Pierwszy tydzień urlop po którym spodziewałem się wielu wrażeń. No i je dostałem.

Tylko z kompletnie niespodziewanego miejsca.
The Hundred Line -Last Defense Academy-
Jeżeli w pozostałej części wpisu będzie biednie, to tutaj macie bezpośrednią przyczynę. Odpaliłem tę grę RAZ. Tylko po to by dokończyć ścieżkę, którą zacząłem przed urlopem. Dokończyłem.

Potem zacząłem kolejną. I po niej następną. I jakoś tak wyszło, że niemal cały czas jaki poświęciłem na granie w domu poświęciłem na tę grę.
W chwili gdy kończę ten wpis widziałem 6 różnych zakończeń. „Jedynie” 94 przede mną. I wiecie co jest najgorsze?
Najchętniej zobaczyłbym je wszystkie przed powrotem do żywotu korposzczura.
Mecha Break
Pograłem tylko chwilę. Przez chwilę rozumiem dokładnie:
- Przeszedłem tutorial

- Zagrałem z trzy walki w dostępnych trybach gry
- Odkryłem boleśnie, że, wg. Google i Gamespotu, nie ma dzielenia postępów (crossprogression) między platformami.
- Odkryłem ku mojej radości, że Google i Gamespot nic nie wie i że jednak jest dzielenie postępów. Tylko przez to, że dałem ciała, to przez najbliższe dwa tygodnie nie uda mi się tego spiąć w całość
- Ale i tak będę się chełpić tym, że napisałem o czymś, co nawet Google nie wiedział.
A co do samej gry? Muszę więcej pograć by się przekonać czy to dla mnie.
Z jednej strony? Zajebiste mechy.
Z drugiej? Znienawidzone PVP.
Persona 5: The Phantom X
Z mobilnym spin-offem Persony mam podobny problem. Muszę więcej pograć, zobaczyć więcej fabuły i wtedy zdecydować czy ta gra jest warta mojego (i waszego) czasu.

Przez to, że gra łączy sobie w wiele cech Persony 5 i gier gacha, to choruje ona na nadmiar rzeczy do robienia w niej.
Ktokolwiek mówił, że „od przybytku głowa nie boli” nie grał w tę grę. Bo mnie trochę boli na myśl o tym by ją ogarnąć od początku do końca.
Monster Hunter Now
Za to moja ulubiona gra z potworami nie zawodzi. W trakcie urlopu gra się w nią o wiele przyjemniej jak nic nie staje na przeszkodzie by zmienić trochę trasę by dopaść jakiegoś potwora.
Ten tydzień był przez to obfity w potwory, łupy i różne osiągnięcia.



Do tego stopnia, ze w pewnym momencie musiałem spędzić ładne kilkanaście minut na porządkowaniu ekwipunku i wywalaniu nadmiaru fantów.

Na początku mojej przygody z Monster Hunter Now bym się popłakał z radości na widok tych zarobionych dziewiętnastu tysięcy Zenny. Teraz? To nie są nawet drobne „na waciki”.
Oprócz tego przygotowywałem się na drugi Monster Outbreak. Pod koniec tego tygodnia czeka mnie, i innych graczy z mojego miasta, walka z Azure Rathalosami. Będzie to wyścig z czasem, bo będziemy musieli w godzinę pokonać ich co najmniej setkę. Będzie grubo.
Pokemon GO
Żywot trenera Pokemon i ambasadora społeczności jest ciężki. Zwłaszcza kiedy w trakcie tygodnia masz dwa eventy.
Jeden, na którym ci zależy, w trakcie którego można było złapać Hisuańską Zoruę:

I drugi, z Pokemonem na którym ci KOMPLETNIE nie zależy, ale w ramach którego masz darmowe rajdy.
A potrzebowałeś zrobić rajdy by skończyć jeden z piętnastu etapów Hiper Treningu. Na całe szczęście kolejne zadanie było dużo prostsze i zrobiłem je w trakcie krótkiego spaceru. Aktualnie trening jest na takim etapie:

Ale wiecie co było najgorsze? To, że nawet porządnego Pokemona z tych rajdów nie dostałem.

Meh/10.
Z tematów pozagrowych, to najważniejsze jest chyba to, że na urlopie odzyskałem chęci do życia. Było to coś, co ostatnimi czasy było wyraźnie nadwyrężone.
A poza tym, to zrobiłem ładnie wyglądający obiadek:

Do tego zdrowy – dużo warzyw, tofu i ryż ugotowany na sypko.
Pomijając to, to żyje sobie powoli – gram, piszę i dużo chodzę. Jak to na urlopie 😀
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
