Choruję na nadmiar sprzętów do grania i tytułów na tapecie. Przynajmniej takie mam wrażenie XD

Pomijam oprócz tego fakt posiadania prawdziwego życia (TM). Ale dzięki temu przynajmniej mam o czym pisać.
Persona 5: The Phantom X
Ta gra przebija samą siebie z każdym eventem. Jest tutaj chyba wszystko. Jest ciekawa historia kręcąca się wokół szkolnego festynu sportowego:

Są aż DWIE minigry. Jedna polegająca na bieganiu przez tor z przeszkodami, co jest przedstawione jako prosta gra zręcznościowa:

Skojarzenia z gierką w Google Chrome, gdzie skacze się dinozaurem1, są jak najbardziej na miejscu.
Druga to wariacja na punkcie Danganronpy czy innego Ace Attorney: zbieramy materiał dowodowy, po czym dyskutujemy z kimś, kto nie chce wziąć udziału w festynie sportowym:

Czy złapałem i przekonałem ich wszystkich do wzięcia udziału w festynie? Oczywiście, że tak:

Czy oprócz tego była obowiązkowa walka z bossem, którą, po raz pierwszy, przeszedłem na WSZYSTKICH poziomach trudności? Też tak:

Ale powiem tak – to się udało tylko dzięki Niej. Great Teacher Katayama we własnej osobie, wylevelowanej tyle, ile tylko fabryka dała 😀


I w ten oto sposób uratowałem festyn sportowy 😀 Ale zajęło to tyle czasu, skumulowanego w dwóch dniach, że dostałem lekkiego „personowstrętu” i resztę tygodnia robiłem tylko plan minimum.
Monster Hunter Now
Nie upoluję wszystkich potworów. Ale w tym tygodniu się starałem tak zrobić. Głównie dlatego, że wróciłem do flow. Ale po części też dlatego, że chciałem zobaczyć ten widok:

Broń eventowa wymaksowana, plan minimum na tydzień został wykonany. Na tym jednak nie skończyłem.
Zdobyłem kolejny poziom łowcy:

Oprócz tego upolowałem dość przyzwoitą liczbę potworów:

Przyzwoitą, biorąc pod uwagę brak czasu po pracy i skupianie się na Pokemon GO w weekend.
Oprócz tego pochwalę się ciekawostką – spotkałem pierwszego w swojej karierze oszusta. Zasranego. Zajebanego. Po czym wnioskuję? Zgadnijcie, patrząc na zrzut ekranu poniżej:

W dwie sekundy to ja ledwo dałem radę ogarnąć z której strony potwora zacząłem walkę, a tu już był zgon XD
Meh, pomyje są w każdej grze sieciowej najwyraźniej :X
Pokemon GO
Miałem robotny weekend. Głównie dlatego, że w grze odbywał się, ekhm, „Pokemon GO Fest 2026: Mega Finale”. Dwa dni rajdowania. Nie spinałem się jakoś wybitnie, ale jednak trochę bardziej niż zazwyczaj to robię. Ale było warto, bo spójrzcie, co mi wpadło w ręce:


Oprócz tego jestem coraz bliżej zdobycia kolejnego poziomu trenera:

A jeżeli chodzi o Zeraorę, to koniec. 100% IV osiągnięte. Jest gites. Jest moc:

A na koniec, motyw humorystyczny – idealnie kiepski shiny Honedge:

Zafundował mi prawdziwą karuzelę emocji – od szoku, gdy odkryłem, że się wykluł, przez smutek, gdy zobaczyłem jego statystyki, do śmiechu, gdy zobaczyłem jak wygląda po ewolucji xD
Sword X Staff
Krótka piłka – nudno teraz w tej grze XD Martwy sezon, między eventami i między końcem jednego sezonu a początkiem drugiego.
No i tyle – czekam na kolejny event, a w tak zwanym międzyczasie trochę pogrindowałem z takim skutkiem:



Neverness to Everness
Powodów, dla których postanowiłem wypróbować tę grę jest tak wiele, że już tłumaczenie się mogłoby być dobrym materiałem na wpis. Wiem natomiast jedno: pomysł ta gra ma na siebie świetny. Ma styl. Przykładowo zawiera w sobie tę typową dla anime absurdalną/absurdalnie głupią hiperekspresję. Tutaj przykładowo macie reakcję na chęć założenia konta bankowego przez główną postać:

Gameplayowo też trzyma poziom. Może nie jakiś monstrualny, ale jest kompetentną grą akcji:

Ale wiecie, co mnie najbardziej kupiło? To, że w przeciwieństwie do około 97,455654654654% podobnych gier, akcja się dzieje w jednym, wielkim, mieście 😀

Zostanę tu na dłuższą chwilkę, zobaczę, co się da tu robić i może znów będę musiał zmienić swój giereczkowy harmonogram 😀
PS – jak już myślałem, że ta gra mnie niczym nie zaskoczy, to odkryłem, że chyba gramy w niej polskim obywatelem XD

Grim Dawn
Wymiękłem i zrobiłem nową postać. Przywitajcie się z Hrotgharem:

Jest to szaman/berserker, który korzysta z dwuręcznych broni i przypadkiem dodał do mojego growego życia elementy gry rytmicznej.
Jak? Otóż podstawowy atak wzmacnia następną użytą umiejętność posiadającą cooldown. Bonus ten się kumuluje przez maksymalnie cztery ataki. Powoduje to, że wszystkie moje walki wyglądają tak – atak -> atak -> atak -> atak -> PIERDOLNIĘCIE -> powtórz, jeżeli przeciwnik jeszcze żyje.
Na przyszły tydzień nagram gameplay, bo na czternastym poziomie doświadczenia nie wygląda to zbyt imponująco.
Tak właściwie to niemalże w ogóle nie wygląda XD
Hatch Dragons
W tym tygodniu udało mi się zdobyć tyle nowych smoków, że zamiast galerii pojedynczych zrzutów ekranu będzie musiał wam wystarczyć jeden zbiorczy:

No dobra, jeden smok szczególnie zapadł mi w pamięć. Przywitajcie się z moim pierwszym „remarkable” smokiem i jego zwyczajnym krewniakiem:

„Remarkable” to taki odpowiednik „shiny” z Pokemonów – po tym, jak się maksymalnie rozwinie danego smoka, to przy wykluwaniu kolejnych ma się kilka procent szans na odrobinę ciekawszą wersję kolorystyczną.
Pod koniec tygodnia zdobyłem jeszcze jednego „shiny”, ale to już było po tym, kiedy miałem zrobione wszystkie zrzuty ekranu i prawie skończyłem pisać ten tekst. Dlatego ograniczam się tylko do takiej krótkiej wzmianki o tym.
Oprócz tego przeżyłem kolejny event 😀 Nawet osiągnąłem w nim sukces:

Jeszcze nie mam dość, ale kolejny to będzie ukochane przeze mnie łowienie ryb, więc potencjał na ragequit jest.
AYN Thor
Nie będę się bawił w pisanie dłuższych wykładów na ten moment w co grałem, jak, kiedy i czemu, bo w każdą z tych gierek pograłem chwilkę, by zobaczyć „czy tak się da?”.
Szukając informacji odnośnie tego, co jest możliwe, miałem kilka momentów, kiedy nie tyle opadła mi szczęka, co odpadła i się poturlała 20 metrów ode mnie. Ale to sobie na zdjęciach poniżej zobaczycie:






W większość tych gier nawet nie planuję grać teraz – po prostu próbuję zobaczyć, jak wielkie możliwości ma ten sprzęt.
A to, że przy okazji się dowiedziałem o emulacji Windowsa na Androidzie albo o tym jak bardzo naprzód poszły emulatory od czasów, kiedy ostatnio2 z nich korzystałem to inna historia. WOW. Po prostu wow 😀
Inne tematy
Miałem bardzo robotny tydzień w pracy. Udało mi się nawet załapać na kolejną wizytę na magazynie i przygotowywanie materiałów na jeden z 45674345234563575745 różnorakich eventów, z którymi miałem coś wspólnego.
Oprócz tego deszczowo-zjebana pogoda zainspirowała mnie do chodzenia w moich martensach.

Nie wiem, czy się chwalę, czy się żalę, ale doprowadziłem do sytuacji, w której mam jako porządne buty do chodzenia tylko barefooty, albo wspomniane martensy. Każda normalna para butów jest albo mocno sezonowa (przykładowo ultraocieplane buty zimowe) albo w stanie lekkiego zdewastowania.
Poza tym, to co? Chyba najważniejszą ciekawostką jest to, że skończyłem zaleczać kontuzję i wróciłem do JAKICHŚ ćwiczeń. Bo planka się boję jeszcze :X
Kącik gastronomiczny
Wasz bloger jest fanatykiem tortilli. Większość tygodnia zawalona śniadaniami z placków pszennych. Nie ma dnia, w którym by chociaż nie spojrzał i nie pomyślał „a jebnę sobie wrapa”, po czym tego nie zrobił.
W ten sposób powstawały wrapy z jakimś zielskiem, sosem i generalnie z tym, co się napatoczyło akurat:


Przez chwilę myślałem, że nauczyłem się już robić wrapy, ale okazało się, że nawet gdy udawało mi się je porządnie zawinąć, to przesadzałem z ilością sosu i tortilla przemakała do granic swojej wytrzymałości. Któregoś dnia się nauczę. Ale nie za szybko.
Oprócz tego miałem ochotę na wędzonego łososia. Ale samym łososiem bym się nie najadł, więc zrobiłem sałatkę. Marchew, papryka, czerwona cebula, ciecierzyca i łosoś, podane z dodatkiem sosu w stylu koreańskim na skyrze. Jaki efekt? Taki:

Trochę zabawy przy tym było, zwłaszcza że każdego dnia z rana musiałem dodawać sos i rybę, by sałatka była w porządku. Było warto – dawno siebie tak nie zaskoczyłem. Następnym razem dodatkowo podpiekę ciecierzycę, by było więcej chrupania w tej sałatce.
Na gotowanie obiadów w trakcie tygodnia nie miałem czasu, nawet nie pamiętam do końca czemu. Ten jeden, który zrobiłem przed początkiem tygodnia to był szalony eksperyment. Zrobiłem samemu sos pomidorowy z dodatkiem zmielonej fasoli. Sos miał wyjść gęstszy, a dodatek strączków to więcej białka i błonnika. Mówiąc wprost – miało dzięki temu wyjść zdrowiej. Chyba nawet się udało:

Smaczne też było, ale następnym razem będę musiał „mięso” (w tym przypadku tofu) bardziej doprawić.
W trakcie tygodnia wpadła do mnie i mojego Kochania nasza znajoma z Wrocławia. Mieliśmy ambitny plan, by iść razem na ramen sprzedawany z budki, niczym w Japonii. Niestety, problem był taki, że jak dotarliśmy tam po 16:00, to budka była już zamknięta, prawdopodobnie przez skończenie się bulionu.
Na całe szczęście w Szczecinie ramenowni jest masa, więc po spacerku trwającym 5 minut poszliśmy do innego lokalu, gdzie przygarnąłem takie cudo:

Dobra zupka zawsze robi dobrze duszy (i żołądkowi).
I tego wam życzę – byście trafiali na cuda i by było wam dobrze!
Trzymajcie się ludzie i jesteśmy w kontakcie!
- Dajnozior. RAWR. Dajnozior. ↩︎
- Jak ktoś mi może pomóc po tym opisie oszacować rok, to chętnie przyjmę taką pomoc. Kilka faktów: płyty z romami wypalałem w kawiarence internetowej. Gry Pokemon ściągałem z Pokemon Valhalla nim się ucywilizowali i wywali rzeczy za które mogli beknąć. Emulacja Game Boy Advance już istniała, ale była tak sprzętożerna, że grałem chyba w 10 FPS XD ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
