Koniec urlopu, koniec z giereczkowaniem przez większość dnia. Ale nim to nastąpiło? Musiałem „zrobić zapasy”.

I to o nich będzie poniżej!
Monster Hunter Now
W tym tygodniu w grze odbył się event Zenny Rush. Wersja skrócona? Biorąc udział w Hunt-a-thonach i bijąć konkretne potwory można było dostać jajka warte masę Zenny. Czy mi się udało? Raczej tak:

Łącznie te jajka dadzą mi 364 tysiące Zenny, gdy już postanowię je sprzedać.
Oprócz tego zebraliśmy się w kilka osób by, na czas, ubijać Azure Rathalosy. Przez godzinę musieliśmy pokonać ich setkę. A ile ubiliśmy łącznie?

Pokemon GO
Hiper trening idzie do przodu! Czy mój SMOK będzie wkrótce najlepszy? Raczej jak!

Oprócz tego udało mi się złapać Shiny Laprasa z ładnym szaliczkiem:

Dodatkowo w weekend odbyły się dwa eventy, które tak właściwie to miałem w nosie:
- rajdy na Gigantamax Laprasa
- Community Day z Quaxly w roli głównej.
Oba eventy odbębnione w formacie „minimum ambasadorskiego”. Kompletnie mnie te pokemony nie interesowały, do tego stopnia, że w trakcie tych eventów nawet nie miałem włączonego Pokemon GO xD
The Hundred Line -Last Defense Academy-
Kontynuuję fiksację na punkcie tej gry. Głównie dlatego, że w trakcie urlopu mam dostatecznie dużo mocy przerobowych w mózgu by przeczytać, zrozumieć i docenić nawał zwrotów akcji i różnorodnych motywów jakie ta gra potrafi zaserwować.
A jest tego naprawdę wiele:

Gdy pisałem te słowa, to miałem za sobą 24 zakończenia tej gry.
W tym też jedno, które ludzie określają jako „prawdziwe”. Kiedy zobaczę resztę? Diabli wiedzą – po pracy wolę tytuły bardziej nastawione na akcję.
Diablo IV
Jednego dnia poszedłem sobie na dłuższy spacer. Taki na dwadzieścia tysięcy kroków. Jak wróciłem do domu, to byłem już tak zmęczony, że mózg „nie móżdzył” mi do końca. Więc odpaliłem idealną grę na tę okoliczność i wróciłem do dzikiego grindu z nadzieją, że zdążę zdobyć sezonowe fanty. Co z tego wyjdzie? Nie wiem 😀 Ale fajnie mi się pluje na wszystko ogniem:
Co prawda docelowo to Hydry będą robić większość pracy za mnie, mogę uznać, że to ja pluję ogniem!
Persona 5: The Phantom X
Wziąłem się do pracy, bo czasu coraz mniej, a eventy różnorakie się zaczynają kończyć. Na ten momentu prawie udało mi się ukończyć ograniczony czasowo crossover z Personą 5:

Została mi tylko walka z ostatnim bossem, ale niestety – muszę wbić wyższy poziom, bo przeciwnik jest niestety M O C A R N Y.
Przeszedłbym więcej, ale niestety – dobra ma dość ograniczoną liczbę godzin, a na telefonie gram głównie jak jestem poza domem.
Czas na kącik gastronomiczno-krajoznawczy.
Zrobiłem dziwny obiad – kotlety mielone z dodatkiem cebuli i marchwi, podane z puree ziemniaczanym doprawionym sosem koreańskim. Zdjęcia nie ma, bo zapomniałem. Następnym razem zrobię.
Oprócz tego – w trakcie urlopu olśniło mnie, że nigdy nie jadłem awokado. Więc zmieniłem to i jakby to powiedzieć – weszło:


Oprócz tego upiekłem bardzo proste ciasto z CIECIERZYCY. Ale jemu zrobię zdjęcie jak zrobię je po raz kolejny, trochę bardziej się starając przy jego przygotowywaniu. Bo NA BANK upiekę je jeszcze raz. Wyszło takie dobre.
T A K I E. D O B R E.
A jeżeli chodzi o część krajoznawczą – jednego z dnia urlopu poszedłem „nabić sobie kroki” i ubić dzienną porcję potworów. Skończyło się tak, że trafiłem w „dzikie ostępy” Szczecina i zobaczyłem tam opuszczony bunkier przeciwlotniczy z czasów wojny:


Dokładnej lokalizacji nie podam bo to nie jest tajemnica – kto będzie chciał się dowiedzieć, to się dowie.
Nie chcę jednak czuć odpowiedzialności jakby miało się okazać następnym razem, że ktoś to miejsce kompletnie zdewastował.
I tyle. Koniec urlopu. „Mówi się trudno i płynie się dalej”.
Do przeczytania następnym razem!
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
