Tryb kolorów:
Rozmiar tekstu:
Dodatkowe akcje
Kategorie
Offtop Blog

Postanowienia i perspektywy na 2014. rok

2013. rok za nami, 2014. rok przed nami. I trzeba się zastanowić jak to do diabła będzie z tym co nas czeka przez następne 365 (no dobra, już 363) dni. Świecką tradycją okresu okołonoworocznego jest wymyślanie postanowień noworocznych. Nigdy wcześniej nie czułem potrzeby by się w to bawić, ale ten rok będzie inny.

2014
Szybka gimpologia – miało wyjść ładniej.

Serio, nigdy wcześniej nie czułem potrzeby, by bawić się w jakieś obiecywanie sobie zmian z okazji konieczności kupienia nowego kalendarza. Ale w zeszłym roku sporo się działo, więc mogłem wyciągnąć wnioski, którymi będę się kierował w 2014 roku. Ale zacznijmy od końca roku, czyli 31.12.2013.

Koniec roku 2013 i postanowienia na 2014. rok

Staram się w wszystkim doszukiwać dobrych stron (no dobra, prawie w wszystkim), to tak samo niech będzie z sylwestrową nocą. Przez większość czasu bawiłem się świetnie. Miałem okazję pogadać z ludźmi, których nie widziałem wieki (albo jakiś podobny okres). Cześć Mroku (i przepraszam za ślepotę), cześć Francuz, to zdanie jest na dobrą sprawę o was. Pozdrawiam serdecznie, jakby co nie wahajcie się odzywać, chętnie odpuszczę sobie ciszę w eterze przez pół roku 🙂 No i oprócz tego, jak to na sylwestrze, piłem. I miałem okazję się przekonać o tym, że czasy, kiedy mogłem z siebie wlewać litry napojów z „mocą” przeminęły bezpowrotnie. No cóż, wygląda na to, że w zgubionych 40 kilogramach kryła się moja wytrzymałość alkoholowa.

Pewnie by mnie ta wiedza aż tak nie zabolała, gdyby nie fakt, że na tej samej imprezie, gdzie się przekonałem o własnej słabości dowiedziałem się również jak pojebane lapsusy mogę wypowiedzieć z moich popierdolonych, zachlanych ust. I w związku z tym, że nie wiem na ile wlanej mocy mnie stać, ani nie chcę się przekonywać jakie głupoty potrafię robić po %%, to ogłaszam, że do końca mojego życia nie tknę już więcej alkoholu. Jak będę miał ochotę przypominać sobie uroki kaca, to się nażłopię kwasu chlebowego. Ponoć w dużych ilościach daje podobny efekt na następny dzień.

Oprócz tego muszę wziąć się w garść i zacząć pisać ten po trzykroć przeklęty licencjat. Zwłaszcza, że termin oddania chociaż nędznego ochłapu tegóź jest coraz bliżej. Spodziewajcie się suszy blogerskiej z mojej strony. No, chyba, że Valve zapowie Half-Life 3 jako exclusive na SteamOS, to wtedy bez wątpienia odezwę się.

Co do postanowień bardziej growych, to wiem bez wątpienia jedno: bundle to zło. Nie będę kupował więcej paczek gier tylko dlatego, że są tanie i są dobre. Moja biblioteka na Steamie jest pełna gier, które „kiedyś przejdę”. Z  czego przeszedłem od deski do deski może z 20? Z ponad 250 to jest żałosna liczba. Posiadanie czegoś, z czego się nie korzysta jest tak kiepskie jak to tylko możliwe. Dlatego koniec z bezsensownym zbieractwem gier.

Będę pieprzonym oszustem w chwili gdy zadeklaruje to postanowienie, ale obiecałem sobie, że wrócę do nawyku przechodzenia gier od A do Z. To akurat będzie łatwe w ogarnięciu, głównie dlatego, że w 2014 roku premierę będą miały Pillars of Eternity oraz Torment: Tides of Numenera. Jeżeli tych gier nie przejdę od początku do końca, to równie dobrze mogę  porzucić granie.

Perspektywy blogowo-osobiste 2014

Blog na pewno będzie żył i miał się dobrze jakoś do czerwca tego roku. Wtedy kończy mi się umowa na domenę i podejmę decyzję: wyłoić 80zł na przedłużenie, czy zlać na to i zakończyć swoją grafomanię. Zresztą, podobnie hosting: nic co dobre, nie trwa wiecznie, pieniążki na ZenBoxa mam już odłożone. Niestety (na całe szczęście?) nie oblegacie mocno mojego bloga, dzięki czemu pakiet minimum starcza w sam raz.

Planuje też rozszerzyć tematykę: tyle dobrych książek do polecania i tyle dobrych filmów do przeżycia na widoku wszystkich. Oprócz tego będzie trochę więcej pisaniny o Androidzie. Dorobiłem się jakiś czas temu smartfona z robocikiem na pokładzie. Przez to musiałem sobie przypomnieć sporo sztuczek, dobrych aplikacji i przydatnych bzdetów. Możecie się szykować na to, że będę się nimi dzielił. Może jakiś poradnik dla totalnych nowicjuszy machnę? A co mi tam.

Jeżeli chodzi o życie osobiste, to no cóż… zbliża się czas, kiedy stundencka laba odejdzie w niepamięć, a ja zamiast tego skupię się na poszukiwaniu pracy. Życie z renty po zmarłym ojcu urąga ludzkiej godności, dobrze by było zamiast tego zacząć przynosić jakąś godziwą (1300+) gotówkę do domu. Wtedy też nastąpi rzecz, która mam nadzieję, będzie dla was dość smutna: będę rzadziej pisał. Na pewno nie będzie średnio pół wpisu na dzień, jak to teraz jest. Smutna prawda: nie jestem Kominkiem, czy jakąś wziętą szafiarką, że mogę zarabiać na blogu. Wygląda na to, że do końca życia to będzie moje hobby i nic poza tym.

Ale czy jest to coś złego? Tym pytaniem pożegnam się z wami, na dłuższy czas. Trzymajcie się mocno i pamiętajcie: postanowienia noworoczne mają sens tylko wtedy, jak się ich dotrzymuje.

Kategorie
Offtop Blog

(Które) Muzeum Gier? Ja już nie ogarniam

Piękny początek dnia. Ot, kolejny dzień, kiedy miałem mieć spokój od wszystkiego. Ale nagle z FB przyszło coś, co wywołało u mnie idealne zmieszanie. INFORMACJA O POWSTANIE MUZEUM GIER. I tu pojawia się haczyk. A tam gdzie pojawia się haczyk, tam pojawiam się ja. Bo sprawa wymaga dokładniejszego przyjrzenia się.

Muzeum Gier
Tak to wygląda w Niemczech, jak będzie wyglądać polskie Muzeum Gier?
Kategorie
Offtop Blog

To NIE JEST podsumowanie 2013 roku.

Wszędzie wokół gdzie się rozejrzę, to ludzie dostają jakieś świra kompletnego i bawią się w podsumowania 2013 roku. Ja planowałem to przez jakieś 15 sekund. Potem porzuciłem ten pomysł, by ostatecznie do niego powrócić. Byłem niezdecydowany jak Diabli, ale zaraz się z tym wytłumaczę.

2013 podsumowanie (nie?)
Tego nie podsumuje- Źródło: Mark Ramsey Media

Bo każda próba wybrania przeze mnie rzeczy, które były dla mnie/branży growej najważniejsze w tym roku na początku sprawiło, że mój mózg zaczął parować. Tak mi zaczął parować, że odwodnienie szarych komórek było podobne jak w przypadku kaca-mordercy. Ale ostatecznie udało mi się wybrać kilka wątków, o których warto pamiętać, że w właśnie w tym roku nastąpiły.

Skąd więc ten kłamliwy tytuł? Bo podejrzewam, że osoby, które przeczytają ten tekst poczują później niezwykle silną chęć zmieszania mnie z błotem/wdeptania w ziemię za pominięcie X/Y/Z. No cóż, moje podsumowanie 2013 roku, nie twoje.

Konsole nowej generacji

Wszyscy wiemy o tym, że Play Station 4 i X-Box One pojawiły się w tym roku. Ja uważam to wydarzenie za ważne nie z powodu gier, a z przyczyn sprzętowych.
Obie te konsole mają w swoich trzewiach sprzęt, który niemalże nie różni się od tego, co możemy zastać w typowych domowych PC-tach do grania. Pokazuje to według mnie dość specyficzny kierunek rozwoju konsol, który może przysłużyć się wszystkim. Bo jeżeli PC-ty i konsole będą do siebie podobne, to liczba tytułów „na wyłączność” danych konsol spadnie, bo nie będzie sensu tworzyć je tylko na jedną platformę?
I jakby co są to moje pobożne życzenia, marzy mi się Lightning Returns: Final Fantasy XIII na PC. No co, nie mogę pomarzyć?

Steam Box i SteamOS

Kiedy pisałem wyżej o tym, że konsole zaczynają się upodabniać do PC, to prawie bym zapomniał o tym, że na dobrą sprawę jest już tworzona konsola będąca PC-tem. Valve pod koniec tego roku wysłało 300 osobom ich testowe konsolki. Steam Box to nic innego jak komputer upakowany w ciasnej obudowie z preinstalowanym na nim systemem SteamOS.
Co jest zabawne, to SteamOS jest niczym innym jak ich własną dystrybucją Linuksa opartą na znanym i dość lubianym Debianie. Jakby tego było mało, to system jest dostępny do ściągnięcia, więc każdy może sobie samemu złożyć konsolę, na której pójdą gry na Steam. Przynajmniej te z wersją na Linuksa.
Ale dobra, pomijając zbędny bełkot: im większa konkurencja w kategorii „sprzęt do grania salonowego” tym lepiej dla nas, graczy. Nic tak nie motywuje firm do rozwoju, jak oddech konkurencji na karku.

Unity i jego wieloplatformowość

Chwała bogom za ekspansję tego silnika. Twórcy gier popadli w uwielbienie dla Unity, przez co zaczynają nas zalewać gry stworzone za jego pomocą.
Jaka jest główna zaleta silnika Unity? Jego wieloplatformowość. Sprawia ona, że stworzenie pełnoprawnych wersji gier na kilka platform jest ograniczone tylko konstrukcją samej rozrywki. Sprawy techniczne stanowią natomiast niewielki problem. Dzięki temu możemy się doczekać za naszego życia więcej dobrze zrobionych gier pod systemy inne niż M$ Windows.
Dowód na to, że Unity jest dobre, i można za pomocą niego tworzyć dobre gry? Dam nawet kilka:

Jeżeli jesteś tak pełny wiary jak ja, to możesz dorzucić do tej listy jeszcze Torment: Tides of Numenera i Pillars of Eternity. I jakby co wymieniłem tylko te, tytuły, które mi odpowiadają. Lista na Wikipedii i stronie autorów silnika zawiera o wiele więcej tytułów, w tym kilka zadziwiających.

No Man’s Sky

Największe zaskoczenie tego roku, „epickie uderzenie” gier niezależnych i wielka nadzieja fanów sandboxów, którzy mają już dość Terrari, Starbound czy Minecrafta. Zamysł podróżowania po wszechświecie generowanym „w locie” połączony z ładną, trochę rysunkową, grafiką 3D i widokiem z pierwszej osoby spodobał mi się jakoś w pierwszych 10 sekundach poniższego trailera. Ta gra to jeden z niewielu powodów przez które nie żałuje nocki zarwanej na oglądaniu VGX 2013. Tak czy siak, życzę miłego oglądania 🙂

http://www.youtube.com/watch?v=RNVgVl6v6YU

„To naprawdę już koniec…”

Em, nie. Jak już wspominałem na początku, to w tym roku działo się zbyt wiele w świecie gier wszelakich by ktokolwiek dał radę opisać wszystko, o czym warto wspomnieć. Moim zdaniem, to co podałem powyżej jest godne zapamiętania. Wierzę bowiem, że te rzeczy sporo zmienią jeżeli chodzi o przyszłość elektronicznej rozrywki.
Dobra, koniec mojego nawijania trzy po trzy, co waszym zdaniem zasługuje na pamięć?
Tylko błagam: odpuście sobie Call of Duty i Battlefielda, okej?

Kategorie
Offtop Blog

Święta, święta i po świętach.

Tradycyjny okres obżarstwa maksymalnego mam za sobą. Trochę rzeczy z tego wyniosłem, więc muszę się pochwalić/pożalić. Bo jest czym, jak to po świętach. No i ogarnijcie też, czy dostaniecie w tym roku ode mnie prezent.

Zacznę od chwalenia się, by pasowało do świąt: wiadomym jest to, że najpierw zacieszamy się z rodzinnej atmosfery (chociaż raz do roku) i syto zastawionego stołu wigilijnego, by potem przejść do jęczenia i innych tego typu.

Radocha

Powodów do radochy miałem całkiem sporo: odsapnąłem od pisania (bo nawet grafoman może mieć dość). Byłem razem ze swoją dziewczyną na kolacji wigilijnej u mojej cioci .Ot, taka tradycja. No, już była, bo teraz będę tam raz na dwa lata, bo będziemy jeszcze jeździć do rodzinki mojej lubej. Tak na przemian.
Nasłuchałem się anegdot z przychodni (kuzynka jest pielęgniarką) i się pośmiałem z ludzi, którzy nie mają szacunku dla nikogo poza facetem w kitlu. Pamiętajcie ludzie: lekarz przepisuje leczenie, ale często właściwe zabiegi wykonuje pielęgniarka. Prawdopodobnie ta sama, po której jechaliście na starcie. Oprócz tego okazało się, że mój wujek również gra w Diablo 3. Mam kolejny powód by przyśpieszyć nabijanie poziomów swojego barbarzyńcy, dorobiłem się kolejnej osoby z którą mógłbym dokonać masowej eksterminacji piekielnych pomiotów. PARTY HARD, HUHU!
Oprócz tego prezenty: od bliżej nieokreślonego Świętego Mikołaja otrzymałem książkę Upalna Zima. Ot, taki sobie zbiór opowiadań fantasy, który niewątpliwie przeczytam. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku.
Ale i tak większy zaciesz mam z prezentu od dziewczyny: KOMPLET KOŚCI DO RPG-ÓW WSZELAKICH! Marzył mi się taki, zwłaszcza, że mój zestawik uległ rozproszeniu i zagubieniu pod wpływem grania w warunkach polowych oraz ingerencji kotów. Tak czy siak, mój zaciesz jest ogromny. I może to mnie przymusi do rozpoczęcia i PRZEPROWADZENIA całej kampanii.

Oprócz tego wyrównałem roczny niedobór ryby w diecie. Ryba po grecku, smażony karp, śledź pod pierzyną… Samo dobro, SAMO DOBRO 😀
No i oprócz tego odblokowałem osiągnięcie: zrobiłem jadalne ciasto 😀

Smutałke, bo…

… 3 kilo do przodu. Przy tak dobrym jedzeniu jest to bardzo łatwo osiągnąć. Ale mimo tego, że byłem świadom jak to się skończy, to i tak smutam. Równo 80kg :X
… mam świadomość, że wigilia jest raz do roku i znowu się rozproszymy na niemal cały rok.
… kończy się rok kalendarzowy, kończy się „leżing i opierdaling” i trzeba brać się za licencjat. Bogowie, nienawidzę tego :X

Prezenty

To na koniec dwa zdania na temat mnie jako świętego mikołaja. Umowa, to umowa: znalazło się więcej niż 10 osób chętnych do wzięcia udziału w losowaniu, więc rozlosowałem. Nie lubię szastać prywatnymi danymi więc podam tylko szczątkowe informacje. Wygrały osoby z następującymi adresami e-mail:

Jak działamy z nagrodami? Piszę w tej kolejności maila i pytam się o grę. Wysyłam prezent i lecę do następnego farciarza. Ostatnia osoba ma niewielkiego pecha, bo dostanie to, czego nie wybiorą pozostali. Jakby co przypominam, że do zgarnięcia było Orcs Must Die 1 i 2, Sanctum 1 i 2 oraz Scribblenauts Unlimited

Tyle w temacie. Bawcie się dobrze w imieniny Sylwestra. Pamiętajcie: nie mieszamy 😉 Do przeczytania!

Kategorie
Offtop Blog

Powrót do Doty 2 – krajobraz po przemianach.

Święta, święta, no i święta: koniec rodzinnych obiadków, rozdawania prezentów i innych tego typu. A jako, że mój czas nie znosi pustki, to postanowiłem sobie pograć (po tym jak czytanie mi lekko obrzydło). Mój wzrok padł na zacną grę MOBA jaką jest DOTA 2. Przeżyłem szok po powrocie do gry, nowy tryb gry, crafting, WOW. Szacuneczek.

DOTA 2 Logo
Trochę się za tym logiem stęskniłem

W międzyczasie moja ulubiona gra MOBA (ulubiona gra z pogardzanego gatunku, hmmm….) przeżyła mega upgrade. Wprowadzono skrzynki, które możemy otwierać wraz z uzyskiwaniem przez nas profil kolejnych poziomów. Każda skrzynka tłumaczy jakieś zagadnienie w grze, daje przedmioty potrzebne do tego by móc to obadać (np. cały zestaw do craftingu) i oprócz tego zawiera przedmioty dla naszych postaci. I żeby nie było, nie są to same crapy, czasem wypadają takie ładne przedmioty, że aż można dostać wytrzeszczu oczu.

Zresztą, właśnie z powodu serii ładnych przedmiotów dla Windrunnera(ki, to ona) zacząłem znów nią grać. Co prawda aktualnie nazywa się Windranger, ale ciii…. . Valve zmieniło nazwę w ramach prewencji. Kładę 10$ na stół, że w Heroes of The Storm prędzej czy później pojawi się postać Sylvanas Windrunner. Ale dobra, nie będę jęczał na nową nazwę, bo na dłuższą metę podoba mi się ona. Na całe szczęście DOTA 2 dawno nie była przeze mnie ruszana, co sprawiło, że nie płakałem tak bardzo, jak fani w chwili, gdy Valve dokonało zmiany nazwy.

I wielka szkoda, że o ile tryb świąteczny jest bardzo przyjemny i grywalny jak diabli, to nie ma on nic wspólnego z normalnymi grami. Najlepiej pokazał mi to mój pierwszy od 4 miesięcy „normalny” mecz w DOTA 2. Genialne statystyki w postaci 0 zabitych/11 asyst/11 śmierci. No cóż, czeka mnie powrót do piaskownicy. Grać tak żałośnie to już niemalże grzech jest :X

Ale dobra, tyle mojego narzekania, teraz kilka słów o nowościach, bo to one mnie nakłoniły do grania. No i pisania o graniu.

Wraith Night – DOTA 2 i tryb świąteczny.

Dota 2 Wraith Night
Impreza świąteczna: DOTA 2 Edition

Valve bardzo lubi wrzucać do swoich gier sieciowych dodatki okolicznościowe. Aktualnie dodany tryb Wraith Night jest jednym z nich. Polega on na tym, że gracze w 5 osobowym zespole muszą bronić ołtarza, na którym spoczywa przyszły Król Upiorów, przed potworami, które chcą go zniszczyć.

W związku z tym, że normalna mechanika gry by tutaj zawiodła, to w tym trybie postacie i przedmioty z gry DOTA 2 są trakcie działań obronnych dość konkretnie przerobione. Przykładowo Windranger(ka) ma pozmieniane koszty umiejętności, a jej ostateczna umiejętność została niemal całkowicie przerobiona (i jakoś 5 razy bardziej potężna niż normalnie).

Tak się bije, tak się bije, KRÓLA UPIORÓW!
Tak się bije, tak się bije, KRÓLA UPIORÓW!

Najlepsze w tym trybie jest to, że bez pracy zespołowej nie da się wygrać. Zamiast standardowego respawnu mamy tutaj do czynienia z koniecznością „podnoszenia” towarzyszy gdy padną. Automatycznie jesteśmy wskrzeszani tylko na początku danej rundy, a w przypadku niektórych walk jest to, delikatnie mówiąc, za mało. No i do tego ostateczna walka z bossem wymaga podziału ról, inaczej będziecie się z nim bić do znudzenia. Albo własnej, bolesnej śmierci. Jak kto woli 🙂

Craftologia stosowana

Dota 2 Socketing Crafting
A tak się dopakowuje przedmioty

O craftingu tylko przez 3 sekundy, bo więcej wymagałoby długiego wstępu na temat mikrotransakcji i kosmetyki w grze DOTA 2.
Przede wszystkim oznacza to, że za pomocą znalezionych/kupionych w losowych paczkach śmieci możemy tworzyć inne przedmioty. Wystarczy dopaść odpowiedni zwój z przepisem, dodać składniki i Voila~~ Zamieniamy śmieci na lepsze (być może już) nie śmieci.
Możemy sprawić, że fajnie wyglądające przedmioty będą jeszcze fajniejsze, bo będą zmieniać wygląd umiejętności albo, przykładowo, śledziły liczbę naszych zwycięstw/asyst/zabójstw czy też użyć danej umiejętności.
Dobry gadżet dla ludzi, którzy lubią się szczycić różnymi osiągnięciami w grze. I genialny z biznesowego punktu widzenia: „achievmentów” nie ma, a nie każdy ma dość dużo cierpliwości by czekać na dropnięcie się nowego przedmiotu z zamontowanym licznikiem. Wtedy karta kredytowa idzie w ruch, a Valve poszerza basen na banknoty.

Noobtorial.

Dota 2 Tutorial
Ot taka mapka dla świeżaków

Nie jest to nowość, ale już czuję, że będę musiał z tego skorzystać.
DOTA 2 dorobiła się najlepszego w moim odczuciu systemu treningowego, jaki tylko mógł powstać. Składa się on z serii map, na których dowiadujemy się i trenujemy w praktyce wiele ważnych czynności w grze. Chociażby last-hitowanie, które w przypadku samouczka do League of Legends jest potraktowane trochę po macoszemu.
Co najlepsze, jest powód by skończyć samouczek: wraz z kończeniem misji otrzymujemy przedmioty dla Snajpera, prawdopodobnie najprostrzej w obsłudze postaci w tej grze.
A ja sam chyba wrócę do tego samouczka, bo jak już mówiłem na wstęp: lamię tak bardzo jak to tylko jest możliwe. 0/11/11… Coś czuje, że długo będę to przeżywał :X

Wiecie co, tyle na dziś. Wracam do trenowania, póki mam wolne w ramach świąt. Może potem sobie pogram w Left 4 Dead 2. KTÓRE JEST JESZCZE DARMOWE. Bierzcie póki Valve czuje ducha świąt!

Kategorie
Offtop Blog

Newsletter – test i informacja.

No siema, siema. Krótki tekst, bo i temat bardzo krótki. Jako niewielki prezent kryptoświąteczny przygotowałem dość sensowną (wg. mnie) alternatywę dla fejsików i innych tego typu rzeczy.

Newsletter
Dzień dobry, podaję komunikat specjalny!

Otóż, udało mi się w końcu ogarnąć na porządnie NEWSLETTER. Na co wam on? Głównie dlatego, że Facebook ostatnio eksperymentuje z algorytmami, według których decyduje o tym, to co pokazuje ludziom na ich ścianach. Wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że najbardziej po twarzy dostają małe strony na FB, które nie wykupują reklam. Tak, ja też, mój post na FB teraz widzi średnio 15 osób z 124 fanów. Nie lubię tego, nie podoba mi się to, więc uciekam w inne opcje.

Poniżej macie formularz służący do zapisów do newslettera. Taki sam znajdziecie na pasku bocznym i fejsbukowym fanpage’u.

[mc4wp_form]

Żeby uścielić podane tam informacje: w wtorek i czwartek dostaniecie informacje o postach, a w sobotę na waszych kontach mailowych wyląduje podsumowanie całego tygodnia. Zazwyczaj piszę krótkie czytadła, to sobotniego maila potraktujcie jako tygodnik tekstów okołogrowych pisanych przez grafomana uwielbiającego grać.

 

I skoro już coś jednak napisałem przed świętami, to oprócz tego trzy krótkie informacje:

  • po świętach będzie trochę tekstów o Androidzie i recenzja pewnej gry indie.
  • będę pisał rzadziej (bo MUSZĘ ZACZĄĆ PISAĆ LICENCJAT, KIERWA)
  • za to będzie więcej strumyków. Na pierwszy ogień, zgodnie z pewnym życzeniem, pójdzie Hearthstone. Mam talię do ogarnięcia 🙂

I w związku z tym, że jutro jest wigilia, to macie kolędę. Dla odmiany o wiele spokojniejszą. I przy okazji ponownie życzę wam WESOŁYCH ŚWIĄT!

Kategorie
Offtop Blog

Wesołych świąt! I masy prezentów!

No siemka, jak tam święta?  Wszystko przygotowane? Czy obudzicie się zaraz z ręką w niefajnym miejscu? Ja staram się tego unikać, więc postanowiłem złożyć wam życzenia teraz. No i dobra, sobie też, jestem samolubnym draniem.

Ostrzeżenie: poniższe życzenia świąteczne zawierają znaczną ilość krwi i przemocy. Osoby bardziej delikatne są proszone o ograniczenie się do tekstu i późniejszej kolędy. Dziękuje 🙂

Ten filmik robił z wstęp, odkopanie go było o wiele łatwiejsze niż narysowanie czegoś od zera. Przez chwilę chciałem wrzucić tutaj kartkę świąteczną zrobioną przeze mnie w czwartej klasie podstawówki na zajęciach z informatyki. A tego byście pewnie nie chcieli, jak znam życie (i moje zdolności rysowania pędzlem w Paincie).

Na początku planowałem napisać coś o tym, że abwabwabwa, prawie rok, blablebli, myślałem, że krócej będę się tym bawił, hadzia bum bęc. Ułożyłem sobie nawet coś w głowie, ale patos moich własnych słów mnie przytłoczył niczym 4 słonie, które zazwyczaj stoją na jakimś żółwiu. Dlatego postanowiłem, że przejdę od razu do stosu życzeń.

Z okazji zbliżających się BARDZO SZYBKO świąt Bożego Narodzenia życzę wam:

  • 1000k gold na głowę
  • wysokiego Kill/Death Ratio w FPS-ach. (Za wyjątkiem Call of Duty, tam wam życzę byście przejrzeli na oczy)
  • zarąbistego łupu w Diablo 3 i innych tego typu grach
  • piętnastominutowego rekord w Super Hexagon
  • przecen 90% na gry, których pragniecie
  • wielkiej radości z odniesionych zwycięstw

Ale i tak chciałbym wam życzyć, przede wszystkim tego, by wasze osiągnięcia w realnym życiu sprawiły, że to wszystko powyżej wyda się być żałosne. 

Sobie natomiast życzę wytrwałości w swoim grafomaństwie i jakiegoś oświecenia, jeżeli chodzi o moje umiejętności pisarskie. Głównie po to, byście nie pożałowali spędzonego tutaj czasu.

No i na koniec, przypomnienie prostej zasady. Obietnica to obietnica. Dlatego też daję kilka prezentów do rozdania. A w związku z tym, że jestem nieogarnięty i do tego mamy okres świąteczny, to prezenty podrzucę dopiero po świętach. Zawsze możecie sobie wyobrazić, że Święty Mikołaj powiedział, że ma dość i się schlał. Wierzę w waszą pomysłowość.
A teraz skromny, bo czteropunktowy regulamin rozdawajki:

  • nie oszukujemy. Będę wyrywkowo sprawdzał, kto zrobił to co zadeklarował, a kto nie.
  • Podajemy prawdziwego i aktywnego maila. Jak zobaczę, że ktoś deklaruje zapisanie do newslettera za pomocą maila [email protected], to będzie ignor z mojej strony.
  • Wiecie, subskrypcja mailowa wymaga potwierdzenia na koncie mailowym. Pamiętajcie o tym: nie ma na liście, nie ma punkciorów.
  • w przypadku dżumy/syfilisu/wojny/czy innych zjawisk losowych zastrzegam sobie prawo do modyfikacji regulaminu.
  • Żeby nie było trzody i żeby pojawiła się jakaś niepewność: nagrody pójdą w ruch, jeżeli w całej akcji weźmie 10+ osób. Losowanie 3 paczek wśród 4 osób byłoby mega słabe.

Aktualna liczba uczestników: 6

a Rafflecopter giveaway

I żeby ułatwić wykonanie ostatniego punktu, to tutaj macie właściwy formularz do rejestracji 🙂
==================
[mc4wp_form]
==================

Na wszelki wypadek życzę wam po raz kolejny Wesołych i Radosnych Świąt Bożego Narodzenia. No, to do przeczytania! A teraz, kolęda 😉

Kategorie
Offtop Blog

Niewykorzystane możliwości na przykładzie Frozen vel Krainy Lodu

Ot, taki mały offtop związany z faktem, że wczoraj był Międzynarodowy Dzień Kina, w ramach którego wylądowałem ZNOWU na disneyowskim Frozen. Nie, nie będę się żalił na film, za to pożalę się na coś zgoła innego.

Frozen Logo
Zzzzzzzzimnoooo… Brrrrrrrrr~~

Na początek powiem tym, którzy jeszcze nie załapali się na wersję kinową: wersja 3D różni się na tyle, że jak to jedno/półtorej piwa różnicy nie robi wam różnicy, to moim zdaniem warto dopłacić. Spadające płatki śniegu chyba nigdy tak dobrze nie wyglądały. I jeszcze ta animacja  przed właściwym filmem o której wspominałem wcześniej (Koń by się uśmiał/Get a Horse)… w 3D nie jest po prostu świetna. Ona ocieka świetnością. 10/10, znaczek jakości i order z ziemniaka.

No i w tym momencie ostrzeżenie: jeżeli nie oglądaliście Frozen (Krainy Lodu) i Tangled (Zaplątanych), a za spoilery bijecie po twarzy, to apeluje do was: poczytajcie coś innego, a tu wróćcie po seansach tychże animacji. Okej? OKEJ?

Ale dobra, nie o tym chciałem napisać. Chciałem się za to pożalić, że w trakcie drugiego seansu Krainy Lodu wpadłem na cudny pomysł na shorta, czy wręcz na spin-off Frozen. A to wszystko za sprawą jednego, durnego kadru z tego filmu

Frozen WTF?
Cześć Flynn, cześć Roszpunka!

I faktu, że oglądałem Zaplątanych. Ot, przez to w mojej głowie pojawiła się myśl:

Jakim cuden para głównych bohaterów z Tangled siedziała spokojnie, kiedy można było pomóc w poszukiwaniu zaginionej księżniczki. Pardon, wtedy już królowej?

W ramach przypomnienia: Roszpunka spędziła 90% swojego życia ZAMKNIĘTA W WIEŻY bez kontaktu z nikim (za wyjątkiem  kameleona i pasożytującej na niej macochy). Ostatecznie fakt trzymania pod kloszem sprawił, że poleciała w świat tylko po to by popatrzeć z bliska na lampiony. Pomińmy to, że po drodze zaliczyła przygodę, do której opisania potrzeba było niemal półtora godziny filmu. Zresztą, z jej drugiej połowy też niezłe ziółko: to były złodziej. Łotrzyk, wolnoduch. Uzależnienie od adrenaliny, i tego typu sprawy.

Mamy więc dziewczynę z (prawdopodobnie) niezaspokojoną żądzą przygód i gostka, dla którego bezczynne siedzenie na tyłku musi być mordęgą. Znajdujących się w miejscu, gdzie nagle królowa okazuje się być czarownicą zamrażającą powietrze ruchem dłoni i której lekka irytacja sprowadza na jej kraj zimę tysiąclecia. A ONI NIC NIE ROBIĄ? Ehh… Smutno mi.

Tyle możliwości, tacy sympatyczni bohaterowie, taki dobry motyw: samodzielna wyprawa ratunkowa w wykonaniu Flynna i Roszpunki (no dobrze, koń Maksymilian Maximusa vel Maksio i kameleon Pascal też musieli być pod ręką) byłaby dobrą fabułą na jakiś krótkometrażowy film animowany. Ba, jakby jeszcze podpadli temu księciuniowi z szwabskim imieniem (Von Schwindelkant, czy jakoś tak), to można by z tego zrobił pełnoprawnym film animowany. Byliby główni bohaterowie, byłoby tło wydarzeń, fabuła, główny zły, WSZYSTKO.

Ale NIE! Disney ma swoje zasady, nie miesza w sposób bezpośredni postaci z różnych serii, co najwyżej wrzuca je do innych filmów w postaci dywanu, ozdoby czy też przypadkowo miniętych na ulicy osób. Nie zrobią jednak nic więcej. Ze strachu? Braku chęci do stworzenia czegoś zupełnie autorskiego? „W imię zasad”? Nie wiem, kierwa, nie wiem. Ale wiem, że boli mnie to: chciałbym coś takiego zobaczyć i wiem, że tego nie zobaczę. Ot, tyle, pożaliłem się.

I żeby na koniec dać coś innego niż gorzkie żale, to macie muzyczkę. Leci w trakcie napisów końcowych polskiej wersji Frozen. Mam nadzieje, że spodoba się wam tak samo jak mnie.

Bardziej pamiętliwi czytelnicy spodziewali się tutaj konkursu. No cóż, wpis spontaniczny, to konkursu nie będzie :X Za to nie bójcie się, prezenty na święta będę rozdawał, spokojne wasze główki 🙂 Do przeczytania Soon (znak towarowy Blizzard Enterntainment, wszelkie prawa zastrzeżone).

Kategorie
Offtop Blog

Spojrzenie 4,5,6 na Neverwinter: Shadowmantle – artefaza i urokoza

Kolejny dzień przyniósł ze sobą silną kontynuację fazy na MMORPG o zacnej nazwie Neverwinter. Dopchałem się do artefektu, próbowałem zarąbać smoka i cieszyłem się z tego, że używanie run i uroków ma w końcu jakiś sens. A to wszystko za sprawą Shadowmantle.

Neverwinter: Shadowmantle Logo, Neverwiner, MMO
Neverwinter: Shadowmantle wywróciło kilka aspektów gry do góry nogami.

Wcześniej było ostrzeżenie o tandetnych screenach, teraz jest ostrzeżenie o POLSKOJĘZYCZNYCH (błe) zrzutach ekranu. Niektóre tłumaczenia zabolą wasze oczy, przepraszam za to. Ale czego się nie robi dla kilku dodatkowych przedmiotów.

Kategorie
Offtop Blog

Pierwsze, drugie i trzecie wrażenie z Neverwinter: Shadowmantle.

Wczoraj wyszedł nowy, drugi już dodatek do Neverwinter, zatytułowany Shadowmantle. Wiadome jest to, że czekałem na niego od BARDZO dawna. Doczekałem się, dopadłem w swoje łapy i teraz mogę na szybko podzielić się wrażeniami. Ale to tak mega szybko, bo poziomy same się nie wbiją.

Neverwinter: Shadowmantle Logo, Neverwiner, MMO
Logo jest, dodatek jest, wrażenia poniżej

I uprzedzam: screeny są do kitu. Ale są!

Hunter Ranger w praktyce

Neverwinter: Shadowmantle Hunter Ranger
Shotgun snajperski w trakcie przygotowania od wystrzału

Pierwsza rzecz po zalogowaniu? Tworzę przedstawiciela nowej klasy Hunter Ranger. Obowiązkowo jest to mroczny elf z długimi białymi włosami („cześć Drizzt!”)Po rozpoczęciu gry (jpdl, ile razy ja tę planszę widziałem, to ja nie wiem :X) pozbierałem swoje klamoty, odbębniłem „na automacie” tutorial i zająłem się właściwą grą. Wiecie, wykonywanie questów, bieganie po mieście, przeglądanie dostępnych umiejętności. Tego typu pierdoły. Łącznie dałem radę pograć klasą Hunter Ranger około 1,5 godziny. Kilka pierwszych wniosków z grania w Neverwinter tą klasą postaci:

  • przez pierwsze 10 poziomów Hunter Ranger jest PRZEPAKOWANY. Jest antytezą słowa „zbalansowanie”. Potem zaczynają się pojawiać schody, głównie za sprawą podskoczenia punktów życia przeciwników
  • walka wręcz jest i długo pozostanie jedynie miłym dodatkiem do odstrzelania przeciwników za pomocą łuku. Jest niezwykle efekciarska, ale jest znacząco mniej efektywna od ostrzału maszynowego z łuku.
  • do zapamiętania: umiejętność Split Shot działa jak shotgun. Im bliżej przeciwnik jest i im mniejszy obszar ostrzeliwujemy.
  • zaliczyłem niezłe zdziwienie na widok, że Hunter Ranger walczy parą broni, które nie są koniecznie mieczykami. Jak dotąd miałem w swoich rękach dwa sztylety i parę toporków. Te ostatnie wyglądają świetnie (a będą dwa długie miecze? 😉 )

W dużym skrócie: wszystko ładnie, pięknie, przywalić się mogę w tym przypadku tylko do dwóch rzeczy: mogli popracować nad tym nieszczęsnym balansem postaci i TA KLASA POWINNA BYĆ OD POCZĄTKU W GRZE. No, tyle o łowcy

OGIEŃ!!! – czyli Master of Flame w Neverwinter.

Neverwinter: Shadowmantle Master of Flame
Zaraz komuś słońce spadnie na głowę?

Jako maniak wszystkiego co płonie nie mogłem przeboleć tego, że mag (Control Wizard) w Neverwinter nie posiadał dostępu do zaklęć ognia w dowolnej postaci. Nic tylko mróz, błyskawice i magiczne pociski. NUDA. Ja chcę z przeciwników robić ognisko. A teraz nie tyle chcę, co wręcz MOGĘ robić z nich ognisko. A to wszystko dzięki podklasie Master of Flame. Zresetowałem mojego maga na 45 poziomie, rozłożyłem umiejętności od nowa (20 minut roboty, WAAAAGH) po czym poszedłem palić i mordować przeciwników. Aktualnie są to wilkołaki, więc było co podpalać. I jak efekty zabawy?

  • W przypadku Master of The Flame rzucanie zaklęć musi być przemyślane. Przy poprzedniej podklasie można było zaklęciami dość bezmyślnie spamować, a przeciwnik padał. Tutaj też tak można, ale jak rzucimy dobre kombo, to przeciwnik padnie trzy razy szybciej
  • Porada dla już grających, czyli dobra kombinacja dla Master of The Flame: Scorching Burst, Fanning The Flame i na koniec spamujemy Chilling Cloud, by cel naszego ataku ciągle płonął. NA NIEBIESKO! 🙂
  • Granie Mistrzem Ognia ma sens tylko wtedy, jak ktoś sobie na sobie uwagę potworków. BARDZO mile widziany jest towarzysz w postaci Guardian Fightera, albo chociaż jakiś NPC z umiejętnością skupiania na sobie uwagi wroga. Inaczej nie będziemy mieli łatwo z szerzeniem masowej destrukcji

I jedna smutna uwaga na koniec: animacje ataków są przydługie. Ale w przypadku maga to chyba nie problem, w końcu on rzuca zaklęcia. Machanie mieczem może być szybkie, ale zaklęcia? To zupełnie inna para butów.

Artefakty, towarzysze i inne bzdety.

Oprócz tego w oczy rzuciło mi się kilka nowych rzeczy.

Najbardziej widocznym motywem jest wzrost wagi kompanów w wersji NPC:  oprócz pomagania nam, gdy są przywołani, to za sam fakt posiadania „gotowego do wezwania” towarzysza otrzymujemy bonusy. Jeszcze jeden powód by zbierać i kupować towarzyszy.
Oprócz tego szykuje się też przaśna minigierka, w której będziemy nabijać doświadczenie, kasę i runki swoim kompanami. Taka gra paragrafowa, jeżeli ktoś jeszcze pamięta co to jest. A jak nie pamięta, to ciocia Wikipedia chętnie pomoże.
Oprócz tego są artefakty, które nosimy ze sobą i rozwijamy karmiące je runami (których zazwyczaj więcej wypada, niż się używa). Dzięki takiej diecie dają one coraz większe bonusy i pozwalają na używanie zdolności aktywnych. Jak mi jakiś wpadnie w ręce, to będzie bardziej wylewny w tym temacie.
A, i najważniejsze: każde konto, które istniało przed wydaniem dodatku otrzymało jeden darmowy reset postaci. Przydatna rzecz, biorąc pod uwagę, że wszystkie klasy postaci w Neverwinter dorobiły się dodatkowej podklasy. Ja swój reset wykorzystałem do ogarnięcia maga 🙂

Dobra, idę AFK nim wpadnę w szał growy. Jakby ktoś chciał zagrać, to zapraszam po 18:00. Polujcie na Elkantar Xiltin@jasiegg665. Ewentualnie wypatrujcie ześwirowanego mrocznego elfa podpalającego wszystko na niebiesko, na jedno wyjdzie 🙂