrośnie na nim kwiat.
Możemy wtedy z niego zebrać płatki, za pomocą których potem, chodząc, sadzimy kwiaty na mieście.

Jak widzicie – nie da rady. Albo się idzie, albo się nic nie ma.

Po co to robimy?

Jedną z rzeczy, która bardzo podoba mi się w tej grze jest to jak wygląda zdobywanie nowych poziomów doświadczenia.

Chodząc po mieście nabijamy kroki.
Zrobimy dość dużo kroków i wykonamy jakieś niewielkie zadanie – to dostaniemy poziom doświadczenia i coś tam odblokujemy. Na początku nowe rodzaje Pikminów i nowe aktywności, ale potem jakąś „drobnicę”.
Nie ma mozolnego farmienia doświadczenia – są konkretne, raczej małoinwazyjne (jak reszta gry) zadania i chodzenie.

Dużo chodzenia – od pewnego momentu by przejść z jednego poziomu na drugi, to trzeba łącznie wykonać po dwadzieścia pięć albo trzydzieści tysięcy kroków. Tak wyglądają wymagania na czterdziesty poziom (tj, moment kiedy wziąłem się w garść i zacząłem pisać):

Pikmin Bloom wymagania na nowy poziom

Trzy dni uczciwego łażenia po mieście do kolejnego poziomu. Łatwo nie będzie, zwłaszcza w tę zimę.

Pamiątki z podróży!

Fajne jest w Pikmin Bloom też to, że gra każdego dnia wieczorem podsumowuje co zrobiliśmy:

  • ile kroków zrobiliśmy
  • gdzie byliśmy
  • jakie ekspedycje ukończyliśmy
  • (o ile udostępnimy) jakie zdjęcia zrobiliśmy i wybierze jakieś do przyzdobienia czegoś co wygląda jak strona z pamiętnika

Przykład poniżej:

Niby mała bzdura, ale cieszy jak diabli.

Jak to wszystko działa?

Teraz będzie kolejny punkt, który odstraszy część osób. By Pikmin Bloom działało dobrze, trzeba podpisać cyrograf z diabłem podpiać je do zainstalowanego na telefonie, Google Fit bądź Apple HealthKit – aplikację do mierzenia aktywności (w tym przypadku kroków), a samej grze od Niantic pozwolić na dostęp do lokalizacji przez cały czas.

Wtedy każdy krok, wraz z jego orientacyjną lokalizacją, zostanie odnotowany w grze i tak naprawdę gry nie będziemy musieli uruchamiać więcej niż raz czy dwa razy dziennie po to by zacząć hodować nowe Pikminy, albo by zasadzić kwiatki.

Czy warto? Zależy całkowicie od waszego nastawienia do gromadzenia danych o was. Z punktu widzenia Pikmin Bloom różnica między rozgrywką jest DRASTYCZNA w zależności od tej decyzji – chociażby z względu na konieczność posiadania ciągle uruchomionej aplikacji, co zwyczajnie mija się z celem. Chociażby z powodu zużycia energii w telefonie.

U mnie tego problemu nie było, bo i bez tego korzystam z Google Fit na telefonie i smartwatchu by posiadać chociaż orientacyjne informacje o swojej aktywności fizycznej.

Co poszło nie tak?

Byłoby zbyt pięknie, jakby wszystko działało jak trzeba. Pikmin Bloom dba o to, by nie było nam zbyt miło między innymi za sprawą niedopracowania technicznego. Aplikacja potrafi zawiesić się do takiego stopnia, że tylko wymuszenie zamknięcia i ponowne uruchomienie może pomóc.
Gra miała kilka bardziej poważnych problemów, ale, szczęśliwie, już zostały one już naprawione. Jeden z nich? Tak ekstremalny, że aż niewiarygodny – gra opóźniała powiadomienia z innych aplikacji, nawet o kilka godzin. Do tego jednak przywykłem.

Bardziej zabolał mnie jeden z aspektów monetyzacji. Pikmin Bloom, podobnie jak większość gier F2P na rynku mobilnym, pozwala w niewielkim stopniu „zarabiać” walutę premium grając. Ta gra ma podobnie.
Problem się jednak zaczyna w chwili, gdy najbardziej wartościowe, z punktu widzenia użytkownika, rzeczy, da się kupić tylko za gotówkę.

Pikmin Bloom Mikropłatności

Nie ma nawet iluzji w formie wysokiej ceny w walucie premium. Albo płacisz gotówką, albo wcale.

Podejrzewam, że to będzie problemem głównie dla osób, które się BARDZO wciągną w Pikmin Bloom, a to może być dość trudne biorąc pod uwagę jego budowę i skomplikowanie. Nie zmienia to jednak faktu, że ta zagrywka jest dość bezczelna.

Czy warto zainstalować i „grać” w Pikmin Bloom?

Dawno temu napisałem wpis o tym jak Pokemon GO (i inne apki) pomogło mi się ogarnąć pod względem wagi. Powiem wam jedno: Pikmin Bloom świetnie by zajęło jego miejsce. Jestem też pewien, że wielu osobom pomogłoby nawet bardziej z racji swojej nieinwazyjności i skupienia się na przebytym na nogach dystansie.

Pikmin Bloom ma towarzyszyć, ma motywować i ma dodawać trochę grywalizacji do codziennych spacerów. Jeżeli potrzebujecie czegoś takiego, tu tutaj jest link do Google Play, a tutaj do App Store.

I jeżeli to czytacie, to jutro jest Community Day i macie szansę na wyjątkową odznakę, jeżeli przejdziecie tego dnia dziesięć tysięcy kroków (czyli rozsądne dzienne minimum).

Dlatego też zachęcam – instalujcie Pikmin Bloom, ciepło się ubierzcie, załóżcie wygodne buty i w trasę. Dziesięć tysięcy kroków, to tylko niecałe dwie godziny spaceru w miarę standardowym tempie.

2 odpowiedzi na “Niektórzy nie nazwą Pikmin Bloom grą”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: