Tryb kolorów:
Rozmiar tekstu:
Dodatkowe akcje
Kategorie
Gry Noł-Lajf Style

Co jest grane? 2026 – tydzień piętnasty

Muszę przestać narzekać. Ale nie dlatego, że to źle wpływa na moje samopoczucie, albo kiepsko się klika.

Tylko dlatego, że „rzeczywistość” bardzo się postarała o to, by pokazać mi, że jednak da się jeszcze troszkę dokręcić śrubę. Co widać po mojej aktywności growej i nie tylko.

Crimson Desert

W poniedziałek wielkanocny, po tym, jak wyszedłem z kuchni, to zacząłem grać w tę grę i się zgubiłem. Dosłownie.

Przede wszystkim – nie grałem przez kilka dni, a gra jest olbrzymia. Do tego miałem masę rzeczy na głowie, więc wróciłem do gry trochę jak Gandalf w memie:

Żeby było zabawniej, to chwilę potem zostałem zaatakowany przez jakieś ukrywające się w trawie dzieci, które mnie uśpiły i odniosły do jakiegoś obozowiska. Nie byłoby to wielkim problemem, gdyby nie fakt, że zaciągnęli mnie na drugi koniec swojego lasu.

Na czerwono zaznaczyłem miejsce, w którym uśpiły mnie po raz pierwszy, na zielono obszar gdzie mnie zaciągnęli, a na niebiesko (mniej więcej) teren na którym mnie ponownie usypiali. Było głupio XD

Przez nie mogłem wrócić prostą drogą, bo wtedy te dzieciaki znów mnie usypiały. Więc musiałem wrócić łukiem:

  • odkrywając spory kawałek mapy
  • wykonując przy okazji z dwa zadania poboczne
  • walcząc z większą liczbą wrogów niż przez poprzednie 5 godzin gry

Oprócz tego grając zrobiłem masę różnorakich rzeczy, które uświadomiły mnie co do potrzeby notowania na bieżąco co takiego robię w tej grze. Inaczej się zwyczajnie pogubię i zapomnę wspomnieć o czymś.

Postanowiłem też, zamiast pałętać się losowo, to starać się chociaż troszkę skupić i zacząć robić jakieś zadania poboczne. Po co? Głównie po to by zobaczyć, czy wszystkie zadania w tej grze są tak niedorobione jak główny wątek XD I wiecie co wam powiem?

Niestety takie są :/ Polubiłem się z pałętaniem po przerośniętym świecie fantasy, ale już wiem, że chwile, kiedy będę robić zadania poboczne i czytać dialogi będą chwilami okazjonalnie bolesnymi. Zwłaszcza że dużo mechanik w tej grze jest zablokowanych za postępami głównej linii fabularnej.

Monster Hunter Now

Nie miałem dużo czasu na łowy, więc moje osiągnięcia z tego tygodnia są dość skromne.

Przede wszystkim – porozwijałem sobie kilka Insect Glaive’ów i wziąłem się na poważnie za naukę jej obsługi. Są na to dowody:

Owoce nauki pokażę, jak już przestanę robić głupie rzeczy i przypadkowo kończyć combosy przedwcześnie. Oprócz tego muszę dokończyć zestaw zbroi z Burst 5, Advanced Burst 2 i Combo Master 3. Wtedy będę ustawiony na dłużej i będę miał dość uniwersalny build pod całą gamę broni, w tym Insect Glaive’y.

Berserk and the Band of the Hawk

Skończyłem! Po 10 godzinach zobaczyłem napisy końcowe po przejściu ostatniej planszy w grze.

Czy to oznacza koniec? No niezbyt, bo zostało mi:

  • wykonanie wszystkich misji w trakcie etapów (nie wszystko dałem radę zrobić za pierwszym podejściem)
  • wypróbowanie trybu „Endless Eclipse” który jest po prostu prawdziwym symulatorem masowego mordu
  • zabawa innymi postaciami

Gra wymusza, w trakcie przechodzenia trybu fabularnego, granie Gutsem przez jakieś 90% czasu. Więc, żeby nie wybijać się z rytmu, przeszedłem nim całą grę. Ale teraz zacznę grać innymi postaciami. A jest ich trochę więcej niż się spodziewałem, mówiąc szczerze.

Pokemon GO

Nie grałbym w Pokemony, gdyby nie jeden prosty powód – Tinkatink Community Day.

Nie dość, że z racji bycia Community Ambassadorem dobrze by było, jakbym się stawił na wydarzeniu, to jeszcze Tinkaton to jeden z moich ulubionych Pokemonów. Co z tego wynikło? 295 złapanych sztuk.

Do tego jest to liczba po porządkach, bo nie chciałem mieć jakichś słabiaków z CP w okolicach 100.

Najfajniejszy z nich wyglądał tak:

Oprócz tego pochwalę się, nędznym, ale jednak, postępem w drodze do poziomu 73:

Persona 5: The Phantom X

Spokojny tydzień minął, jedyną ciekawą rzeczą, jaka się działa w mobilnej Personie, to druga część eventu, którą szybko odbębniłem.

Tym razem poszło mi dużo lepiej, bo miałem gotowy I D E A L N Y zespół pod tego bossa.

A poza tym? Robienie codziennych zadań, farmienie i tyle.


Inne tematy

Jest ciężko. W chwili, kiedy czytacie ten wpis siedzę w pracy i… przerzucam paczki na magazynie XD Długa historia, nienadająca się do upublicznienia, ale umówmy się, że DALEJ nie narzekam na nudę. Jak na marketingowca przystało.

Poza pracą zresztą też jest ciężko. Tutaj nie chcę o tym myśleć więcej niż trzeba, więc nawet nie będę próbował o tym pisać. Ale no… Jest kiepsko. Na tyle kiepsko, że nawet się zastanawiałem nad tygodniową przerwą w pisaniu.

Nawet nie tyle się zastanawiałem, co aktywnie nie pisałem. Ale czułem się przez to jak gówno, więc po krótkiej walce z samym sobą – odpuściłem takie dziwne pomysły.

Jakby to nie było oczywiste – wszystkie szkice, nie-szkice i inne tego typu uparcie stoją w miejscu i nie chcą się ruszyć. Może dlatego, że nie mam sił na większy entuzjazm po odbębnieniu swoich codziennych obowiązków.

Kącik gastronomiczny

Ciężkie czasy tworzą grubego i średnio ogarniętego Jaśka.

Takiego, który gotuje na święta arcytłusty żurek, do którego zapomina dać chrzanu:

Wielkiego miłośnika wszystkiego, co słodkie i co wpadnie mu w ręce. Zwłaszcza jeżeli to jest własnej roboty serniczek o smaku tiramisu z dodatkiem kawy1:

Piekącego sobie imponujące bułki i robiącego z nich umiarkowanie2 imponujące kanapki do pracy:

Robiącego spaghetti z sosem Barbecue:

Pieczącego sobie drożdżówki z budyniem, które znów nie wyszły:

Co poszło nie tak? Ciasto wyszło za wilgotne i do tego, jak wiele rzeczy wskazuje, ubiłem zaczyn drożdżowy solą przy dodawaniu go do suchych składników. Udało mi się go jednak odratować, tworząc coś-na-kształt-biszkoptu xD

Robiącego sobie absolutnie niewyglądający, ale smakujący omlet z szynką i żółtym serem:

To wszystko tylko w sytuacjach gdy rzeczywiście miał czas stać przy garach, bo gdy tego czasu nie miał, to zamiast tego wydawał nieludzkie pieniądze na przezajebistą pizzę:

Czasem też, w przypływie desperacji, robiącego sobie „kanapki” z krakersów, z serem i szynką:

Grubo, co nie?

Słówko na pożegnanie

W minionym tygodniu moim podstawowym zadaniem było po prostu przetrwać. Zadanie uznaję za zakończone z sukcesem.

Co prawda wolałbym wykonać coś bardziej ambitnego, ale czasem się zwyczajnie nie da.

Wyrobiłem sobie zwyczaj kończenia tych cotygodniowych wpisów życzeniami. No to w tym odcinku życzę wam, by życie nie sabotowało wam planów ani wypoczynku.

Trzymajcie się i do przeczytania!

  1. Dodałem za dużo kawy. Miałem wrażenie, że słyszę kolory i wszystko jest za wolne. ↩︎
  2. Głównie za sprawą braku „zielska” do wrzucenia do środka. Zielenina ładnie buduje objętość kanapki ↩︎

Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *