Myślałem, że to będzie gierka do „odbębnienia”. Wygląda jednak na to, że trafi do mojej rotacji na dłużej. Po raz kolejny udowadniam sobie, że za cholerę nie wiem kiedy coś przykuje moją uwagę.

Podejrzewam, że po części jest dlatego, że Dungeon Stalkers jest w niektórych aspektach grą wyjątkową – czasem wręcz na swoją szkodę.
W ramach przypomnienia, zadbania o czystość sumienia i, być może, spełnienia wymogów prawnych – Dungeon Stalkers zostało obiektem mojego zainteresowania pod wpływem otrzymania kodu na walutę premium. Wymogi formalnie jednak wypełniłem (chyba?) wcześniejszymi wzmiankami o grze.
Wielka Ucieczka
W tej grze każda partia zaczyna się tak samo – lądujemy w losowym miejscu na terenie wielkiego „lochu”. W cudzysłowie, bo czasem jest to dosłownie loch, czasem więzienie, a w jeszcze innym przypadku nawiedzony dwór pełen potworów.
Bierzemy w ręce miecz, laskę czy inny łuk i poszukujemy dwóch bądź trzech rzeczy.
Łupów do zdobycia. Są porozrzucane po całej mapie, poukrywane w skrzyniach i wypadają z napotkanych potworów. Im silniejszy potwór, tym lepszy łup, ale też dużo większa szansa na to, że samemu staniesz się trupem do złupienia przez innego gracza.

Wyjścia. Bo jak nie wydostaniesz się z lochu z sukcesem, to większość zdobytych łupów zostanie w lochu. Będzie grzecznie czekać na innego gracza.

Jak ktoś jest ambitny, to w większości trybów może poszukać innych graczy, pokonać ich w walce i zgarnąć z nich łupy.
A jeżeli ktoś jest naprawdę ambitny i lubi żyć niebezpiecznie, to tryby rankingowej w tej grze pozwalają ogołocić przeciwnika do zera. Przy czym to działa też w drugą stronę – jak umrzesz, to tracisz wszystko.
Element chaosu.
Żeby nie było zbyt nudno, to w Dungeon Stalkers istnieje coś takiego jak „Witch’s Curse”.
Co pięć minut rozgrywki odpala się jakiś efekt, który potrafi wywrócić całą rozgrywkę do góry nogami. Raz to może być zwykła bzdura, jak naprawienie pancerzy u wszystkich postaci. Innym razem? Przywołanie obok każdego gracza potężnego potwora:

Oprócz tego, wraz z każdą klątwą wiedźmy zmniejsza się obszar lochu, po którym można się poruszać bez otrzymywania obrażeń od magii wspomnianej wiedźmy. Oznacza to, że nie możemy w ramach jednej eskapady do lochu siedzieć diabli wiedzą ile i ogałacać wszystkiego do zera – musimy dość sprawnie uciec (albo umrzeć próbując).
Dla tych, którzy nie potrafią sobie tego wyobrazić – jak burza w Fortnite, tylko zamiast błyskawic mamy wysysanie energii życiowej.
„Koreańska szkoła designu postaci”.
Już o tym wspomniałem przy okazji mojej pierwszej wzmianki o tej grze, to muszę podkreślić – design postaci nie spodoba się każdemu. Koreańczycy umrą jak ich postacie nie będą należeć do jednego z czterech archetypów:
- seksownych kobiet w obcisłych ciuchach
- ociekających testosteronem maczo
- zadbanych „biszonenów”
- słodkich dziewczynek

Dungeon Stalkers traktuje listę powyżej jako „zadania do wykonania”. Tworzy to mały problem – w porównaniu do dość mrocznego klimatu gry, postacie zwykle odstają swoim wyglądem. Zwykle, bo czasem ktoś u nich w firmie zaszaleje i stworzy postać oparzonego, złamanego przez życie wojownika, który chodzi cały zabandażowany.

Czy dla mnie to „rozstrojenie klimatu” to problem? Niezbyt. Ale poczułem potrzebę zwrócenia uwagi na to po lekturze negatywnych recenzji na Steamie.
Najwyraźniej to dużo większy problem niż bym normalnie podejrzewał.
Kontrowersja, którą pokochałem, a która ubije tę grę
Powiem jednak zupełnie szczerze, że nie mam pewności czy Dungeon Stalkers przetrwa długo – nawet na swoim rodzimym, koreańskim rynku. Wszystko za sprawą jednej decyzji twórców.
Gra będzie, zgodnie z modą w grach usługach, podzielona na sezony. W produkcjach takich jak Fortnite czy Diablo 4 nowy sezon przynosi ze sobą nowe funkcje, zmiany w mapie, czy nowe skórki do zdobycia i kupienia. W Dungeon Stalkers będzie tak samo.
Wraz z kompletnym resetem postaci.
Wszystkie zdobyte rangi postaci, cały ekwipunek, rozwinięta kryjówka – wszystko idzie do piachu.
Jedyne co zostaje nam na pamiątkę to punkty Renomy. Dostaje się je za poziomy postaci zdobyte w danym sezonie. Potem można za nie kupować unikatowe zdjęcia profilowe, banery czy skórki do gry:

Podejrzewam, że perspektywa utraty całego „dorobku” co trzy miesiące może odstraszyć wielu graczy. Zwłaszcza tych, którzy przyzwyczaili się do tego, że ich growe bogactwo wyłącznie rośnie.
Dla mnie to jednak zaleta, bo niechybnie porzucę tę grę na miesiąc, dwa bądź siedemnaście1. Gdy, pewnego dnia, do niej powrócę to będę mógł to zrobić ze świadomością, że inni gracze nie będą mieli nade mną olbrzymiej przewagi.
Sprawia to, że w Dungeon Stalkers od „wierności” grze zawsze bardziej istotne będą umiejętności.
Inne nie(?)znaczące pierdoły
Oprócz tego w grze jest kilka rzeczy, które jednak mnie trochę wkurzają.
Przede wszystkim – jako człowiek, który gra głównie na Asus ROG Ally X – denerwuje mnie niepełne wsparcie dla padów. W trakcie rozgrywki na padzie mogę zrobić wszystko. Ale żeby się do tej rozgrywki dostać, to muszę posiłkować się myszką bądź ekranem dotykowym. Mam nadzieję, że przy okazji wydania zapowiedzianego portu gry na Playstation 5 to się zmieni.
Oprócz tego irytuje mnie2 to, jak czasochłonne jest odblokowywanie nowych postaci bez płacenia prawdziwych pieniędzy. Początkowy wybór jest dość szeroki i powinien wystarczyć większości ludzi. Ale jeżeli wpadnie wam w oko którąś z pozostałych postaci (tak jak ja polubiłem grać Rene, wampirzycą-przywoływaczką) to czekać was będzie ciężka przeprawa.
Oprócz tego żyję w strachu nad żywotnością tej gry, zwłaszcza w Europie – głównie za sprawą decyzji o resetowaniu postępów co sezon gry. Mam wrażenie, że sporej części graczy się ta decyzja nie podoba, przez co nawet nie dadzą tej grze szansy. Pozostaje mi mieć nadzieję, że część z nich przestanie traktować tę grę tak serio i że gracze z Azji będą wystarczający by utrzymać tę produkcję przy życiu.
Zwłaszcza, że największym zarzutem, jaki mam do tej gry, jest to, że boty są na poziomie ruskiego trolla z internetu. Mam na myśli tak samo bezmyślne i nieprzystosowane do życia w społeczeństwie. Zwykle gram wieczorami, co sprawia, że miałem niewiele okazji grać z nimi. Ale gdy już na nie trafiam, to bycie przez nich botami jest oczywiste. Po czym poznaję? Pokonują ich drzwi – póki ich samemu nie otworzę, to będą się za nimi kręcić aż do znudzenia.
I tak będę grał (czasem)
Jak już wspomniałem na początku – Dungeon Stalkers kupiło mnie już na etapie koncepcji – głównie faktem, że nie jest strzelanką pokroju Vigor czy wydanego niedawno ARC Raiders. Zawsze byłem bardziej fanem fantasy – nic na to nie poradzę.
Jeżeli lubicie extraction shootery, to dajcie tej grze szansę – może zmiana klimatu też wam będzie odpowiadać?
A jak nie próbowaliście, to skorzystajcie z faktu, że Dungeon Stalkers jest dostępne na Steam w najlepszej możliwej cenie (za darmo) i przetestujcie grę samemu.
Mnie gra przypadła do gustu, czego najlepszym dowodem niech będzie napisanie przeze mnie 1168 słów na temat tej gry3
- Jak dziesiątki gier wcześniej: Warframe, Soulframe, Hatsune Miku: Colorful Stage, Avowed, Metaphor: ReFantazio… A to są te, o których pamiętam i do których planuje wrócić w najbliższej przyszłości. ↩︎
- No, tak szczerze, to mnie dokładnie nie, bo jak wspomniałem w poprzednim wpisie, dostałem trochę waluty premium, dzięki czemu mogłem wykupić pozostałe postaci. Ale widzę ile czasu by mi zajęło zdobycie ich, jakbym po prostu grał. ↩︎
- Nie licząc podpisów pod zrzutami ekranu ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
