Tryb kolorów:
Rozmiar tekstu:
Dodatkowe akcje
Kategorie
Gry Noł-Lajf Style

Co jest grane? 2026 – tydzień dwudziesty trzeci

Astrologowie ogłaszają tydzień z długim weekendem. Populacja gier w cotygodniowym wpisie dramatycznie powiększa się.

Większość kojarzycie, ale jest kilka nowinek. Gastronomicznych też 😀

Diablo 4

Nie planowałem wrócić do Diablo, ale dali prezenty z okazji rocznicy gry. Precyzując:

  • darmowe skórki, na które mam wylane
  • dodatkowy exp i złoto
  • event z większą liczbą Goblinów Skarbników do ubicia

Oprócz tego chciałem sobie potestować, jak się grało jakąś starą klasą postaci po zmianach w drzewku. Padło na tego pana:

Gdy już zdobyłem brakujące 10 poziomów doświadczenia i ustawiłem sobie od nowa wszystkie punkty Paragon, to zaczęło iść w miarę sprawnie. Ot, idę sobie razem z małą armią szkieletów i przeklinam wszystko, co napotykam na drodze.

Gdy skończyłem się nim bawić, to wyglądał tak:

Jest jednak jeden mały problem – minęło tyle czasu od kiedy ostatnio grałem nekromantą, że nie zapomniałem jak mi się wcześniej nim grało xD Nie mam przez to porównania 🙁

W przyszłym tygodniu pogram sobie czarodziejką, której gameplay pamiętam aż za dobrze i będę mógł lepiej ogarnąć czy zmiany w skillach są na plus, czy niekoniecznie.

Honkai Star Rail

Oprócz regularnego farmienia surowców wziąłem się za zadania poboczne. Na początek zacząłem takie, które miało mi zrobić wycieczkę po wcześniej odwiedzonych planetach w celach wspominkowych.

Wiecie, co jest przerażające? Że ja wydarzeń, które wspominają w tym evencie, już w większości nie pamiętam xD Niektóre z tych zadań robiłem ponad 2 lata temu D:

Oprócz tego bawiłem się w optymalizowanie buildów i farmienie materiałów by poulepszać niektóre postacie.

Czy były ambicje na główny wątek? Tak. Czy coś z nich wyszło? Też tak. Nawet wyciągnąłem „duże działa” i zacząłem grać w HSR na Asusie, by napawać się widokami:

I było warto, wiecie czemu? Bo DINOZAUR!

Rawr~

Fate/Samurai Remnant

Miałem szansę pograć kilka godzin i widzę, że ta gra się BARDZO powoli rozkręca. Nowe mechaniki mi wyskakują przed twarzą 7 godzin po starcie gry.

Intrygi i zwroty fabularne są pokręcone nawet jak na standardy Type-Moon i serii Fate. W trakcie jednego z momentów historii w ramach jednej walki utworzyło się pięć stron konfliktu XD Jakby nie to, że przywykłem do takich akcji, to bym teraz sobie robił notatki, kto i dlaczego trzyma sztamę z kim.

Ta gra to rasowy przedstawiciel serii Fate, od początku do końca.

Nie chcę wrzucać grafik, które mogłyby robić za spoilery. Dlatego po prostu wrzucę wam kolejnego screenshota z walki:

Demo Warhammer Survivors

Pograłem trochę w demo nowej gry od twórców Vampire Survivors i Boltgun. Pierwszą grę pewnie kojarzycie, bo stworzyła1 cały gatunek. Druga to tzw. „boomer shooter” w uniwersum Warhammera 40k. Z tego nieświętego połączenia, narodziła się gra, która jest odpowiedzią na proste pytanie – „co się stanie, jak zrobimy za duże DLC do Vampire Survivors i będzie można je sprzedać jako osobną grę?”.

Nie mam tego na myśli jako obelgę – dla kogoś takiego jak ja, który lubi takie gry, to jest to najwyższa forma uznania. Ale tutaj po prostu widać, że nałożono nową warstwę farby na sprawdzone mechaniki, humor i oprawę graficzną.

Najbardziej mnie ciekawi jedno. Demo Warhammer Survivors daje mi możliwość walki postacią z Warhammera 40k bądź Warhammera: Age of Sigmar przeciwko zwyczajowym wrogom z danego uniwersum. Ciekawe, czy w pełnej wersji gry to też będzie tak ograniczone, czy będę mógł mordować Skavenów za pomocą Space Marines 😀

Bawiłem się bardzo dobrze, ale RACZEJ wyeksploatowałem możliwości dema. Pozostaje mi już tylko czekać na premierę pełnej gry.

Moonsigil Atlas

Trochę śmieszna historia. Zobaczyłem tę grę na jednym z serwisów dla twórców internetowych, z których korzystam.
Zgłosiłem się po klucz recenzencki – odmówiono mi.
Nadeszła premiera.
Zobaczyłem, ile kosztuje.
Powiedziałem „lol, biorę”.

No i tak oto kupiłem grę karcianą, gdzie zamiast many czy innych surowców mam puzzle:

Każda karta, zamiast mieć normalny koszt, wymaga ustawienia glifu na planszy. Glif się mieści? Możesz zagrać kartę. Nie mieści się? Przykro mi, nie w tej turze.

Oprócz tego dochodzi roguelike’owa progresja i odblokowywanie nowych możliwości dla niej między partiami.

Fajna gra? Tak. Tylko odwykłem od gier tak skromnych pod względem zawartości. Trzy grywalne postacie? Mało.

Tylko to i tak nie ma znaczenia, bo nie mogę się pozbyć wrażenia, że nie dam rady jej przejść. Zobaczymy potem 😀

Monster Hunter Now

Ostatni tydzień przed kolejną obroną bazy minął mi na siekaniu potworów. Niestety nie bezstresowym, bo wróciły upierdliwe i trudne do bicia Srebrne Rathalosy i Złote Rathiany.

Normalnie bym poszedł na łatwiznę i wyciągnął LBG albo Lancę z Magnamalo, ale miałem do wykonania dość karkołomne zadanie grupowe:

Tak właściwie to najciekawszą jaką zrobiłem w tym tygodniu to dokończenie kolejnej „uniwersalnej” broni – gunlancy z Magnamalo z odblokowanym stylem Blast Dash:

Jak to działa? Latam, strzelam i wysadzam w powietrze moich wrogów 😀 Poniżej nagranie jakiejś walki:

W tym tygodniu będzie ciekawiej, bo przyjdzie zakończenie sezonu i obrona bazy. Może bym robił coś ciekawszego, ale w ten jeden dzień kiedy miałem czas by wyjść pogoda się kompletnie popsuła. Granie w Monster Hunter Now w deszczu to nie jest mój typ imprezy :X

Persona 5: The Phantom X

Nowy tydzień – nowy event. A konkretnie to nowa część crossoveru z Personą 3 Reload. Na początku chciałem bawić się w wypisywanie co dodali, ale łatwiej będzie jak po prostu powiem, że dodali więcej wszystkiego XD

Starałem się przejść jak największą cześć eventu od razu, by potem się nie obudzić z ręką w nocniku. Pomogło mi to, że rozumiem już jak działa Tartarus w wersji eventowej.

Wiecie co dostałem, a się tego KOMPLETNIE nie spodziewałem? Możliwości zwiedzania lokacji „miejskich“ z Persony 3 Reload. Mogę się normalnie przejść po Paulownia Mall:

Z tego też powodu mój misterny plan szybkiego skończenia eventu poszedł w diabły – zwyczajnie jest tam za dużo do zrobienia xD

Pokemon GO

JEST I ON. NOWY, 74. POZIOM <3 W KOŃCU. Te 250 zadań, jakie musiałem wykonać, to była, przy moim trybie gry, jakaś trauma:

Oprócz tego oberwałem w twarz potężnym ładunkiem nostalgii. Z okazji dziesięciolecia gry, powrócił, w odmienionej formie, stary ekran ładowania.

10 lat, czaicie? Ostatni raz tak staro się czułem, jak na trzydzieste urodziny znajomy mi życzył promocji na ibuprofen XD

Oprócz tego gra dała mi prezent na Dzień Dziecka – shiny Kecleona:


Inne tematy

Na początek dobre wiadomości. Na przykład takie, że miałem długi weekend. Wiem, że już to pisałem. Ale jest to o tyle dobre i ważne, że zasługuje na drugą wzmiankę.

Oprócz tego, jakimś cudem, pomimo niesprzyjających „okoliczności przyrody”, trzymam się deficytu kalorycznego. Efekt? W chwili, gdy piszę te słowa, jestem w dół już 3 kilo.

Trochę za szybko. Ale jem dużo białka i ćwiczę, to MOŻE nie pożegnałem za dużo mięśni.

Ze złych wieści? Problemy bardziej „osobiste” dalej trwają i wszystko wskazuje na to, że trwać będą. To tak, żeby nie było za łatwo.

Szczęśliwie, na tym kończę narzekanie w tym odcinku. Po części dlatego, że nie mogę sobie przypomnieć istotnych problemów XD Poza jednym – potrzebą wymyślania sobie posiłków na nowo.

Kącik gastronomiczny

Przez to, że się odchudzam, to muszę się bardziej pilnować z kaloriami. A to sprawiło, że musiałem inaczej spojrzeć na to, co jem. Dużo białka, dużo jedzenia, mało kalorii i dostatecznie smacznie, by nie zwariować. Efekty poniżej:

Moja standardowa przekąska? Wafle tortowe słodzone erytrytolem ze skyrem:

Po różnych, mniej czy bardziej udanych, próbach robienia sobie jedzenia do pracy, miałem moment olśnienia. Usmażyłem sobie na patelni omlet z papryką i tofu. Podzieliłem go na trzy części. Tak dostałem w swoje ręce trzy naprawdę wypasione tortille, które mnie wyżywiły przez cały dzień:

Znalazłem swój nowy ulubiony patent na tortille. Będę sobie takie robił do biura, jak już je odzyskam.

W ramach obiadów też było eksperymentowane. Zobaczyłem w internecie makaron z sosem pesto. Musiałem zrobić własną wariację.

Dodałem do sosu serek wiejski i zamarynowaną pierś z kurczaka (dla białka). Brokuł też tam trafił, bo było tam za mało warzyw jak na mój gust. No i oprócz tego użyłem resztek z trzech różnych makaronów, więc było dość różnorodnie.

Oprócz tego ugotowałem obiad, który powstał trochę z braku pomysłu i chęci do pracy:

To, co widzicie powyżej, to połączenie:

  • mrożonej mieszanki chińskiej
  • tofu wędzonego
  • mielonego mięsa z łopatki
  • sosu koreańskiego według sprawdzonego przepisu

Było dobre, było proste i całkiem szybkie w zrobieniu.

A na koniec tygodnia chciałem zużyć część zgromadzonego deficytu kalorycznego, by pójść z moim Kochaniem do knajpy. Nasi znajomi powiedzieli nam, że otworzył się nowy lokal z kuchnią azjatycką. Musieliśmy zrobić użytek z tej informacji.

Niestety, pogoda się kompletnie popsuła, co sprawiło, że zamiast pójść po jedzenie, to sprawiliśmy by jedzenie przyjechało do nas:

Mam nadzieję, że jak kiedyś dotrę do lokalu to będzie to lepiej wyglądać. No i trochę zawiodłem się na curry. Widzicie w nim coś? xD Nie tego się spodziewałem. Tyle dobrego, że smakowało bardzo dobrze,

No i patrząc na to, kto tam u nich teraz rządzi, to cholera wie, czy będę miał na to szansę. Może znów się będą bawić w jakiś izolacjonizm, skoro zaczynają winę za wszystko zwalać na emigrantów, których niemalże nie mają XD

Tym smutno-śmiesznym akcentem żegnam się z wami. Miłego dnia, smacznej kawusi i do przeczytania 🙂

  1. A tak naprawdę to chuja, a nie zaczęła. Pierwsza gra z gatunku, który teraz nazywamy „fachowo” Bullet Heaven była turboniszową mobilką. Ale, no cóż, Vampire Survivors jako pierwsze osiągnęło prawdziwy sukces. ↩︎

Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *