RATUNKU, MAM ZA DUŻO GIER, ZA MAŁO CZASU I ZA WYSOKI POZIOM PODJARANIA GRAMI.

W jednym przypadku podjaranie jest bardzo dosłowne, za sprawą arsenału ataków głównej bohaterki.
Homura Hime
Kod recenzencki do gry otrzymałem od wydawcy, firmy PLAYISM, za pośrednictwem Evolve PR
Jestem prostym człowiekiem.
Anime grafika? Lubię.
Dynamiczna sieczka w stylu Devil May Cry, Punishing Gray Raven czy Bayonetty? Lubię.
Gry od małych studiów/wydawców? Lubię, nawet jeżeli to trochę kwestia selekcji negatywnej1.
Homura Hime odhacza wszystkie punkty z tej listy, więc trochę płaknąłem ze szczęścia2, gdy dostałem klucz recenzencki.
Po pokonaniu kilku problemów natury technicznej i obniżeniu ustawień graficznych gry (bo gra potrafiła się wykrzaczyć na moim Asusku) przeszedłem do głównej części programu: widowiskowego rozpierdolu 8D

Gdy dotarłem do pierwszego bossa, gra zagrała mi kartę „Uno Reverse” i dała mi taki wycisk, że myślałem przez chwilę, że się popłaczę – tym razem z zażenowania wywołanego tym, jak nieogarnięty jestem.
Nagrałem początek walki, tak by pokazać wszystkim, czego mogą się, mniej więcej, spodziewać po tej grze:
Więcej nie dam, bo jeszcze nie mam czym się chwalić. Ale wiem jedno: próbować będę dalej. A jak nie, to zawsze pozostaje jawna deklaracja lamerstwa obniżenie poziomu trudności.
Dynasty Warriors: Origins
Zaczynam widzieć pewien schemat w tej grze.
Już drugi raz mam sytuację, w której muszę obniżać poziom trudności w przedostatniej misji by ją ukończyć.

Ale się udało, dzięki czemu mogę się oficjalnie pochwalić pierwszym „prawdziwym”3 zakończeniem gry. Do tego takim, które sprawia wrażenie bardzo pozytywnego:

Ale teraz odłożę grę na jakiś czas, bo muszę zwolnić trochę czasu w tygodniu.
Monster Hunter Now
Zacznę od zwentylowania się i z góry przepraszam za słownictwo.
JEBAĆ TEGO KONKRETNEGO POTWORA.

Osobo odpowiedzialna za jej moveset: życzę ci, byś raz na tydzień wdepnął/a w Lego. Walka z normalnym Bariothem nie należy do przyjemności, a z tym? Żart, kpina, żenada, skurwysyństwo! Potyczka z nim mnie tak frustrowała, że nawet moja ukochana nalegała, bym odpuścił sobie próby ubicia tej mendy pospolitej i absolutnego degenerata.
Okej, jak już się uspokoiłem, to mogę się zacząć chwalić:
- wszystkie zadania z tego tygodnia? Zrobione.
- mała hałda potworów? Pokonana. Mogło być lepiej, ale nie miałem czasu na dedykowany spacer w minionym tygodniu:

- bronie z serii Hope? Rozwinięte – przynajmniej te kilka, które sobie upatrzyłem:




Czemu tak słabo? Bo ulepszenia do Grade 9 i wyżej zaczynają wymagać Wyvern Gem Shardów. Dlatego tylko Heavy Bowgun jest bardziej ulepszony – bo idealnie się nadaje do testowania przeze mnie nowego pomysłu na build. Resztę? Mam „na czarną godzinę”.
Resztę biletów prawdopodobnie będę zbierał, by zrobić sobie Insect Glaive, która trafi do gry za kilka dni.
Potrzebuję jakiegoś egzemplarza treningowego, bo w przypadku tego typu broni nie mam ŻADNEGO pojęcia jak to ma działać.
A lepiej zmarnować kilka, kilkanaście albo kilkaset biletów niż całą hałdę materiałów z jakiegoś potwora.
Persona 5: The Phantom X
Dokończyłem event związany z Księżycowym Nowym Rokiem. Było pośmiane, było powalczone i jest skończone:

Dodatkowo – z tej okazji gra dodała proste quizy o grze i Księżycowym Nowym Roku. Fajna pierdółka i zastrzyk dodatkowej waluty premium:

Oprócz tego dopisało mi szczęście, bo udało mi się zdobyć Yaoling w wydaniu noworocznym. Wraz z bronią!
Ot, pomyślałem sobie, że spróbuję i się udało. Oczywiście, od razu zacząłem grindować wszystko, co potrzebne, by doprowadzić ją do stanu użyteczności i mniej więcej udało mi się:


Teraz zostaje mi, jak zwykle, czekać na kolejny content 😀
Esoteric Ebb
Okazało się, że jednak nie popsułem gry do końca XD
Obudziłem się trzeciego dnia, czasu coraz mniej, a rozwiązanie, odczuwalnie, nie jest ani trochę bliżej niż kilka godzin gry temu.
Wykonując różnorakie zadania dotarłem do sytuacji, w której wszystko wskazuje na to, że zwyczajnie nie umiem grać tak, jak gra się tego spodziewa.

Na ten moment nie wiem czy ta gra jest liniowa, czy jest nieliniowa, czy jak to ma wyglądać. Jakbym był odpowiedzialny za testowanie tej gry, to wyłysiałbym do końca chyba.
Moje drugie podejście do przejścia tej gry będzie polegało na tym, że będę robić wszystko dokładnie w takiej kolejności, jaką gra mi nakaże. Wtedy też zobaczę, czy coś pójdzie nie tak.
Tak czy owak – intryga się zagęszcza, drużyna powiększa, a ja musiałem zmierzyć się z konsekwencjami tego, co zrobiłem w pierwszej godzinie gry. Polegało to głównie na przepraszaniu z takim entuzjazmem, że nawet Japończycy mogliby się czegoś nauczyć patrząc na mnie. Mimo tego, że są oni mistrzami w tej dziedzinie.
Niestety, teraz mam wrażenie, że to mnie ktoś musi przeprosić, bo muszę iść w miejsca, których istnienia gra nawet nie sygnalizuje. Znaczy – nie wiem czy muszę, ale wyczerpałem inne opcje.
Diablo 4
Zaczął się nowy sezon. Wiedziałem, że wrócę.
Zwłaszcza, że Blizzard poszedł do „biura obok” i załatwił crossover z Doom: The Dark Ages. Jest to prawdopodobnie jedna z niewielu marek, które pasują do Diablo bez wywalania klimatu przez okno.
No i powiem tak: perspektywa biegania z piło-tarczą i/lub Tyglem mnie zachęciła. Tak samo jak dokonywanie mordu jako Rzeźnik i zbieranie świeżego mięsa 😀
Dlatego powitajcie moją nową postać sezonową:

Czemu Spiritborn? Bardzo prosty powód – tą klasą jeszcze nie grałem. Mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu, a jak nie, to zrobię kolejnego Nekromantę.
Przy czym zacząłem grać dopiero w czwartek, bo w środę tyle osób rzuciło się na grę, że serwery się widowiskowo wywaliły na twarz.

Wygląda na to, że nie tylko ja zachciałem wrócić do Diablo XD
Tego samego dnia skończyłem wątek fabularny sezonu. Sezon zaczął się od Butchera i kończy się na Butcherze:

Mam dziwne wrażenie, że za mało osób się nim przejmowało, więc Blizzard wziął z nich przykład i postanowił traktować temat po łebkach. Czy to dobrze? W sumie to tak – można płynniej przejść do masakrowania.
W jakim stanie zakończyłem weekend? Takim:

Oprócz tego udało mi się zdobyć już dwa przedmioty z eventu crossoverowego z Doom: The Dark Ages. W tym tygodniu, mam nadzieję, zdobędę resztę.
Pokemon GO
Miałem nie grać, ale świadomość, że jestem tak blisko 72. poziomu sprawiała, że nie mogłem chociaż TROSZKĘ nie pograć. Dzięki temu, powolutku, zbliżam się do wejścia na kolejny poziom:

Oprócz tego w grze było wydarzenie z okazji premiery Pokemon Pokopia. Czemu mnie to obchodziło? Bo Ditto w czapeczkach. Ditto w czapeczkach są cudowne. Oprócz tego kilka innych Pokemonów wpadło:







Na Community Day nie mogłem się wybrać, bo byłem „dorosłym człowiekiem robiącym dorosłe rzeczy” 🙁 Dlatego złapałem tylko kilka sztuk „przelotem”.
Inne tematy
W pracy mam sajgon. Ale chyba przestanę o tym pisać, bo to zdaje się być „business as usual” w ostatnich tygodniach. Pozostaje mi jedynie pozmieniać priorytety i mieć nadzieję, że nie zasłużę sobie na „awans na klienta”. Jakby tak się stało, to skąd będę miał kasę na gry? 🙁
Mam pomysł na kilka wpisów, ale brakuje mi czasu, by przysiąść i nazbierać materiału. Za dużo gier, za mało czasu. Ale coś ogarnę!
Czeka mnie wysyłanie telefonu do serwisu.
Zła wiadomość jest taka, że minęły ponad dwa lata od zakupu.
Dobra wiadomość? Szukając dokumentów zakupowych zobaczyłem, że byłem mądry PRZED szkodą i kupując drogi jak cholera telefon postanowiłem dorzucić jeszcze kilka groszy i przedłużyć gwarancję.
Oprócz tego grzebie sobie jakieś rzeczy na zapleczu. Głównie po to, by nie musieć zwracać uwagi na jakieś małoistotne bzdury w trakcie pisania. Przykładowo – wszystkie linki we wpisach napisanych po tym powinny się automatycznie otwierać w nowych kartach. Wcześniej w każdym z nich musiałem ustawiać to ręcznie. Chore, co nie?
Kącik gastronomiczny
Na samym początku tygodnia zrobiłem sobie serniczek do pracy. Taki jak zwykle, ale tym razem dodałem do niego nasiona chia:

Zaczęło się od pomysłu. Takiego, że „budyń to tak właściwie skrobia, aromaty i mleko”. Gdy tylko to przemyślałem i przetworzyłem, to nikt nie mógł mnie powstrzymać przed zrobieniem sobie budyniu na śniadanie do pracy:

W momencie, kiedy zrozumiałem, że „wszystko jest aromatem jak jest się dość odważnym” to trochę mnie poniosło i przez kolejne kilka dni kontynuowałem swoje szaleństwo:



Czasem mam wrażenie, że nie tylko jestem akustyczny4, ale i gdzieś na spektrum. Welp – diagnozy nie mam xD
Oprócz tego miałem, dużo krótszą, fiksację na punkcie bajgli. Co prawda nie piekłem własnych, ale za to na bazie kupnych zrobiłem sobie kanapki do pracy:


Prawdopodobieństwo, że w najbliższych tygodniach upiekę własne jest niewielkie, ale nie zerowe. Ale trochę mam nadzieję, że ktoś albo coś mnie powstrzyma.
Obiadowo było normalnie: zrobiłem makaron z prostym sosem pomidorowym, bo nie miałem pomysłu na nic innego:

W weekend nie miałem weny na gotowanie i zostało mi mało dni do końca wypłaty. Dlatego panie, panowie, ludzie i ludziska, oto przed wami turbokebab:

Tym akcentem się żegnam i życzę, by życie było takie jak ten kebab – długie i zajebiste!
Do przeczytania!
- Szanuje małych twórców za tworzenie gier o niszowej tematyce, w ciekawej stylistyce albo w mniej popularnych gatunków ↩︎
- Oprócz tego ucieszyłem się jak dziecko, bo zaoszczędziłem 115 złotych, które prędzej czy później bym zapłacił za tę grę. ↩︎
- „Prawdziwe” zakończenia w Dynasty Warriors: Origins to alternatywne zakończenia wymagające odstawiania szalonych akcji w trakcie bitwy/bitw. Ja, przykładowo, musiałem, zamiast uciec, samodzielnie zniszczyć OLBRZYMIĄ armię wroga by zobaczyć tę scenę. ↩︎
- Ludzie, z którymi się zadaję w prawdziwym życiu, regularnie mi mówią, że najpierw mnie słychać, a dopiero potem widać. Mówili to nawet jak ważyłem 120 kilo, więc coś musi być na rzeczy. ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
