Albo straciłem przez miesiąc zdolność do zarządzania swoim czasem, albo miałem wybitnie robotny tydzień pełen… tak właściwie to nie wiem czego.

Na pewno nie grania XD
Grim Dawn
Po próbie pociągnięcia fabuły dalej i bolesnym odbiciu się od mini:bossa z jednej z lokacji doszedłem do wniosku, że pogram sobie stricte rekreacyjnie. Znaczy
- porobię zadania poboczne
- pochodzę po świecie
- jak spotkam jakiegoś żywego potwora, to go naprawię zmieniając go na nieżywego
I tak to się bawię 😀

Oprócz tego trochę biję się z myślami. Przejrzałem zebrane w schowku przedmioty i ogarnąłem, że mam BARDZO dużo, BARDZO dobrych przedmiotów, ale dla innych klas postaci:

I dlatego teraz się zastanawiam się, czy nie zacząć gry inną postacią, by trochę wyjść z rutyny. Głównym kandydatem jest szaman/berserker, którym upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu – przetestuję dwie klasy postaci dodane w dodatkach i prawdopodobnie zbuduję dużo bardziej ofensywną postać.
No cóż, to jest temat dla Jaśka z tego tygodnia.
Final Fantasy 7 Remake: Intergrade
Pograłem trochę krócej, niż planowałem. Powody były dwa – byłem zbyt zmęczony po pracy, by się skupić na grze jRPG. Zwłaszcza w sytuacji, gdy oprócz chłonięcia fabuły równolegle staram się przywoływać wspomnienia z lat gówniarskich i wychwytywać co większe różnice w fabule.
Ale no cóż, spotkałem kilku starych znajomych. Aerith, która w tym wydaniu gry jest jakoś z trzy razy bardziej słodka niż w oryginale:

I mojego ulubionego rudego wrzoda na dupie, który w tym wydaniu gry jest jeszcze bardziej wkurzający niż w oryginalnym Final Fantasy VII:

Zatrzymałem się w grze na zakończeniu ósmego rozdziału. Patrząc na osiągnięcia na Steam? Wygląda na to, że jeszcze ponad pół gry przede mną. Gdzie ja znajdę na to czas? D:
Sword X Staff
Event plażowy dalej trwa. Tylko zbytnio nie ma co w nim robić, a do tego wcześniej zebrałem wszystkie istotne fanty.
Oprócz tego oficjalnie dotarłem do etapu sezonu, gdy mogę przejść jedną planszę co kilka dni – dlatego, że zwyczajnie jestem za słaby xD Przykład tego, w jakim stylu przekonuję się, że NIE mogę przejść dalej znajdziecie poniżej 😀
A poza tym? Nic. Dlatego poniżej wrzucam raport z wbijania poziomów i idę do kolejnej giereczki:



Monster Hunter Now
Moja faza na Final Fantasy trochę przeszła na Monster Hunter Now. Jak? Biję potwory głównie za pomocą Insect Glaive. A to mi się kojarzy z postacią Kaina z Final Fantasy 4 xD Zwłaszcza po tym, jak odblokowałem styl, za sprawą którego muszę pozostać w powietrzu, by zadawać porządne obrażenia 😀

#JestemDragoonem.
Ale pomijając to, muszę się pochwalić dwiema rzeczami. Pierwszą z nich jest to, że Monster Outbreak z Mizutsune poszedł mi W Y Ś M I E N I C I E:



Co istotne – w trakcie pierwszego godzinnego maratonu polowania nie dałem się trafić ANI RAZU. To już coś znaczy.
Oprócz tego łup dopisywał, głównie pierwszego dnia łowów. W jednym polowaniu zdobyłem tak dużo materiałów, że aż zaszalałem i POTROIŁEM swoje dropy:

No i dzięki temu jestem już tak gotowy do bronienia bazy przed Riftcharged Glavenusem, że mógłbym przespać resztę przygotowań. Samych broni z Mizutsune mam gotowecztery, a oprócz tego mam jeszcze sprawdzone LBG z Magnamalo oraz eventową broń, która wygląda trochę jak żart XD





Nic1 tego potwora nie uratuje przede mną, gdy w końcu nadejdzie czas walki z nim. Nic.
Pokemon GO
Plan minimum wykonany. Znaczy, pogrywałem kilkanaście minut dziennie, by porobić codzienne zadania i jakiś rajd, by chociaż odrobinę posunąć trening Zeraory do przodu. Efekty? Poniżej:


Oprócz tego mam do zameldowania tylko dwie rzeczy. Pierwsza? Wykluł mi się Shiny Magby z fajnymi statystykami:

Druga jest taka, że dzięki temu się przekonałem jak paskudnie wygląda Shiny Magmar i Shiny Magmortar:

Nie spodziewałem się wściekłego różu w tej grze.
Persona 5: The Phantom X
Koniec spokoju, bo nadszedł nowy event. Tym razem sportowy. Akurat kiedy ja jestem skontuzjowany. Gra się nade mną znęca w jakiś dziwny sposób xD

Czasu tego ograć nie miałem, więc będę musiał się sprężyć i nadrobić szybko.
Oprócz tego, zgodnie z zapowiedziami, do gry trafiła Kumi Katayama jako grywalna postać. Sensei bije opornych uczniów wrogów z buta po mordzie, do tego jeszcze nakłada na nich debuffy. Będzie też, ku mojej radości, wspierać moją drużynę tam, gdzie będzie potrzebna więcej niż jedna elektryczna postać 😀

Chociaż, patrząc na jej umiejętności, to chyba ją będę dodawał do zespołów znacznie częściej 😀
Broń też udało mi się zdobyć i to tak w miarę sprawnie. Chyba już za trzydziestym losowaniem wpadła:

Niestety, choruję trochę na „klęskę urodzaju” – po ostatnim szczęściu w zdobywaniu postaci straciłem wszystkie przedmioty do rozwijania postaci. Dlatego musiałem zrobić intensywne grindowanko, by ją porządnie rozwinąć. Pochwalę się rezultatami, jak już skończę.
A jak już jestem przy wychowawczyni głównego bohatera, to muszę powiedzieć jedno: rozwala mnie to, że przy KAŻDEJ okazji musi mówić, że NIE jest na randce z protagonistą i że jesteśmy jej uczniem.

Ciekawe, ilu podobnych scen się jeszcze doczekam 😀
Hatch Dragons
Trochę rzutem na taśmę, a trochę fartem ukończyłem event z łowieniem ryb:

Potem wykorzystałem moją nowo zdobytą wiedzę o tym, że za pomocą przedmiotów można przywoływać konkretne smoki, by przywołać kilka nowych smoków do swojego lasu:





Potem przekonałem się bardzo brutalnie, że w tej grze eventy są niemalże z tygodnia na tydzień i każdorazowo oferują dwa unikatowe smoki:

Dlatego pragnę zmienić zdanie – to nie brak czasu sprawi, że porzucę tę grę któregoś dnia. Powodem będzie stres wywołany FOMO, który zacznie być tak uciążliwy, że dla mojego własnego dobra dam sobie spokój.
Ale, cytując Aragorna z filmowej adaptacji Władcy Pierścieni, DZIŚ NIE NADEJDZIE TEN DZIEŃ.
Inne tematy
Ej, posłuchajcie, jaki numer odstawiłem. Ćwiczyłem. Proste ćwiczenia – deska (albo, jak kto woli, plank), po czym unoszenie nóg na siedząco, w podparciu.
30 sekund planka, 20 uniesień nóg, minuta przerwy, powtórzone trzykrotnie.
No to w poniedziałek po powrocie do pracy i wypoczęciu chciałem sobie zrobić taką serię ćwiczeń. Nie wiem, czy to była wina wcześniejszego podnoszenia ciężarów na magazynie, zmęczenia, utraty skupienia, czy czegoś innego, ale w trakcie ostatniego planka mięśnie brzucha mi „puściły”. Wywaliłem się na twarz, a brzuch i plecy mnie bolały tak mocno, że potem zasnąć nie mogłem. Chore. Na całe szczęście w czwartek już PRAWIE nie czułem bólu.
Jakby tego było mało? Chyba mnie łapie jakieś draństwo – zaczęło mnie boleć gardło, a oprócz tego moje Kochanie miało przez kilka dni objawy poważnego przeziębienia, więc trochę się cykam, że będę następny.
Powrót do pracy minął mi klasycznie – niespokojnie. Wróciłem akurat w trakcie kolejnej „przemyślanej reorganizacji mającej na celu poprawę komunikacji, współpracy i czasu reakcji na zmieniające się warunki rynkowe”, czy jakoś tak. Ja nie zostałem nią objęty, ale potracę w najbliższych miesiącach kilku dobrych znajomych.
Z pozytywnych akcentów – przyszedł mój spóźniony prezent urodzinowy od „Jaśka, który myślał, że ma kupę kasy i że nie będzie wydawał olbrzymiej ilości gotówki na leczenie, pogrzeby i inne tego typu”. Ten prezent to AYN Thor – konsolka z dwoma ekranami, działająca na Androidzie:

W tym tygodniu nie miałem czasu na niej porządnie pograć, ani nawet poustawiać wszystkiego, na co miałem ochotę. Jak się pobawię bardziej, to pewnie się pochwalę wrażeniami.
Kącik gastronomiczny
W tym tygodniu było biednie – głównie dlatego, że byłem obolały, ale po części dlatego, że po niemalże miesiącu nieobecności w pracy powrót do rutyny był trudny i bolesny. Również pod względem psychicznym.
Poszedłem na łatwiznę. Na śniadanie robiłem sobie owsianki:


W czwartek zabrakło mi skyru, więc musiałem ją zagęścić, dodając więcej nasion chia. Fajne doświadczenie, ale chyba jednak wolę mój pierwotny przepis:

Na drugie śniadanie do pracy robiłem sobie tortille. Raczej proste – sos powstały z wymieszania majonezu wege i keczupu, ser, szynka i miks sałat:

Jeżeli chodzi o obiady, to tak naprawdę zrobiłem tylko jeden – „oszukaną carbonarę”:

Potem lecieliśmy na gotowcach, bo zarówno brak czasu, jak i pomysłu mnie bardzo ładnie dojechał. Napięty grafik też mi nie pomógł.
W piąteczek wieczór zaszaleliśmy i kupiliśmy sobie tartaletki z borówkami. Dla „efektu wow” podlałem je masłem pistacjowym i sosem o smaku solonego karmelu:

Trochę wyglądało to tak, jakbyśmy świętowali przeżycie powrotu do pracy po urlopie xD
W weekend na śniadanie chciałem sobie zrobić jajecznicę z trzech jajek. Były dwa. Dlatego oprócz jajecznicy dałem sobie na talerz stertę zielska i pół bułki posmarowanej mieszanką startego czosnku oraz margaryny. Po co? By ewentualnie utrudnić życie tej zarazie, która we mnie kiełkuje.

I tym akcentem się pożegnam. Głównie dlatego, że nie mam lepszego pomysłu na koniec wpisu, niż by życzyć wam dużo zdrowia i byście nie musieli się marynować w czosnku, by pozostać zdrowi 😀
Do przeczytania następnym razem!
- No dobra, jest jedna rzecz, która mogłaby mu pomóc – całkowita awaria telefonu xD ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
