Kategorie
Noł-Lajf Style

Mam poważne NOP

W chwili kiedy to czytacie jestem już po pierwszej dawce szczepienia i jest coś, z czym muszę się z wami podzielić.

Photo by Steven Cornfield on Unsplash

Wydaje mi się, że moja historia pomoże wielu osobom podjąć właściwą decyzję odnośnie szczepień.

Jak do tego doszło? Ja wiem.

Jak tylko zaczął się ten cały koszmar znany jako pandemia CoVID-19 to wiedziałem, że będę chciał się zaszczepić na to cholerstwo.

Na początku, dla świętego spokoju – nie ma co być niezaszczepionym na bardzo zaraźliwą chorobę. Do tego wywołującą w niektórych przypadkach powikłania pokroju uszkodzeń serca, płuc, częściowej utraty zmysłów węchu i smaku, mgły mózgowej, czy innych.
Potem? Ze strachu. Ludzie, których znam, mniej, bądź bardziej mi bliscy, zaczęli umierać. Jedna z nich, cytuje, miała powiedzieć, zaraz po pojawieniu się objawów, „wszystko, bo jakaś kurew na mnie nakasłała”.

Więc dobra – środki ostrożności w formie maseczki, dystansu, niebywania na imprezach i innych? Wprowadzone w życie.
Ostatnia impreza na której byłem? 29. urodziny. W lesie. W niewielkim gronie osób albo rozgarniętych i/lub tych, których i tak spotykam.

Do pracy zdalnej się zgłosiłem jakoś w połowie marca, jak tylko pojawiły się pierwsze przypadki w mojej okolicy. Zadecydowało głównie to, że do pracy dojeżdżałem wtedy pociągiem. Do biura wróciłem dopiero po kilku miesiącach i głównie dlatego, że:

  • nie było zbyt wielu innych chętnych
  • przestrzeni było aż nadto
  • przeniosłem się do biura, do którego nie muszę jechać pociągiem

Zgłoszenie chęci zaszczepienia? W połowie stycznia 2021, jak uruchomiono taką możliwość.

Skierowanie i spontaniczna rejestracja

Przewijamy do końca kwietnia.
Znajomy pochwalił się na platformie społecznościowej wykonanym szczepieniem. Zainspirowany jego postem sprawdziłem w systemie e-rejestracji, czy nie mam skierowania. A tam informacja, że od następnego dnia mogę się rejestrować.
Skoro tak, to następnego dnia, po pobudce, między ubraniem się a poranną kawą się zalogowałem. Po chwili termin już miałem zaklepany:

Potęga edytowania źródeł

Fajnie, kilka dni przetrwać i tyle.

Samo szczepienie

Krótka piłka – pojechanie na miejsce, odstanie kilkunastu minut w kolejce, wypełnienie prostego formularza.

Krótka rozmowa z lekarzem, odnotowanie leków branych regularnie, pójście na krzesełko i CYK. Igła w ramię. Ostatni raz mnie szczepili za dzieciaka, więc zapomniałem jak bardzo zastrzyk w mięsień boli. Podpowiadam – nie boli. Przynajmniej ja nic nie poczułem. Nie zdążyłem nawet dokończyć suchego żartu o braku mięśni w ręce, w które można by się wbić

Potem te nieszczęsne 15 minut w poczekalni na wypadek jakbym miał reakcję alergiczną, albo inne cholerstwo. To miało być najnudniejsze 15 minut mojego życia. Ale nie, bo dopadło mnie to cholerstwo.

NOP na 100%

Nagle zrozumiałem, że po raz pierwszy od marca 2020 roku zamiast iść w kierunku uzasadnionego strachu o siebie i bliskie mi osoby wykonałem krok w kierunku normalności.

Siedzę i jestem w stanie sobie wyobrazić powrót do normalności. Piwo w ulubionym pubie, z świetnym piwem i chujową akustyką przez którą muszę krzyczeć do ludzi z którymi siedzę przy stole (wybacz M. jeżeli to czytasz :< ).
Frytburger jedzony nie w domu, albo w jakimś zakamarku, tylko normalnie. „Po bożemu” wręcz – idąc przez miasto, prawdopodobnie w pośpiechu.
O takich ekscesach jak kina, baseny i inne, bez zabaw w maseczki i dystans społeczny już nawet nie wspomnę.

To jest dopiero nieoczekiwany odczyn poszczepienny. Wiedziałem o tym, że może się pojawić bolesność, zmęczenie, gorączka i inne tego typu.

Nadzieja na powrót normalności? Tego nie zamawiałem. Stanowczo o tym nie uprzedzali.
A jednak, świadomość tego, że jestem blisko uzyskania odporności, na dłuższy czas, bez potencjalnych powikłań po CoVID-19, podnosi mnie na duchu.
Fakt, że nie jestem sam, czego doświadczyłem stojąc w kolejce do szczepienia, daje mi nadzieję na chociaż częściową odporność zbiorową na to plugastwo.

A antyszczepionkowców proepidemików niech prąd kopie po dupie.

Żeby nie było – prawdziwe NOP też zaliczyłem.

Tak właściwie, to w chwili publikacji tego wpisu jeszcze czuje się jak kupa po tym jak nie mogłem zasnąć w nocy. Musiałem się urwać z pracy kilka godzin wcześniej, bo byłem bezużyteczny.
Skoki ciśnienia też miałem, ale to mogłem być ja, a nie rzecz związana z działaniem szczepionki
Ręka dalej mnie boli jak tylko próbuję ją podnieść.

To wszystko jednak minie, a korzyści? Pozostaną jeszcze przez długi czas. Oczywiście o ile nikt nie zaczniemy wysyłać samoloty po debili Polaków siedzących w Indii, albo nie zrobimy jakiejś innej bzdury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *