Minął mi kolejny, w miarę spokojny, tydzień grania. Zachciało mi się powrotu do starej gry.

Oprócz tego de facto skończyłem dwie inne, wkurzyłem się na kilka gier mobilnych i trafiłem, jak to zwykle bywa w moim życiu, do kuchni.
Persona 5: The Phantom X
Rzadko kiedy widzę, by ktoś odpowiedzialny za pisanie do gry bawił się tak dobrze.
Druga część eventu wakacyjnego w mobilnej Personie była skupiona na rekinach. Czy twórcy gry skorzystali z okazji i rzucali dużo tekstów „okołorekinowych”? Jeszcze jak:




Te powyżej złapałem na zrzutach ekranu, ale nawiązań do rekinów, zwłaszcza filmów klasy B, jest MULTUM. To jest dokładnie mój gatunek czerstwego humoru xD
Oprócz tego, oczywiście, zdobyłem wszystkie najważniejsze nagrody z eventu:

Czy jestem z siebie dumny? Stanowczo tak.
Grim Dawn
Grałem raczej dla relaksu, więc jakichś wielkich postępów nie było. Weekend skończyłem z postacią na, skromnym, dwudziestym siódmym poziomie.

Ale wiem jedno – porzucam Diablo 4 jako mój „bazowy” wybór hack & slasha. Nie dlatego, że uznałem, że Diablo 4 przy Grim Dawn to jest jakaś kompletna katastrofa. Nic z tych rzeczy – ostatnie zmiany uczyniły grę naprawdę świetną.
Ale Grim Dawn pozwala mi grać w swoim tempie i swoim towarzystwie. Żadnego sezonowego FOMO, żadnych randomów biegających po mapie. Tylko ja, świat, który pragnie mnie zabić i moje chęci, by mu się nie dać.
Oprócz tego – jaka inna gra zafunduje mi przedmioty z takimi nazwami? XD

Musiałbym chyba wrócić do Diablo, 2 by coś takiego ujrzeć 😀
Tormentum 2
Dotarłem do zakończenia. Po trochę ponad siedmiu godzinach gry ujrzałem koniec.

Szkoda tylko, że nie był to koniec, który mnie zadowolił. Nie wiem, co mnie bardziej zdziwiło – to, że moje decyzje z niemal całej gry wpłynęły na zakończenie, czy to, że moje losy na sam koniec były tak niesamowicie paskudne.
Wiecie, w którym momencie wiedziałem, że coś poszło nie tak? W tym:

A tak ogólnie? Cudowna to przygoda, nie zapomnę jej długo. A teraz robię sobie krótką przerwę, nim podejmę się kolejnej próby przejścia gry – oby z lepszym skutkiem.
Chyba, że jakimś cudem się okaże, że istnieje JESZCZE gorsze zakończenie gry niż to, czego doświadczyłem, wtedy będę pod wrażeniem pomysłowości twórców.
Pokemon GO
W tym tygodniu wyjątkowo dużo grałem, z dwóch powodów.
Pierwszym był Hyper Trening mojej Zeraory. Wiedziałem, że nie zrobi się on sam, więc postarałem się, by mieć go jak najszybciej z głowy. Efekt jest taki, że zostały mi dwa ostatnie etapy szkolenia, nim stanie się pokemonem z 100% IV:

Drugim było to, że w minionym tygodniu był event nazwany Summer Marathon. Jak nazwa sugeruje, trzeba było przejść 42 kilometry. Co z tego wyszło? No wiadomka, że sukces:

A czemu musiałem grać? Bo na nowym telefonie śledzenie odległości w tle działa „jako tako”, więc zabezpieczyłem się przed utratą kilometrów po prostu grając. W tym tygodniu będę grzebał w ustawieniach telefonu, by uniknąć takich akcji w przyszłości.
Oprócz tego osiągnąłem niewielkie postępy w zdobywaniu kolejnego poziomu w grze:

Monster Hunter Now
Dla równowagi w to grałem mniej. Zauważalnie mniej. Do tego stopnia, że prawdopodobnie po raz pierwszy w mojej karierze łowcy to mnie inni musieli dźwigać na plecach:

Ot, nie czułem weny. Do tego stopnia, że ledwo dałem radę zrobić zadania z minionego eventu.
Wypalenie łowieckie? Znudzenie? Brak sił i chęci? Zobaczymy. W tym tygodniu Base Defense i nowy event, to może wykrzesam z siebie więcej entuzjazmu.
Sword X Staff
Pomijając klasyczne grindowanie, to kontynuowałem imprezowanie w ramach crossovera z chińskimi Vocaloidami.
Mógłbym nawet powiedzieć, że impreza się rozkręciła, bo dodali minigrę, która ma symulować lekcję śpiewu. Łatwą, nieskomplikowaną i, po pięciu dniach grania, raczej nudną:
Pomijając to? Historia idzie dalej. Ktoś tu oglądał stanowczo za dużo Dragon Balla:

A moja postać ma się tak:



Oprócz tego muszę się „pochwalić”, że zapomniałem kompletnie o tym, że w ramach obecności w gildii mogę zdobywać więcej materiałów do rozwijania swoich zwierzaków. Przez to, w chwili pisania tego akapitu, jestem hodowcą hurtowym:



Moje potwory będą teraz trochę silniejsze 😀
Postknight 2
Trochę się obraziłem na tę grę. Czemu? Dwa powody.
Pierwszym jest to, że myślałem, że zdobędę rangę S Postknighta. Tymczasem okazało się, że muszę przejść jeszcze sporą część fabuły, nim będę mógł to zrobić :X

Jestem aktualnie na końcu siódmego rozdziału gry, a muszę ukończyć dziewiąty, by móc zdobyć wyższą rangę. Meh.
To jeszcze nie byłoby istotnym problemem, gdyby nie ONA:

Boss siódmego rozdziału gry nie daje mi żyć. Dosłownie – ta walka mnie przerasta i pomimo dwucyfrowej liczby prób dalej nie dałem rady jej pokonać.
Aktualnie jestem w trakcie ulepszania innego zestawu sprzętu z nadzieją, że to pomoże. Czy tak będzie? Przekonam się za jakiś dłuższy czas, bo nie mam ochoty na jakiś ekstremalny grind w tej grze.
Dynasty Warriors: Origins
Uparłem się, że przejdę ścieżkę Wu i zrobiłem to:

Zaliczyłem lekkie zaskoczenie, gdy odkryłem, że jedna z ostatnich misji była taka sama jak w przypadku linii fabularnej Shu, którą przeszedłem jako pierwszą. Miało to swoje zalety – pamiętałem, co się odwali w trakcie misji XD Co prawda w ostatecznym rozrachunku niewiele mi to pomogło i musiałem misję resetować w pewnym momencie. Bez tej wiedzy byłoby jednak jeszcze gorzej.
W ramach testowania możliwości Steam Machine i wyciągnięcia ręki do osób, które chcą czasem coś obejrzeć, to mam coś wyjątkowego – nagranie ostatniej misji. Całej. Od początku, przez restart przy porażce, do napisu „Victory”:
Final Fantasy XIII
„Skończyłem” dwie gry, to zaszalałem i wróciłem do już napoczętej. Czemu akurat FF XIII? Dwa powody.
Pierwszym było to, że na Asus ROG Ally X ta gra bardzo lubiła się regularnie wykrzaczać. Próbowałem różnych rozwiązań z internetu, ale żadne nie pomagało :X

Drugim było to, że rzeczywistość mi o tej grze przypomniała. Jaka jest szansa na to, że idąc przez miasto akurat podsłuchacie rozmowę o Final Fantasy, w trakcie której ktoś powie, że trzynastka jest absolutnie do dupy? Niemalże żadna, więc potraktowałem to jako znak.

Pograłem kilka godzin i powiem wam, że nie rozumiem problemów z tą grą. Tak, jest na ten moment liniowa i składa się z przerywników przeplatanych okazjonalnymi walkami. Tylko co z tego, jak się dobrze przy tym bawię? Powiem nawet więcej – daję radę pomimo niewiarygodnej liczby flashbacków, jakimi gra mnie maltretuje.
No i pomimo tego, że niektóre walki, przez brak bezpośredniej kontroli, były naprawdę karkołomne. To ile miałem podejść do niektórych walk z bossami, to nie jestem w stanie zliczyć. Musiałbym się skonsultować z moim Kochaniem odnośnie tego jak często bluzgałem przy graniu.
Inne tematy
W poprzednim wpisie narzekałem, że czeka mnie walka z biurokracją. Walka nierówna i niezbyt radosna. Czemu tak? Przykładowy dialog, zmemifikowany na potrzeby wpisu:
Ja: Dzień dobry, przyniosłem dokumenty, jakie miałem dostarczyć. 5 wypełnionych formularzy, dowód osobisty, mój akt urodzenia i inne. Wszystko wypełnione, podpisane i ostemplowane.
Urzędnik: Dzień dobry, a zaświadczenie o zarobkach z miejsca pracy i oświadczenie o całkowitych dochodach?
J: W trakcie wcześniejszej rozmowy nie był to wymóg w moim przypadku.
U: No, a teraz jest XD
Jak tu utrzymać zdrowie psychiczne w jednym kawałku? Nie wiem, nie rozumiem i nie domyślam się.
Oprócz tego dobrą wiadomością jest to, że Dropsowi przeszły objawy przeziębienia. Przestał smarkać, oddychać pyszczkiem i spać dwadzieścia godzin na dobę zamiast szesnastu 😀
Więcej nie mam co pisać, bo było dość nudno na dłuższą metę. Nie pomagało mi to, że jestem ostatnio przerażająco zmęczony po byle czym. W sobotę wystarczyły mi 3 godziny poza domem, nawet bez większego spaceru, by się wyczerpać z mocy.
Może uda mi się odpocząć w trakcie dwutygodniowego urlopu, który zacząłem w dniu, kiedy publikuję ten wpis.
Jako bonus pokażę wam wkład Dropsa w tworzenie tego tekstu:
Kącik gastronomiczny
Tym razem będzie skromniej, zmieszczę się w ramach jednego wpisu 😀
Na obiad zrobiłem dwie fajne rzeczy. Jedną z nich były kotlety mielone z kuskusem perłowym i warzywami:

Ciekawostka co do kotletów – w ramach eksperymentu zastąpiłem jajka mieszanką wody, nasion chia i siemienia lnianego. Eksperyment uznaję za zakończony sukcesem i dużo bardziej udany niż się spodziewałem.
W związku z tym, że zakończyliśmy embargo na cebulę w domu, to musiałem zrobić TO. Makaron w sosie barbecue:

Zdjęcie wyjątkowo z pracy. Ciekawym elementem tutaj był makaron – z jednego z poprzednich obiadów zostały mi świderki z soczewicy i grochu, więc dodałem je do obiadu.
Oficjalnie staje się fanem tego typu makaronu – makrosy ma dobre, szybko się gotuje i, jak widać na zdjęciu, pęcznieje jak diabli 😀
W ramach moich intruzywnych myśli pozwoliłem sobie na zrobienie nowej pasty kanapkowej:

Połączenie paluszków surimi, awokado, majonezu i przypraw naprawdę zrobiło robotę na kanapkach:

Są jednak dwie rzeczy jakich BARDZO pożałowałem. Pierwszą było to, że nie ztostowałem sobie pieczywa – na chrupkich bułkach to byłoby prawdziwe cudo. Druga była dużo bardziej zwyczajna – zapomniałem o tym, że mam szczypiorek w lodówce, a on też by pasował tutaj I D E A L N I E.
Oprócz tego spotkałem się ze znajomymi z studiów1. Oprócz pogaduch, to miałem szansę spróbować pizzy z lokalu jakiego wcześniej nie miałem okazji odwiedzić:

JAKIE TO BYŁO DOBRE. DOBRE TO BYŁO TAKIE. TAKIE TO BYŁO DOBRE :O
Okej, weźcie pod uwagę, że ta kompozycja (burrata, włoska mortadela i pistacje) to jedna z moich ulubionych połączeń składników, więc mogę być mało wiarygodny. Ale i tak mój brzuch się ucieszył.
Tego wam życzę w tym odcinku – byście się cieszyli z czegoś, co wam odpowiada, nawet jeżeli inni ludzie nie podzielają waszego entuzjazmu. Niezależnie od tego czy powodem jest Final Fantasy XIII, dziwna pizza, czy coś innego.
Do następnego przeczytania! 🙂
- Jeżeli (kolejność losowa) Marcelina, Łukasz, Natalia i Jarek to czytają, to pozdrawiam <3 ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
