Kategorie
Ciekawostki

Czego mnie nauczył „miesiąc” z Xbox Series X?

Pomysł na ten wpis ewoluował w międzyczasie. Głównie za sprawą tego, że minęło troszkę więcej niż miesiąc od poprzedniego. Co się stało? Czy warto było tak szaleć? Czy posiadanie konsoli, która wygląda jak oczyszczacz powietrza zmieniła moje życie na lepsze?

Zrobione na szybko zdjęcie konsoli, bo odkryłem z przerażeniem, że nie mam zdjęcia konsoli zrobionego.
Odpowiadając na pytania: mam trzy koty, nie przejmuje się, nie ustawię jej pionowo.

Tak właściwie to dalej nie wiem, ale co nieco napisałem.

Mniej, znaczy więcej

Podstawową rzeczą, jaka mnie powstrzymywała od grania na PC był internet.

Brzmi kuriozalnie? Ale wyglądało to tak:

  • wracałem po pracy do domu
  • robiłem swoje, czyli obowiązkowi domowe i inne tego typu
  • siadałem do komputera pograć, a w rzeczywistości
    • wdawałem się w dyskusje na mediach społecznościowych
    • wkurwiałem się jak widziałem przebijające się wiadomości z Polski i świata
    • oglądałem śmieszne kotki
    • sprawdzałem maile
    • pod wpływem losowych haseł w necie popadałem w dygresje, przykładowo w formie sprawdzenia z kim Johnny Silverhand pracował przed wydarzeniami z Cyberpunka 2077

Tak, mam problemy z skupieniem.
Tak, w trakcie pisania tego wpisu robiłem jeszcze głupsze rzeczy.
Czemu? Bo laptop mi na to pozwalał.

A wiecie na co pozwala mi Xbox? Na odpalenie gry i przejrzenie sklepu. Ten brak możliwości ma cudowny wpływ na moją grową „produktywność”. Skończyłem na konsoli więcej gier w dwa miesiące niż na PC przez ostatnie dwa lata.

Na Switchu produktywność growa była zbliżona, ale za to gier było trochę mniej. Zapewne dlatego, że na Switchu musiałem każdą z nich kupować.

Xbox Game Pass poszerza horyzonty

Niedawno, po przeniesieniu premier Redfall i Starfield na 2023 czytałem narzekania, że przez to Xboxowy Game Pass będzie bezwartościowy.

Najlepiej skwitowało to twitterowe konto usługi:

Game Pass oferuje zawsze coś koło 100 gier dla wszystkich zainteresowanych. Ograniczanie się tylko do głośnych , czy wręcz „mainstreamowych” tytułów, bądź takich z oszałamiającym budżetem to strzelanie sobie w kolano.

Gdyby nie Game Pass, to nigdy bym nie wypróbował i nie rozkochał się w Yakuzie.
Nie miałbym szansy przypomnieć sobie o istnieniu Danganronpy, popaść w uwielbienie i przeżyć co najmniej kilka załamań nerwowych z racji wydarzeń w grze.
Nie grałbym w Tetris Effect w ramach regeneracji psychiki.
Na pewno z własnej woli nie wypróbowałbym Dooma z 2016 roku na padzie.
A już czegoś takiego jak „Power Wash Simulator” to bym nawet nie zauważył.

Daje też niespodziewane korzyści

Po kupieniu konsoli nie spodziewałem się, że będę miał powód by grać w chmurze. Zwłaszcza jako posiadacz Switcha.

Potem jednak, w trakcie jednego z wieczorów w trakcie wyjazdu służbowego podpiąłem się telefonem pod wifi w hotelu, odpaliłem apkę Xboxa i dokończyłem rozpoczętą w domu piątą część Yakuzy. Czemu? Bo nie dość, że chciałem, to jeszcze mogłem.

Nie ma siły, która mnie przekona do grania w FPSy na konsoli

Jezus kurwa Narnia i wszyscy śnięci, oraz wszyscy inni bogowie zainteresowani dołączeniem do dyskursu, niech ktoś mi wyjaśni po ludzku JAK można grać w tak dynamiczne gry FPS bez jakiejś ekstremalnej asysty celowania?

JAK? JAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK? Tak się nie da.

Niestety, tutaj ze mnie wychodzi pełnoprawne „klawiatusiarstwo” i zwyczajnie nie jest zdolny do grania na sensownym poziomie w FPSy na konsoli. Dziękuję, postoję, mam ciekawsze gry do przetestowania. Zwłaszcza, że teraz w końcu na konsoli mi gry działają płynnie.

Quick Resume to najbardziej niedoceniona rzecz w dziejach

Przywykłem w miarę do tego, że grę można zahibernować i zacząć znów w nią grać zaraz po uruchomieniu sprzętu – zarówno na Switch jak i na PC się tak da.
Co prawda w tym drugim przypadku niemal zawsze opłacałem to tym, że mi się albo gra, albo któraś z aplikacji w tle „sypała” ale się dało.

Możliwość swobodnej żonglerki między grami, którą mamy w Xboxie to jest cudo. Przełączanie się między kilkoma ostatnimi grami trwa SEKUNDY.
Wkurzyłem się na zabugowanego questa w AC: Valhalla? Pyk, przełączam się na Power Wash Simulator i chilluje się myjąc jakiś upierdzielony plac zabaw.
Mam dość czyszczenia i chcę coś zasyfić padającymi na twarz wrogami? Cyk, przełączam się na Warriors Orochi 4 i robię sieczkę.

Generalnie jest to funkcja, o której prawie nikt nie wie, że jej potrzebuje, póki nie zacznie z niej korzystać.

Moc robi swoje a.k.a „droga bez odwrotu”.

Jako długoletni użytkownik low-endowego sprzętu przywykłem do tego, że jak gra działa stabilnie i nie wygląda jak kompletna kpina, to jest dobrze.

Więc odpaliłem sobie na Switchu demo Fire Emblem Warriors Three Hopes – gry musou. Gram sobie na Switchu. Generalnie akceptuje to co widzę, poza faktem, że gra potrafiła mi się przyciąć w obozie – czyli lokacji, gdzie nie ma żadnej akcji. Tylko statyczni NPC i różnorakie budynki. Na oko? Animacja w wersji „kinowej” czasem dobijająca do trzydziestu klatek na sekundę, czyli coś co nazywam „płynnawą animacją”. Irytuję, ale ujdzie.

Potem odpaliłem sobie na XSX demo najnowszej odsłony Samurai Warriors.
Wygląda? Pięknie.
Działa? Cudownie i bez zająknięcia, 60 klatek na sekundę, nie udało mi się w demie sprawić, by nastąpił jakiś zauważalny spadek płynności.

I od tamtego momentu nie dałem rady wrócić do Switcha, jeżeli chodzi o gry Musou.
Oprócz tego kupiłem sobie Warriors Orochi 4 Ultimate, by mieć jak się relaksować po ciężkim dniu.
Podejrzewam, że podobnie będzie z innymi grami akcji z prawdziwego zdarzenia. A w dalszej perspektywie? O ile Nintendo nie wypuści jakichś naprawdę absorbujących gier na wyłączność, to chyba schowam konsolę gdzieś głęboko i wyciągnę dopiero na potrzeby jakiegoś wyjazdu.

Dziwnie jest (niemalże) nie mieć FOMO

Przez to, że mam konsolę bieżącej generacji wygląda na to, że będę bardziej na bieżąco z premierami gier niż przez ostatnie kilka(naście) lat.

Nawet jeżeli będę unikał kupowania gier z racji tego jakie powalone czasy teraz mamy, to coś do GamePassa wpadnie i to zawsze będzie coś. Zresztą, nim ogram to co teraz jest, to sprzęt będzie spłacony już w połowie, a gdy dostanę coś większego, pokroju Starfield, Redfall czy innej gry na trzycyfrową liczbę godzin, to będę ustawiony na cholernie długi czas.

Jestem „achievment whore”, brakowało mi tylko sensownego systemu

Wiem, że to się kłóci z tym, co kiedyś napisałem na blogu (chciałem to nawet zalinkować, ale nie pamiętam nic, co pomogłoby odnaleźć stary wpis), ale zawsze lubię powtarzać, że tak długo jak oddycham, tak długo jest szansa, że zmienię poglądy.

Kiedyś pytałem się „na co to komu potrzebne?” i w swoim braku zrozumienia ludzi przesadnie zachwyconych osiągnięciami nazywałem kretynami. Teraz? Sam najwyraźniej nim jestem. Wystarczyło:

  • dać wygodny i ujednolicony wgląd w listę osiągnięć w każdej grze
  • pokazywać ładne, mało inwazyjne, ale jednak widoczne powiadomienia o zdobyciu osiągnięcia
  • dodać listę rankingową zdobytych osiągnięć

I jakoś to poszło dalej. Obrazki otrzymywane za osiągnięcia to fajny bonus – do teraz mam jakiś z Yakuzy ustawiony na tło ekranu na konsoli

Porządna aplikacja mobilna do konsoli to skarb

Nintendo Switch nie ma żadnej (sensownej) aplikacji, więc przeżyłem pewien szok, jak mogłem z poziomu aplikacji mobilnej bez problemu:

  • kupić i zainstalować zdalnie grę na konsoli
  • przejrzeć osiągnięcia w grach
  • mieć dostęp do wszystkich zrzutów ekranu i nagrań z konsoli (jakie wrzucę w chmurę)
Tak, zainstalowałem Morrowinda

Oprócz tego jest druga, która służy do dodawanie gier z Game Passa. Czemu nie jest to funkcja tej pierwszej aplikacji? Nie mam pojęcia, ale łatwiej jest mi zrozumieć istnienie dwóch funkcjonalnych aplikacji, niż dwóch okołokomediowych, które nie dają niczego „zwykłemu” użytkownikowi konsoli.

Długie niepisanie szkodzi

Jestem bardziej niż pewien, że chciałem tu jeszcze o czymś napisać, ale pojawił się jeden bardzo istotny problem: zdążyłem już o tym zapomnieć.

Takie to uroki wypadania z „pisarskiego” flow, albo robienia sobie przerw na „zbieranie materiału”.

Dobra, może kogoś z was posiadanie konsoli nauczyło czegoś wartego wzmianki?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: