Tryb kolorów:
Rozmiar tekstu:
Dodatkowe akcje
Kategorie
Gry

XBOX wypierdolił ludzi i ładnie pokazał jak działają korporacje

Powiem wam zupełnie szczerze, że jak przeczytałem całą informację o zwolnieniach w Xboksie, to uwierzyłem, że to może wyjść wielu ludziom na dobre. Potem zobaczyłem jednak co dokładnie robią. I wiecie co?

Gdyby nie wcześniejszy kretynizm Sony, to byśmy teraz cały swój gniew skupiali na nich – ta akcja wyszła im koszmarnie.

Dziwny przypadek korporacyjnej szczerości i łaski

Kilka dni temu Asha Sharma, CEO Xboksa, ogłosiła wielką falę zwolnień w firmie. Poniżej możecie zobaczyć tweeta1, który ma być treścią maila wysłanego do całej firmy w tej sprawie:

Nie musicie go czytać, od tego ja jestem. Chciałbym, byśmy się skupili na rzeczy, która się nie zdarza zbyt często ani w branży growej, ani w dużych firmach, a tym bardziej w spółkach giełdowych.

Poniżej wrzucam kilka fragmentów komunikatu, w wolnym tłumaczeniu:

  • Dziś, w niektórych częściach firmy, praca przechodzi nawet przez 14 osób zarządzających. Nasze zespoły ogólnoplatformowe są większe o 40% w porównaniu do początku generacji, pomimo spadku liczby graczy i ich czasu gry.
  • Compulsion Games i Double Fine Productions wrócą pod swoją kontrolę i staną się samodzielnymi studiami – z prawami do swoich gier i środkami potrzebnymi do dokończenia produkcji aktualnie tworzonych gier.
  • Ninja Theory i Undead Labs zmieniły właścicieli i otrzymają środki, by dokończyć produkcję Senui i State of Decay 3.

Pierwszy fragment to pokaz rzadko spotykanej szczerości – spółki giełdowe zwykle nie są tak otwarte co do swoich błędów w zarządzaniu. Zwłaszcza tak kuriozalnych – wyobrażacie sobie2, że coś, co zrobicie musi być zaakceptowane przez ponad 10 osób, gdzie każda może wam rzucić jakieś uwagi, które będziecie musieli potraktować poważnie albo stracić czas na ich zbywanie.

Los wspomnianych studiów? Wyjątkowy akt łaski. Bezpośrednia konkurencja Xboksa w podobnych sytuacjach po prostu zamykała studia, zwykle po tym, jak robili oni na ich zlecenie bezsensowne gry. Tutaj tego nie będzie, a oprócz tego (może) te studia przetrwają na wolności. Lepsze to niż wyrok skazujący.

Patrząc szeroko – ten komunikat, pomimo bycia jednoznacznie złą wieścią był wyjątkowo „ludzki”. Łaskawy. Tworzył wrażenie, jakby to był ruch wyłącznie z pewnej „korpopolitycznej” konieczności, a nie z wyrachowania.

Miało być pięknie

Na bazie tego komunikatu i wcześniejszych ruchów CEO Microsoftu, można było mieć nadzieję, że cięcia będą dość racjonalne.

Że zwolnienia czekają głównie rozdmuchaną kadrę zarządzającą. Że informacje o „awansowaniu na klienta” pominą dzięki temu większość twórców, a gry będą dalej robione zgodnie z planem.

Oczywiście, jak pokazały ostatnie dni, musiało wyjść „jak zawsze”. Jak nie gorzej.

Rzeź legend

Gdy już konkretne osoby zaczęły się chwalić tym, że otrzymały wypowiedzenia, to okazało się, że Microsoft nie szczędził osób odpowiedzialnych nawet za najbardziej doceniane i dochodowe gry studia.

id Software jest studiem, którego zasług nie muszę przedstawiać. Dooma prawdopodobnie znają nawet kosmici, jeżeli istnieją. Czy stworzenie:

  • jednego z najbardziej udanych technicznie silników do gier
  • trzech wysokiej klasy gier z serii Doom w ciągu 12 lat
  • DLC do wyżej wymienionych
  • i tym samym zarobienie kupy szmalu dla Microsoftu

uratowało ich przed zwolnieniami? Wręcz przeciwnie – najnowsze szacunki mówią o tym, że ze studia w USA pożegnano 70% pracowników. Oprócz tego id Software ma drugie studio, w Niemczech, z którego jeszcze nikogo nie wyrzucono. Piszę jeszcze, bo prawdopodobnie jedynym powodem dla którego tak się nie stało jest europejskie prawo pracy. Oprócz tego wiele wskazuje, że używany przez id Software silnik id Tech pójdzie do piachu. Z jednej strony nikt oficjalnie tego nie powiedział. Z drugiej strony, to kto ma go rozwijać?

Podobny, ale teoretycznie mniej brutalny, los napotkał ZeniMax Online Studios. Czemu teoretycznie? Bo w połączeniu z wcześniejszymi zwolnieniami jest realne, że z studia zostało mniej niż 40% tego, co było przed rokiem. Rozbraja mnie to tym bardziej, gdy pomyślę o tym, że robiony przez nich Elder Scrolls Online jest prawdopodobnie jedną z bardziej dochodowych gier Microsoftu. Ciekawostka – wśród zwolnionych są dwie osoby, które są bezpośrednio odpowiedzialne za istnienie Dungeons and Dragons w formie, jaką dziś mamy – Jeff Grubb i Ed Stark3. Nie spodziewałem się tego, że współtwórcy D&D pisał zadania do ESO.

Obsidianowi też się oberwało i to chyba z każdej możliwej strony. Z jednej strony – zwolnienia w firmie.
Z drugiej – zostali oni zmuszeni do anulowania różnych swoich projektów, by robić kolejnego Fallouta.
Ten ostatni punkt boli podwójnie, bo wcześniej mówili, dość bezpośrednio, że nie są zainteresowani robieniem gier w cudzych światach i wolą rozwijać swoje. Co zresztą przynosiło całkiem przyzwoite efekty. Pokłócić się o Avowed możemy w komentarzach.
Ciekawi mnie, jak dobrze osłabiony personalnie Obsidian poradzi sobie z robieniem gry, której nie chcieli robić, prawdopodobnie na akord. No i ze świadomością, że to wcale nie musi ich uratować od kolejnych cięć personalnych.

Gdy już się dowiadywaliśmy o tym, że zwalniany był ktoś z kadry menedżerskiej, to też nie były to sensowne wieści. Przykładowo taki Kevin LaChapelle. Pracował w Microsofcie 37 lat. Jego nazwiska niemalże na pewno nie kojarzycie. Znacie jednak dwie rzeczy, które zostały zrobione pod jego przywództwem – kompatybilność wsteczną w konsolach Xbox i xCloud. Microsoft postanowił, że z wszystkich osób ze kadry menedżerskiej w firmie wywali akurat tę jedną osobę, która dowiozła dwa kluczowe projekty, w tym jeden będący jedną z kluczowych zalet ich konsoli. To ma sens.

Wyszło, jak widać, tradycyjnie

Wiecie co? Trochę brakuje mi jakiejś konkretniejszej puenty.

Zwalniane są, rytualnie wręcz, osoby, które robią kawał dobrej roboty. Odpowiedzialne za rzecz najważniejszą i najbardziej potrzebną Xboksowi teraz – za gry.

Ambicje aktualnej CEO Xboksa o tym, by „Xbox był jedną z niewielu firm na świecie, które będą zabawiać miliard ludzi dziennie” będą dość trudne do spełnienia, kiedy będzie się je opierać na kilku starych markach będących pod opieką okrojonych załóg. Chyba, że to ja jestem dziwadłem i nie chcę czterdziestego siódmego Fallouta.

Tak czy owak – aktualnie konsolowcy, patrząc na „duże” sprzęty, to niezależnie od tego, w którą stronę spojrzą, i tak są w dupie. To jest prawdopodobnie najsmutniejsze w tym wszystkim.

  1. Z tego co mi wiadomo to jest jedyne miejsce gdzie ona opublikowała to info. Nie ma tego nawet na swoim profilu na LinkedIn ↩︎
  2. Ja nie muszę sobie wyobrażać. Co prawda mój rekord to 7 szczebli, ale nawet to to było za dużo ↩︎
  3. On serio się tak nazywa ↩︎


Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *