Sezon w mojej pracy trwa w najlepsze. Głównie dlatego po powrocie do domu czułem przede wszystkim gniew, zmęczenie i wątpliwości dotyczące sensu tego wszystkiego.

Na całe szczęście okazuje się, że negatywne emocje w większości znikają, gdy spuszczę Mocarny Wpierdol kilku niemilcom.
Dynasty Warriors 3: Complete Edition Remastered
Skończyłem grę jako Guan Yu. To było bardzo potężne 7 misji.

Straszliwie mi się podoba to jak bardzo „arcade’owa” jest to gra. Możliwości grindowania jest mało i w wielu przypadku o wiele skuteczniejsze jest po prostu wzięcie się w garść i granie lepiej.
Sama gra ma sztywny podział na misje – przerywniki filmowe są krótkie, rzadkie i, delikatnie mówiąc, nieprzytłaczające. Minimum peplania, maksimum sieczki.
Jako człowiek potrzebujący tego drugiego, doceniam 😀
Oprócz tego giereczka pozwala, wraz z postępami w grze, odblokowywać kolejne postacie. Nie ukrywam, że pierwsza z nich mnie z deczka zaskoczyła.
Dam ją w spoiler, na wszelki wypadek. Znacie zasady – kto ciekawy, ten klika strzałkę.
Twórcy dodali Ziluana, protagonistę Dynasty Warriors: Origins, do tej gry.

Zaskoczyło mnie to głównie z jednego powodu – musieli oni, na potrzeby tej gry, cofnąć tę postać w rozwoju. Mam tu na myśli zarówno model postaci, jak i dostępne dla niej ataki. Ziluan w DW:O miał dostęp do kilkunastu broni, kilkudziesięciu ataków na broń, a licząc umiejętności i inne tego typu, daje nam to setki różnych ruchów. A tutaj nie dość, że dokonali selekcji, to jeszcze postarali się, by Ziluan nie wyróżniał się zbyt mocno w porównaniu do reszty obsady. Szanuję!
Jeżeli ktoś chce go zobaczyć w ruchu, to służę gameplayem:
Tak czy owak? Jeszcze dziesiątki godzin gry przede mną 😀
Ved: Recure
Pokonałem dziada! Memory Echo, robot walczący laserami z płyt CD, został pokonany 😀 Run zapisałem, by mieć go na pamiątkę:
Po prostu spędziłem kilka partii na grindowaniu przedmiotów, a potem przed walką z bossem zrobiłem build, który robił krzywdę bossowi przy każdym udanym uniku. Jak widać, zadziałało.
Co prawda chwilę potem zostałem pokonany, ale i tak jestem z siebie zadowolony. Wiecie, z czego NIE jestem? Z tego, że okazało się, że każdą partię trzeba zaczynać od pierwszej strefy.
No cóż, fajnie się sieka, więc JAKOŚ to przetrwam, ale najbardziej na tym ucierpi mój czas na granie. On by docenił jakiś punkt kontrolny między rozdziałami. Zwłaszcza, że moje późniejsze podejście, gdzie przeszedłem dużo dalej, trwało godzinę i nie miało opcji przerwania partii w połowie. Trochę masakra.

Ale też masakrycznie dobrze się bawiłem przez tę godzinę, więc płakać nie będę.
A teraz do tego będę mógł się bawić na różne sposoby, bo odblokowałem wszystkie(?) grywalne postaci:

Jest w pytę.
AirMech
Dalej się aklimatyzuję przez walki z botami i przypominanie sobie mechanik i sposobów na sensowne granie. Udało mi się pokonać już każdego bota w trybie treningowym. Ostatnia walka, stoczona z pomocą Google Chrome (XD), jest do obejrzenia tutaj:
Teraz planuje sobie pograć na różnych mapach by je sobie, chociaż oględnie, poprzypominać.
Oprócz tego trochę gniewam się na tę grę, bo sterowanie padem, zwłaszcza poza samą walką, jest zdeczka… niedopracowane1. Nie na tyle by mój Steam Controler był zagrożony, ale na tyle bym myślał poważnie nad podpięciem do Steam Machine myszki i klawiatury.
Neverness To Everness
Zacząłem ogrywać główny wątek, bo bez tego gra nie chciała mi pozwolić na odblokowanie nowych aktywności pobocznych. Bałem się tego, że będę ratować świat. Zamiast tego robiłem za swatkę XDDD

Uwielbiam to, jak bardzo „anime” ta gra jest.
No i dzięki temu, że ukończyłem to zadanie, będę mógł zdobywać więcej pieniędzy tygodniowo. A pieniądze mi się przydadzą, w NTE mam do kupienia:
- bilety do gacha, gdzie do zdobycia jest Porsche
- KILKA nowych domów
- ozdoby do kawiarni
- o nowym aucie i motocyklu to nawet nie będę wspominał
Oprócz tego w prezencie dostałem kolejną postać. Wiecie jak wygląda menedżerka banku w Neverness to Everness? Tak:

Dorobiłem się tym samym kolejnej fajnej postaci zahttps://youtube.com/shorts/BplqhHDj5CQ?feature=share friko. Tylko kiedy ja je wszystkie porozwijam? XD
Monster Hunter Now
Przez to, ile czasu spędziłem na inne gierki i to, że po pracy byłem zmęczony na maksa, upolowałem mało potworów w minionym tygodniu. Szczególnie porównując to z poprzednimi dwoma tygodniami:

Szczęśliwie już w zeszłym tygodniu przygotowałem się odpowiednio do nadchodzącego Base Defense. Mam tu na myśli zarówno bronie, jak i ukończenie wszystkich zadań „przygotowujących” do obrony:


To teraz nic, tylko czekać na szansę, by wysadzić Paolomu w powietrze. Tak z 56347567 razy. Albo podpalać. Jak już jestem przy temacie – poniżej próbka jak działa jedna z broni jaką przygotowałem na Base Defense:
Oprócz tego, pod koniec tygodnia, odblokowałem potwory na 10*.

Nie wiem po co, bo i tak je od razu wyłączyłem, ale mam je odblokowane XD Może kiedyś gra mnie przekona do męczenia się jak głupi przy każdym stworze. W tym tygodniu ledwo mnie przekonała do nie-męczenia się przy nich, więc łatwo jej nie będzie.
Persona 5: The Phantom X
BARDZO chciałem ruszyć główny wątek, ale wymagał ode mnie za dużo czasu i myślenia. Dlatego sobie odpuściłem.
Zamiast tego skupiłem się na dwóch rzeczach – jedną z nich było nowo dodane wyzwanie, które ukończyłem do stopnia, który dawał wymierne nagrody:

Drugą rzeczą było rozwijanie Yukari tak, bym mógł wcielić w życie swój plan stworzenia drużyny pt. „Duże Ilości Protagonistów Naraz (ft. Yukari).” Wyszło tak:


Doczekałem się momentu, w którym zaczęło mi brakować materiałów. Nie wiem czy czuję z tego powodu bardziej gniew czy szok xD
Oprócz tego serwuję ciekawostkę – nasza wychowawczyni, Kumi Katayama, jest fanką Yakuzy:

Może i twórcy nie byli na tyle bezczelni by rzucić nazwą grą wprost, ale jeżeli po tym opisie ktoś ma wątpliwości o jaką grę chodzi, to ja mu nie pomogę w żaden sposób XD
Pokemon GO
Na Pokemon GO się obraziłem, bo przez moje niechlujstwo znów mam kompletny rozgardiasz w seriach. W chwili gdy piszę te słowa, to:
- pokemony łapałem dwa dni pod rząd
- pokestopami kręciłem pięć dni z rzędu
- zadania wykonywałem przez cały tydzień
Wiem, że to popierdółka jest, ale denerwuje mnie niesamowicie XD
Grałem trochę poważniej tylko w trakcie Zorua Community Day. Efekty? Do kitu, jak to zwykle bywa:


Jest jednak pewna zaleta – ukończyłem jedno z zadań potrzebnych do awansu na kolejny poziom:

Dzięki temu zostały mi do wykonania już tylko dwa – najłatwiejsze i najtrudniejsze z nich XD
Hatch Dragons
WIĘCEJ SMOKÓW:

WIĘCEJ PIECZONEGO ŻARCIA:

Jasiek wytrzyma. No i tyle – rutyna xD I zaraz będzie łowienie ryb, czyli rutynowe narzekanie na RNG w tej grze XD
Sword X Staff
Na początku nowego rozdziału tej gry bałem się, że ton gry się kompletnie zmieni. Potem przyszedł ten moment i strach odszedł xD

Ogólnie to gra serwowała mi w minionym tygodniu bardzo udany miks poważnych i komediowych momentów.
Dalej nie mogę uwierzyć, że mówię o grze idle w aspekcie jej fabuły – mój mózg stara się ten koncept odrzucić jako za mało realny xD
Ale okej, tyle paplania, czas na regularny raport 😀



Walkscape
Wadą i zaletą tej gry jest jej niska inwazyjność xD
Mam na myśli to, że przez to, jak zalatany teraz jestem, włączam ją raz na kilka dni i odkrywam, że postać się obijała przez pełen ekwipunek xD Tutaj akurat takiego przypadku nie ma, ale przy innych okazjach zapominałem robić zrzuty ekranu XD

Nie miałem ochoty rozglądać się po mapie i patrzeć dokąd można teraz się udać. Dlatego, zamiast tego, biegam po znanej mi okolicy i szykuje się do kolejnej wymiany ekwipunku – z stalowego na zrobiony z Tarsilium. Czymkolwiek to jest XD
Inne tematy
Oficjalnie doszedłem do etapu, w którym zapuściłem się tak bardzo, że moje własne odbicie w lustrze zaczęło mnie odrzucać. Czy to dobrze? Z punktu widzenia motywacyjnego? W miarę. Z punktu widzenia zdrowia psychicznego? Absolutnie nie xD Jest masa badań naukowych pokazujących, że jak sobą gardzisz, to trudno jest się doprowadzić do porządku.
Ale no cóż, kupiłem sobie kettla, będę ćwiczył więcej siłowo, może będzie mi trochę łatwiej pohamować apetyt jak będę negatywne emocje rozładowywał, podnosząc 8 kilo „czajniczka”:

Mam również nadzieję, że trochę atmosfera w pracy ochłonie, jak przestanę zajmować się rzeczami, jakie mniej lubię (ogarnianie rzeczy na cztery imprezy dużego kalibru naraz,) a zacznę tymi, co mnie interesują (przygotowywaniem postów na Social Media na Black Friday). Pewnie bym się cieszył bardziej, gdybym miał więcej do gadania w tym temacie. Ale płakać nie będę.
A poza tym? Dobrze. Drops oficjalnie zdrowieje i zaczyna znów się zachowywać jak typowy rudy kot. O żarcie też żebrze.
Kącik gastronomiczny powróci w Avengers: Doomsday.
Są ku temu dwa powody.
Pierwszy, oczywisty, jak zobaczycie ile czasu to czytacie – ten wpis i bez tego jest bardzo długi.
Drugi jest taki, że miałem tutaj opisać wam 7 różnych rzeczy do żarcia, wraz ze zdjęciami. Jak to nie będzie długości godnej osobnego wpisu, to nic nie będzie 😀 Zwłaszcza, że o jednej z tych rzeczy planuję śpiewać pieśni pochwalne.
Życzę wam tego, by to o was ktoś śpiewał pieśni. A tymczasem życzę miłego dnia, smacznej kawusi i do jutra!
- Nie napisałem „niedojebane” tylko dlatego, że miałem dobry humor, kiedy pisałem ten akapit. ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
