Kiedy za dużo siedzę w kuchni, to budzą się demony. Każą mi one robić dużo żarcia, jeść go jeszcze więcej, a sporą część z tego fotografować i potem opisywać.
Jak to się kończy? Takimi wpisami XD To teraz odpowiem wam na najważniejsze pytanie – jaki los sobie zgotowałem?
Chia-anka z Marlenką
Wróciłem do owsianek. Znaczy, próbowałem. Byłem jednak na tyle zakręcony i zamotany, że zapomniałem o tym, by dodać do niej płatków owsianych. W ten oto sposób powstała chia-anka:

Puddingiem z chia tego nie nazwę, bo konsystencja nie była do końca „godna” tej nazwy. No i byłaby jeszcze gorsza, jakbym w tym przypadku nie użył odżywki z białka grochu, która pięknie wszystko zagęszcza.
A te czarne? To praliny miodowe z nadzieniem malinowym od Marlenki. O niej będzie później, po prostu potrzebowałem czegoś „ekstra” tutaj, a owoców nie miałem pod ręką.
Za rzadka owsianka
O tym, że łatwo jest sknocić owsiankę, jak się robi ją na prędkości, przekonałem się też drugi raz. Wrzucę zdjęcie i dam chwilę byście pomyśleli, co poszło nie tak:

Okej, to miałem NADZIEJĘ, że chia i płatki owsiane wchłoną więcej płynów. Nie pykło i zamiast tego miałem coś bliższego zupie mlecznej na zimno niż owsiance. Dalej smakowało dzięki odżywce białkowej o smaku tiramisu, ale konsystencja była do bani. #NigdyWięcejZaufaniaDoChia
Najwyższa forma wrapów
Okej, koniec przegrywów, teraz czas na odrobinę wygrywów. Odkryłem perfekcyjny sposób na wrapy. Spójrzcie, jak to pięknie wygląda:

Tajemnicą okazał się być omlet. Konkretnie to dwa jajka wymieszane z mlekiem i nasionami chia, wylane na patelnię. Kiedy omlet się już wstępnie ściął, to na wierzch daję posiekaną drobno całą resztę farszu. Na tym zdjęciu macie tortillę z serem, szynką i miksem sałat. I będę to połączenie powtarzał, aż mi się znudzi.
Czyli, co bardziej realne, aż mi się skończy któryś ze składników w kuchni XD
Kurczak z warzywami
Chciałem kurczaka. Chciałem w miarę zdrowy obiad. Chciałem też prosty obiad. Co więc zrobiłem:
- kupiłem dwa różne rodzaje warzyw na patelnię i kurczaka
- kurczaka marynowałem przez noc
- warzywa smażyłem „rodzajami” na patelni, każdy rodzaj doprawiając inaczej
- potem przesmażyłem, na tej samej patelni, kurczaka, podlewając go marynatą w trakcie smażenia
Efekt? Taki:

Nieskromnie powiem, że wyszło zajebiste. Szczególnie kurczak, który chyba był najlepszym kurczakiem, jakiego zrobiłem w swojej dotychczasowej karierze. Szczególnie cieszy mnie to jak dobrze dałem radę go przysmażyć na patelni opryskanej minimalną ilością oleju.
Kupne pierogi w dwóch formach
W późniejszej części tygodnia nie miałem weny na bardziej skomplikowane obiady, więc kupiłem trzy różne smaki pierogów i je ugotowałem tak, by potem można było je szybko odgrzać i zjeść.
Jednakże, jednego dnia, bardziej niż szybkiego posiłku potrzebowałem zajebistego, więc zamiast wrzucić je do mikrofalówki, dałem je do obsmażenia na patelnię, po czym obsypałem je pieprzem i startym zielem angielskim:

Nie zapraszam do dyskusji o najwyższej formie pierogów, bo wiem, jaka ona jest i właśnie ją wrzuciłem.
Przez pozostałe dwa dni z pierogami zadowalałem się takimi odgrzanymi przez dwie minuty w kuchence mikrofalowej:

Marlenka
Popełniłem błąd i odkryłem, że firma odpowiedzialna za produkowanie mojej ulubionej wariacji na temat miodownika ma własny sklep internetowy. Efekt był taki, że moje biurko przez pewien czas wyglądało tak:

A to nawet nie jest wszystko, bo oprócz tego przyjechał też do mnie aromat do mieszkania:

Oprócz tego w ręce wpadł mi też syrop do kawy o smaku miodownika. Po prostu nikt mnie nie powstrzymał i taki był tego efekt XD
To nie jest sponsorowane – po prostu czułem potrzebę publicznego przyznania się do pierdolca.
ALE, jakby ktoś z firmy Marlenka przeczytał i doszedł do wniosku, że wyśle mi coś przedpremierowo, to bym mógł trochę odwlec moje „wzięcie się w garść¨ xD
Dużo grubsza pizza niż miałem to w planach
Okej, szykujcie się na historyjkę na koniec.
Moja luba wspomniała mi, że zasłyszała w pracy, że szczecińska pizzeria Piccolo, znana z pizzy podawanej na GRUBYM, drożdżowym cieście, ma w swojej ofercie pizzę sezonową z dynią. Zadzwoniłem, zapytałem – okazało się, że to fake news.
Ale mają za to pizzę sezonową z kurkami. Zabrzmiało to jeszcze lepiej, więc obiecaliśmy sobie, że następnego dnia zadzwonimy i zamówimy.
Nadeszła niedziela, zwana też „następnym dniem”. Próbuję się dodzwonić do pizzerii by złożyć zamówienie. Raz. Drugi. Trzeci XD Ostatecznie postanowiliśmy zamówić kiepską podróbkę tejże, czyli prostokątną pizzę z innej pizzerii. Była fajna.

Tylko przyjechała po dwóch godzinach, w tym po ponad pół godziny spóźnienia względem zadeklarowanego czasu. Nosz kurwa XD Głównie dlatego była tylko fajna.
Ale no cóż, nie ma tego złego, co na dobre nie wyszło – zainspirowała mnie do tego, by samemu zrobić lepszą. Czeka mnie niedziela w kuchni xD
Nie ma puenty, jest poniedziałek wieczór.
Przeceniłem moje możliwości odnośnie pisania na początku tygodnia, więc na dokończenie tego wpisu poświęciłem czas, który normalnie bym poświęcił na rozbijanie głów w Dynasty Warriors albo na zarabianie kasy w Neverness to Everness.
Dlatego, z szacunku dla mojego i waszego czasu, życzę wam miłego dnia i smacznego (o ile coś jecie). Ciao!
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
