Tym razem placeholderem było XYZ xD Co w sumie pasuje, bo w tym tygodniu mózg mi się bardzo często zawieszał. Zwykle pod wpływem Esoteric Ebb.

Na całe szczęście zaczął pracować w miarę normalnie, gdy wziąłem się za pisanie. Inaczej ja bym nie wiedział, co robię, a wy co takiego czytacie 😀
Monster Hunter Now
Mówiłem, że wpadnę w flow polowania na potwory? Miałem rację – już w poniedziałek miałem za sobą wszystkie zadania z tego tygodnia.
Oprócz tego dopisało mi dość dużo szczęścia. Z eventowych driftsmeltów1 udało mi się zdobyć aż 4 razy umiejętność Reflect.

Wiecie co to oznacza? Że przeciwnicy będą się (po części) sami zabijali 😀 A w przyszłości może być jeszcze lepiej, bo zostało mi jeszcze 9 Driftstone’ów, z których mogę uzyskać tę umiejętność.
Pomijając to? Po prostu lałem sobie potwory i powoli się uczę walki lancą – zaproponowany przez grę build jest uniwersalny, więc zastanawiam się nad „przebranżowieniem” się na lansjera w celu uniknięcia nudy.

Soulframe
Odpaliłem grę w poniedziałek po pracy, by się trochę wyluzować. Na „spontanie” zrobiłem dwa razy operację „Organ”. Efekt? Wypadły mi dwie z trzech części Avexa, rzadkiego łuku, który został dodany w ostatniej aktualizacji.
Zabawniejsze było jednak to, że w chwili, gdy zleciłem zrobienie tego nowego łuku, odkryłem, że mam cały stos nieodebranych przedmiotów:


TYLE ZABAWEK <3 Ale pobawię się nimi dopiero później – teraz staram się wylevelować mój aktualny sprzęt.
Esoteric Ebb
Ta gra żyje w mojej głowie niczym squattersi w „nieruchomości inwestycyjnej”.
W poniedziałek po pracy? Zacząłem grać w demo i posunąłem trochę (minimalnie) fabułę do przodu.

We wtorek? Kupiłem pełną wersję gry, zwłaszcza że kosztowała ona żenująco niską kwotę 80 złotych.
Gdy już ją włączyłem, to doszedłem do wniosku, że tak mało widziałem, że zamiast kontynuować grę, to zacząłem od nowa, inaczej (być może zabawniej?) zbudowaną postacią:

I tym umiarkowanie ogarniętym osiłkiem postanowiłem ukończyć grę po raz pierwszy 😀 Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Jedno mogę powiedzieć na pewno – zadziwiło mnie to, jak bardzo ta gra jest „otwarta”. Do tego stopnia, że nie mogę się doczekać przejścia jej po raz drugi, gdy już będę wiedział, którędy i na jakie skróty mogę iść.
I gdy będę dużo mniej skłonny to gubienia się, zarówno w wątkach jak i geograficznie. Nie wiem czemu, ale nie spodziewałem się aż tak rozbudowanej gry. Możliwości pogłaskania kotka też nie:

Ale, oprócz tego, zauważyłem, że chyba popsułem grę. W dużym skrócie – wczytując zapis gry, widzimy podsumowanie dotychczasowej rozgrywki i sugestie co zrobić jako kolejne. Moja każe mi zrobić rzeczy, jakie zrobiłem kilka godzin temu xD
Mam nadzieję, że nie popsułem w jakiś sposób logiki gry tak bardzo, że nie dam rady jej ukończyć.
Dynasty Warriors: Origins
Na pewno wiem, że bycie umiarkowanie ogarniętym osiłkiem nie wystarczyło mi w tej grze, więc musiałem, ku mojemu ubolewaniu, obniżyć poziom trudności 🙁

Ale dzięki temu w końcu udało mi się wygrać tę przeklętą bitwę!

Potem już poszło dużo łatwiej i mogłem sobie pozwolić na powrót do normalnego poziomu i ukończenie reszty ścieżki Lu Bu.
Tym samym mogę się oficjalnie pochwalić tym, że skończyłem DLC do Dynasty Warriors. Jestem wolny!

Żartowałem. Wpadłem we flow, więc teraz wezmę się za ukończenie pozostałych kilku kampanii w grze.
Może nawet, jak wystarczy mi psychy, to spróbuję zobaczyć któreś z ukrytych zakończeń gry.
Pokemon GO
Nie planowałem grać, ale zaczął się event z okazji 30. rocznicy marki Pokemon. Pomyślałem więc, że połapię trochę stworów „na poważnie”. Przede wszystkim w weekend, kiedy do złapania miały być niemalże wszystkie Pokemony dotychczas dodane do gry.
Niestety, delikatnie mówiąc nie wyszło – do niedzieli udało mi się złapać tylko kilka fajniejszych stworów:








Z dobrych wieści – są postępy w zdobyciu 42. poziomu 🙂

Najbardziej dumny jestem z tego, że wykonałem już zadanie, którego bałem się najbardziej – robienia Route’ów przez 7 dni z rzędu. Udało się, więc mogę zacząć znów grać „turbocasualowo”. Przynajmniej do kolejnego dużego eventu w grze.
Persona 5: The Phantom X
Zastanawiałem się, co będzie do roboty w następnej aktualizacji. Teraz zastanawiam się nad czym innym – czy zdążę to wszystko zrobić przed końcem wydarzenia:

Minigierka, wątek i walki z bossami? Przy moim napiętym grafiku? Łatwo nie było. Ale minigierka jest fajna:

Dzięki temu udało mi się ograć sporą część eventu. Ot, samo jakoś poszło 😀 Zostawiłem sobie tylko część zadań fabularnych do zrobienia.
Oprócz tego jestem turbofanem nowej skórki dla protagonisty 😀 Po części dlatego, że mogłem ją dostać za wygrindowaną walutę, co nie jest tak oczywistą opcją, jak powinno być.

Inne tematy
Zacznę od narzekania – jestem zmęczony. Robota mnie ostatnio wykańcza, po pracy nie mam sił ani chęci na nic. Nawet ten przykrótki wpis to dowód na to, że jak się dostatecznie będziesz zmuszał i miał świadomość tego, że będziesz gardził swoim odbiciem w lustrze, to możesz się przekonać do zrobienia czegoś. Mam nadzieję, że odpocznę porządnie nim dotrę do etapu, na którym to przestanie działać.
Chwilkę pogmerałem przy trybie ciemnym, głównie po to by pasek wyglądał trochę lepiej na smartfonach. Oprócz tego dodałem możliwość jeszcze większego powiększenia tekstu.

Oprócz tego… w sumie nic XD Pomijając ten aspekt, wszystko jest przyjemnie normalne. Niezła skrajność, co nie?
Jasiek gotuje
Teraz część gastronomiczna, bo bez niej nie ma wpisu. Zwłaszcza że z jednego z dań jestem absurdalnie dumny.
Zacznę jednak od fakapu. Otóż, jeżeli w przepisie na ciasto macie banana, to nie zamieniajcie go na randomowe mrożone owoce. To nie działa, to bardzo nie działa.
Żeby nie było – jak w tofurniku, jaki robiłem przez dwa tygodnie wymieniłem banana, którego nie miałem, na mrożone owoce leśne, to dalej mi on smakował. Ale konsystencję i wygląd miał on P A S K U D N Ą. Tak bardzo, że aż zdjęcia nie zrobiłem.
Za to zrobiłem zdjęcia wszystkiego innego. Nawet turbo prostego obiadu, który zrobiłem po Go Tour 2026. Nie miałem sił na nic bardziej ambitnego, więc ugotowałem pierogi i usmażyłem warzywa mrożone na patelnię z dodatkiem szybkiego sosu w stylu azjatyckim:

Kolejna rzecz, jaką zrobiłem? Zniszczyła wszystkie struktury. Dwa tygodnie temu? Wkurzyłem fanów włoskiej kuchni dokonując desakracji lasagne. W minionym tygodniu? Zrobiłem Carbonarę:

Zamiast żółtek jaj? Sos z serka wiejskiego i płatków drożdżowych.
Zamiast parmezanu? Grana padano – ale tylko dlatego, że nie udało mi się kupić tego pierwszego 🙁
Jakby co, boczek2 i makaron są normalne. Aż takiego dziwactwa nie chciałem robić. No i mówiąc szczerze, to nie wiem czy miałbym je zastąpić.
Zwłaszcza, że od robienia dziwactw miałem niedzielny obiad. W trakcie którego zainspirowany tym filmikiem, podałem zrobione przeze mnie frytki XXL, wraz z kupnymi stripsami z kurczaka:

Szczerze polecam, dobry pomysł! Tylko muszę popracować nad swoim wykonaniem.
Oprócz tego, w niedzielę, zrobiłem sobie bardzo ładne kanapeczki. Tak ładne, że aż muszę się podzielić:

Wiecie co? To chyba będzie wszystko. Na koniec wpisu życzę wam spokoju. Tego, by przy odpoczynku nagle się nie okazało, że macie przed sobą kolejną potyczkę. By wasz „long rest” przebiegł bez problemów i zbędnych rzutów kostką:

Trzymajcie się ciepło i do przeczytania następnym razem!
- Dla tych co nie rozumieją, bo to mało intuicyjne – Driftsmelty to przedmioty, które w zamian za przejście odpowiedniej ilości kilometrów pozwalają ci dodać jakąś dodatkową umiejętność do zbroi. ↩︎
- Tak, wiem – oryginał korzysta z Guanciale. Ale gdzie ja mam to kuźwa kupować? Jak dotąd widziałem to tylko w jednym miejscu – w Biedronce w trakcie tygodnia włoskiego XD ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
