Za mną kolejny ciężki tydzień. Na całe szczęście dla Was nic to nie zmienia.

Przynajmniej w kontekście tego wpisu. Jeżeli chodzi o inne? Zmieniło się dość dużo, bo nie zobaczyliście ich. Ale mniej jojczenia, więcej giereczkowania.
Monster Hunter Now
W tym tygodniu w końcu zaczął się Base Defense. Dla mnie też się de facto skończył, bo taki miałem wynik po pierwszym dniu:

Mogłem więc skupić się na kończeniu zadań eventowych i powolnym przepalaniu wszystkich materiałów, jakie mi się gromadziły powoli w plecaku.
Co prawda zrobiłem może 20% tego, co w normalny tydzień bym zrobił, ale to wina „czynników zewnętrznych”.
Ale, mimo wszystko, w Monster Hunterze, to był dobry tydzień.
Shuten Order
Ta gra też się dla mnie skończyła na początku tygodnia. Konkretnie to po powrocie z pracy i odbębnieniu moich obowiązków włączyłem grę i skończyłem grać dopiero gdy ją skończyłem. Było to chwilę przed pierwszą w nocy.
Wiecie co pomogło, poza moją chęcią by w końcu poznać koniec historii? Bezczelność twórców – w trakcie ostatniej „nitki” gry nie można zapisywać swobodnie gry. Można polegać tylko na autozapisie. Dlatego postanowiłem, że przejdę wszystko w jednym posiedzeniu1
Ale zobaczyłem koniec, a moją reakcję mogę podsumować tym screenem:

I to wszystko pomimo tego, że wiele zwrotów akcji udało mi się przewidzieć zawczasu.
Do „wymaksowania” gry zostało mi zobaczenie jeszcze jednego zakończenia, ale by je poznać będę musiał ponownie przejść epilog.
Teraz mi się nie chce, w przyszłym tygodniu to ogarnę.
Persona 5: The Phantom X
Przez Shuten Order ominęło mnie daily z jednego dnia 🙁
Dotarłem do końca aktualnej części Mementos, ale mam pewien problem. Tak konkretnie to boss na końcu.

Potrzebowałem kilku podejść, by w końcu dało radę. Ostatecznie się poddałem i w przypływie czegoś, co najlepiej nazwać „śmieszkizmem”, wziąłem bezsensowny team, którego nazwa kodowa to „olać ten szajs, trzy najmocniejsze postaci poproszę”.

No i tym właśnie zespołem sklepałem gagatka 😀 Pomimo dość minimalnej synergii między nimi.
Oprócz tego, w piątek trzynastego, zaczął się event walentynkowy 😀

Na ten moment w grze jestem zadeklarowanym monogamistą. Tylko wszystko wskazuje na to, że niewiele to zmienia w grze, bo i tak czekoladki na walentynki będę rozdawał w ilości okołohurtowej. Ale to dopiero po ukończeniu różnych, mniej czy bardziej zmyślnych, walk:

Czekoladki mam już zabezpieczone, a rozdawać je będę, niczym kurier paczki po Black Friday, w tym tygodniu. Ciekawi mnie jak to się skończy.
Pokemon GO
W zeszłym tygodniu nie zrobiłem w PoGO nic, bo pogoda mnie do tego nie inspirowała. No to w ten weekend się odkułem. Zwłaszcza, że cały mi zajęli eventami.
W sobotę był Raid Day na Therian Forme Enamorusa. Chora nazwa, dziwnie wyglądającego Pokemona. Zrobiłem kilka rajdów, bo nie podobał mi się, a najlepszy jakiego złapałem wygląda tak:

Delikatnie mówiąc niczego nie urywa.
Dzień później był dzień Longcat2 Gigantamax Meowth Max Battle Day. Polowanie na najbardziej memicznego Gigantamaxa w historii Pokemonów skończyło się tak:

Oprócz tego złapałem shiny wersję, ale nie jestem zadowolony ani z tego jakie ma statystyki, ani z tego jak wygląda:

Czy ktoś mi powie czym one się różnią?
Dynasty Warriors: Origins
Koniec laby. Kolejna kampania rozpoczęta. Wcześniej pomagałem wyjść na prostą Zhang Jiao – człowiekowi, który pragnął zaprowadzić pokój w Chinach. Teraz będę służył wsparciem dla Dong Zhao – osoby, która nie wierzy w „prawo silniejszego”. On jest wcieleniem tegoż.

Dość szybko doszedłem do wniosku, że ten dodatek, chyba z założenia, ma wyśrubowany poziom trudności. Na całe szczęście – zacząłem sobie przypominać, o co chodzi w tej grze, więc jest już dla mnie „akceptowalnie” ciężko.
Czy zagryzałem zęby w trakcie ostatniej walki? Tak
Czy połamałem jakiegoś zęba? Szczęśliwie nie. Ale ryzyko było.
Tak, czy owak – drugą historię z DLC skończyłem dużo szybciej. Zamiast zaczynać kolejną, to przechodziłem sobie dalej kampanię rodu Wu, dla odprężenia.

Torchlight: Infinite
Powiem wam, że ta gra mnie trochę wkurzyła.
W minionym tygodniu skończyłem trzeci rozdział fabuły i w tym momencie historia się urywa. Ot, zamiast kolejnego regionu, dialogów i ratowania, kogo trzeba, dostajemy endgame.
Bez wprowadzania, bezceremonialnie, gra mi przedstawiła:
- lochy z losowymi modyfikatorami
- bossów, co najmniej trzech różnych rodzajów.
- craftowanie przedmiotów z prawdziwego zdarzenia
- inne eventy jakich jeszcze nie pojąłem.
I powiem wam szczerze, że nie wiem, czy ten cliffhanger nie przekona mnie do tego by tę grę porzucić. Zobaczę jak będzie mi się grało w tym tygodniu. Przy czym, na tę chwilę, miło mi się wszystko bije:

Soulframe
Po długiej przerwie znalazłem chwilę3 czasu by wrócić. Co zainspirowało?
Nowa aktualizacja do gry.

Co ona zmieniła? Tak właściwie, to niemal wszystko dotyczące tworzenia buildów postaci i masę innych rzeczy, których jeszcze nie ogarnąłem do końca. Najbardziej w oczy rzuciło mi się kompletne przebudowanie tego jak rozkładane są statystyki postaci i jak wyglądają drzewka umiejętności poszczególnych paktów.

Czeka mnie bardzo dużo nadrabiania i ogarniania. Zobaczymy co z tego wyniknie.
I którą grę porzucę by znaleźć czas na Soulframe 😀
Inne tematy
Jaki ten tydzień był chory D:
W pracy masakra i chaos, za oknem większość czasu mini-armageddon i oblodzone chodniki.
Po pracy zmęczenie i wynikająca z niej apatia. Nie miałem nawet werwy by dokończyć wpisy, jakie mam rozgrzebane.
Na pożegnanie tygodnia? Ułamałem zęba xD Poniedziałek zacząłem od umawiania dentysty.
Z paszy, to tak – zrobiłem fit „mac 'n cheese”. Dałem w cudzysłowie, bo wyszło coś dużo bliższego zapiekance.

ALE JAKIE TO DOBRE :O
Na Tłusty Czwartek nie mam czym się chwalić – głównie wjechały marketowe pączki. Przez chwilę miałem ambicje by coś zrobić samemu, ale potem przypomniało mi się, że dzień wcześniej ledwo chciałem się przebrać po pracy, bo byłem zbyt zrezany na marnowanie energii.
Potem, wyjątkowo, nie ja coś ugotowałem. Moje Kochanie miało wolne i zrobiło sałatkę z brokułem, jajkiem i pomidorkami:

JAKIE TO BYŁO DOBREEEEEEE~~
A w weekend, machnąłem pizzę na odczepnego. Resztki żółtego sera z „Mac 'n Cheese”, szynka, zrobiony na szybko sos pomidorowy, kupny spód do pizzy i rukola.

To już było mniej dobre. Brutalne przypomnienie faktu, że sosu na pizzę muszę zwykle zrobić więcej, niż myślę, że potrzebuję 🙁
Tydzień zakończyłem zamówionym z ulubionej burgerowni, ulubionym burgerem:

Chciałem zamówić innego, ale lokalowi „wyszedł” cały kurczak. Potraktowałem to jako znak z góry i odpuściłem sobie eksperymenty.
Chyba tyle miałem do napisania. Pozostaje mi życzyć wam spokojnego tygodnia i mieć nadzieję, że mnie też taki czeka.
Trzymajcie się ciepło i do przeczytania!
- Co było kłamstwem, bo po ośmiu godzinach pracy nie dawałem rady siedzieć więcej, więc zamiast tego grałem na leżąco. ↩︎
- Jeżeli wiecie czym jest Longcat, to istnieje realne prawdopodobieństwo, że musicie porozmawiać z swoim lekarzem na temat badań profilaktycznych. Tak, to już ten wiek. ↩︎
- Jakby co przez definicję chwili rozumiem tutaj „3 godziny w niedzielę, rozrzucone między cztery partie, z czego jedna się udała tylko dlatego, że mogłem zostawić obiad bez opieki” ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
