W minionym tygodniu nie działo się nic szczególnie ciekawego. Ot, dalej te same melodie. Zarówno w grach, jak i IRL.

A jak czasem zabrzmiała jakaś fałszywa nuta, to tylko na chwilę i wszystko wyszło na plus.
Neverness to Everness
Czy też raczej „Anime: The Game”. Chciałem sobie odblokować więcej możliwości zarabiania kasy w grze. Żeby to zrobić, musiałem wykonać misję poboczną. Gdy już zacząłem to robić, okazało się, że dostanę jako gratis historię powstawania kapeli, w której zostajemy perkusistą z przypadku:

Powiem wam, że fajna, trwająca z dwie godzinki historyjka, przy której się nawet chwilami trochę wzruszyłem.

Fakt, że poznałem trochę historii Akane Rin, która niedawno dołączyła do mojej ekipy, traktuję jako dodatkowy benefit tej całej sytuacji.
Oprócz tego też się trochę wkurwiłem, bo rytmiczne minigry polegające na graniu na perkusji na padzie powinny być zwyczajnie zakazane:

Na padzie jestem w stanie zrobić piosenkę na jakieś 65%. Na komórce? Taki wynik wykręciłem, jak jednocześnie z kimś rozmawiałem xD

Pomijając to? Kontynuuję radosne życie grindującego gracza. Grinduję wszystko – materiały na rozwój postaci, kasę na kolejny motocykl i tak dalej. Bo drugie mieszkanie już sobie kupiłem:

Okazało się, że niezrobienie tego wcześniej to była śmiertelna pomyłka. Głównie dlatego, że dzięki temu mogę teraz:
- mieć większy limit energii potrzebnej do farmienia materiałów
- wykonywać dodatkowe zadanie pozwalające zarobić pieniądze <3
- dostawać więcej darmowych prezentów dla moich towarzyszy
Jakbym wpadł na pomysł, by sprawdzić wcześniej, co takiego się ma z posiadania mieszkania w NTE, to już dawno bym je miał – zdobywanie Porsche by poczekało.
Oprócz tego zacząłem robić jakieś pomniejsze zadania poboczne i zlecenia na anomalie1. No i jedno z nich mnie zszokowało, bo wysłało mnie w pościg za samochodem dostawczym, który po podjechaniu do niego pokazał macki ośmiornicy i zaczął mnie lać xD Aż wam wrzucę nagranie poniżej:
Nie spodziewałem się takiej akcji po tej grze.
Sword X Staff
No to zaczął się ten cały event halloweenowy i jest grubo.

Dodali misje fabularne, minigrę typu match-3, eventowego bossa, którego się przywołuje fajerwerkami, nowego towarzysza do zdobycia, nowego zwierzaka do zdobycia i jakieś inne bzdety. Tyle tego, że się pogubiłem w trakcie pisania i niezbyt mi się chciało tworzyć rzetelnej listy.
Z tego wszystkiego to najbardziej przekonał mnie do siebie zwierzak:


Ta krzyżówka kota, dyni, mumii i wiedźmy MUSIAŁA mi skraść serce. Ciekawe, czy uda mi się go zdobyć. Trochę wątpię, biorąc pod uwagę moje postanowienie nie wydawania pieniędzy na tę grę, ale mogę próbować.
No i oprócz tego mam tradycyjny raport z tygodnia grindu:



Final Fantasy Resonance
Drogi pamiętniczku (XD), zacząłem trzeci rozdział gry. Do mojej drużyny dołączyła kolejna osoba: Nichol. Strateg z zawodu, jako postać specjalizująca się w buffowaniu całej drużyny. Jego obecność mnie wkurza, bo teraz nie wiem, jaką drużynę mieć – za dobrze się „ułożyłem” z tą, którą grałem przez ostatnie kilka godzin.
Oprócz tego uratowałem kotka:

No i oczywiście – to nie byłoby Final Fantasy, jakbym nie miał szansy się wzruszyć z jakiegoś powodu. No i się wzruszyłem 🙁

Ale nie było mi smutno długo, bo chwilę potem zobaczyłem, jak złol był ustawiany do pionu. Nie ukrywam, że to było niczym miód na moje przeorane życiem serce:

Żartuję, potem się spłakałem jak bóbr.
Ale pomimo tej karuzeli wrażeń ukończyłem trzeci rozdział gry. Licznik pokazuje mi, że ugrałem do tej pory ponad 13 godzin. Jaki z tego wniosek? Trochę się zaczynam bać tego, ile czasu spędzę w tej grze XD
Dynasty Warriors 3: Complete Edition Remastered
Skończyłem grać jako Xiahou Dun z Wei. Poszło BARDZO szybko. Nie wiem, czy dlatego, że się ogarnąłem, czy dlatego, że jest on zwyczajnie zbyt potężny. Spodobały mi się te napisy końcowe opisujące, jakie to zarąbiste rzeczy zrobiliśmy w trakcie przechodzenia trybu Musou. Czemu dopiero teraz? Bo tym razem poszło mi lepiej i mam czym się chwalić:

Skończyłem też grę jako Diao Chan. Czemu nią? Bo nie miałem pomysłu, kim zacząć grać z postaci „niezrzeszonych”, a ona jest śliczna:

A rozpierdol robi równie dobry jak każdy inny, więc nic mnie nie powstrzymywało xD Przykład poniżej – przedostatnia misja jej trybu fabularnego. Grana raczej nieudolnie, ale grana:
Łącząc wszystkie wątki z sobą wychodzi mi, że zrobiłem w tej misji bardzo ładną masakrę. XD
Wpadłem we flow, więc zacząłem od razu kolejną rozgrywkę, tym razem jako Wei Yan. Jedyny powód? Korzysta z dwustronnej glewii, która jest czaderska:

A co będzie potem? Zobaczę 😀
Warframe
Uczyniłem z Warframe moją „comfort game”. Znaczy:
- wracam po pracy
- przebieram się
- jem coś
- dokonuję zbrodni wojennych na przeciwnikach w tej grze
Czemu tak to określam? Bo zamiast bawić się w jakieś półśrodki, to biorę w obroty moje ulubione Warframe’y i sobie leję przeciwników.
Poniżej nagranie z tego, jak jako samotny Czarny Rycerz (Oberon Prime) odpieram 12 fal w trakcie misji Defense. Nie jest to ani mój najszybszy, ani najmocniejszy Warframe, ale czuję do niego sentyment.
Pew, pew, siek siek, dakka, dakka, tratatatata i tak dalej 😀
Oprócz tego trochę pozmieniałem buildy w innych Warframe’ach, na co poszło całkiem dużo Endo – surowca używanego do polepszania modyfikacji.
To natomiast zainspirowało mnie do porządków. A efektem końcowym tychże było to:

Co prawda dosłownie 17 sekund później już całe zdobyte w ramach porządków Endo od razu poszło na ulepszenia, ale no cóż – od tego ono jest.
No ale co najważniejsze – mam już zdobyte dwa z trzech elementów zbroi:

Persona 5: The Phantom X
Ta gra robi wszystko, bym nie zbliżył się do głównego wątku. Gdy już znalazłem chwilę w moim życiu, by posiedzieć przy tej grze, to JEB – ona rzuca nową częścią crossoveru z Personą 3 Reload:

Zdążyłem w niego pograć przez chwilę, ale bez istotnych postępów. Będę musiał dokończyć w tym tygodniu.
Oprócz tego okazało się, że pominąłem część crossoveru z Personą 3 Portable:

Czuję się przytłoczony XDD Nie wiem, kiedy znajdę na to czas, zwłaszcza że teraz gram w dużo dobrych gier, a drugie tyle czeka, aż któraś mi się chociaż trochę znudzi 😀
Hatch Dragons
<tu wstaw narzekanie na łowienie ryb>2

Na początku tygodnia narzekałem na to, że mam mało nowych smoków albo możliwości rozwinięcia starych. Pod koniec tygodnia wziąłem się trochę w garść, zacząłem klikać i dorobiłem się:
- duplikatów dwóch smoków
- pierwszego smoka eventowego z zabawy w rybaka
- kolejnego, X, smoka w wersji
shinyremarkable

Odebrało mi to prawo i argumenty do narzekania xD
Zdjęcia całego mojego „smoczyńca” nie wrzucam, bo zmiany nie były ani szerokie, ani imponujące. Niestety :X
Monster Hunter Now
Event halloweenowy się zaczął, w tym roku pod znakiem rozwalania potworów na kawałki! Nie dość, że daje to teraz więcej materiałów, to jeszcze dodatkowo daje żetony do wykupowania różnych bajerów eventowych. Dlatego fajnie, gdy podsumowania walki wyglądają tak:

Oprócz tego dodali możliwość wykupienia stylów dla broni eventowych, jakie dodawali w trakcie poprzednich Halloween. Jest to opcja, z której musiałem zrobić użytek. Co prawda z tych sprzętów nie korzystam, ale w przypadku Monster Huntera jestem prostym człowiekiem – mogę rozwinąć broń? To rozwijam broń. Skończyło się to tak:


Oprócz tego musiałem dokonać jednej zmiany – przez to, że zaczęło mi brakować jednego z przedmiotów potrzebnych do ulepszania stylów, to zacząłem bić potwory na 9*. Jak szybko tego pożałowałem? Niemal natychmiast. Ale niestety, nie mam wyboru.
Dawno nie wrzucałem gameplayów, więc poniżej zostawię wam walkę z jednym takim gagatkiem:
Oczywiście nie wypadł z niego Wyvern Scarcestone, bo czemu miało być inaczej? XD
Oprócz tego, w niedzielny wieczór (czyli tuż przed „oddaniem” wpisu) wziąłem udział z ziomeczkami w Outbreaku na Black Diablosa. Efekty? Takie se:

Nic dziwnego, przy tak denerwującym potworze jak on XD Ale są z tego benefity „poboczne”. Pierwszym jest to, że dostałem medal z łączne ubicie 500 Black Diablos:

Drugim jest to, że dzięki masie przedmiotów, jakie zdobyłem w trakcie tego Outbreak’u udało mi się podciągnąć na wyższe poziomy kilka broni:



Pokemon GO
Nie miałem grać, ale Niantic zadbał o to, bym musiał. Dnia rajdowego bym w końcu nie ominął, no nie? Efekty polowania na Mega Chandelure były takie:

Co robiłem poza tym? Nic.
Pogoda jest na tyle paskudna, że ledwo chciało mi się bić potwory, a co dopiero je łapać :X Wbijanie poziomów w grze wstrzymuję do odwołania albo do BARDZO dobrego powodu, by się starać.
Inne tematy
Sezon chorobowy ciągle trwa. Znaczy – nie jestem już chory. Ale zdrowy też nie jestem. Żeby nie czuć się zbyt dobrze, zacząłem znów ćwiczyć. Zamieniłem więc płynnie ból egzystencjalny wywołany kaszlem i katarem na ból mięśni wywołany regularnymi plankami, unoszeniem kettle’a i innych tego typu.
To oczywiście nie jest jedyny sezon, jaki mnie teraz prześladuje – oprócz tego mam sezon sprzedażowy. Oczywiście, wcześniej się oszukiwałem, że będę miał odrobinę spokoju. Otóż nie! Usłyszałem najbardziej przerażające słowa, jakie może usłyszeć marketingowiec w ostatnim kwartale roku – „trzeba walczyć o sprzedaż”.
…
……
………
kurwa mać.
Dodatkowo bawiłem się w „nadzorowanie prac remontowych”. Znaczy, brzmi strasznie poważnie, a w przełożeniu na normalne słowa znaczy to tyle, co „wymieniali kaloryfery i rury doprowadzające do nich ciepłą wodę, więc musiałem pracować z domu większość tygodnia”.
No i oprócz tego trafiłem na fizjoterapię po dłuższej przerwie. Wszystko mnie bolało po tej wizycie. W S Z Y S T K O. Ale żyję i jest już lepiej. A to zawsze dobry znak 🙂 Przy czym, jak kichnąłem następnego dnia, to tak mnie moje wymiętolone mięśnie rozbolały, że myślałem, że osiągnę inny stan świadomości.
Kącik gastronomiczny
W minionym tygodniu znów się obijałem. Trochę przez zmęczenie, trochę przez brak czasu i stanowczo przez prace remontowe i okazjonalne nadgodziny w pracy. Jeszcze trochę takich tygodni i będę mógł założyć spin-off bloga nazwany „Yeti (tym razem) nie gotuje”, gdzie będę mógł oceniać dania gotowe XD Tym razem jednak sobie odpuszczę i opiszę te dwie czy trzy rzeczy, których nie da się kupić w słoiku w supermarkecie.
Któregoś dnia olśniło mnie, że mam papryki, które zaraz mi uciekną z lodówki. Chyba miały iść do tortilli, na które nie miałem czasu – nie pamiętam nawet. Nie chciałem ich wyrzucać, to zrobiłem sobie z nich kanapki.

Dosłownie z nich i dosłownie kanapki. Po złożeniu w pół zrobiły robotę – uspokoiłem tasiemca, wrzucając coś do żołądka, i do tego uratowałem kilka złotych od trafienia na śmietnik. No i nawet trochę wyglądały jak kanapki xD

A jakie one chrupkie były 😀
Wiecie natomiast, co nie było chrupkie? Dziwne spaghetti, jakie zrobiłem na obiad w drugiej części tygodnia:

Nigdy nie zgadniecie, z czego jest zrobiony ten sos. Dam wam jeszcze zdanie albo dwa, byście mieli czas się namyśleć. Podpowiem wam tylko, że starałem się, by było dietetycznie.
Odpowiedzią jest kalafior XD Żodyn się tego nie spodziewał xD Łapcie zbliżenie na pojedynczą porcję:

Powiedziałbym, że grubo, ale było stosunkowo chudo – trochę oleju do przesmażenia kurczaka i trochę jogurtu greckiego i startego sera do sosu.
Wiecie natomiast, kiedy było grubo? Jak nie miałem obiadu jednego dnia, miałem nadmiar czasu i za blisko do kebabowni, w której nie jadłem od co najmniej dwóch lat:

Czy było dobre? Było. Czy było grube? Też było XD
Ale tak ogólnie to życzę wam, żeby na dłuższą metę nie było grubo. Wtedy łatwiej się żyje. Lżej <badum tss>.
Trzymajcie się ciepło i do przeczytania!
- Wiem, że tutaj powinienem rozpisać się trochę bardziej, ale dokładny opis świata przedstawionego Neverness to Everness to temat na osobny wpis mający 3000 słów, a najlepiej na serię wpisów. ↩︎
- Jakby co to nie jest placeholder, po prostu nawet mnie to już znudziło. Więc was pewnie tym bardziej. ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
