Cotygodniowy wpis mi się trochę wymknął spod kontroli. Dlatego żeby nie przytłoczyć nikogo ilością tekstu, podzieliłem go na dwie części:

Głównie po to, byście nie byli zbyt ociężali po „jednodaniowym” wpisie. A tak to dostaniecie chociaż chwilę odstępu między jedną a drugą porcją blogaskowej strawy.
Oprócz tego obiecuję, że nie będę więcej rzucać czerstwych tekstów okołojedzeniowych. Za to pokażę więcej żarcia!
Wpis dedykuję mojej mamie, która nie zobaczy już więcej moich zdjęć ani nie spróbuje tego, co ugotowałem.
Owsianka
Tydzień bez owsianki tygodniem zmarnowanym. W ramach testów wymieniłem skyr na jogurt naturalny. Oprócz tego w środku jest odżywka białkowa, płatki owsiane, chia i odrobina mleka. Efekt wygląda tak:

Na zdjęciu tego nie widać, ale owsianka wyszła zauważalnie bardziej płynna.
Zostanę przy skyrze 😀
Omlet
Któregoś dnia uparłem się na to, że chcę śniadanie na ciepło. Opcje w lodówce były jednak ograniczone.
Postanowiłem więc spróbować zrobić omlet trochę inaczej niż zwykle. Wymieszałem jajka, płatki owsiane, przyprawy, trochę mleka i dodałem do tego nasiona chia.
Tę mieszaninę dałem do lodówki na chwilę by chia napuchła, po czym przemieszałem i dałem na patelnię. Jak już obsmażyłem mój omlet z obu stron, to położyłem na niego żółty ser, szynkę, złożyłem na pół i potrzymałem jeszcze chwilę na patelni. Gdy już przełożyłem go na talerz, to pochlapałem to keczupem.

Bez keczupu się nie liczy.
Dziwny eksperyment kanapkowy
Na wypadek, jakby ktoś się zastanawiał jak smakują kanapki z:
- żółtym serem
- szynką drobiową
- pomidorem
- masłem pistacjowym na słodko
to niech się nie zastanawia:

Smakują zadziwiająco dobrze. Nie spodziewałem się, że taki rodzaj „słodyczy” będzie pasował na kanapkach. Okazało się, że jednak czasem coś jeszcze mnie zaskoczy w kuchni.
Wyższa forma tofu
Zrobiłem coś szalonego, co może się nadawać do naśladowania.
Pokroiłem trzy kostki tofu w grube plastry, takie po pół kostki. Dodatkowo je ponacinałem i lekko odcisnąłem z wody. Wrzuciłem je do marynaty składającej się z pasty gochugaru, sosu sojowego, miodu, startego czosnku i wody. Marynowałem je przez cały jeden dzień.
Po tym wszystkim zapanierowałem je w skrobi ziemniaczej i obsmażyłem w minimalnej ilości oleju. Pod koniec smażenia podlałem je odrobiną marynaty. Efekt? Taki:

Na zdjęciu widzicie je podane z makaronem i warzywami z mrożonki. Bo nie miałem pomysłu, co dać, a warzywka trzeba jeść. Chociażby po to, by być zdrowym. Polecam serdecznie!
Sermakowiec, tylko taki mało sermakowcowy.
Czemu tak? Bo zamiast sera twarogowego jest mieszanka zmielonych serków wiejskich i mascarpone. Za jego smak odpowiadała odżywka białkowa o smaku wanilii i jagód.
Mak też nie trafił do ciasta w normalnej formie – zamiast niego były namoczone w mleku z dodatkiem słodzidła i aromatu pomarańczowego nasiona chia. W trakcie robienia tego ciasta całość wyglądała tak:

Niestety, nie udało mi się rozłożyć „maku” bardziej równomiernie, ale nie jest mi z tego powodu smutno. Potem wylałem na to resztę masy serowej i dałem do lodówki, aż stężało.
Jak wyglądało ciasto po przekrojeniu? Tak 😀

Natomiast to zdjęcie widzieliście na początku wpisu, ale dam je znowu:

Czemu? Przede wszystkim dlatego, że podoba mi się pomimo tego, że przesadziłem z filtrami. Ale oprócz tego, by powiedzieć, że polanie go płynnym masłem pistacjowym i sosem karmelowym to był strzał w dziesiątkę.
Jajecznica wszystkich jajecznic.
W wyniku serii niefortunnych zdarzeń moja kuchnia przez długi czas była strefą wolną od cebuli. Minął jednak umówiony okres „ochronny”, więc postanowiłem, że najlepszym sposobem na to by uczcić jej powrót do kuchni będzie zrobienie jajecznicy.
Ta jednak mi się trochę wymknęła spod kontroli. Pierwotnie miała być z cebulą. Ostatecznie była dodatkowo z boczkiem i szczypiorkiem:

Wydaje mi się, że w ten sposób stworzyłem jajecznicę w ostatecznej formie. Po części dlatego, że nie mam pojęcia, co jeszcze, może poza pomidorem, mógłbym tutaj dodać.
Moja (prawdopodobnie) ulubiona sałatka
Minęło trochę czasu, od kiedy ją ostatnio zrobiłem, ale pomimo tego dalej ją uwielbiam.
Składniki? Kurczak, brokuł, kukurydza, ananas i sos czosnkowy. Ten ostatni? Domowej roboty, gęsty i prosty – czosnek, pieprz, skyr naturalny i łyżka majonezu (by nie było zbyt zdrowo).
Normalnie korzystam z mrożonego brokuła, z już pokrojonymi różyczkami. Nie mogłem go dostać w trzech różnych sklepach, to zrezygnowany kupiłem świeżego.
Niby trochę taniej, ale walka o to, by się ugotował porządnie zawsze jest pokręcona. W tym przypadku moim głównym brońmi były zbyt wielki garnek i termometr kuchenny:

Czy było warto? Tak:

Wiem już jednak, że trochę przedobrzyłem, bo porcja była potwornie wielka. Następnym razem z niemalże tej samej ilości składników zrobię sześć porcji zamiast czterech. Też będzie dobrze, a jako bonus będę w stanie się ruszyć po obiedzie XD
Nie moje, ale fajne
Któregoś dnia pozwoliłem moim intruzywnym myślom wygrać, gdy przechodziłem obok Mak Kwaka – lokalnego fast fooda. Nie pozwoliłem im jednak wygrać do końca, bo zamiast frytburgera wziąłem hamburgera:

Sumienie trochę czystsze, bo warzywka jakieś wpadły.
Oprócz tego tydzień temu koleżanka mnie upomniała, że nie napisałem o preclach. W związku z tym, z opóźnieniem, przedstawiam wam mój nowy nałóg:

WSZYSTKIE moje przyszłe problemy z utrzymywaniem się lub wzrostem wagi będą bezpośrednio powiązane z obecnością tych precli w moim życiu.
Jeżeli czyta mnie jakaś osoba odpowiedzialna za testowanie żywności – jakiś Sanepid czy inne tego typu – to mam sugestię: przetestujcie czy jakichś narkotyków do tego nie dorzucają, dobrze? Proszę?
Na koniec, o fakapie
Na koniec zostawiłem sobie historię bez dokumentacji zdjęciowej, bo akurat o tym nie chcę pamiętać.
W poniedziałek na obiad miały być frytki z piekarnika i kotlety rybne. Prosty obiad. Szybki. Mający na celu zrobienie miejsca w zamrażalniku.
Z kotletami rybnymi nie było żadnego problemu, ale za to z frytkami? Piekły się z trzy razy dłużej, niż powinny, po czym ostatecznie i tak się nie dopiekły. Przez to trzeba było je awaryjnie „dosmażyć” na patelni z olejem. (Odczuwalnie) pięć lat robienia „szybkiego” obiadu. Meh.
Pomimo drobnej zmiany formuły, jaką wam tutaj zafundowałem, to jednej rzeczy nie zmienię – życzeń. Życzę wam z całego serduszka, byście nie mieli żadnych fakapów wartych odnotowania.
Trzymajcie się ciepło w optymalnej temperaturze i do przeczytania wkrótce!
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
