Panie, panowie, ludzie i ludziska! Trzy miesiące do końca roku. Co to oznacza?

Absolutnie nic, tak naprawdę. Ale nie miałem pomysłu na lepszy wstęp do tego prawdziwie piekielnego wpisu!
Walkscape
Tak się zaczęło:

I było to olbrzymią pomyłką – mam całą stertę sztabek stali. Ale żeby zrobić coś przydatnego z nich potrzebę deski klonowe. A najbliższy tartak z klonami znajduje się w innym regionie.
Tak, tym do którego nie mam teraz dostępu.
Więc zamiast tego wytopiłem sztabki żelaza i ściąłem świerki potrzebne do robienia żelażnych kilofów i siekier.
Najfajniejsze sztuki? Trafią do ekwipunku. Reszta? Trafi do sklepu i zasili „fundusz podróżniczy”. Miał to być fundusz plecakowo-podróżniczy, ale plecak już kupiłem <3

Nie miałem pomysłu co robić potem, więc postanowiłem, w przypływie szaleństwa, nauczyć moją postać poruszać się na nartach 😀

Stal jaką zrobiłem zużyję potem, nie zmarnuje się.
Oprócz tego, pod koniec tygodnia, nie miałem pomysłu co zrobić w tej grze. Postanowiłem więc zrobić coś skrajnie bezsensownego i wysłałem moją postać na „polowanie na skarby” do jednej z lokacji. Jakie były efekty po dwóch dniach? Dość mizerne:

Postanowiłem więc, przez najbliższe dwa tygodnie, nie zaglądać do Walkscape WCALE by zobaczyć co się stanie z grą po takiej akcji.
Diablo 4
ZACZĄŁ SIĘ NOWY SEZON! A to oznacza nową postać, nowe sezonowe mechaniki i nowe chęci do gry.
Te ostatnie będą mi towarzyszyć przez trzy dni albo trzy tygodnie, w zależności od tego czy mój build łotrzyka mi się będzie dobrze grał 😀

Jak na razie nie narzekam. Zobaczymy co powiem jak (może) dotrę w przyszłym tygodniu do endgame!
A, oprócz tego pierwszy raz od kiedy gram w Diablo 4 zobaczyłem jakiś błąd graficzny:

Monster Hunter Now
Parafrazując klasyk internetów: „twój stary jest fanatykiem gunlance’ów. Cały ekwipunek zajebany broniami na grade 10 – najgorzej”.
A tak serio, to zacząłem się bawić dwiema gunlance, w których odblokowałem ich style.
Powiem wam, że bawię się przednio. Tak wyglądanie granie z stylem Guard Reload:
Tak długo jak czegoś nie spartolę, to jestem nie do ruszenia.
A tak się bawię za pomocą Blast Dash:
Efekciarstwo na najwyższym poziomie 😀 Jak to trochę dopracuje, to będę w powietrzu tyle samo czasu, co w trakcie grania w Devil May Cry 5.
Oprócz tego był (pierwszy oficjalny) Monster Outbreak z Riftbound Deviljho. Czy się udało?

Jak na moje to tak 🙂
Oprócz tego wpadło kilka dodatkowych medali, a na ich widok zawsze mi się twarz cieszy:




I udało mi się, CZWARTY RAZ W ŻYCIU, zrobić idealnie wypieczone mięso:

Pokemon GO
Gra stała się znacznie mniej denerwująca jak przestałem się spinać o to by wbić wyższy poziom doświadczenia. Stała się też dużo mniej inwazyjna.
Dlatego jedyną ambitną rzeczą jaką tam zrobiłem to zorganizowałem i poszedłem na Raid Day na Mega Camerupta. Czy udało mi się złapać Megaᴹᵉᵍᵃ Camerupta?

Sami mi powiedźcie.
Oprócz tego w trakcie tygodnia, przypadkiem, złapałem perfekcyjnego Scorbunny’ego:

Persona 5: The Phantom X
Event letni!

Czemu teraz? Bo gra stara się nadgonić kilka miesięcy „przewagi” wersji azjatyckiej, więc wersja anglojęzyczna dostaje nowy content znacznie częściej.
Czy przez to czuję się dziwnie, bo widzę postacie w strojach kąpielowych, podczas gdy z każdej strony osacza mnie Pumpkin Spice Latte? Trochę tak.
Czy narzekam? Niezbyt, bo event jest zarówno ciekawy, jak i mało inwazyjny: większość „obowiązkowego” contentu zrobiłem w jeden wieczór 😀
Fire Emblem Shadows
Nintendo zrobiło „shadowdrop” (XD) nowej gry mobilnej, która jest najdziwniejszym połączeniem gatunkowym od czasów The Hundred Line -Last Defense Academy-.

Skrzyżowali z sobą Autobattlera (Teamfight Tactics, Auto Chess, Dota Underlords) z grą typu social deduction (Among Us czy ukochana przeze mnie Gnosia).
Trochę pograłem i zaczynam już mieć o tym jakąś opinię. Pewnie w przyszłym tygodniu na szybko napiszę o tej grze coś więcej.


Sam jej gatunek zasługuje na zapisanie się w „annałach historii”.
W tym tygodniu mi się chciało. Nie wiem czy to leki, czy po prostu lepszy okres w życiu, ale się chciało. A że się chciało, to:
- zrobiłem makaron z tuńczykiem, cebulą i groszkiem. Dostałem informację, że za bardzo daje tuńczykiem. Meh :/

- w weekend zrobiłem, znów, pizzę z chorizo. Tym razem poprawiłem kilka błędów z pierwszego podejścia. Konkretnie to drobniej pokroiłem cebulę, drobniej pokroiłem chorizo (do tego obrałem je z skóry) i dałem więcej miodu.

Wybaczcie słowa, ale to jest wyjebane w chuj. To jak to smakuje przekracza granice dobrego smaku, kultury i zdrowego rozsądku.
Jak ja mam teraz nie być gruby?
Miałem coś jeszcze napisać ale straciłem rachubę Już wiem! Na początku zeszłego tygodnia przypomniałem sobie jak to jest sobie pomachać kawałkiem drewna:

Będę musiał to powtórzyć. Ale muszę sobie inną stylówę pod to wymyślić.
Albo poczekać pół roku na bardziej sensowny sezon!
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
