Czekam na Sapera w świecie Warhammera 40k.

To co się dzieje z uniwersum Warhammera 40k mnie zwyczajnie przeraża. Dawno nie widziałem, by z jakiejś marki robiono, w tak bezpardonowy sposób, szmatę do podłogi.

Warhammer 40k Waaagh!
Na pewno nie będę się spokojnie przyglądał temu co się dzieje.
WAAAAAAGH!

Spojrzenie na listę gier z tego uniwersum wydanych w ostatnim czasie nie napawa optymizmem. Może wręcz przerazić.

Szachy, Plants versus Zombies i inne statki

Pierwszą oznaką rozmieniania uniwersum Warhammera 40k na drobne była gra Storm of Vengeance. Zapowiadana szumnie jako mobilna gra MOBA w świecie pełnym krwi, przemocy i odciętych piłomieczem kończyn okazała się być zwyczajną ściemą.
Drobna zmiana tematu – firma Eutechnyx jakiś czas temu wypuściła grę o tytule Ninja Cats vs. Samurai Dogs. Chodziło w niej o to, by budować jednostki na pięciu trasach i przebić się przez wojska przeciwnika na jego stronę planszy. Graliście? To spoko, w takim razie graliście też w Storm of Vengeance, które jest zaledwie reskinem tej gry. 

Myślę, że jest to jeden z najbardziej bezsensownych autoplagiatów w dziejach. Francyzę, znaną z rozbudowanych gier RTS przerabiać na coś podobnego do biednej gry typu Tower Defense? Bez komentarza.

Czarę goryczy jednak przelało co innego.
Regicide. Strategiczna gra turowa w świecie Warhammera 40k. Z wieloplatformowym trybem wielosobowym. Brzmi fajnie?
A tak naprawdę będą to tylko, przerobione w niewielkim stopniu, szachy.

Warhammer 40k Regicide
Szach mat, heretycy!

Premiera jakoś niedługo. Jak ktoś chce, to za nędzne 34 dolary może kupić preorder gry wraz z limitowaną koszulką. Z orkiem albo Kosmicznym Marines.

Dark Souls: WAR Edition

Na osobną wzmiankę zasługuje Space Hulk z 2013 roku. Jest to jedna z niewielu gier, które sprawiają wrażenie, jakoby miała być czymś więcej, niż remiksem świata 40k z jakimś oklepanym pomysłem.

Space Hulk jest turową grą taktyczną, będącą adaptacją kultowej planszówki o tej samej nazwie. Niestety, fajny pomysł poszedł w diabły z bardzo prostych przyczyn – gra była, i, z tego co mi wiadomo, dalej jest, strasznie niedopracowana. Oprócz tego oberwało się jej za koszmarny, wywołujący skojarzenia z podtytułu, poziom trudności oraz przesadną skrupulatność w przenoszeniu anachronicznej mechaniki z gry planszowej. Już lepszym pomysłem są te nieszczęsne szachy.

Z tego powodu trzeba sobie powiedzieć wprost: dalej czekamy na nową grę z uniwersum Warhammera 40k. Ta niestety dała ciała. I nawet, Deathwing, sporej wielkości dodatek naprawiający błędy i szlifujący niedoskonałości rozgrywki nie zmienia tego stanu rzeczy. Nie muszę chyba mówić, jak smutny jest ten fakt?

Stare, dobre czasy

Zabrzmię jak stary wiarus, ale tego niestety wymaga sytuacja – czasy świetności świata Warhammer 40k to czasy przeszłe.

Świętej pamięci THQ potrafiło się postarać o to, by produkcje dziejące się w realiach ciągłej kosmicznej wojny były w najgorszym razie dobre.
Dawn of War wraz z dodatkami spotkały się z tak szczęśliwym odbiorem, że do dziś mają bardzo liczną i aktywną społeczność. Jeżeli chcecie, by ktoś wam skopał tyłki podczas partii multiplayera w tej grze, to gwarantuje wam, że zawsze ktoś się znajdzie.
Dawn of War 2 utraciło część swojego uroku wraz z przestawieniem punktu skupienia rozgrywki z części strategicznej na część RPGową, ale dalej trzymało fason.
Space Marine? Bardzo krwista i wciągająca strzelanka z widokiem trzeciej osoby. Świetna historia utrzymana w klimacie i bardzo trzymająca się klimatu Warhammera rozgrywka. Chciałoby się aż krzyczeć „ZA IMPERATORA!” rozcinając piłomieczem kolejnych orków.

To wszystko, to niestety przeszłość.

Ostatnie nadzieje ludzkości

Na ten moment jedyną pewną rzeczą, dzięki której Warhammer 40k może się dorobić godnego przedstawiciela w świecie elektronicznej rozrywki jest Eternal Crusade. Pisałem o tej grze pewien czas temu i dalej nie mogę się doczekać chwili, gdy w nią zagram. Wielkie bitwy w których każda postać będzie sterowana przez człowieka. To. Będzie. Piękne. Przyjmując oczywiście, że tego nie sknocą.

W chwili, kiedy dokańczam ten wpis, pojawiają się pierwszej informacje o innej grze, z świata Warhammera 40k: Dark Nexus Arena. Ona również może stać się czymś więcej, niż małą, nieistotną giereczką pasożytującą na licencji. Szkoda jedynie, że będzie to przedstawiciel jednego z najczęściej maltretowanych teraz gatunków.

Oprócz tego możemy mieć tylko nadzieję na to, że Games Workshop przejrzy na oczy i postanowi dać licencję na stworzenie gry z świata Warhammera 40k jakiemuś studiu tworzącemu gry inne niż, za przeproszeniem i z wyrazami szacunku dla sensownych tworów,  pierdoły na urządzenia mobilne. Bo powiedzmy sobie szczerze: gry wydane w ostatnim czasie to właśnie są tego typu „produkcje”.

[divider type=”thin”]

Nie zmienia to jednak zupełnie faktu, że na ten moment Games Workshop powinno zostać poddane najbardziej skutecznemu rozwiązaniu wszelkich problemów, jakie zna Warhammer 40k.

Exterminatus Warhammer 40k

Bo Exterminatus jest dobry na wszystko. I bez niego pewnego dnia obudzimy się z ręką w nocniku. I z Warhammer 40k: [tooltip text=’po angielsku Saper’ trigger=”hover”]Minesweeper[/tooltip] na smartfonie.

 

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Czekam na Sapera w świecie Warhammera 40k."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
VV'Z
Gość

Ja natomiast czekam na produkcję MOBA w świecie Mass Effect i elementami gry logicznej wprost z tabletów. Koniecznie w systemie f2p (lub tym drugim p4w)! Ktoś także czeka, aż trafi na workshop? 🙂

wpDiscuz