Kiedy nie miałem pomysłu od czego zacząć ten wpis, to wrzuciłem tutaj placeholder o treści „XD”.

Kiedy zacząłem już pisać ten „właściwy”, to doszedłem do wniosku, że placeholder stanowił zapowiedź tego jak tydzień się potoczy. Proroctwo dla ubogich.
Trochę takie iks kurła de.
Monster Hunter Now
Początek tygodnia był tragiczny i już chciałem cały tydzień spisać na straty. Ale udało mi się, w końcu, przygotować broń masowej destrukcji – maksymalnie ulepszonego Light Bowguna z Magnamalo:

Gdy tylko wpadła mi w ręce, dokończyłem zadania z tego tygodnia – czyli stanąłem do walki z 10* Azure Rathalosem. Walkę nagrałem sobie na pamiątkę, możecie ją zobaczyć tutaj:
Wybuch na tle wybuchu zawsze wygląda fajnie <3
Udało mi się skończyć większość zadań przygotowujących do kolejnej obrony bazy. Oszczędzę wszystkim trochę transferu i pokażę tylko to co mi zostało do zrobienia na tę chwilę:

Dodatkowo, w piątek po pracy, wziąłem udział w Monster Outbreak i kosiłem razem ze znajomkami hurtowe ilości Riftborne Diablosów. Nie stanęło nam na przeszkodzie to, że na dworze było osiem stopni mrozu. Wszystko dzięki temu, że w zasięgu Outbreaku znajdowała się chińska restauracja. Weszliśmy, zamówiliśmy, graliśmy, grzecznie zjedliśmy i wyszliśmy.
Poszło całkiem spoko:

Ten outbreak przypomniał mi na kilka różnych sposobów, że n i e n a w i d z ę walczyć z Diablosami. Jednym z nich było to, że potrzebowałem pokonać sześćdziesiąt sześć sztuk, by w końcu dostać medal za pokonanie ich łącznie pięciuset:

Heavy Bowgun z Diablosa jest niezwykle zadowolony z materiałów jakimi został nakarmiony po tej walce.
Shuten Order
Na początku tygodnia dokończyłem wątek Ministra Sprawiedliwości. Rozwiązana zagadka kryminalna była, delikatnie mówiąc, gruba:

Będę brzmiał jak zacięta płyta, ale znów zacząłem obrywać zaskoczeniem za zaskoczeniem, klasycznie kończąc czymś podobnym do wybuchu bomby atomowej.

Jeżeli moje przypuszczenia oparte na ukończeniu czterech z pięciu wątków gry się spełnią, to będę szczękę zbierał z podłogi. Podnośnikiem pneumatycznym, bo inaczej nie dam rady.
Mam nadzieję, że uda mi się ostatni, piąty, wątek rozwiązać w tym tygodniu.
Diablo 4
Pogrywając sobie w trakcie tygodnia starałem się powbijać glify na 45 poziom. Poszło całkiem sprawnie i mój p o t ę ż n y paladyn teraz sprawia wrażenie P O T Ę Ż N E G O paladyna:

Powoli zbliżam się do wykonania ostatniego punktu z mojej sezonowej „normy” – wbicia 99 żetonów, tak by były gotowe na przyszłość:

Dokończę w tym tygodniu.
Torchlight: Infinite
Chciałem już tę grę rzucić w diabły, bo nie miałem pomysłu co trzeba zrobić by postać wzmocnić jakoś konkretniej.
Okazało się jednak, po jakieś godzinie grania, że bardzo dużo rzeczy w tej grze odblokowuje się nie wraz ze zdobywaniem poziomów, a z postępami w fabule.
No i teraz, o ile coś mnie błyskawicznie nie ubije, to ja będę pierwszy – bo zasypię ich gradem ciosów 😀

Z innych ciekawostek: fajnego zwierzaka odblokowałem za wygrindowaną w grze walutę premium?

Okazało się, że monetyzacja w tej grze to głównie przedmioty kosmetyczne i zwierzaki, które oprócz „wyglądania” dostarczają różnych pasywnych1 bonusów.
Ale wracając do samej gry – jak już odblokowałem więcej możliwości ulepszania postaci, to Torchlight: Infinite mocno zyskał w moich oczach.
Kto wie, może nawet uda się mu zatrzymać mnie przy sobie na miesiąc?
Pokemon GO
W niedzielę był Community Day na Vulpixa, zarówno w wersji zwyczajnej, jak i Alolańskiej. Biorąc pod uwagę pogodę, to mogli sobie odpuścić normalnego Vulpixa, bo pasował niczym <zredagowano>.
Dlatego grałem tylko chwilkę, bo nawet posiłkując się wiernie mi służącym Pokemon GO++ nie dałem rady pograć dłużej niż godzinki. Co takiego złapałem w tym czasie? Tak właściwie, to warto wspomnieć tylko o tym:



Normalnie bym tego więcej złapał, ale było tak zimno, że Go++ przestał mi działać, więc z 95% tego co zdobyłem, to złapałem „analogowo”. Głównie za cenę zaczerwienionych i przemarzniętych dłoni, które ledwo dały radę dokończyć ten akapit
Persona 5: The Phantom X
Miałem czas by ruszyć nowości w grze. W wyniku tego poznałem Runę Dogenzakę – absolutną fanatyczkę Shibuyi, turbo fankę jej maskotki i osobę z niezdiagnozowanym ADHD:

Oprócz tego zacząłem zwiedzać Akihabarę, która została dodana jako nowa lokacja w niedawnej łatce. Persona 5: The Phantom X dość dobrze oddaje jej ducha – jest salon gier z automatami, jest maid-cafe i ten cały „vibe” otaku, jakiego bym się spodziewał:

Z rzeczy bardziej gameplayowych – udało mi się, rzutem na taśmę, skończyć „plan minimum” w trybie Trail of the Astrolabe. Przed kolejnym sezonem muszę się lepiej przygotować, zarówno pod względem dostępnych postaci, jak i teorii:

Teraz zostaje mi tylko czekać na nowy content fabularny, który ma nadejść już w tym tygodniu <3
Dynasty Warriors: Origins
Stanowczo wyszedłem z wprawy XD
Ewentualnie to DLC jest dużo trudniejsze niż to, do czego przywykłem. Żeby ukończyć ostatnią misję pierwszej „kampanii” z DLC potrzebowałem więcej niż kilku podejść. Jak nie pozwalałem zbyt wielu towarzyszom paść przed ostatnią walką, to samemu się wywracałem jak głupi w trakcie bitwy.

Na całe szczęście, moja wysoka nieogarniętość chyba była stanem przejściowym. Jako dowód (i demonstrację gry) pokażę gameplay poniżej:
Miałem ciekawszy filmik gotowy, ale Microslop Winlol 11 po aktualizacji ma jakiś problem i niektóre próby nagrywania gameplayu kończą się brakiem możliwości jego zatrzymania, zawalaniem dysku i bezużytecznym plikiem na końcu. 2/10, nie polecam.
No i oprócz tego muszę przyjąć do wiadomości, że przeszedłem, pi razy oko, 1/4 dodatku. Nie wiem czy się smucić z tego, że już tyle za mną, czy cieszyć, że jeszcze tyle przede mną.
Inne tematy
Ten atak zimy to jakiś żart. Rozumiem, że ta pora roku trwa do końca lutego, ale nie spodziewałem się kompletnie tego jak ta zima będzie wyglądać. A już na pewno nie, że w grudniu będę miał maksymalnie -2 stopnie Celsjusza i dzień śniegu. Wszystko po to by pierwszego lutego próbować łapać Vulpixy w temperaturze -11 stopni.
Najgorsze jest w tym wszystkim to, że przez to nagłe oziębienie znów w internecie zaroiło się od tumanów, którzy mylą pogodę z klimatem i paplają sobie o tym, że nie ma czegoś takiego jak zmiany klimatu.
Część gastronomiczna jest w tym odcinku dość nudna, bo głównie są to powtórki.
Pamiętacie pieczoną owsiankę z soczewicą? Tym razem nie wysadziłem nią blendera w powietrze. I wiecie co ? Okazało się, że jest całkiem dobra jak są w niej wszystkie składniki i się ją porządnie upiecze:

Zupa Caldo Verde, tym razem z jarmużem. Czemu? Bo udało się go, dla odmiany, dopaść:

Jedyną ciekawą odmianą są kotlety mielone. Niestandardowe, bo z dodatkiem soczewicy. Białka i błonnika nigdy nie za wiele:

Ten obiad nie powstałby gdyby nie pomoc mojego kochania. Jak na złość w dniu kiedy trzeba było ugotować obiad miałem taką kumulację tematów w pracy, że nie dałbym rady samemu go zrobić od zera.
Na koniec podzielę się akcesorium, jakie kupiłem sobie do biura:

Przyda się. Bardzo się przyda. Nie wiem jak koledzy i koleżanki z „placu boju” zareagują, ale raczej przeżyją.
Wam natomiast życzę, byście nigdy nie widzieli w wielkim przycisku antystresowym użytecznego zakupu!
Do następnego przeczytania!
- Tak przynajmniej mi się wydaje. Jak dotąd nie wyskoczył mi zwierzak, który miałby w opisie bardziej bezpośrednie pomaganie w walce ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
