Po ciężkim i pełnym pracy tygodniu wracam do Was z nowym wpisem, a w nim z kilkoma nowymi grami, za które się wziąłem. Czemu tak?

Potrzebowałem odmiany, by jak najskuteczniej odciągnąć myśli od pracy.
A do tego w jednym przypadku dostałem propozycję ogrania konkretnej gry!
Persona 5: The Phantom X
Dalej nie miałem weny by zacząć przechodzić linię fabularną. Zamiast tego zająłem się dwoma rzeczami.
W pierwszej kolejności? Eksploracją Mementos, by wykonać eventowe zadania i zdobyć personę Cu Chulainn. Żeby to zrobić to musiałem bawić się w potężny backtracking.
Czy to było ciekawe? Nie.
Czy było wymagające? Też nie.
Więc nadawało się idealnie na mój stan psychofizyczny z minionego tygodnia.

Drugą rzeczą było rozwijanie nowej postaci – Messy. Czemu? Bo miałem turbo-szczęście – w 20 losowaniach dostałem zarówno nową postać, jak i broń dla niej. Miałem więcej szczęścia niż rozumu, więc postanowiłem zagrać „va banque” i zainwestować w tę postać czas i (growe) pieniądze. Czy było warto? Tak, bo nowa postać ma bardzo ciekawe umiejętności i jest potężna – zwłaszcza w walce z bossami.
Ostatecznie moja zabawa w rozwijanie jej zakończyła się takim skutkiem:


Messa na pewno przyda się w przyszłości w trakcie regularnych eventów w grze.
Megabonk
Przez większość tygodnia nie miałem czasu, chęci, ani ambicji by grać w coś skomplikowanego. Wtedy też postanowiłem w końcu włączyć tę grę. Jakieś dwa tygodnie po zakupie1 XD
O co w niej chodzi? By przeżyć jak najdłużej.
Megabonk to miks Vampire Survivors, voxelowego 3D i dużej dawki internetowego humoru ocierającego się chwilami o brainrot. Prawdopodobnie to ostatnie sprawiło, że tak dobrze się „wczułem” w tę grę.
Mała próbka gameplayu poniżej, by łatwiej zrozumieć ideę tej gry:
Na ten moment najbardziej ciekawi mnie jedno – czy będzie mi się w to grało równie dobrze jak będę mniej sponiewierany przez życie.
Dungeon Stalkers
Dawno nie musiałem oznaczać tekstu w ten sposób – jako zachętę do zagrania i napisania o tej grze dostałem od serwisu keymailer.co kod na walutę premium do tej gry.

Jak już formalności są za mną, to powiem tak: nie wiem czy potrzebowałem DOKŁADNIE tej gry, ale na pewno się cieszę z tego, że powstała taka produkcja.
Wersja hiperskrócona o co chodzi w Dungeon Stalkers:
- wybierasz postać
- wchodzisz do lochu w którym są inni gracze i potwory
- nie dajesz się zabić
- idziesz do wyjścia
- jak uciekniesz, to wygrywasz i zdobywasz wszystkie fanty jakie miałeś przy sobie w chwili ucieczki
- jak dasz się zabić, to tracisz niemal wszystko, co miałeś przy sobie
Najważniejsze jednak jest to, że bawiłem się dobrze – pomimo tego, że po designach postaci wyraźnie widać, że gra jest zrobiona w Korei. Przez to Dungeon Stalkers chwilami kojarzy mi się z średnimi grami mobilnymi. No i naraża mnie na oskarżenia o bycie zboczeńcem XD

Potem napiszę o tej grze coś więcej. Nie tylko dlatego, że obiecałem, ale również z powodu tego, że pomimo różnych problemów bardzo dobrze mi się gra. Dlatego chętnie dołożę cegiełkę do tego, by Dungeon Stalkers nie przepadło w morzu (minimalnie) podobnych produkcji.
Pokemon GO
Zbierałem Pokemony w ubraniach halloweenowych. Bo są fajne. Zwłaszcza misie. Misie w kapeluszach są wybitnie fajne, zarówno te małe jak i duże 😀

Oprócz tego, po zeszłotygodniowym odpoczynku, wróciłem do organizowania eventów – tym razem było to wspólne wyrzucanie śmieci robienie rajdów na Gigantamax Garbodora. I spójrzcie, jaki ładny wpadł!

Niby hałda śmieci zainspirowana dzikim wysypiskiem z polskiego lasu2, a ładna 😀
Oprócz tego udało mi się w końcu zsynchronizować wszystkie codzienne zadania w Pokemon GO:


Monster Hunter Now
Miniony tydzień był dla mnie maratonem w pracy i o ile nie pokonałem jakichś potworów przed pracą, to po pracy szanse na nadrobienie zaległości były około zerowe.
Poszłoby mi jeszcze gorzej, gdyby nie to, że przeszedłem na „ciemną stronę” i zacząłem korzystać z najprostszego buildu jaki tylko mógł być. Wszystko pokonywałem za pomocą Light Bowguna zrobionego z Magnamalo i kombinacji przedmiotów, która pozwala strzelać, de facto, w nieskończoność:
Zrobiłem ten build już tydzień wcześniej, ale udało mi się go tu i ówdzie ulepszyć.
No i też tylko dzięki temu buildowi Light Bowguna zaczął być atrakcyjną bronią. Tak bardzo, że aż w weekend dostałem odznakę za liczbę pokonanych nim potworów:

Mam nadzieję, że w tym tygodniu zarówno pogoda jak i siły mi pozwolą na bardziej intensywne polowanie. Nie chcę ani nie potrzebuję kolejnego tygodnia, gdzie tylko w weekend będę mógł sobie pozwolić na łowy.
Walkscape
Odblokowałem nowy region. Jaka była pierwsza rzecz, jaką postanowiłem zrobić?
Zwiedzić cały, od jednego do drugiego brzegu:

Gdy już miałem to za sobą (co zajęło o wiele mniej czasu niż myślałem) to poszedłem do lasu rąbać drewno potrzebne do zrobienia stalowych narzędzi. Sztabki stali już miałem – brakowało mi jedynie odpowiedniego drewna.
Gdy już to miałem za sobą to zrobiłem sobie najlepszą możliwą, na ten moment, siekierę w grze i bardzo dobry kilof:


Oprócz tego odkryłem, że grając przez ostatnie tygodnie, pozdobywałem oszałamiająco dużo skrzynek z fantami. W tym tygodniu, jak będę miał chwilę na „ekstremalne zarządzanie ekwipunkiem”, pootwieram je wszystkie:

Inne tematy
Przeżyłem. Jestem z tego powodu dumny.
Ten tydzień był makabryczny – praca, która normalnie jest rozłożona na kilka tygodni, z różnorakich przyczyn była do zrobienia w niecały tydzień.
Nienawidzę „sezon Black Friday” z całego serca. Może nawet jakiś wpis o tym zrobię.
Tyle, jeżeli chodzi o narzekanie na pracę: teraz pora na kącik gastronomiczny. A w nim dzieje się dużo, mimo tego, że nie miałem żadnej woli do gotowania w tym tygodniu.
Na początku tygodnia zrobiłem coś bardzo dziwnego – pizzę w „stylu bostońskim”, z tortill i szynki. Wrzucam zdjęcie kawałka:

Jak na pierwszą próbę, do tego w sytuacji gdy zapomniałem kupić część składników? Wyszło wyśmienicie. A następne wydanie, z większą ilością sosu i salami na górze będzie już ogólnie cudowne.
Oprócz tego w ramach eksperymentów próbowałem zrobić sobie tortille z mięsem mielonym, brokułem i sosem serowym.

Tutaj też było blisko porażki, bo sos wyszedł zbyt wilgotny i przemoczył tortille. Ale, na całe szczęście, uratowałem je od kompletnego zniszczenia i trafiły do zamrażalnika na bardziej problematyczne czasy.
Oprócz tego, po zrobieniu:
- obiadów na przyszły tydzień
- śniadań na pierwsze trzy dni tygodnia
- słodkiej przekąski na najbliższe dwa dni
zamieniłem lodówkę z przechowalnię diety pudełkowej:

Oprócz tego odkryłem w Biedronce pizzę mrożoną z kebabem i frytkami. Ciekawość to ponoć pierwszy stopień do piekła – ale nie było aż tak źle. Sami zobaczcie:

Oprócz tego zbieram pomysły na wpisy niczym Pokemony w Pokemon GO. Skąd porównanie? Bo mam na nie dużo miejsca, mam pomysł na to, jak ich używać, ale ostatnio nie mam kompletnie czasu albo chęci by wprowadzić to w życie.
Ale no cóż, prędzej czy później przyjdzie chwila wytchnienia i nadrobię 🙂
I tego na koniec pragnę wam i sobie życzyć – chwili spokoju i wytchnienia w tym tygodniu.
- Wiem, że to nie jest wielki wynik i niektórzy kupują gry by zacząć w nie grać dwa lata po zakupie, ale ja jakiś czas temu „wyleczyłem się” z przecen i nie mam już takich problemów ↩︎
- Nikt mi nie wmówi, że jest inaczej ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

W odpowiedzi na “Co jest grane? – Tydzień czterdziesty czwarty”
[…] o tym wspomniałem przy okazji mojej pierwszej wzmianki o tej grze, to muszę podkreślić – design postaci nie spodoba się każdemu. Koreańczycy […]