Szok, trwoga i niedowierzanie! Pierwszy raz od miesięcy zrobiłem główne zdjęcie do wpisu sprzętu innego niż Steam Machine!

Szkoda tylko, że efektem końcowym jest to, że kilka dni później choróbsko mnie zaczęło podgryzać.
No cóż – dzięki temu mogłem z czystym sumieniem pograć trochę więcej „stacjonarnie”. A w co?
Chrono Trigger
Wziąłem AYN Thora na wyjazd i zacząłem moje trzecie przechodzenie Chrono Triggera.
Pierwsze było na początku lat 2000., na emulatorze SNES-a. Piękne czasy, kiedy byłem młody, z bujną fryzurą i kiedy musiałem rzeczy nagrywać na płyty, by przenieść je z punktu A do punktu B 😀
Drugie było jakoś z 7 lat temu, na telefonie. Kupiłem mobilny port gry na Androida i tak go przeszedłem. To był najlepszy i najgorszy zakup na Androida w moim życiu. Najlepszy, bo sterowanie dotykowe świetnie działało w tej grze. Najgorszy, bo port nie działa na nowszych wersjach Androida, więc już do niego nie wrócę.
Czy uda mi się przejść tę grę po raz trzeci? Wszystko zależy od tego, jak często będę gdzieś jechał XD Bo granie na tym sprzęcie to prawdopodobnie będzie praktykowane w podróży, w ciężkiej chorobie, albo przy „śmierci” Internetu w danym miejscu.
Tak czy owak, moje granie urwało się na takim etapie:

Jeszcze długa droga i wiele mostów przede mną, ale to było bardzo fajnie spędzone kilka godzin w pociągu XD
Emberville
Mailingi, jakie dostaję jako twórca internetowy, sprzedały mi tę grę jako mieszankę RPG akcji podobnego do Diablo z elementami symulacji pokroju Stardew Valley czy innych tego typu.
Ja, pomimo ukończenia dema, nie zobaczyłem, jak wygląda część symulacyjna – demo się urywa dokładnie w momencie, kiedy bym się spodziewał jej rozpoczęcia. Zamiast tego odkryłem kilka innych rzeczy.
Przede wszystkim jest mrocznie. Moja wina, że nie zrobiłem więcej zrzutów ekranu będących dobrymi przykładami na to. Dlatego pokażę wam takie cuś:

Walka jest bardzo fajnie zrobiona – do atakowania korzysta się z dwóch klawiszy, a odpowiednie ich kombinacje mogą wywoływać ataki specjalne. Przykładowo: można mieczem zaatakować wszystkich wrogów na około, wykonując dwa zwykłe ataki, a potem ciężki. Prawie jakbym grał w jakiegoś prostego slashera.
Miałem mieć do tego zrzut ekranu, ale niestety – ukończyłem demo bez zrobienia screena, a nie chciało mi się tworzyć nowej postaci.
Zamiast tego zobaczcie jak wyglądał boss na koniec dema:

Jak na pierwsze kilkanaście rzutów okiem zapowiada się bardzo przyzwoicie. Zwłaszcza, że stoi za tym prawdopodobnie gruba kasa. Zobaczcie, kto będzie gadał w Emberville:
Na ten moment jest niezerowa szansa, że kupię tę grę jak trafi do Early Access. Ale dopiero po tym, jak skończę pewną inną grę. Taką, na którą długo czekałem.
Final Fantasy Resonance
Nowy Final wyszedł. Gdy wracam do domu, czuję się szczęśliwy. Bo wracam do Mojego Kochania i dwóch irytująco głośnych kotów XD
Potem odpalam tę grę i czuję się, jakbym drugi raz wrócił do domu. #Powrotocepcja.

Nie mogę przeżyć tego, jaka ta gra jest śliczna.

Podniecać się fabułą niespecjalnie mogę, bo znam jej spory wycinek z czasów grania w Final Fantasy: Brave Exvius. Ale mimo tego wróciłem do niej z radością.
No i cieszę się, że dodali trochę więcej humoru przy okazji tego, z braku lepszego określenia, remake’u gry.

Tydzień skończyłem na początku trzeciego rozdziału gry. Pewnie miałbym mniej ukończone, ale przeniosłem postępy z dema <3 Kocham ten szacunek dla mojego czasu.
Z drugiej strony – gdyby nie moja ciekawość i/lub poczucie obowiązku wobec innych gier, to pewnie miałbym za sobą pół gry. I dwie zarwane noce.
Neverness to Everness
Podszedłem do tej gry dość minimalistycznie, bo w moim życiu pojawiły się Final Fantasy Resonance i Emberville. To sprawiło, że doba stała się za krótka.
Ale cel i tak osiągnąłem – mam ekipę na 60. poziomie i zaczynam ją teraz rozwijać jeszcze bardziej.

Oprócz tego potrzebowałem zaspokoić potrzebę otwierania lootboxów, więc polosowałem sobie trochę. Efekt? Nowa limitowana postać:

Prawdopodobnie bym się nią nie zainteresował, ale powiedzmy to tak: jeżeli grupą docelową tej gry są podstarzali fani anime, to twórcy NTE wiedzą, jak obudzić ich neurony. Na przykład coverem God Knows z The Melancholy of Haruhi Suzumiya:
To teraz tylko muszę znaleźć czas, by w tę grę dla odmiany pograć xD
Warframe
Grałem dość niewiele. Ale tyle wystarczyło, bym zebrał zapas materiałów by móc kupić zbroję, gdy tylko graczom uda się ją odblokować. Idzie bardzo sprawnie:

Jeżeli znajdę wolny czas w tym tygodniu, to będę męczył ten event jeszcze bardziej by jeszcze inne fanty zdobyć z sklepu eventowego.
Oprócz tego zmieniłem sobie Warframe’a, z którego korzystam. Wróciłem do mojego ulubieńca – Lavosa Prime. Teraz każdy wokół mnie jest zatruty, popieszczony prądem, zamrożony, podpalony, napromieniowany i cholera wie co jeszcze. No i do tego wokół mnie są wszędzie wybuchy na tle wybuchów:

Tak to się mogę bawić 😀
Monster Hunter Now
Pogoda nie sprzyjała, chęci nie sprzyjały, zdrowie nie pomagało, więc łowy były mocno symboliczne.
Szczęśliwie dla mnie, nie potrzebowałem zbytnio, by było inaczej – sprzęt z Black Diablosa, który jest teraz główną gwiazdą eventów, miałem dość dobrze rozwinięty już wcześniej:



Dużo jednak wskazuje na to, że to będzie kolejny rok, w którym zawalę grę w sezonie zimowym. Do teraz moim najgorszym wynikiem sezonowym jest ten z sezonu „przedzimowego” sprzed roku:

Wtedy też chorowałem jak głupi 🙁
Zobaczymy, czy uda mi się wykurować przed końcem tego sezonu, czy zamiast tego „pobiję” mój niechlubny rekord.
Persona 5: The Phantom X
Tak naprawdę to jedyną ciekawą rzeczą, jaką zrobiłem w tej grze w tym tygodniu było dokończenie części fabularnej crossoveru z Personą 3 Reload:

Teraz tylko zostaje mi zakolegować się z Mitsuru, porobić jakieś poboczne zadania i MOŻE spróbować ją zdobyć jako grywalną postać. Ale to się zobaczy. Dużo zależy od tego ile waluty premium uda mi się wyfarmić.
Bonusowy lol-content z gry:

Sword X Staff
W sumie to nic ciekawego się nie działo. W chwili tworzenia tego wpisu jestem dosłownie godziny od startu eventu halloweenowego. Gdy wy go czytacie, to pewnie trwa już chwilę, ale ja niemal na pewno nie zdążyłem nic z nim zrobić.
A miniony tydzień? Bieda – zwyczajna bieda i rytualne farmienie XD A jego efekty poniżej:



Hatch Dragons
Event pewnie skończę rzutem na taśmę, bo idzie jak krew z nosa:

Ta gra serio robi wiele, by mi zajść za skórę ostatnio :X
Ale to jeszcze nie jest ten moment, kiedy takie widoczki nie wynagradzają mi dostatecznie irytacji, którą czuję od czasu do czasu xD

Inne
Ej, zgadnijcie – kto wrócił z wesela i zaczął chwilkę potem mieć objawy przeziębienia?
Wiadomo, że ja :X W wtorek wróciłem, w środę zacząłem kaszleć, w sobotę, pisząc te słowa, czułem się trochę jak Koopa.
To kolejna część dłuższej serii – moja odporność wyraźnie poszła do piachu.
Ale pomijając to, że na weselu bawiłem się dobrze (tylko DJ mógłby znać coś poza disco polo XD), to jeszcze oprócz tego udało mi się zobaczyć WIEWIÓRKĘ:


No, mam nadzieję, że uda mi się wykurować do końca przed Świętem Zmarłych. Wolałbym nie iść oporządzać grobów samemu się czując, jakbym miał szukać miejsca obok.
Oprócz tego klasyczna wzmianka o pracy, tym razem do turboszerokiej interpretacji. Otóż – oficjalnie stałem się mimowolnym specjalistą od AI. Tak to jest jak się traci połowę zespołu, cele ma się takie same, a nadchodzi największa kampania sprzedażowa roku. Meh. Czy dam radę? Tak. Czy wolałbym pracować z ludźmi? Tak. Czy będę odpowiedzialny za jakąś formę AI-slopu wychodzącą do ludzi? Robię, co mogę by nie być, ale cholera wie. Grafików kontrolować nie będę mógł.
Niech to się skończy, ja potrzebuję sezonu świąteczny. Mniej pracy, więcej lepienia pierogów XD
Kącik gastronomiczny
W tym odcinku zawiodę was wszystkich! A w najlepszym razie nie spełnię waszych oczekiwań.
Otóż – na weselu nie robiłem zdjęć żarcia. Sorry/not sorry, ale pojechałem się tam bawić i świętować zaobrączkowanie zaprzyjaźnionej pary.
Potem się rozchorowałem, przez co nie miałem zbytnio „weny” na gotowanie. Efekt? Przykładowo takie śniadanie:

Nie narzekam – po latach udało mi się odkryć ten jeden rodzaj parówek, jaki mi smakuje, więc obyło się bez traumy. Ale moja duma, jako faceta de facto „mieszkającego” w kuchni, trochę ucierpiała.
Gdy już przywykłem trochę do bycia chorym, to dałem radę zrobić sobie coś trochę bardziej ambitnego – bajgle z serem, szynką, kiełkami, sosem i awokado:

Może nie wyglądają jak najlepsza rzecz, jaką zrobiłem, a im dłużej patrzę na zdjęcie, tym bardziej widzę, że musiałem nie być w pełni władz umysłowych, gdy je robiłem, ale ważne, że były dobre.
A w weekend postanowiłem się odkuć. Pizza. Cała blacha. Z ciasta własnego wyrobu:


Nie mogłem się zdecydować na zdjęcie, więc dostajecie dwa.
Z pesto jako sosem, mortadelą i serem mozzarella. Pomysł był inspirowany ostatnim, mocno umiarkowanym, zamówieniem na prostokątną pizzę.
Moja lepsza. Poprzeczka nie była zbyt wysoko, ale jednak jakaś była 😀 Jestem z siebie dumny 🙂
Kilka rzeczy, jak to zwykle bywa, do poprawy (jedną z nich jest piekarnik XD), ale jak na pierwszą od LAT próbę zrobienia ciasta na pizzę, wyszło przyzwoicie
Życzę wam tego, byście też często mieli okazję to odczuć! Trzymajcie się mocno i do przeczytania!
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
