Tydzień mniej traumogenny niż przewidywałem, ale dalej niemający zbyt wiele wspólnego z przyjemnym, ani spokojnym.

No, może poza tą dłuższą chwilą, kiedy siedzę przed laptopem i piszę.
Monster Hunter Now
Twórcy dodali dwa nowe potwory w wersji Riftborne – Glavenusa i Pukei-Pukei.
Pierwszego? Nienawidziłem, nienawidzę i nienawidzieć będę do końca życia. Walka ze zwykłym Glavenusem bywała karkołomna. W przypadku wersji Riftborne? Jest tak za każdym razem. A fakt, że w Monster Hunter Now nie ma na ten moment żadnej NAPRAWDĘ silnej wodnej broni jeszcze bardziej utrudnia uczciwe polowanie na te potwory.

Drugiego? Lubię. Po części dlatego, że mam wrażenie, że połowę mojego życia walczyłem z Pukei-Pukei’ami. Do tego ten potwór to turbo przyjemniaczek. Aż mi chwilami smutno, że go biję 🙁

Nie pomaga to, że często w fanartach i innych tego typu pokazują go jako słodkie zwierzątko, w typie kota 🙁 No spójrzcie na przykład tutaj.
Na moje nieszczęście:
- Glavenusa muszę bić, bo broń z niego będzie robić lepsze wyniki w trakcie przyszłej obrony bazy
- Pukei-Pukei nie będzie bardziej punktowany, a z nim akurat lubię się bić
- Zamiast tego więcej punktów będą zdobywać bronie zrobione z Viper Tobi-Kodachi, którego też nie lubię bić.
Podsumowując? FML – Monster Hunter Now edition.
Ale, pomimo tego, byłem dzielny i tłukłem zadania przygotowujące do obrony bazy. Szło mi całkiem sprawnie. Tak sprawnie, że aż nie mogę podzielić się efektami – zacząłem bowiem drugą stronę zadań, na których postępów mam tyle co kot napłakał.
Wiele w tym zasługi mojego szczęścia do napotykania odpowiednich potworów i BARDZO intensywnego korzystania z mojego uniwersalnego i bezpiecznego buildu do bicia potworów.
Muszę się wziąć w garść i go opisać w końcu.
Diablo 4
Miałem proste zadanie: zdobyć sezonowego stworka. Czy się udało? No kurła, oczywiście, że tak!

Tym samym, ja, moja czarnoksiężniczka1, jej demoniczny Pac-man (nieujęty na zrzucie ekranu) i jej nowe zwierzątko przechodzą znów w tryb całkowicie casualowego grania <3

Pokemon GO
Wiecie, co było w sobotę? Falinks Super Mega Raid Day. Kocham to, jak powalone są nazwy eventów w tej grze. Wiecie, co tego wynikło? To:

Nie jest zły. Mógłby być lepszy. No i do tego miałem lepszego Falinksa złapanego dużo wcześniej, więc to z niego zrobiłem Ultra Elo Joł Pro Falinksa:

Oprócz tego miałem trochę szczęścia i udało mi się złapać Clefairy z 100% IV

No i, skoro już się chwalę, to postępami w zdobyciu poziomu też się pochwalę 😀

Persona 5: The Phantom X
Kto myślał, że będzie miał spokój z tą grą na tydzień? Ja.
Kto nie oglądał prezentacji nowości w grze, przez co był w błędzie aż do czwartku? Też ja.
Wiecie, co mnie wyprowadziło z błędu? Ten widok po włączeniu P5X:

Rzuciłem się jak Reksio na szynkę. Pewnie po części dlatego, że fakt, że nie ukończyłem Persony 3 Reload, póki była w Game Passie zadręcza mnie do dziś.
Nie liczyłem, ile godzin grałem. Wiem jednak, że po zrobieniu „planu absolutnie minimum” w Pokemon GO i Monster Hunter Now cały czwartek grałem już tylko w to. W piątek też. W sobotę trochę też.
Postarali się przy tym crossoverze – nawet menu eventowe wygląda jak z Persony 3:

Co prawda już nie będę często widywał, bo wciągnąłem niemal cały event na trzy posiedzenia, ale pomimo tego doceniam je!
Czemu niemal? Bo jednym z jego elementów jest roguelike’owa wariacja Tartarusa z Persony 3. Biorąc pod uwagę, jak długie są pojedyncze partie tego, to będzie się z tym walczył dość długo:

Zapożyczeń z Persony 3 było dużo więcej niż się spodziewałem. Na pewno nie spodziewałem się za to tego, że zarówno ekran postaci Makoto, jak i interfejs gry w trakcie jego tury też będą wyglądały niczym „wypożyczony” z Persony 3 Reload:


Oprócz tego zagrałem, ponownie, vabank, byleby zdobyć Makoto – protagonistę z Persony 3. Rzutem na taśmę się udało!

Nawet udało mi się go rozwinąć od razu, dzięki stosom materiałów zbieranych od kiedy zdobyłem Sumire i Akechi’ego.
Soulframe
Odpaliłem raz. Na dwie godzinki. Bo nie mogłem znaleźć więcej czasu 🙁
Ale bawiłem się fajnie. Nie chciało mi się szukać nowododanych zadań, więc zamiast tego skupiłem się na profesjonalnym podpalaniu wszystkiego i wszystkich, którzy stanęli mi na drodze 😀 Nawet część tej zabawy postanowiłem nagrać i wrzucić na YT:
Moment, w którym przypadkowo walczyłem z dwoma bossami naraz, był zabawny, poniekąd xD
Więcej nie mam co opisywać: moje granie polegało na robieniu tego co w tym filmiku jeszcze z jakieś 5 razy 😀
Inne tematy
Moje dramaty „osobiste” się trochę uspokoiły. Dalej zajmują mi tyle czasu co wcześniej, ale nie wywołują już takiego stresu. Same zalety!
W pracy mam szalony okres, dużo „krzywych” akcji i wracam do domu zryty. Widać to też po tym, ile grałem i w co grałem. Zauważyliście, że tylko raz sięgnąłem po mojego Asusa, by pograć w coś? Masakra.
Na blogu trochę zabawy zapleczowej. Przede wszystkim, jak na ryzykanta przystało, zaktualizowałem WordPressa do wersji 7.0. Wiecie, ile czasu trwało sprawdzenie ile rzeczy mi przestało działać? Odpowiedź jest prosta: za dużo xD Na całe szczęście nie znalazłem niczego wymagającego pilnego działania, więc obyło się bez tragedii.
Kącik gastronomiczny
W tym tygodniu byłem zarobiony, więc nie nagotowałem się zbyt wiele. Tak naprawdę to większość tygodnia żyłem na tym, co zrobiłem we wcześniejszy weekend, albo tym, co kupowałem sobie do jedzenia na bieżąco.
Przykładowo, na śniadanie zrobiłem sobie babkę ziemniaczaną:

O ile mogę nazwać tak coś, co jest startymi na grubych oczkach ziemniakami, zapieczonymi z boczkiem, jajkami i serkiem wiejskim. Zrobiłem to po posłuchaniu moich intruzywnych myśli, bez konsultowania się z przepisami XD Ale wyszło dobrze, więc wybaczam sobie to szaleństwo.
Pomijając to? Zrobiłem makaron z „profanacją” Carbonary, który przygotowywałem już wcześniej:

Znów wyszło dobre 😀 No i wygląda na zdjęciu dużo lepiej przed wymieszaniem.
Oprócz tego? Obiady z znanej wszystkim franczyzy sklepów z płazem w nazwie2. Zdjęcia tym razem nie zrobiłem, bo nie było tam nic ciekawego (jak na standardy płaza).
Oprócz tego zrobiłem dwie, głupkowate i/lub wymagające małego zaangażowania, rzeczy. Pierwszą z nich były nudle Samyang Carbonara. Do których dodałem startego sera Grana Padano, bo mój mózg wysyłał mi takie sygnały3:

Oprócz tego? Zachciałem budyniu. Wafli tortowych też chciałem. Spróbowałem to połączyć. Przełożyłem więc wafle budyniem ciasteczkowym własnej roboty i kremem czekoladowym, po czym wstawiłem do lodówki. Wyszło to tak:

Czy wygląda to dobrze? Nie xD Czy jadło się wygodnie? Absolutnie nie XD Ale było dobre, więc cieszę się z tego, że pozwoliłem sobie na takie małe szaleństwo.
I tego wam życzę – byście mogli sobie czasem pozwolić na małe szaleństwo. Bo jak nie, to może być tak, że któregoś dnia dopadnie was duże i będzie źle.
Ciao, bye, naura, itp. !
- Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić ile ja miałem zabawy czytając o zasadach tworzenia feminatywów w języku polskim i rozkminiając jak zrobić z Czarnoksiężnika „nią” XD ↩︎
- Czemu takie określenia? Bo analityka bloga pokazała mi, że ktoś zajmujący się ich PRem trafił na mojego bloga. Znów. A ja nie wiem czy chcę by trafiali XD ↩︎
- Jakby co sygnały brzmiały „nom, nom, nom, nom, nom. NONONONONOMNOM. ↩︎
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
