Jakie to uczucie siedzieć na chorobowym, dobrze czy niedobrze?

To nie jest tak, że dobrze czy niedobrze. Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej to możliwość odrobienia niedoborów odpoczynku, wymuszone leżenie w łóżku i możliwość nadrobienia kilku gier, na które normalnie pewnie bym nie znalazł czasu.
Diablo 4
W tym tygodniu grałem w prostym systemie: jeden dzień – jeden War Plan. Czasem sesja grania mi się wydłużała, bo kot mnie dopadał, jak siedziałem przed konsolą. Miałem zdjęcie z nim w trakcie sesji grania, ale jest NSFW, więc wam odpuszczę.
Wrócę do samego Diablo. Dla tych, co nie ogarniają, War Plan to najlepsza mechanika w historii tej serii i coś, co mam nadzieję, że będzie podpatrzone przez inne gry Hack & Slash. W sumie to niemalże każda gra z powtarzalnymi aktywnościami może to podpatrzeć.
Jak to działa? Wybierasz sobie różne aktywności z listy. Ja na przykład lubię grać Piekielne Hordy, Podmiasto Kurast i Piekielne Przypływy1, więc one mają u mnie priorytet:

Potem, naciskając jeden przycisk na padzie, teleportujemy się do danej aktywności. Jak wymaga ona jakiejś „wejściówki”, jak Piekielnego Kompasu, to możemy użyć własnego, a jak nie mamy takowego, to dostajemy dostęp do najbiedniejszej opcji za friko. Po wykonaniu wszystkich ustawionych sobie zadań dostaje się dodatkowe nagrody.
Oprócz tego, wykonując War Plany, zdobywamy poziomy doświadczenia dla danych aktywności, które pozwalają nam modyfikować je. Chcecie częściej spotykać Bartuca w Piekielnych Hordach? Da się załatwić. Stęskniliście się za szczurami? Możecie sprawić, by was spontanicznie napadały w trybie Piekielnego Przypływu:

Oprócz tego mam krótką i śmieszną historię o moim graniu Warlockiem. Wcześniej narzekałem, że mój build jest lichy.
To wypróbowałem inny, oparty o przemianę w formę Demona. Wkurzał mnie jeszcze bardziej xD
Potem spróbowałem buildu opartego o różne umiejętności z tagiem „Abyss”, bo myślałem, że to jakoś będzie działać. Ku zaskoczeniu absolutnie nikogo (poza mną), nie działał XDD
Więc wróciłem do mojego pierwszego buildu, tylko postanowiłem spróbować trochę mniej drastycznych zmian. Tak powstał build, który nazywam „Pac-manem”. Czemu? Zobaczcie filmik poniżej, by zrozumieć XDDD
Łaka, łaka, madafaka, czacha was pożre XD
Monster Hunter Now
W pierwszej połowie tygodnia dałem radę pozabijać dużo potworów, przynajmniej jak na moje standardy. Co oprócz tego? W sumie to nic ciekawego, poza faktem, że polepszyłem dodatkowo kilka broni.
Przede wszystkim – dorobiłem się uniwersalnej lancy, która sprawdzi się w walce z KAŻDYM potworem:



Precyzując – samą broń miałem zrobioną już od kilku tygodni, ale dopiero w tym tygodniu odblokowałem do niej styl, przez co stała się moim nieodzownym narzędziem do polowań.
Oprócz tego ulepszyłem jeszcze trochę Gnomią Różę Mordu:

W chwili, gdy to czytacie, to ja jestem już po pierwszych walkach w ramach Base Defense i mogłem przetestować różyczkę na Wielkim Gyrosie. Ale gdy już go pokonam, to zapomnę, że mam tę broń. Ona serio jest szpetna.
Żeby nie było zbyt nudno w wpisie, to poniżej możecie zobaczyć, jak korzystam z nowej lancy w walce:
Blades, Bows and Magic
Kod recenzencki do gry otrzymałem od wydawcy, firmy Funk Games, za pośrednictwem Evolve PR
Jakby ktoś mi powiedział, że spodoba mi się karcianka, która jest wariacją na punkcie „kamienia, papieru i nożyczek”, to bym go wybrechtał. A tak o zgrozo jest.
Bo dokładnie tym jest ta gra – ładnie wyglądającą, pikselową karcianką, gdzie mechanikę da się opisać w czterech zdaniach.
Wojownicy pokonują łuczników. Łucznicy wygrywają z magami. Magowie zwyciężają nad wojownikami. Większość jednostek ma dodatkowe umiejętności, które sprawiają, że wszystko powyżej się komplikuje.

Gra mi się straszliwie podoba, pomimo tego, że trzeba dość konkretnie wytężać szare komórki przeciwko przeciwnikom komputerowym. Ale gdy już się zrozumie wszystkie zależności, to idzie w miarę łatwo – pod warunkiem, że ktoś spędzi czas na „odegraniu” potyczki w głowie.

Gra oprócz tego ma tryb multiplayer, którego jeszcze nie przetestowałem i, znając mnie, jeszcze długo nie przetestuję.
Ale potyczki przeciwko komputerowi? Bardzo przyjemne. Zobaczymy, czy nie zmienię zdania za kilka godzin grania.
Persona 5: The Phantom X
Znalazłem czas i wenę, by trochę ruszyć dalej z fabułą. Tak jakby. Troszkę.
Jednym z zadań w evencie związanym z dodaniem nowego rozdziału historii było poznanie Manaki Nagao. Dziewczyny po przejściach, aktualnie poruszającej się na wózku, którą mieliśmy okazję zobaczyć na samym początku gry:

Jest utalentowaną śpiewaczką, wychowaną przez swoją grającą na saksofonie babcię:

Czym jest dla mnie? Kolejnym dowodem na to, że Persona 5 X trzyma stabilny poziom, jeżeli chodzi o postacie poboczne.
Oprócz tego zacząłem gmerać w głównym wątku gry. Poznałem nową antagonistkę. Straszliwa sucz – twórcy gry robią kawał dobrej roboty tworząc przeciwników, którym chce się napluć w twarz. Oprócz powykonywałem dużo zadań z limitowanego czasowo eventu dodanego do gry z okazji dodania nowego rozdziału historii.

Większość z tych punktów dostałem z zadań związanych z Mementos. Nienawidzę tego miejsca i wolę mieć je jak najszybciej z głowy.
Ktoś poza mną praktykuje „najpierw obowiązki, potem przyjemności” w grach? Bo dokładnie to zrobiłem tutaj.
Honkai: Star Rail
Bogowie mi świadkiem, miałem zacząć nadganiać fabułę. Ale przeklikując się przez grę, odkryłem, jak dużo mnie ominęło w pobocznych aktywnościach gry i wsiąknąłem. Tego jest tak wiele, że chce mi się wszystkiego wymieniać nawet.
Jakbym musiał wskazać jednego faworyta, to jest nim tryb Currency War, którego dodali jakiś czas po tym, jak ostatnio porzuciłem grę. Co to takiego? Miks normalnej walki z Honkai Star Rail z dodatkiem elementów zapożyczonych z autobattlerów (masa pasywnych synergii między postaciami, czy znacznie większe drużyny) i wcześniejszych wynalazków MiHoYo:

Pomaga też to, że można tam widzieć bardzo odklejone od rzeczywistości liczby. Przykładowo, ostatnio moim oczom ukazał się taki widok:

Oprócz tego, ku mojej radości, odkryłem, że każdy z moich dotychczasowych zespołów dalej jest w stanie wykręcić bardzo przyzwoite wyniki w grze:

All Hail The Orb
Kod recenzencki do gry otrzymałem od wydawcy, firmy GrabTheGames, za pośrednictwem Gamepress.gg.
Zrzuty ekranu pochodzą z materiałów prasowych, bo ja zapomniałem robić swoich aż do ukończenia gry 🙁
Jestem prostym człowiekiem. Widzę clickera, gram w clickera. Każdy ma jakieś „guilty pleasure”2, moim niech będzie ten gatunek XD
A jak jeszcze dostałem w swoje ręce grę, która ma być:
- śmieszna
- krótka
- debiutem nowego twórcy
To jak miałbym sobie odmówić?

Kilka rzeczy, za które muszę pochwalić tę grę – pomimo tego, że jest dość krótka, twórcy udało się dodać do gry dużo, dość różnorodnych, mechanik. Tym bardziej zaskakujące, bo wszystko się opiera na prostym klikaniu i mimo to jest dość różnorodne:

Oprócz tego, jak już pewnie zauważyliście, gra ma jeszcze jedną, pozamerytoryczną zaletę – Duże Ilości Kaczek Naraz3:

Najbardziej zaskakujące w All Hail The Orb jest to, że to prawdopodobnie jedyny clicker na rynku, który ma zakończenie.
Wrócę na chwilę, po to, by ją dokończyć – po kilku godzinach gry zobaczyłem całą historię, pośmiałem się i zdobyłem wszystkie osiągnięcia poza dwoma.
W tym tygodniu je zdobędę.
Jeżeli ktoś potrzebuje gry takiej jak ta, to All Hail The Orb można kupić tutaj. Zwłaszcza, że gra jest w bardzo uczciwej i racjonalnej cenie.
Pokemon GO
Przez chorobę nie poszedłem na Lechonk Community Day w sobotę 🙁
Ale, żeby nie było kompletnie źle, to mam kilka dobrych wiadomości. Przez to mam na myśli P O T Ę Ż N E złapane Pokemony:




Oprócz tego poczyniłem całkiem przyzwoite postępy w drodze do 74. poziomu <3

To teraz tylko pozostaje mi wyzdrowieć i wrócić do porządnego łapania.
Inne tematy
Koniec tygodnia miałem bardzo „fajny”. Co przez to rozumiem? Kaszel, katar, zawaloną zatokę4, osłabienie organizmu i dyskretną niechęć do egzystencji wynikającą z powyższych kroków.
Zalety? Mam wolne.
Wady? Jestem chory, więc głównie leżałem i się regenerowałem. Cały piątek? Przeleżany, jak zwierzę. Przykładowo kot.
Chyba tyle – w tej sytuacji chyba nie spodziewaliście się więcej komunikatów, co nie? 😀
Kącik gastronomiczny
Pochwalę się trochę moimi szaleństwami kuchennymi. Na początek, trochę klasycznie, rzeczy, które nie do końca mi wyszły.
Wziąłem swój przepis na serniczek z serków wiejskich i chciałem go odrobinę „rozrobić”, by z dwóch wielkich porcji zrobić trzy trochę mniejsze. Dodałem więc mleka. Czy wyszło dobre? Tak. Czy wyglądało dobrze po upieczeniu? Absolutnie nie. Wyglądało na tyle źle, że zdjęcie upieczonego ciasta będzie bardziej strzeżone od moich zdjęć w samych gaciach, a wam pokaże jedynie ciasto przed pieczeniem:

Oprócz tego próbowałem upiec nuggetsy. Tylko skopałem przepis, przez co masa wyszła bardzo lepka, przez co nie mogłem im nadać odpowiedniego kształtu. Jak sobie poradziłem? Walnąłem całość na blachę, oddzieliłem prostokątne kawałki naoliwioną łopatką, po czym dałem do zamrażalnika. Po tym, jak zamarzły i przestały się lepić do wszystkiego, to je zapanierowałem, upiekłem i w ten sposób zrobiłem obiady na cztery dni:

Tyle, jeżeli chodzi o umiarkowane przegrywy, przyszedł czas na wygrywy. Jednym z tych wygrywów jest moje arcyzajebiste curry z kurczakiem i ciecierzycą, podane na ryżu:

Rzadko kiedy jestem z siebie autentycznie dumny, ale ten przepis, de facto autorski? Jest dobrym powodem, bym być dumnym.
Oprócz tego, pod wpływem impulsywnych myśli, zasianych w mojej głowie przez moją ukochaną, upiekłem ziemniaki w sposoby, które podbijały swego czasu internet:

Zrobione na szybko, wręcz na „odwal się”, ale takie dobre, że aż szok. Na tyle dobre, że będę je robił jako dodatek do jakiegoś przyszłego obiadu.
I chyba tyle. Reszta to improwizacja niegodna wzmianki, zdjęcia, ani zachowania w pamięci, służąca głównie jednemu celowi – spożywania tabletek w trakcie posiłku XD
Życzę wam, żeby wasze posiłki służyły głównie przyjemności, bo jedzenie czegoś tylko po to, by antybiotyk wam nie przeorał żołądka to słaby temat jest XD
Do przeczytania następnym razem! 🙂
- Pol-glish gamingowy prawem, nie towarem. Czy jakoś tak. Slogany mi się mylą ↩︎
- Sam koncept „guilty pleasure” jest dla mnie jakiś pierdolnięty. Czuję radość z czegoś i mam mieć z tego powodu poczucie winy? Kuźwa, bez sensu ↩︎
- Pierwsze 2 czy 3 osoby (zależy od mojej wypłaty głównie) które napiszą mi w komentarzu do czego to jest nawiązanie, dostaną ode mnie gift z tą grą. #ZaHajsKorpoBaluj ↩︎
- Niech ktoś mądry mi wyjaśni jak można sobie rozwalić zatoki tylko z jednej strony. To przerasta moje zdolności pojmowania. ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

W odpowiedzi na “Co jest grane? 2026 – tydzień dziewiętnasty”
W bardzo różne gry grasz. Ja też lubię smakować różnych gatunków.
Jeśli chodzi o Diablo, to jeszcze trójki dobrze nie ograłem. Przeszedłem tylko raz wszystkie akty. Na razie barbarianem. A teraz wróce to zagram jakimś czarodziejem. Diablo 4 poczeka i stanieję 😛
Pozdirawma
K